środa, 2 września 2015

Izotek w kontekście problemów hormonalnych

Ziemolina napisała ostatnio coś, co zapadło mi w pamięć: "Kiedy znajdziemy już nasz osobisty balans i równowagę, musimy uświadomić sobie, że jeśli mając 20-30 lat wciąż mamy trądzik, to będzie on nam towarzyszył prawdopodobnie do końca życia (chyba, że zdecydujemy się na Izotek). Pomimo że nie jest to dobra wiadomość, to w chwili, kiedy się z tym uporamy, nie będziemy już czuć rozczarowania i wściekłości po kolejnej kuracji, która działa tylko chwilowo. Przestaniemy też nerwowo rzucać się na kolejne nowinki, bez składu i ładu podejmować rozpaczliwe próby leczenia, by po chwili znów obrazić się na cały świat i schować w jaskini. Wiedza, że trądzik będzie wracał niczym cholerny bumerang, po pierwszym okresie złości i zniechęcenia, pozwoli nam się z czasem do niego dystansować, a codzienna mozolna i nieprzerwana pielęgnacja - konsekwentnie i bez konwulsyjnych ruchów przyniesie wspaniałe rezultaty. Ok., mam trądzik, ale mam też nad nim kontrolę".

Mistrzyni zen :)

Bardzo dojrzała optyka, przyjemnie się czyta cyfrowe zapiski kogoś, kto długo poszukiwał i w końcu osiągnął wymarzoną równowagę. Nie tylko skórną, przede wszystkim tę mentalną. Większość czytelników doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak agresywnie acne tarda (i inne choroby naszej zewnętrznej powłoki w epoce hipercielesnej) potrafi modulować psychikę. Przewlekły stres, lęki, obsesje dermokosmetyczne, etc. - ciężko funkcjonować mając takie wirusy w głowie.

Ok, w wypowiedzi Ziemoliny Izotek funkcjonuje zapewne nie jako magic bullet (po 30+ latach od wprowadzenia do lecznictwa wiemy, że nim nie jest), ale jako lek dający nadzieję, na zasadzie: spróbuję, jeden cykl, dawka skumulowana 120 (może trochę więcej) mg/kg masy ciała i być może acne tarda zniknie albo ulegnie redukcji do czegoś, co można nazwać subtelnym defektem. I taka szansa zawsze istnieje, bez względu na istniejące w tle zaburzenia hormonalne.

Otrzymałem ostatnio wiadomość od rozżalonej czytelniczki, ujęła problem mniej więcej tak: "Nie mogąc poradzić sobie ze skórą i jednocześnie nie chcąc stosować leków hormonalnych [proponowano kombinację OC + Spironol]*, po długich rozmowach z dermatologiem zdecydowałam się na Izotek. Liczę na szybką ulgę, ale co z tego, skoro nawrót i tak w końcu nadejdzie [w wykonanych kilka miesięcy wcześniej badaniach wykryto podwyższone stężenia androgenów]".

Pojawia się zatem pytanie: czy jeśli za trądzikiem w wieku dojrzałym stoją zaburzenia hormonalne, to nawrót jest pewny? 

James Leyden ujął to kiedyś w taki sposób: "Isotretinoin (Roaccutane/Accutane) therapy (120 mg/kg) normally results in complete clearing of nodulocystic acne followed by prolonged remission, and many patients remain free of disease". Ale: "Women with adrenal or ovarian syndrome associated with elevated androgens commonly relapse with 6-12 months after isotretinoin therapy".

"Commonly", hm. Nigdy nie chciałem, żeby moje wypociny o mainstremowych dermatologach brzmiały fatalistycznie/nihilistycznie, ale prawda jest taka, że zaburzenia hormonalne po prostu wielokrotnie zwiększają ryzyko szybkiego nawrotu, szczególnie w sytuacjach, kiedy dawki (i dzienna, i skumulowana) były zbyt niskie. Jednak biologia skóry rządzi się swoimi prawami i czasami nawet mimo tlących się problemów hormonalnych udaje się uzyskać bardzo długie remisje. A to dzięki temu, że izotretinoina potrafi tak przestroić komórki macierzyste gruczołów łojowych, że te nawet bombardowane androgenami (i insuliną!) funkcjonują w miarę normalnie, może nie jak u dziecka, ale dużo lepiej niż przed zastosowaniem izotretinoiny.

Przykład z brzegu: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22998438

"Regardless of its association with PCOS, SI was effective in the treatment of nodulocystic acne". Gdyby wszystko było oczywiste, to w tak zaprojektowanym badaniu zauważono by inną dynamikę nawrotów u kobiet z PCOS. 

To tylko luźne myśli, żadna zmiana frontu i nakłanianie do leczenia Izotekiem kobiet "na ślepo", bez wglądu w środowisko hormonalne. Chodzi tylko o to, że nie wszystko w biologii skóry jest jednoznaczne i przewidywalne. Izotek zawsze daje nadzieję. Im wyższa dawka skumulowana, tym większa nadzieja (ale o tym, czyli o odchodzeniu od kanonicznej dawki skumulowanej, w odrębnym wpisie).

http://www.actasdermo.org/en/acne-relapse-rate-predictors-relapse/articulo/S1578219012003587/ - w tym artykule bardzo klarownie omówiono problem nawrotów i zwrócono uwagę na szalenie ważny aspekt w kontekście minimalizacji ryzyka nawrotu, jakim są regularne działania miejscowe. Najgorsze, co można zrobić, to pozowlić zacząć żyć skórze własnym życiem, bez jakiejkolwiek kontroli z zewnątrz. Jasne, idealnie by było, gdyby leczenie izotretinoiną zawsze działało jak przeszczep osi jajniki-nadnercza-skóra, ale życie to nie sci-fi rodem z Jetsonów czy Futuramy. 

Co więc robić, żeby nie zaprzepaścić efektów leczenia Izotekiem, jeśli wiemy (lub podejrzewamy), że nasze sebocyty będą bombardowane androgenami i insuliną (czy to z lekką opornością insulinową, czy po prostu dzięki normalnej diecie opartej o duże ładunki węglowodanowe)? Nie ma prostej odpowiedzi, nie ma uniwersalnych schematów. Na pewno trzeba kontrolować skórę od zewnątrz - to wymaga cierpliwości i wejścia w pewien rytm, ale jest to najprostsze narzędzie. 

Żeby utrzymać efekty poizotekowe, mnóstwo kobiet stosuje antyandrogeny. Ta strategia zyskuje coraz większą popularność: krok 1: wysoka dawka izotretinoiny, a potem krok 2: utrzymanie efektów dzięki regularnej pielęgnacji i antyandrogenom.

Zbieram się, żeby napisać więcej o antyandrogenach (w tym tych roślinnych) i zrobić to jednak nieco inaczej niż prof. Piotr Skałba w swojej monografii. 

Warto więcej napisać o spironolaktonie, który wyrasta na najbardziej popularny antyandrogen (choćby ze względu na bezpieczeństwo stosowania na długim dystansie, choć oczywiście wiele zależy od indywidualnej tolerancji pacjenta).
-----------------------------------------
* Znowu ta insulina. Nie da się pominąć tego hormonu w trakcie nawet powierzchwonych rozważań na temat adult acne. O różnych wariantach diet low-carb i przede wszystkim o olbrzymiej roli rytmu dobowego w kontroli całego metabolizmu energetycznego, zapaleń, starzenia i wrażliwości insulinowej u kobiet z PCOS - następnym razem.
5 GATTACA: Izotek w kontekście problemów hormonalnych Ziemolina napisała ostatnio coś, co zapadło mi w pamięć: " Kiedy znajdziemy już nasz osobisty balans i równowagę, musimy uświadomić so...

45 komentarzy:

  1. Przepraszam, że tak w ogóle nie na temat, ale ''wbiłam'' tu pierwszy raz, nadrabiam zaległości, czytam fantastyczne posty od początku i taka myśl mi się nasuwa - w jakim wieku jesteś? I czy już prawnie (jakkolwiek to odbierzesz) jesteś lekarzem? Czy może jesteś studentem medycyny, np: V roku ? :-)

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi już nic nie pomaga. Mam 25 lat i od ginekologa usłyszałam, że powinnam zajść w ciążę, to fakt jestem niedawno po ślubie, ale jak na ten moment nie planujemy dziecka. Mam szanowaną i poważną pracę. Co najgorsze...nie przyznałam się mężowi, że mam PCOS.
    Nie wiem co robić, może raz jeszcze Izotek lub Tabletki Anty ?

    Pozdrawiam, Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila, twoja ciąża to nie sprawa ginekologa. Trzeba być strasznym dupkiem, żeby coś takiego sugerować. Poza tym jeszcze nikt nie udowodnił, że zmiana środowiska hormonalnego związanego z ciążą leczy PCOS.

      Dochodzi do tego jeszcze problem zachodzenia w ciążę z zaburzeniami hormonalnymi.

      Jakie leczenie stosujesz obecnie?

      Usuń
    2. O, już myślałam, że nie odpiszesz, a jednak - dzięki. Tak w ogóle to gdzieś rok temu brałam Tetralysal przez 6 miesięcy i cera świetna, co z tego, że po odstawieniu nawrót. W tym momencie stosuje Inofolic, który fajnie wyregulował mi miesiączki, ale cera fatalna - tłusta strefa T, zaskórniki, trądzik różowaty, często mam rumień, a i wąsy...rozumiesz? Jestem kobietą i mam wąsy, całe szczęscie istnieje coś takiego jak wosk! Nigdy przy mężu nie pokazałabym się z wąsami, bo by zamarł. Pociesza mnie tylko fakt, iż jestem szczupła. Co mam zrobić z cerą? ;-/ Złuszczanie jej nie służy. Chyba moj ostatni ratunek to tabletki antykoncepcyjne, ale co będzie jak moja cera od nich wcale się nie polepszy, a tylko pogorszy? Jeśli chodzi o Izo to poczytałam trochę w sieci i jednak się nie zdecyduję. Koszmar normalnie.

      Kamila

      Usuń
  3. Chętnie poczytam więcej o tych antyandrogenach, co dziwne w sumie nie mam za dużo androgenów, ale wierzbownica mi pomogła (mam niski poziom estrogenów(?)), tylko inni się śmieją, że biorę leki na prostatę :) ale nieważne.
    Co do izoteku, przeszukując internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu ratunku na trądzik, pamiętam, też sporo historii o paskudnych nawrotach po kuracji izotekiem niestety, może to właśnie wynikało ze zbyt małej dawki albo zaniedbania pielęgnacji,diety itp. Dlatego szkoda mi było zdrowia na to, bo znając moje szczęście, nawet po tym leku wszystko by wróciło...

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam z niecierpliwością na posty o rytmie dobowym i antyandrogenach!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej Patryk!
    Czy izotek jest stosowany również w przypadku rosacea?
    4 miesiące na doksycyklinie i około tydz po zakończeniu wysyp pryszczy. Rumień ciut lepiej. Nie ma już napadowych buraków. Tylko cały czas coś wyskakuje...
    Ręce opadają.
    Pozdrawiam Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej Sylwia,

    Bardzo mi przykro. Wiem, że nadzieje na dłuższą remisję były spore, ale niestety - dox bardzo często wygasza tylko silny stan zapalny, a potem wszystko wraca. Rosacea wymaga jednak celowania naczyniowego.

    Izo jest lekiem bardzo często stosowanym w trądziku różowatym. Tu bardzo fajny artykuł: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3175801/, ale tak jak w przypadku dox ciężko oczekiwać magii, chociaż przy wyższych dawkach udaje się uzyskać naprawdę świetne i utrzymujące się rezultaty.

    Tu z kolei jedna moich ulubionych prac dotyczących rosacea z ostatnich lat: http://docserver.ingentaconnect.com/deliver/connect/mjl/00015555/v92n1/s15.pdf?expires=1441570250&id=82665652&titleid=75001721&accname=Guest+User&checksum=6ACD017CEA906A9B307DC856F5D825F1

    Bardzo często rosacea rozwija się na podłożu skóry tłustej/łojotokowej i wtedy bardzo ważnym elementem leczenia jest wyciszenie gruczołów łojowych.

    Głowa do góry, Sylwia.

    I pomyśl o IPL.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za szybka reakcje:-)
      Właśnie liczyłam na to ze szybko zaatakuje IPL- zaraz po antybiotyku. Powiedziano mo ze w trakcie leczenia doksycyklina nie można przejść przez IPL dopiero po wyciszenie stanu zapalnego.
      A tu masz babo placek od razu zaczęły wyskakiwac stany zapalne. Na takiej skórze nie ma opcji na IPL. Błędne koło. Dziękuję za linki będę studiować!
      Wydaje mi się ze wogole skóra mi się przyzwyczaiła do skinorenu. Stosuje go już chyba z rok. Jest jakaś alternatywa? Metronidazol odpada.
      Nie wiem teraz czy wrócić i dalej kontynuować dox? Co Ty o tym sadzisz?

      Usuń
    2. I zaczęłam pić wierzbownice bo lojotok mam straszny. Ale jeszcze za wcześnie na efekty. Poszukuję tez wyciągu z zielonej herbaty chce go dołączyć do suplementacji.
      A było tak dobrze podczas antybiotyku...
      Az mnie złość ogarnia wszystko na nic.

      Usuń
    3. Sylwia, próbowałaś niacynamid zewnętrznie stosować? Ja mam, jak to Patryk określa, quasi rosacea. Pomagają mi kosmetyki z niacynamidem, wysokie dawki witaminy c (ale rozłożone w czasie) i witamina B5 na łojotok - naprawdę działa, polecam wypróbować razem z karnityną, ktoś wspominał o tych suplementach w komentarzu pod poprzednim postem.

      Moja skóra lubi się też z Cicaplast Baume, ale wiem, że to niezbyt pomocne, bo każdy reaguje inaczej. Za to rosacure z synchroline to jak dla mnie totalna porażka.

      Kasia

      Usuń
    4. Hej Kasiu dzięki za info.
      Mogłabyś podać nazwy preparatu z tym niacynamidem?
      Jaką dawkę wit b5 stosujesz? Myślałam o wit b complex ale nie wiem czy to dobry pomysł.
      Moja skóra tez lubi cicaplast szczególnie na wieczór bo po takiej nocy jest wyciszona.
      A czy Ty zmagasz się też z pryszczami? Bo mnie wysypalo po zakonczeniu kuracji i teraz nie wiem co robić. Poza tym nie mogę iść do dermatologa który dał mi antybiotyk bo jestem za daleko.
      Pozdrawiam, Sylwia.

      Usuń
    5. Kasia,

      Rosacure Fast?

      Sylwia,

      Ciężko mi podpowiadać, sama wiesz, że wielu możliwośći teraz nie ma, szczególnie teraz, kiedy zaraz po odstawieniu dox, wszystko wróciło.

      Ja trzymałbym dalej wysokie dawki witaminy E, rutyny, B2, B5 i porozmawiał z lekarzem o leczeniu izotretinoiną; zakładając, że uda się wprowadzić skórę w remisję, można wtedy pomyśleć o serii zabiegów IPL.

      Usuń
    6. Dzięki Patryk.
      Cały czas się zastanawiam co zrobić.
      Był wysyp kilku-kilkunastu pryszczy. Póki co teraz wszystko goi się. Cały czas mam wrażenie ze mam coś z hormonami. Ale pamiętam też jak mówiłeś ze rosacea reaguje bardzo gwałtownie na skoki hormonów podczas cyklu. Ok ja to kumam. Tylko skąd tradzik na krzyżu sięgający pośladków? Nie jest to coś wielkiego ale jednak. Pol życia miałam też tradzik na plecach od x czasu już go nie ma.
      Juz sama nie wiem

      Usuń
    7. Ameryki tu nie odkryję. Wiemy, że sebocyty (szczególnie wtedy, kiedy pracują podobnie jak w acne tarda) produkują całe spektrum molekuł uwikłanych również w patologię rosacea. Jeśli skóra jest tłusta, występują i zmiany trądzikowe, i te naczyniowe, leczenie miejscowe (metronidazol, kwas azelainowy, etc.) nie przynosi efektów, to lekiem z wyboru bardzo często staje się izo.

      Usuń
    8. "Mogłabyś podać nazwy preparatu z tym niacynamidem?"

      Sylwia, zajrzyj na bloga  http://ervish.blogspot.com/2015/05/tonik-diy-wit-b3-niacynamid-domowy.html?m=1
      Tam znajdziesz trochę info na temat B3 i przepis na tonik.

      A tu: http://ervish.blogspot.com/2015/08/hydrating-b5-gel-jak-zrobic-serum-krem.html?m=1

      Przepis na słynne, a banalne i droogie serum
      SkinCeuticals to b5+ha, albo dodatkowo m.in. z niacynamidem.

      AnnaŚ

      Usuń
    9. Tak, chodziło mi o Rosacure Fast, zużyłam jedno opakowanie i raczej nie zdecyduję się na kolejne. W moim przypadku nie łagodził, słabo leczył stany zapalne, uważam, że szkoda czasu na ten produkt, jest tyle lepszych kosmetyków. Ale to nie zmienia faktu, że najlepiej sprawdzić na własnej skórze, być może akurat komuś pomoże.

      Sylwia, na początku stosowałam 1 g witaminy B5 dziennie, później nawet 10 g dziennie, teraz około 4g. Wiadomo, najlepiej z łojotokiem było przy 10g - nie było go w ogóle. Teraz zmniejszyłam, nic złego się nie działo,ale uznałam, że tak duże dawki na dłuższą metę nie są dobre. Przy 4g rano, po całej nocy mam lekko błyszczący nos, ale w ciągu dnia skóra przetłuszcza się minimalnie, cały dzień w makijażu i zero błysku.

      Zmagałam się z ropnymi pryszczami, ale ograniczenie łojotoku automatycznie sprawiło, że problem zniknął(w moim przypadku witamina B5 naprawdę działa cudownie). Za to czasami nadal dostaję jakieś czerwone plamki, na policzkach ostatnio miałam chyba jakąś reakcję alergiczną, ale z racji tego, że skóra nie jest tłusta, wszystko goi się szybciej i skóra w dotyku jest gładziutka, tylko czerwona...

      Zażywam ją ponad miesiąc i włosy na razie nie wypadają, zobaczymy jak będzie później. W każdym bądź razie warto być przygotowanym, że to jeden ze skutków ubocznych.

      Niacynamid jest w w Lipicar Syndet, oprócz tego kupiłam czysty niacynamid i dodaję do srebra koloidalnego albo płynu micelarnego (chociaż nie wiem, czy to dobre połączenie, u mnie działa). Z kwasem hialuronowym też się sprawdza.

      Kasia

      Usuń
    10. Witam serdecznie,
      Czy moglibyście napisać gdzie kupujecie kwas pantotenowy (b5) w proszku? czy kupujecie w innej formie?
      MM

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Patryku, zgadzasz się z tym? https://instagram.com/p/3vgMNTNuMu/?taken-by=annalewandowskahpba
    A tak w ogóle pod poprzednim postem pisałam, że mi jedna studentka już VI roku medycny napisała, że zakwaszenie nie istnieje, jak to jest z tym w końcu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tzw. zakwaszeniem jest wiele problemów, ale jeden podstawowy: językowy. Bo jeśli to terminu low-grade metabolic/latent acidosis podejdzie się z podręcznikiem Kokota, to do żadnej polemiki nie dojdzie.

      Na kanale Neti Aneti młody lekarz bardzo klarownie dekonstruuje cały szum wokół zakwaszenia. To samo chyba na Tłustym Życiu. I na Pogromcach Mitów Medycznych.

      (W ogóle idzie zwariować siedząc trochę dłużej w sieci i czytając o zdrowiu. Z jednej strony jest to świat, w którym istnieje coś takiego jak "zmęczone nadnercza", a zmiany trądzikowe mają często swój początek w przeciekającym jelicie, natomiast zakwaszenie jest już wymysłem Aflofarmu i fantazją zbudowaną wokół Eliminacidu. Bądź tu mądry.)

      Generalnie optyka jest taka: stężenia składowych poszczególnych buforów w normie, pH w normie, płuca i nerki sprawne, więc żadne zakwaszenie nam nie grozi.

      Tylko problem w tym, że tacy badacze jak choćby Lynda Frassetto nie wciskają ludziom kitu i nie wmaiają, że śmieciowe jedzenie prowadzi do kwasicy metabolicznej. Oni wszyscy właściwie teoretyzują na temat tego, jakie pH jest optymalne dla wielu procesów komórkowych i czy minimalne wahnięcia w równowadze kwasowo-zasadowej (indukowane choćby kiepską dietą/niedoborami ważnych minerałów/przeładowaniem solą) mogą mieć wpływ na szeroko pojęty metabolizm.

      I niektórzy upierają się, że nawet minimalne wahnięcia pH mogą mieć wpływ na wrażliwość insulinową czy funkcję osteoklastów.

      Ostatnio czytałem gdzieś pracę, w której wykazano, że zejście z pH z 7,41 do 7,39 (czyli cały czas jesteśmy w granicach normy) ma negatywny wpływ na kości (szybki wzrost stężenia kilku markerów resporpcji).

      W innym badaniu podniesienie pH o 0,02 u kobiet po menopauzie dawało wymierny efekt w postaci poprawy metabolizmu kości.

      http://images.yoli.com/BritJournalArticle.pdf - to jest naprawdę fajne ujęcie. Nikt tu się przy niczym nie upiera i nie wmawia, że od zakwaszenia wypadają włosy, a kość ulega degeneracji. Podane jest za to mnóstwo danych przemawiających za tym, że przeładowanie kwasami przy zachowaniu izohydrii ma znaczenie kliniczne.

      Wydaje mi się, że wiele osób zainteresowanych szeroko pojętym zdrowiem nie akceptuje/nie zna definicji zakwaszenia i cały czas widzą ten problem (?) w sposób podręcznikowy: albo jest kwasica, albo jej nie ma.

      A zakwaszenie definiowane jest tak: Blood pH from prolonged or chronic acidogenic diets is reported to be near the lower physiological range (7.36-7.38) rather than the higher end (7.42-7.44). Specifically, persistent acidogenic diets have the potential to cause small decreases in blood pH and plasma bicarbonate, but not beyond the normal physiological range. This condition is described as ‘diet-induced’, ‘low-grade’, or ‘chronic metabolic acidosis’ or sometimes ‘latent acidosis'.

      Nie ja to wymyśliłem, a optyka Frassetto jest jednak dużo bardziej złożona, niż 3-minutowe wystąpienie na YouTube i kilka kciuków w górę.

      No i oczywiście nawet jeśli cywilizacyjne pH odbiega od optymalnego, to na pewno nie jest naszym jedynym problemem, a sukcesy tzw. diet odkwaszających polegają być może na tym, że wreszcie odżywianie staje się świadome i poprawa następuje na wielu płaszczyznach.

      Usuń
    2. Odkąd przeszłam na produkty zasadotwórcze i ''dietę lewandowskiej'' czuję się znakomicie!
      Świetnie to wytłumaczyłeś - dzięki!

      Usuń
  9. Witam Patryku
    Na wstępie kilka słów o mnie: mam 28 lat trądzik z różnym nasileniem od czasów dojrzewania.O tym jak sie z tym czuje nie musze chyba pisać : niemal każy z czytelników przez to przechodził od dermatologa do dermatologa.
    Przejdę do rzeczy: śledzę Twój blog od dawna, w zasadzie odkąd zacząłeś się pojawiać na blogu Ziemiony czytam wskazówki bo jak wiele osób zwątpiłam w to, że ktoś mnie z tego wyleczy. Proszę o radę co teraz spróbwać. Napisze moje leczenie na przełomie ostatnich 4 lat bo wcześniejszego leczenie nie pamiętam: linia proacne z USA( spedziłam tam rok i leczyłam sie sama z uwagi na cenę konsultacji) jakieś 6 miesiacy efekt niezły ale totalne uwrażliwienie cery- przerwałam kuracje bo moja cera przestałą tolerować jakikolwiek produkt tej serii: pieczenie, czerwona twarz
    Póżniej tetrarysal ok pół roki cynk i akneroxid.Efekt niezły zle po niecałym pół roku wróciło znów dostałam akneroxid ale moja cera juz sie zbuntowała ekstremalne pieczenie i buraczana twarz więc tym razem dermatolog robiła mi preelingi tretioinowe retix c i duac na twarz na wieczór + kwas migdałowy. Efekty marne. Zdecydowałam sie na zmianę dermatologa i obecnie mój plan wygląda następująco: cynk 3x dziennie, acnatac co drugi wieczór na zmianę ze skinorenem. Skinoren albo effaclar duo+ miał być na dzień ale mam tak uwrazliwioną cere że w momencie jak sie zgrzeję w ciągu dnia( np. pobiegam) mając którykolwek z tych kosmetyków na sobie twarz piecze i znów jest buraczana więc na dzień nic.Ten plan stosuje już 4 miesiace ale w sumie bak porawy. Niestety co gorsze widze ekstremalne uwrazliwienie cery obecnie nawet filtr Skinceuticals mnie więc nie stosuje nic na dzień ...Zaczynam wątpić czy to ma sens. Taka ciągła walka z wiatrakami.
    Zrobiłam badania jakie polecałeś, w czaseie miesiączki- tylko jeden parametr nie mieści się w normnie:

    17-hydroksyprogesteron 0,9
    Testosteron 43,39
    DHEA-SO4 295,86
    SHBG ( 110,26
    Androstendion 3,01
    Insulinana czczo 4,21
    Prolaktyna 10,02
    FSH 7,19
    LH 5,13
    Testosteron wolny 3,5

    Zaczełam pić werzbownice ( ze 2 tyg dopiero) chyba spróbuje Inofolic nie wiem co dalej...Dietetyczka przekonuje mnie że to nietolerancje pokarmowe ale jeśli chodzi o gluten i laktoze nie mam żadnych objawów cekalii itp. i to całe zamieszanie do mnie nie przemawia.Zywie się zdrowo: sporo chudego białka warzyw owococów .Co do węgli t nie jest to lo-carb ale też nie żyje na białych bułkach. Nie wiem co robić dalej. Czy juz czas na Izotec?Troche sie boje.... Co radzisz?

    Pzdrawiam
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Agnieszka,

      > Dietetyczka przekonuje mnie że to nietolerancje pokarmowe ale jeśli chodzi o gluten i laktoze nie mam żadnych objawów cekalii itp. i to całe zamieszanie do mnie nie przemawia

      Wiesz, Agnieszko, do tej pory nikt na świecie nie wykazał związku między szeroko pojętymi problemami jelitowymi a acne tarda czy w ogóle trądzikiem.

      Dużo się pisze o osi skóra-jelita, probiotyki mogą poprawiać stan skóry trądzikowej czy atopowej, zwiększać wrażliwość insulinową, bardzo dużo wskazuje na ważną rolę bariery jelitowej w powstawaniu przewlekłych chorób zapalnych/autoimmunologicznych, etc., ale wmawianie komuś, że przyczyny acne tarda leżą w jelitach jest absurdem.

      A co dietetyczka na wyniki badań hormonalnych?

      Ktoś już oglądał te wyniki?

      Czy wykonywane było USG jajników? Stosowałaś może leczenie hormonalne w przeszłości?

      Ja przyjrzałbym się insulinie po obciążeniu, to jest tak samo ważne jak profil androgenów, szczególnie kiedy jeden z parametrów androgenowych jest poza normą.

      Jeśli leczenie miejscowe nie daje nic (albo prawie nic) oprócz ciągłego podrażnienia, to trzeba po prostu zacząc zmieniać środowisko hormonalne. Inaczej terapia miejscowa będzie walką z wiatrakami.

      Usuń
  10. Witaj Patryku,
    Zastanawia mnie ostatnio jod i jego wpływ na rozmaite schorzenia, zwłaszcza te narządów wydzielania wewnętrznego - wiadomo. W przypadku np. hashimoto jedni mówią, żeby nie suplementować (badania Wolffa-Chaikoffa), drudzy - przeciwnie, że wspomniane badania były farsą i trzeba jod przyjmować, nie zapominając jedank o selenie. Ci drudzi wskazują poza tym na fakt, że m.in. hashimoto i in, zaczęły lawinowo wzrastać, gdy spożycie jodu zaczęło spadać.

    Kurczę, czy jest to kolejny temat z serii tych neverending story (jak też wspomniane przez Ciebie ph).

    Wracając do jodu, to czy osoba mająca wole guzkowe tarczycy może spróbować (jeśli ma niedobór) właśnie suplementacji, np płynem lugola 5% ?

    Aha, piszesz: "Oni wszyscy właściwie teoretyzują na temat tego, jakie pH jest optymalne dla wielu procesów komórkowych i czy minimalne wahnięcia w równowadze kwasowo-zasadowej (indukowane choćby kiepską dietą/niedoborami ważnych minerałów/przeładowaniem solą) mogą mieć wpływ na szeroko pojęty metabolizm." Patryku, czy miałeś na myśli każdą sól, czy tę rafinowaną? Podobno ta nieoczyszczona jest zdrowa (ponad 80 mineralów np w himalajskiej, czy kłodawskiej)

    Pozdrawiam
    AnnaŚ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Ania,

      Rzeczywiście, suplementacja jodem to kolejny hot topic (jak fruktoza, mleko/nabiał, gluten, metylacja, cholesterol/kwasy nasycone, antyoksydanty etc.). W ogóle leczenie najczęstszych schorzeń tarczycy to temat na odrębną dyskusję.

      Do rzeczy: mnóstwo badań eksperymentalnych i wiele badań populacyjnych pokazało, że przeładowanie jodem to nic dobrego. Szczególnie w kontekście niedoborów selenu (obecnie dużo bardziej rozpowszechnionych w świecie zachodnim niż deficyty jodu). W świetle wielu badań spokojnie można użyć nazwy "strażnik tarczycy" odnośnie selenu (oczywiście ważne są też inne mikroskładniki - cynk, miedź, retinol, tiamina, żelazo, kwas askorbinowy czy magnez).

      Selen i jod powinny iść w parze. I tu w 100% zgadzam się z takimi badaczami jak Crawford czy Cunnane. Tak bardzo odeszliśmy od akwatycznej/rybiej diety, że pojawienie się zaburzenia równowagi selen:jod nie może być zaskoczeniem.

      Zatem: nie jestem zwolennikiem ładowania w organizm izolowanego jodu (chyba, że stwierdzono niedobór).

      > Ci drudzi wskazują poza tym na fakt, że m.in. hashimoto i in, zaczęły lawinowo wzrastać, gdy spożycie jodu zaczęło spadać

      Nie użyłbym słowa "lawinowo", ale tendencja w przypadku Hashimoto jest raczej odwrotna: przeładowanie jodem --> więcej zapaleń tarczycy. I być może chodzi właśnie o lekkie, ale długotrwałe deficyty selenu (i innych kluczowych mikroskładników).

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25050783

      > Wracając do jodu, to czy osoba mająca wole guzkowe tarczycy może spróbować (jeśli ma niedobór) właśnie suplementacji, np płynem lugola 5%?

      Jeśli już, to bardziej w kontekście wyrównania niedoboru.

      > czy miałeś na myśli każdą sól, czy tę rafinowaną?

      Miałem na myśli konkretnie wysokie dawki chlorku sodu (działające zakwaszająco).

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dzięki Ci,
      za Twą mądrość i rozsądek :)
      AnnaŚ

      Usuń
    3. Haha, przestań :) Żadna mądrość; literatury jest mnóstwo i każdy na tej bazie może wyrobić sobie własną opinię. Zabawne jest tylko to, że na podstawie tych samych danych powstają biegunowe opinie (np. jodofobia niektórych endokrynologów w Hashimoto vs. jodoentuzjazm).

      Usuń
  11. Moim zdaniem kluczem do pięknej cery to zdrowe odżywanie, to PODSTAWA. Wzięłam się za siebie, skończyłam z: kawą, słodyczami, ostrymi przyprawami, białym pieczywem, słodkimi napojami, ciastami itp. ale odkrycie, prawda? ;-) Prawda. :-)
    I nawet nie przypuszczałabym nigdy, że picie ziół w większej ilości (max. 3-4 razy dziennie) - pokrzywa, czystek, rumianek, zielona herbata, mogą poprawić stan cery.
    Czuje się wspaniale, a to dzięki Tobie Patryku, bo to z Twojego bloga czerpałam garśćmi wszystkiego co się dało! A cały czas się zastanawiam, dlaczego dermatolodzy u których byłam ani słowem nie wspomnieli o kombinacji zioła+suplementy? To działa.
    DZIĘKI, ŻE JESTEŚ! :-****
    Maja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > A cały czas się zastanawiam, dlaczego dermatolodzy u których byłam ani słowem nie wspomnieli o kombinacji zioła+suplementy?

      Pewnie nie zaglądają nawet do Przeglądu Dermatologicznego ;)

      http://www.termedia.pl/Rola-roslinnych-surowcow-kosmetycznych-w-leczeniu-schorzen-dermatologicznych-wywolanych-hiperandrogenizmem,56,16478,0,0.html

      Szkoda, że słowa "fitoterapia" czy "suplementy" mają w mainstreamowej dermatologii wydźwięk pejoratywny.

      Narzędzia roślinne może nie są magiczne, ale naprawdę potrafią pomóc.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Hej Patryku, mam pytanie wydaje mi się bardzo
    w temacie. Jestem mężczyzną, mam 22 lata i trądzik od 12 roku życia, od około 4-5 lat spory rumień na nosie i policzkach, cera tłusta ale strasznie strasznie wrażliwa (lata stosowania nadtlenku benzoilu na pewno zrobiły swoje).
    Do rzeczy: od lipca 2014 przyjmuję izotretynoinę, zacząłem od 40mg dziennie, później 60, momentami 80 i zszedłem do 20. Generalnie nie liczę już dawki skumulowanej, ale w marcu było to koło 230mg/kg masy ciała, teraz pewnie będzie coś koło 300. Nie wiem czy robię źle czy dobrze, ale wiem jedno - boję się odstawienia i powrotu do poprzedniego życia (przez rok czasu stałem się nowym człowiekiem, to niesamowite). Od marca jestem na dawce 20mg dziennie, ale pomyślałem że zejdę jeszcze niżej i zmienię dawkowanie na 20mg dwa razy w tygodniu, aż w końcu odstawię całkowicie (coś koło listopada), czy to dobre rozwiązanie? Może lepiej byłoby zaopatrzyć się w opakowanie tabletek 5mg i brać je codziennie, a nie co 3 dni? To było pierwsze pytanie. Drugie: jak dbać o cerę po odstawieniu? Wcześniej na rumień pomagał metronidazol (rozex), działał kojąco, ale czym powinienem złuszczać naskórek? Skinoren działał źle, o brevoxylu nie chcę słyszeć, bo to jego podejrzewam o mój rumień, w pogotowiu czeka effaclar duo, ale jeszcze nie miałem okazji go przetestować, kupiłem na wszelki wypadek. Czym myć twarz? Czym nawilżać? Jak pielęgnować? Strasznie boję się, że źle dobrana rutyna doprowadzi do nasilonego rumienia i powrotu wyprysków.
    Nawrót po odstawieniu izo podejrzewam, że przyjdzie szybko, bo teraz biorąc izotretynoinę twarz nie jest w idealnym stanie, dlatego tak bardzo boję się przestać przyjmować tabletki.

    Dzięki za każdy post,
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Tomek,

      Twój komentarz totalnie trafił w temat. Jest to jedna z najwyższych dawek skumulowanych w jednym cyklu - to pewne. Jak to w ogóle wyszło, że leczenie trwa tak długo: autorski pomysł dermatologa?

      > Od marca jestem na dawce 20mg dziennie, ale pomyślałem że zejdę jeszcze niżej i zmienię dawkowanie na 20mg dwa razy w tygodniu, aż w końcu odstawię całkowicie (coś koło listopada), czy to dobre rozwiązanie? Może lepiej byłoby zaopatrzyć się w opakowanie tabletek 5mg i brać je codziennie, a nie co 3 dni?

      Wg mnie nie ma to większego znaczenia: zarówno schemat 20 mg raz lub dwa razy w tygodniu, jak i schemat 5 mg/dzień, są skuteczne w podtrzymywaniu wcześniej uzyskanych rezultatów.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16285647
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23617693
      http://www.medicaljournals.se/acta/content/?doi=10.2340/00015555-1204&html=1 (badania dotyczące rosacea, ale pod uwagę brano również produkcję sebum przy różnych dakwowaniu izo)

      Supresja sebocytów oczywiście nie jest tak potężna jak w przypadku dawek > 20 mg/d, ale gruczoły łojowe trzymane są w ryzach doskonale.

      > jak dbać o cerę po odstawieniu?
      > Czym myć twarz? Czym nawilżać?

      Niestety, nie ma jednego uniwersalnego schematu pokazującego, co robić w trakcie leczenia i po leczeniu.

      Każdy dermatolog ma chyba swoją wizję. Polecam lekturę historii leczenia Basi: http://cosmeticsblogging.blogspot.com/2013/12/zakonczyam-kuracje-retinoidami-i-co.html

      Najczęściej do ochrony przed nawrotem polecane są miejscowe retinoidy. Pamiętam, że jeden z moich profesorów mówił kiedyś żartobliwie, że on zaleca Zorac do końca życia + regularne złuszczanie skóry.

      Miejscowy retinoid można stosować rzadziej (np. 2 razy w tygodniu na noc), a wspomagać się preparatami regulującymi pracę gruczołów łojowych, np. zestawem Aknicare (krem + lotion).

      Kluczem, bez względu na to, jakie narzędzia miejscowe wybierzesz biorąc pod uwagę potrzeby skóry i jej tolerancję, jest to, żeby nie pozwolić skórze żyć po swojemu, bo przecież nie wiesz, w jakim kierunku będzie to wszystko zmierzać po zażyciu ostatniej kapsułki Izoteku.

      Usuń
    2. Kontrolę miejscową uważam za szalenie ważną, ale dla mnie podstawą jest obniżenie tonu androgenowego.

      U kobiet po zakończeniu leczenia izo jest to prostsze, bo przecież mogą kombinować z antyandrogenami.

      Dermatolodzy zbyt często (w ogóle?) o tym nie mówią, ale trądzik u dorosłych i młodych dorosłych bardzo często powiązany jest z insulinoopornością - i u kobiet, i u mężczyzn. Dlatego tak ważna jest dieta, która pozwala trzymać insulinę nisko - niżej niż na klasycznym odżywianiu high-carb.

      Insulina jest hormonem, który podkręca ton androgenowy. Wiemy to obecnie doskonale. Znamy mechanizmy.

      Dlatego nie dziwią nas wyniki takich badań: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26053680

      Tutaj ciut więcej o tym badaniu: http://markdrugs.com/rs8-1-2015.html

      Usuń
  13. To ja chyba jestem specyficznym przypadkiem, bo u mnie Cyprodiol (brany z innych niż skóra powodów) zaostrza bardzo subtelny dotąd problem z trądzikiem. Co więcej, nie zmniejsza w ogóle łojtoku na twarzy (niewielkiego, a jednak). Tydzień przerwy w braniu między jedym miesiącem a drugim był jedynym w którym skóra wyglądała dobrze. Potem znowu powrót do piguł i znowu nasilenie już od pierwszej piguły.

    Tak samo działała też wierzbownica i tak samo działała Diane35 rok temu- też zaostrzenie. Na wierzbownicy było wręcz koszmarnie.

    Także nie generalizowałabym że antyandrogeny wszystkim robią dobrze. Poza tym jest jeszcze czynnik nieprawidłowego rogowacenia naskórka - jak to wyeliminujemy działając tylko na wydzielanie łoju?

    Nie znoszę generalizacji pt "każdy kto ma trądzik ma go z powodu hormonów, a jak włączy OC to trądzik magicznie zniknie, bo obniżą się androgeny"...zwłaszcza że wiele osób dostało trądziku jeszcze będąc w trakcie brania OC, a nie po odstawieniu. Dobry przykład tutaj https://www.youtube.com/watch?v=voubgcZk0zU.

    Nie każda kobieta z trądzikiem to chodząca bomba testosteronowa, która wybuchnie androgenami jak się ją dotknie. Owszem, jest dużo takich przypadków, ale to nie cała populacja. Ja np. mogę w siebie ładować cyproteron bez końca i to wręcz pogarsza sytuację. Także zalecam rozsądek w wyciąganiu wniosków.

    OdpowiedzUsuń
  14. > Także nie generalizowałabym że antyandrogeny wszystkim robią dobrze

    A kto generalizuje? Ja? "Antyandrogeny" to szerokie spektrum subtancji, wiele mechanizmów, mnóstwo możliwości jednoczesnego działania pro- i anty-.

    > Nie każda kobieta z trądzikiem to chodząca bomba testosteronowa

    Nikt tak nie napisał, a na pewno nie tutaj. Widziałem normalne profile androgenowe kobiet z cieżkim acne conglobata (występowała za to różnego stopnia insulinooporność).

    Czasami wystarczy subtelne podkręcenie androgenowego tonu nadnerczowego.

    Ciągle piszę o ogromnej roli insuliny, a dogmat testosteronowy acne opisywałem przy badaniach Hamiltona.

    Co do cyproteronu: to oczywiste, że octan cyproteronu może zaostrzać trądzik czy problemy z włosami (u niewielkiego odsetka pacjentek, ale jednak), ponieważ nie jest "czystym" antyandrogenem.

    > Także zalecam rozsądek w wyciąganiu wniosków

    Serio, polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > A kto generalizuje? Ja?
      Nie, akurat o Ziemolinę mi chodziło, którą tu cytowałeś, jak czytam jej bloga to mam wrażenie że wszystko jest dla niej takie oczywiste: każdy kto ma trądzik ma go na policzkach, każdy z trądzikiem ma koszmarny łojtok, itd itp.
      Sprowadzanie wszystkich do stereotypu jestem-chodzącą-pokrytą-łojem-nierównowagą-hormonalną.

      No i te zdziwione komentarze w sieci -brałam OC i pogorszyła mi się skóra -ale jak to, przecież na OC skóra może się tylko polepszyć.

      Taka tam tylko refleksja, zawsze mnie zastanawiało czemu na jednych to działa, a dla innych do gwóźdż do trumny. Może to działa na zasadzie huśtawki- jeśli ktoś jest w głębokiej nierównowadze hormonalnej to pomaga, a jeśli ma mało dramatyczną sytuację hormonalną to pogarsza?
      Tak by to wyglądało. Jak jest- nie wiem.

      Usuń
    2. > Sprowadzanie wszystkich do stereotypu jestem-chodzącą-pokrytą-łojem-nierównowagą-hormonalną

      Oj, gdyby to było takie proste. Obrazów/fenotypów jest mnóstwo.

      I tak samo jest z przełożeniem profilu androgenowego na obraz skóry: można mieć subtelne odchylenie (np. podwyższony androstendion) i bardzo ciężki trądzik.

      Można mieć gruczolaka nadnercza z masywnym wyrzutem androgenów i delikatne zmiany skórne.

      Samo osocze w acne tarda to tylko jedna płaszczyzna. A przecież sama skóra jest potężnym gruczołem.

      Dlatego dobry dermatolog/endokrynolog/ginekolog nie myśli schematami i stereotypami, tylko do każdego pacjenta podchodzi indywidualnie. Bada to, co może zbadać, i kombinuje, szuka rozwiązań optymalnych dla pacjenta. Same androgeny to często nie wszystko.

      W ogóle dzięki za bardzo inspirujący komentarz; odnośnie nie-podręcznikowej reakcji na OC w osobnym wpisie.

      No i jeszcze coś:

      > Poza tym jest jeszcze czynnik nieprawidłowego rogowacenia naskórka - jak to wyeliminujemy działając tylko na wydzielanie łoju?

      Hiperkeratynizacja jest przecież zjawiskiem wtórnym do zaburzeń hormonalnych/lipidowych/redoks w okolicach gruczołu łojowego.

      Nie każdej postaci acne tarda towarzyszy potężny łojotok, bardzo często chodzi o zmiany w składzie sebum - i czasami to jest sygnałem do komedogenezy. Pomijam już nawet fakt, że spory odsetek zmian zapalnych w acne tarda rozwija się z pominięciem fazy zaskórnikowej.

      Trądzik to nie rybia łuska. Dlatego złuszczanie nie jest leczeniem przyczynowym acne tarda.

      Usuń
  15. Byłem ostatnio u dermatologa z nadmiernym łojotokiem i pojedynczymi zmiana trądzikowymi. Lekarz ze względu na mój wiek - 28 lat, mężczyzna, przepisał mi kurację izotekiem w dawce 50mg na dobę przez 3 miesiące.
    Moja waga - 75kg, za sobą miałem kurację izotekiem 5 lat temu w dawce 40mg na dobę, łączna 128mg/kg, oraz dawkę przypominającą rok temu - 20mg na dobę przez niecałe 3 miesiące.
    Czy takie kuracje mają w ogóle sens?
    Pozdrawiam
    Bartosz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Czy takie kuracje mają w ogóle sens?

      Bartosz, zapytałaś o to dermatologa?

      Usuń
  16. Tak, pytałem, ale jak to dermatolog - jest przekonany o swojej nieomylności, a czytając różnie publikacje takie krótkotrwałe kuracje rzadko się sprawdzają w stałej reemisji choroby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Czy takie kuracje mają w ogóle sens?

      Zależy, jak zdefiniujemy "sens". Domyślam się, że chodzi Ci o stałą remisję. Jeśli w przeszłości nastąpił nawrót po klasycznej dawce skumulowanej, to nawrót po 3-miesięcznym cyklu dawką 50 mg/d jest bardzo prawdopodobny. Choć tak jak pisałem wcześniej: skóra lubi nas zadziwiać.

      Dermatolog wspominał coś o możliwości leczenia bardzo wysoką dawką skumulowaną i próbie podtrzymania uzyskanych rezultatów dzięki diecie, metforminie (jeśli istnieje taka konieczność)?

      Bartosz, ktoś w najbliższej rodzinie miał podobne problemy?

      Usuń
  17. Wizyta trwała może z 5 minut. Nawet nie przepisał mi skierowania na badania tylko kazał od rodzinnego sobie załatwić. Przepisał na ten czas Acnatac raz dziennie na wieczór. O diecie nic nie mówił o metforminie też (zakładam że pewnie nawet nie wie co to jest) Jak widać - dawka 50mg na dobę przy mojej wadze przez 3 miesiące to daje dawkę skumulowaną 60mg/kg, więc nie jest to wysoka dawka.
    Problemów z insuliną nie mam - miałem robioną krzywą wyniki były następujące:
    Profil Glikemii po obciążeniu 75g glukozy
    Glukoza na czczo - 103 mg/dl
    Glukoza po godzinie - 102 mg/dl
    Glukoza po 2 godzinach - 93 mg/dl

    Insulina na czczo - 5,03 uU/ml
    Insulina po godzinie - 15,73 uU/ml
    Insulina po dwóch godzinach - 9,36 uU/ml

    W rodzinie tylko mama miała problemy z trądzikiem które minęły po 30 bodajże, ja obecnie mam 28 lat.

    Pozdrawiam
    Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj Patryku,
    Jestem 40-letnią kobietą, stwierdzone pcos, trądzik raz mniejszy, większy od mniej więcej 20 roku życia. Różne terapie zewnętrzne (pilingi, kremy, maści), jeden raz tetracyklina (15lat temu). Ostatnio na trądzik lekarz przepisał Izotek, boje się strasznie skutków ubocznych. Wiem że decyzji nikt za mnie nie podejmie, ale czy nie powinnam jeszcze spróbować antybiotyk, izotretynoina zewnętrznie?? Ewentualnie jakie badania zrobić? Proszę doradźcie mi coś

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj Patryku,
    Chciałam przedstawić Ci moją historię i poprosić o jakąkolwiek radę, gdyż nie radzę już sobie ze swoim problemem…
    Moja walka z trądzikiem trwa od kilku lat, byłam u wielu specjalistów brałam wiele leków używałam chyba wszystkich kremów… raz bywało gorzej a raz lepiej…
    Półtorej roku temu wyjechałam do Niemiec , w Polsce bywałam bardzo rzadko dlatego pomimo bariery językowej zdecydowałam się na wizytę u tutejszego dermatologa. Lekarz przepisał mi Aknenormin 10 mg, który miałam brać przez minimum 6 miesięcy. Efekty były natychmiastowe, wydawało mi się że wygram tą walkę. Ku mojemu zdziwieniu po zaledwie 4 miesiącach leczenia lekarz postanowił przerwać kurację. Polecił mi abym zaczęła stosować peelingi na przebarwienia i blizny… po za tym nie dał mi żadnych innych rad.
    Nie miałam zielonego pojęcia co mam dalej robić… dlatego postanowiłam że będę dalej używać maści których używam już od wielu miesięcy także w trakcie brani Aknenorminu czyli na przemian :
    effaclar duo +
    skinoren
    triAkneal
    do czerwca 2x w tyg. Atrederm 0,5%
    1x w tyg. Maseczka pilingująca z Avene
    w razie potrzeby krem nawilżający z filtrem UV.
    Na wszelki wypadek zdecydowałam się także na tabletki antykoncepcyjne „Maxim”, które jak zapewniała mnie Pani Ginekolog będą chronić przed ewentualnymi nawrotami trądziku.
    Niestety około miesiąc temu zauważyłam że stan mojej cery zaczyna się pogarszać… Zamieniłam Effaclar duo + na Effaclar k + miał pomóc z narastającym przetłuszczaniem cery i z drobnymi krostkami… Niestety efektów nie ma, a wręcz przeciwnie stan mojej cery z dnia na dzień jest coraz gorszy. Od zakończenia kuracji Aknenorminem minęły zaledwie cztery miesiące, nie sądziłam że trądzik powróci tak szybko, zastanawiam się gdzie zrobiłam błąd??? Może powinnam wrócić do Effaklar duo +? Albo znowu rozpocząć leczenie Atredermem ? Zastanawiam się jeszcze nad antybiotykiem, może Aknemycin ?

    Wydaje mi się że kuracja Aknenorminem 10 mg przy wadze 58 kg przez zaledwie 4 miesiące mogła być za lekka i zdecydowanie za krótka…obawiam się że niebawem trądzik powróci ze zdwojoną siłą, wszystko niestety na to wskazuje.

    Proszę o pomoc.
    Pozdrawiam Samanta.

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam, miesiąc stosowałam unidox i acnatac. Bez większej poprawy, trądzik nadal utrzymywał się w dolnej części twarzy. Zdecydowałam się na izotek 0,20 rano i 0,10 wieczorem, miejscowo w pierwszych dniach stosuje acnatac. Wiem,że to pierwsze dni,ale nie widzę poprawy,jest gorzej nawet. Wstyd już pokazywać się z taką buzią. Po jakim czasie mogę liczyć na poprawę.
    Pozdrawiam Daga

    OdpowiedzUsuń

< >