czwartek, 18 września 2014

Raport mniejszości (2)

*Jad, agresja i ogólna (nieprzyjemna) tonacja bloga: to jest zarzut bardzo poważny, nad którym trochę się zastanawiałem. Uważam, że nie jest to zarzut z Marsa, ale początki, ze względu na tematykę, musiały tak wyglądać. Można zapytać: czy nie mogłem omówić kwestii związanych z diagnostyką hormonalną acne tarda z dystansem, z większym zogniskowaniem uwagi na konkretach i pójść łagodną ścieżką tzw. konstruktywnej krytyki (opartej o konkretną literaturę)?

Oczywiście, że mogłem, ale nie chciałem. Z pełną świadomością wybrałem retorykę gniewu i tonację quasi-arogancji. Z prostego powodu - uważam, że rasowa, klasyczna polemika ma szansę zaistnieć tylko wtedy, kiedy obie strony jakiegoś sporu etycznego czy intelektualnego mają wspólny cel, jakim jest np. dobro pacjenta czy analiza teorii naukowej.

W tym przypadku droga kompromisów zwyczajnie nie ma sensu, ponieważ tzw. środowisko dermatologiczne (z wieloma, ale jednak wyjątkami) to twór skostniały, a ja nie mam czasu na zgrywanie naiwniaka. Pacjenci zmagający się z acne tarda (niektóre historie ciągną się ponad dwie dekady!) najwyraźniej również stracili cierpliwość. 

Naprawdę nie sądzę, żebym komukolwiek wlewał cykutę do ucha i serwował koktajle z dodatkiem strychniny. 

*Przypominanie mi, że jest nade mną pewna struktura, która może posłać mnie (kiedyś) do zawodowego piekła - uważam za ogromny strzał w stopę i wykładnik nie tylko braku logicznego myślenia, braku podstawowej wiedzy na temat tego, jak powinna wyglądać interakcja pacjent-lekarz, ale i totalnego oderwania od rzeczywistości.

Mógłbym bardzo dużo napisać na temat tego, co myślę o Naczelnej Izbie Lekarskiej, ale to nie jest blog z ambicjami politycznymi i generalnie uciekam od jakichś złożonych refleksji deontologicznych.

Poza tym wyręczył mnie, w znakomitym stylu, profesor Jan Hartman. Jeśli chodzi o jego percepcję i analizę "izby pychy", to ja podpisuję się pod tym w 100%. 

Polecam zapoznać się z tymi tekstami:




*Abstrahując od tego, że NIL to relikt i żywa skamieniałość, która nie powinna istnieć w epoce paradygmatu bioetycznego, ta organizacja posiada konkretne funkcje, z których każdy obywatel ma prawo ją rozliczać.

Przyjrzyjmy się jednej z nich, która polega na "sprawowaniu pieczy nad sumiennym i ZGODNYM Z AKTUALNĄ WIEDZĄ MEDYCZNĄ wykonywaniem zawodów lekarza i lekarza dentysty".

Zajrzyjmy również do Kodeksu Etyki Lekarskiej.

Art. 2.: "Najwyższym nakazem etycznym lekarza jest dobro chorego - salus aegroti suprema lex esto. Mechanizmy rynkowe, naciski społeczne i wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej zasady".

Art. 6.: "Lekarz ma swobodę wyboru w zakresie metod postępowania, które uzna za najskuteczniejsze. Powinien jednak ograniczyć czynności medyczne do rzeczywiście potrzebnych choremu zgodnie z aktualnym stanem wiedzy".

Art. 8.: "Lekarz powinien przeprowadzać wszelkie postępowanie diagnostyczne, lecznicze i zapobiegawcze z należytą starannością, poświęcając im niezbędny czas".

To oczywiście tylko wycinek, ale co nam to mówi w kontekście diagnostyki przewlekłych postaci acne/acne tarda? 

O tym za chwilę.

*Weźmy dwa artykuły mówiące o roli badań hormonalnych w diagnostyce acne tarda.

Pierwszy dokument to coś, do czego odwołuję się bardzo często. Są to rekomendacje zespołu ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego dotyczące terapii (oraz diagnostyki) hormonalnej acne. Dokument został wydany w roku 2011 i jest to w tym momencie artykuł klasyczny w naszych realiach.


Tekst nie jest idealny, wytyczne diagnostyczne z niego płynące również nie są idealne, ale jest to coś, co stanowi narzędzie, dzięki któremu można rozmawiać z lekarzem NFZ o tym, jak ważne są badania.

Co takiego zaznaczają eksperci?

"Leczenie hormonalne trądziku jest wskazane u pacjentek z łojotokiem, łysieniem androgenowym, zespołem SAHA (łojotok + trądzik + hirsutyzm + łysienie) oraz w wypadkach późno pojawiającego się trądziku".

I są to fundamenty - ile można leczyć miejscowo (lub doustnie antybiotykami) dojrzałe kobiety w sytuacjach, kiedy powinno przyjrzeć się hormonom? 

Jasne, istnieją takie postaci acne tarda, które dają się kontrolować przy pomocy regularnych działań miejscowych i dietetycznych - nikt temu nie zaprzecza. Istnieje wiele form acne - z tym polemizować się nie da.

Idziemy dalej.

"Inne cechy wskazujące na istotną rolę zaburzeń hormonalnych w patogenezie trądziku u kobiet - i co za tym idzie na celowość włączenia leczenia hormonalnego to: oporność na standardowe metody leczenia, trądzik związany z hirsutyzmem i nieregularnymi miesiączkami (np. w PCOS), nawrót choroby po leczeniu izotretinoiną".

A teraz cios obuchem w głowę przeciętnego dermatologa.

"Badania laboratoryjne PRZED rozpoczęciem terapii winny obejmować oznaczenie we krwi: testosterony (wolnego i całkowitego), siarczanu dehydroepiandrosteronu (DHEAS), 17-hydroksyprogesteronu, oraz stosunku LH/FSH. Oznaczenie te należy wykonywać poza okresem owulacyjnym (najlepiej w trakcie miesiączki)".

Kiedy należy zlecić panel badań hormonalnych? PRZED wprowadzeniem danego schematu leczenia.

PRZED, PRZED, PRZED.

*O ile nasz rodzimy dokument nie jest perfekcyjny, o tyle kolejny artykuł ociera się o ideał.

Ta diagnostyczna epifania pochodzi z Indii. Już sobie wyobrażam reakcję przeciętnego rodzimego dermatologicznego znachora: "Haha, Indie, przecież to jakaś egzotyka".

Strzał w kolano, dermatologu - Indie już dawno połknęły Polskę, jeśli chodzi o podejście do kobiet z przewlekłym trądzikiem.


Jakim parametrom należy się przyjrzeć w sytuacji, kiedy mamy prawo podejrzewać podłoże hormonalne wieloletnich problemów ze skórą?

a) wolny i całkowity testosteron
b) androstendion
c) DHEAS lub DHEA
d) SHBG
e) 17-OHP
f) LH/FSH
g) prolaktyna
h) kortyzol [wg mnie ten parametr praktycznie nigdy nie odgrywa roli w diagnostyce acne tarda - z tego powodu, że stany cushingoidalne wyłapuje się wcześniej, na podstawie większej ilości objawów, niż tylko izolowany trądzik]
i) insulina - poziom na czczo oraz po obciążeniu glukozą

Wnioski są chyba oczywiste: wielu lekarzy po prostu łamie Kodeks Etyki Lekarskiej, udając, że w literaturze brak jest konkretnych zapisów.

Zapisów jest mnóstwo, te dwa teksty to tylko wisienka na torcie wielu badań z przeszłości (o których wkrótce - cykl "Endokrynologia acne tarda" będzie stale poszerzany).

I teraz tak: ja mam się bać tego, że kierunkuję myślenie bezradnych kobiet w oparciu o konkretną literaturę? Nie rozśmieszaj mnie, anonimowy trollu z komentarzy.

Ja tu nie stawiam diagnoz, nie chcę być robotem, który interpretuje i wydaje wyroki, nie ustalam leczenia, ponieważ jestem jeszcze nikim w tej profesji. 

Natomiast bałbym się na miejscu lekarzy, którzy dosłownie doją pacjentki z pieniędzy bez żadnych wymiernych rezultatów.

Bałbym się miejscu Marii Noszczyk, która uważa, że jeśli miesiączki są regularne, to zapewne nic złego hormonalnie się nie dzieje.

Sorry, ale to przypomina mi bezradność intelektualną małej dziewczynki: "Jeśli miesiąćki sią regularne, tio ziaden pan doktorek nie będzie podejziewał zabuzień hormonalnych". Dziecku moglibyśmy wybaczyć.

*Podsumowanie: postulat jest krystaliczny - niech ci wszyscy lekarze tak koślawo wypowiadający się na temat acne tarda w mediach wsadzą sobie w cztery litery fantasmagorie dotyczące pędu życia, mleka i innych modulatorów (ważnych czynników, ale których nie da się nazwać przyczynami per se acne tarda) i zaczną spoglądać w stronę czegoś, co Kodeks Etyki Lekarskiej nazywa AKTUALNĄ WIEDZĄ.

Ok, ja spróbuję skończyć pierwsze teksty o mleku i rosacea, a Wy nie obrażajcie się z powodu olbrzymich objętości cyfrowego jadu :)
5 GATTACA: Raport mniejszości (2) *Jad, agresja i ogólna (nieprzyjemna) tonacja bloga: to jest zarzut bardzo poważny, nad którym trochę się zastanawiałem. Uważam, że nie jes...

231 komentarzy:

  1. Patryku! Brawo, brawo i jeszcze raz brawo! Mnie podoba się jeszcze jedna przyczyna trądziku wg niektórych lekarzy - brudne ręce, którymi dotykami twarz! :-). Poruszasz w tym poście bardzo ważna sprawę - to, że lekarze robią czasem z pacjentami co chcą bez żadnych badań. I nie mam tu na myśli tylko dermatologów. Sama jestem trochę takim przypadkiem, że wstępną diagnozę musiałam postawić sobie sama. Nie chcę się już tutaj rozpisywać, chyba że Ci w mailu napiszę, jeśli pozwolisz. Robisz tutaj niezłą robotę, dzięki której pacjentki są bardziej świadome jak powinna wyglądać diagnostyka. Lekarze będą nieco zdziwieni, jak nagle wszystkie kobiety zaczną się o badania upominać i skończy się dojenie ;-).
    Pozdrawiam serdecznie. Beata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, "trądzik bierze się z brudu" jest hitem :D

      Patryk, świetne i rzeczowe sprostowanie. Mnie ten "jad" w żaden sposób nie kłuje w oczy, być może dlatego, że wiem, jak wygląda błąkanie się po lekarzach i szukanie przyczyny problemów (jak większość czytelników tego bloga, z wyjątkiem trolli... inaczej takich osób nazwać się nie da, bo nie wierzę, że ktoś miotający się od lekarza do lekarza może podważyć to, o czym piszesz). W niektórych sytuacjach nawet rzucanie soczystym mięsem nie oddaje tego, jak to wygląda.

      Rób swoje, bo robisz to dobrze, a hejterów zjadaj na śniadanie (jak Chodakowska :D).

      Usuń
    2. Beato,

      > Lekarze będą nieco zdziwieni, jak nagle wszystkie kobiety zaczną się o badania upominać i skończy się dojenie

      Nie mogę się tego doczekać, chociaż doskonale wiem, że nie będzie łatwo.

      Wyobraź sobie polemikę z *doświadczonym* endokrynologiem, który widzi izolowany trądzik jako drobny defekt kosmetyczny/estetyczny.

      Największym błędem współczesnej medycyny nie jest wcale brak poziom wykształcenia (to można nadrobić), problemem jest jakaś kosmiczna arogancja i pewność siebie, za którą nie stoi nic, często absolutnie nic.

      Usuń
    3. I tutaj po raz kolejny się z Tobą zgadzam. Minęły już czasy, kiedy lekarza traktowało się jak Boga bo się ludziom wydawało że posiada jakąś tajemną wiedzę. W tej chwili w internecie dostępne jest wszystko, każdy może doczytać, kupić profesjonalne podręczniki medyczne itd. Ludzie nie dadzą sobie wcisnąć ciemnoty! Oczekują od lekarza współpracy, a nie cudu. Zmieniła się świadomość pacjentów i mam wrażenie, że część lekarzy tego nie może zrozumieć.
      W większości przychodni (a przynajmniej w mojej) stanowiska okupują lekarze, którzy dawno powinni siedzieć w domu w kapciach i bawić wnuki, a blokują miejsca młodym. Ja się już dawno zraziłam do lekarzy "starszej daty" bo nie są na bieżąco z medycyną i popadają w rutynę, która ich gubi!
      Dopóki idziemy z bolącym gardłem po antybiotyk to jest wszystko ok, ale jak pacjent jest trochę bardziej skomplikowany z różnymi objawami które trzeba złożyć w jedną całość to schody się zaczynają i jakoś brakuje pomysłu na leczenie.
      Twoje komentarze są bardzo wartościowe i doceniam też to, że potrafisz krytycznie spojrzeć na środowisko, w którym sam się obracasz.

      Beata

      Usuń
  2. Tylko, że trądzikowcy, którzy są świadomi powagi badań i diagnostyki wolą kawę na ławę, nawet jeśli ta 'kawa' jest podana w bardzo surowy sposób i bez cukru!! Przynajmniej mamy poczucie, ze Patryk pisze z sensem i układa kolejno puzzle w naszych głowach.

    A jeśli jakiś troll anonim poczuł się urażony to niech idzie na wizyte do przeciętnego dermatologa (pod warunkiem, że sam nim nie jest) jak chce żeby mu mydlić oczy. To jest miejsce na prawdę a nie ściemy!!

    Art. 6.: "Lekarz ma swobodę wyboru w zakresie metod postępowania, które uzna za najskuteczniejsze. Powinien jednak ograniczyć czynności medyczne do rzeczywiście potrzebnych choremu zgodnie z aktualnym stanem wiedzy".
    Pod warunkiem, że lekarz będzie inwestował swój czas na rozszerzaniu tej wiedzy a nie myślał czym by tu sobie jeszcze gabinetu nie wyposażyć. Bo jesli to drugie to pewnie nawet nie ma pojęcia o wspomnianym artykule na temat badań hormonalnych.

    Myślę, że jeszcze nie raz takie komentarze sie pojawią, jak nie gorsze. To tylko kwestia czasu.
    Pozdrawiam, Sylwia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się wydaje, że ten ton jest adekwatny do powagi problemu. W komentarzach od innych czytelników przeczytałam historie bliźniaczo podobne do mojej. Widzę, że takie pseudo-lecznie to polski standard. Napiszę jeszcze co mi wspaniałego zaleciła przy ostatniej wizycie jedna pani doktor: na problemy skórne na plecach i dekolcie poleciła stosować benzacne. Najciekawszy był jednak sposób w jaki miałam ten lek stosować - przyjść z pracy, wziąć prysznic, pomarować benzacne, nałożyć białą koszulkę ( bo wszystko inne się odbarwi), pochodzić kilka godzin, wziąć prysznic, poprosić kogoś z domowników żeby spryskał mi plecy jakimś innym lekiem (sama nie dałabym rady) i można już iść spać. :D
    W czym problem? Kto powiedział, że wieloletnia, nieskuteczna terapia jest uciążliwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :-) szkoda, że jeszcze nie kazała zatańczyć! Ręce opadają.

      Beata

      Usuń
  4. Patryku,
    w skrócie napisałam o sobie w komentarzu pod postem Mainstreamowy dermatolog vol3.

    Tutaj dodam jeszcze tylko: zlewaj na wszystkich hejterów, a znając życie pojawią się tu niebawem w większej ilości. Pisz, edukuj i wsadzaj kij w mrowisko, bo mimo iż piszesz o dermatologii, to w wielu specjalizacjach kult pieniądza i jakaś schematyczność działań przesłoniły zdrowy rozsądek lekarzy. Akurat ja mam przykład z endokrynologii, gdzie dziecka przez 6 lat nie chciano wysłać na badania, a okazało się, że moja intuicja mnie nie myliła i dziecko ma niedoczynność przysadki! Marzy mi się, by jakiś endokrynolog się wyłamał i poprowadził też bloga, by rodzice dzieci nie musieli szukać sami. Ja dopiero po wsparciu pewnego forum rodziców dzieci niskorosłych uparłam się w gabinecie lekarskim, że nie wyjdę z gabinetu, jeżeli nie dostanę skierowania do szpitala i teraz wiem, że dobrze zrobiłam, bo dziecko jest chore i wykazały to badania, których mi przez lata odmawiano (jeszcze ma czas, urośnie itp.). Tak działa polska służba zdrowia...

    Mówię Wam, że za jakiś czas Gattaca zostanie blogiem roku. Wspomnicie moje słowa:)

    Bromba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zlewaj na wszystkich hejterów / Błąd, nie można wszystkich zlewać. Tych którzy się kryją za fasadą niby rzeczowej krytyki trzeba traktować poważnie, ten post jest dowodem na to. Myślę, że to co Patryk chciał pokazać tym postem, to to, że nie zamyka się na polemikę i nie kryje za naburmuszonym tonem "jedyna słuszna prawda", bo to co przedstawia na tym blogu to po prostu wiedza, która ma konkretne źródła i która jest egzekwowana nawet na gruncie prawa, od każdego lekarza. Myślę, że takie podejście zamyka usta wszystkim mądralom, którzy próbują obejść temat na około, zamiast skoncentrować się na tym co naprawdę istotne, przedstawić sedno.

      Usuń
    2. Hej,

      > w skrócie napisałam o sobie w komentarzu pod postem Mainstreamowy dermatolog vol3.

      I od tego zacznę :)

      Przede wszystkim dziękuję za komentarz - odnoszę wrażenie, że GATTACA robi się powoli małą bazą danych dotyczącą m.in. nawrotów po leczeniu izo.

      "Święta izotretinoina" - jedna z dziewczyn użyła niedawno tego określenia, za co należą się oklaski.

      To, co napisałaś, idealnie trafia w punkt polemiki dotyczącej dylematu: leczyć vs. nie leczyć i starać się funkcjonować w ten sposób (skoro i tak trwałe rezultaty to rzadkość - w momencie odstawienie leków wszystko wraca - w postaci słabszej bądź jeszcze bardziej nasilonej, ale wraca).

      I choćby pojawił się duch Alberta Kligmana, to nie rozstrzygniemy tego, ponieważ decyzja jest kwestią indywidualną.

      Mnie chodzi tylko o pełną świadomość. O możliwie największą liczbę argumentów za i przeciw.

      Tu nie chodzi o dylemat: mieć skórę jak dziewczyna z pokazu Gucciego vs. nauczyć się żyć z acne. Chodzi o spojrzenie na całokształt problemu.

      > Patryku, czy są w ogóle jakieś statystyki, badania na to ile kobiet po menopauzie ma jeszcze trądzik?

      Tu jest całkiem dobre badanie:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22171979

      W tym badaniu 12% kobiet w przedziale wiekowym 41-50 miało klinicznie istotne postaci acne.

      Acne tarda po 40. roku życia nie jest żadnym zaskoczeniem.

      Po 50. roku życia bardzo często problem wygasa - i większość znanych mi przypadków acne tarda > 50. r.ż. powstaje na podłożu jatrogennym lub onkologicznym.

      Ciężko tu arbitralnie ustalić magiczną granicę, kiedy wygasa większość fenotypów acne tarda (tych postaci, które ciągną się często od okresu dojrzewania), ale jeśli miałbym już jakąś wybrać, byłby to 50. rok życia.

      >Jest jakiś odnotowany przypadek najstarszej osoby z trądzikiem? Myślałam, że jeszcze jakieś 10 lat i mam z górki;), ale ostatnio Pani dermatolog stwierdziła, żebym się nie cieszyła na zapas

      Nie sugerowałbym się medycznymi rekordami. I chyba nie ma żadnego oficjalnego źródła, które podawałoby taki rekord.

      Najstarsza osoba z trądzikiem, jaką ja widziałem, miała ok. 60 lat - i był to rezultat guza produkującego androgeny, także jest to zupełnie inna sytuacja kliniczna od tych, które tu opisujemy razem.

      Byłoby cudnie, gdyby apogeum starzenia gruczołów łojowych przypadało na 30. rok życia, ale niestety. One czasami zachowują się jak nieśmiertelne, szczególnie wtedy, kiedy rosną sobie permanentnie stymulowane insuliną, androgenami i IGF-1 od wieku nastoletniego.

      Także nie dziwią nas przypadki ciągnące się aż do pięćdziesiątki.

      Usuń
    3. jouziou/Aniu,

      Tobie też dziękuję za regularne komentowanie. Totalnie cieszy mnie obecność na blogu ludzi, którzy nie mają opisywanych problemów, a jednak potrafią racjonalnie i z dystansem odnosić do różnych kwestii.

      Usuń
    4. Nie ma za co, to już mi chyba weszło w nawyk (;

      Usuń
  5. Bardzo mnie zainteresował temat badań hormonalnych w trądziku. Mam 24 lata i od dwóch lat męczę się z trądzikiem. Chciałam się zapytać czy zawsze Pan sprawdza poziom tych wszystkich hormonów swoim pacjentom? Czy w Pana praktyce lekarskiej takie zaburzenia są częste?Jak to się leczy? hormonalnie? Czy u Pana pacjentów występują skutki uboczne tego leczenia? W jakim stopniu to leczenie pomaga Pana pacjentom? Pytam bo chciałabym pogadać na temat takiego leczenia z moją panią dermatolog. A może do Pana się przejdę :) W którym mieście Pan przyjmuje?

    OdpowiedzUsuń
  6. >Świetny, rzeczowy, merytoryczny blog, za którym stoi człowiek pełen pasji, wiedzy i autentyczności w prezentowaniu swoich poglądów.

    Pozdrawiam serdecznie-Magda

    OdpowiedzUsuń
  7. Według mnie taka tonacja bloga jest nie tylko usprawiedliwiona tematyką i powagą poruszanych problemów, ale także jest absolutnie konieczna. Piszesz w sposób, który porusza, zapada w pamięć i zmusza do własnych refleksji. I tylko taką drogą można dotrzeć do osób odpowiedzialnych za obecny stan dermatologii w Polsce. Gdyby to był kolejny bezpłciowy notatnik zblazowanego pasjonata tej dziedziny, to zapewne zginął by szybko w czeluściach internetu, nie wywołując większego zainteresowania. A Ty jesteś charyzmatyczny, pewny siebie, nie dajesz się zastraszyć, a do tego wzbudzasz zaufanie wśród czytelniczek. Musimy wysłać w świat jasny komunikat - nie damy się ignorować, nie damy się doić, nie jesteśmy szarą bezmyślną masą. Pokazałeś nam właściwy kurs, teraz nie możemy z niego zboczyć :)

    Tak na marginesie... Chciałabym zobaczyć Cię w debacie z jakimś mainstreamowym dermatologiem. Chciałabym zobaczyć jak zareagowałby na osobę o tak zdecydowanych, klarownych poglądach, która na dodatek nie boi się ich głośno wypowiadać. To mógłby być przełomowy moment :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino, przypomnij mi, co studiujesz - chyba napisałaś to w jednym z komentarzy.

      Myślę, że taka debata mogłaby być jakimś impulsem, ale niekoniecznie.

      Każda hermetyczna frakcja medyczna - czy to diabetologów, czy to kardiologiczna, czy wreszcie dermatologiczna - bardzo nie lubi jednego. Przyznawania się do błędów, które są podtrzymywane mimo oceanu argumentów ośmieszających dane rekomendacje.

      Także potrzebny byłby raczej Kapitan Planeta, niż grupa lekarzy z odmiennymi poglądami.

      Smutnym przykładem są tu powielane w nieskończoność absurdy dotyczące cholesterolu i jego roli w miażdżycy.

      Moja babcia jest na przykład święcie przekonana, że za jej problemy kardiologiczne odpowiedzialne są jajka jedzone w młodości.

      Usuń
    2. Zdaje się, że rzuciłam gdzieś enigmatyczne hasło "kierunek medyczny", bez konkretów. A konkretem jest to, że elektroradiologia zastępuje mi marzenia o medycynie.

      Dla mnie wszystko to, co piszesz oraz historie dziewczyn są niemałym szokiem. Co prawda od lat zmagam się z kompleksem cery, ale nigdy nie odważyłam się na wizytę u dermatologa. Moje problemy nie są znaczące (w porównaniu z tym co opisują tu inni), choć na pewno bywają uciążliwe; kombinowałam więc na własną rękę. Cóż, muszę przyznać, że potrafię ukryć wszystkie swoje bolączki pod odrobiną minerałów, a moim znajomym i rodzinie w życiu nie przyszło do głowy, żeby wysłać mnie i moją facjatę do lekarza. Mi też nie przychodziło, nie miałam zatem okazji natrafić na mur stereotypów i skostnienia.
      Drugim powodem, dla którego robi to na mnie ogromne, negatywne wrażenie jest fakt, że chociaż wiele mogę zarzucić mojej uczelni, nie mogę odmówić jej jednego - jesteśmy edukowani a atmosferze otwartości i dialogu. Mam w grupie mistrzynię w zadawaniu niewygodnych pytań i drążeniu kontrowersyjnych tematów. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby wykładowcy, a są to głównie lekarze, odebrali jej osobę negatywnie. Nawet gdy kłopotliwe pytania padały w trakcie zabiegów/operacji ;) Ale może to kwestia specjalizacji, nie uczelni.

      Co do miażdżycy - mnie tą dolegliwością, w kontekście jedzenia na śniadanie jajecznicy z 4 jajek, straszyły współlokatorki. Odradzały mi też awokado. Bo tłuste. Serio.

      Usuń
    3. Marzenia o medycynie wciąż żywe?

      > Moje problemy nie są znaczące (w porównaniu z tym co opisują tu inni), choć na pewno bywają uciążliwe; kombinowałam więc na własną rękę. Cóż, muszę przyznać, że potrafię ukryć wszystkie swoje bolączki pod odrobiną minerałów, a moim znajomym i rodzinie w życiu nie przyszło do głowy, żeby wysłać mnie i moją facjatę do lekarza. Mi też nie przychodziło, nie miałam zatem okazji natrafić na mur stereotypów i skostnienia

      Myślę, że muszę koniecznie to rozwinąć, ale na każdym kroku staram się powtarzać, że nie za każdym przypadkiem przewlekłego acne stoją wykrywalne zaburzenie hormonalne.

      Idealną analogią jest tzw. idiopatyczny hirsutyzm - wtedy mamy do czynienia raczej z hiperandrogenizmem lokalnym - w końcu skóra jest fabryką hormonów, nie tylko androgenów.

      Tak czy inaczej - kiedy dojrzała kobieta nie radzi sobie z trądzikiem i/lub masywnym łojotokiem; kiedy czuje, że problem ją przerasta, mimo kombinowania z dietą low-carb, suplementami, cardio, redukcją stresu, podniesieniem poziomu witaminy D, etc., wtedy badania są czymś tak naturalnym jak powiedzmy morfologia z rozmazem.

      > Drugim powodem, dla którego robi to na mnie ogromne, negatywne wrażenie jest fakt, że chociaż wiele mogę zarzucić mojej uczelni, nie mogę odmówić jej jednego - jesteśmy edukowani a atmosferze otwartości i dialogu

      Jasne, myślę, że każda uczelnia i każdy wykładowca to osobne historie.

      Nie chcę generalizować, że cała medycyna to miraż i nośnik sprzedaży leków, bo to niesamowicie krzywdzące dla wielu dobrych ludzi związanych z medycyną - lekarzy, techników, pielęgniarek, etc.

      > Co do miażdżycy - mnie tą dolegliwością, w kontekście jedzenia na śniadanie jajecznicy z 4 jajek, straszyły współlokatorki. Odradzały mi też awokado. Bo tłuste. Serio.

      Nic mnie w tej materii nie zdziwi.

      Ludziom wmówiono, że mięso jest złe, masło jest złe, jajka są złe.

      Dobre są za to zboża i przeładowanie węglowodanami (różnymi).

      Wielu kardiologów do tej pory nie zorientowała się, że Ancel Keys odstawił szopkę w przeszłości i że miażdżyca to dużo bardziej złożony proces, niż proste, matematyczne przenikanie *nadmiarowego* LDL przez śródbłonek.

      PS Jeszcze raz dzięki za regularne i trafne komentarze.

      Usuń
    4. Hm, jakąś małą cząstkę mnie cały czas ciągnie do zawodu lekarza, ale życie zweryfikowało moje możliwości, zwyczajnie nie dałabym sobie rady na tak trudnym kierunku. A nawet gdyby jednak mi się udało - nie potrafiłabym chyba udźwignąć odpowiedzialności. Ale dobrze mi tu, gdzie jestem, nie przeszkadza mi bycie pracownikiem niższego szczebla :) Wbrew pozorom ten zawód daje duże możliwości i myślę, że także może zapewnić mi zawodowe spełnienie.

      Zanim odkryłam AzA, byłam bardziej zdeterminowana. Byłam trochę zmęczona tym, że od lat jest "tak sobie"; jak już udało mi się pozbyć jednych przebarwień to znowu przed miesiączką się coś pojawiało i wszystko zaczynało się od nowa. Jakby moja skóra była upierdliwym dwulatkiem, który robił mi na złość. Ten kwas miał być ostatnią szansą, powiedziałam sobie, że jak to nie zadziała to skończy się błądzenie we mgle i zrobię badania, żeby przynajmniej wiedzieć na czym stoję. A tu proszę, po kilku tygodniach wymiotło mi wieloletnie przebarwienia, powoli wymiata zaskórniki, nawet nieliczne naczynka się uspokajają. Gdybym z taką twarzą poszła do dermatologa na 100% by mnie wyśmiał, ewentualnie kazał smarować się Skinorenem do menopauzy, skoro pomaga ;) Chociaż to może nie takie złe rozwiązanie, gdybym miała pewność, że tak w ogóle można.

      A ja dziękuję za docenienie, chociaż zdaję sobie sprawę, że ze względu na ogrom niewiedzy nie jestem zbyt dobrym partnerem do rozmów na polu dermatologii i endokrynologii.

      Usuń
    5. Na jakiż to sympatyczny filmik się przed chwilą natknęłam - https://www.youtube.com/watch?v=ZZ1MmXvmNVs#t=615 (Nie ma to jak zacząć przeglądanie YouTube od nagrań z Glastonbury a skończyć na Nivea TV.)

      Chciałam napisać coś konstruktywnego, ale chyba komentarz jest zbędny.

      Usuń
    6. Oglądając tego typu filmiki zawsze mam to samo wstępne wrażenie: zaczyna się od nieporozumień semantycznych.

      Można odnieść wrażenie, że większość z ekspertów dostrzega jedynie drobne problemy (mild, premenstrual acne, etc.), a kluczem do rozwiązania tych problemów ma być odpowiednia (niekomedogenna) pielęgnacja.

      Słowa eksperta pod filmikiem to klasyka: "Powstawanie trądziku jest skomplikowanym procesem biologicznym. Jeśli zmagasz się z nim od WIELU LAT, stosowałaś różne preparaty i nie przyniosło to efektu, radzimy udać się do dermatologa. Lekarz dokona specjalistycznej oceny Twojej skóry i zaleci odpowiednią pielęgnację".

      Przecież to obłęd. Jak można zakładać, że osoba walcząca z trądzikiem WIELE LAT nie ogarnia tajników pielęgnacji?

      Pielęgnacja, stos recept na retinoidy i to samo mydlenie oczu.

      Dlaczego żaden z tych ekspertów nie wspomina o podstawowych badaniach hormonalnych? Albo o radykalnej zmianie diety (wielu osobom to bardzo pomaga), suplementacji antyoksydacyjnej, etc.

      Ciężko się tu kategorycznie wypowiadać, bo każdy trądzik wieku dojrzałego jest inny, ale ślady zawsze biegną w 2 strony: androgenów i insuliny. Czasami problem jest na obu płaszczyznach.

      I to w prosty sposób tłumaczy znakomite efekty maksymalnej redukcji węglowodanów.

      Jasne, jeśli dana osoba ma duży problem z androgenami, to samo trzymanie insuliny na bardzo niskim poziomie, może nie być kluczem, ale to wszystko zależy od wyników podstawowych badań hormonalnych.

      Jeśli ktoś ma problem hormonalny, nawet niewielkiego stopnia, a jego dieta opiera się na węglowodanach (i tu nie chodzi nawet o słodkości), to samą pielęgnacją, choćby schemat ułożono w laboratoriach NASA, nie osiągnie pełnego sukcesu.

      To jest jakaś dystopia: żaden dermatolog nie mówi o hormonach i próbach ich modulacji (np. za pomocą diety).

      Usuń
    7. Odnoście bardziej przyjemnego tematu (Glastonbury): Disclosure wymietli: https://www.youtube.com/watch?v=iLA10BD3ngs

      Usuń
    8. > Przecież to obłęd. Jak można zakładać, że osoba walcząca z trądzikiem WIELE LAT nie ogarnia tajników pielęgnacji?

      I jak można uparcie obstawiać przy tezie, że to tylko kwestia złej pielęgnacji, a nie poważniejszego problemu, jeżeli w grę wchodzi wiele lat zmagań z tą chorobą? Naprawdę w takiej sytuacji remedium ma być ekstrakt z magnolii?

      Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia, która tam została poruszona - trądzik i sucha skóra. Czy taka kombinacja jest możliwa? Oczywiście zakładam, że pani dermatolog mówiąc o suchej skórze faktycznie miała na myśli suchą, a nie odwodnioną.

      > Odnoście bardziej przyjemnego tematu (Glastonbury): Disclosure wymietli

      O nie, pierwszy raz się z Tobą nie zgodzę, tam liczyła się tylko Dolly! ;) Ale nie powiem, przyjemny kawałek.

      Usuń
  8. Co do tematyki bloga... https://www.youtube.com/watch?v=IvnefGkWQqg&list=UUkAEFTiegg972Q1O5zfmLYg&index=3 Znalezione w sieci - kolejna wypowiedź lekarza-eksperta, w której ani słowa o hormonach. I pewnie wcześniej nawet bym tego nie zauważyła, ale odkąd czytam Twoje wpisy czuję się bardziej świadoma. Dzięki!

    Kasia L.

    OdpowiedzUsuń
  9. moj 20letni chlopak ma na twarzy pelno takich czarnych dziurek. A na nosie czarne kropki czyli wagry jezeli sie nie myle. Jak sie nazywaja te dziurki? Zaskorniki,pory? Z gory dziekuje,musze sie rozejrzec za pielegnacja dla niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te dziurki to rozszerzone pory, a czarne kropki to zaskórniki otwarte (wągry)

      Usuń
  10. Bardzo cwane...ale co z tego?

    Co z tego że wykryjemy nieprawidłowości na tle hormonalnym- będziemy leczyc pacjentkę Diane35, a po odstawieniu wszystko i tak powroci, ze zdwojoną by może siłą. Przypadki braku nawrotu po OC są jeszcze rzadsze, niż po leczeniu Izo, czy antybiotykami.

    I co z tego że wykryjemy insulinoopornośc...

    Z leczeniem trądziku to trochę tak jak z leczeniem mojego kota z rakiem- no i co z tego, że wiem, że ma raka trzustki i przerzuty, on i tak zdechnie.

    Diagnostyka to nie leczenie (chociaż bardzo bym sobie życzyła żeby tak było)

    Aleksandra



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą Aleksandro. A z resztą jeżeli chodzi o Diane35 to trochę się tego boję: "Preparaty antykoncepcyjne zwiększają ryzyko wystąpienia zatorów żylnych lub tętniczych, chorób zakrzepowo-zatorowych. U kobiet przyjmujących hormonalne środki antykoncepcyjne nieznacznie częściej jest rozpoznawany rak sutka".

      Usuń
    2. Widzę, że wracamy do punktu wyjścia.

      Ja bardzo chętnie odniosę się do kwestii merytorycznych, ale najpierw chciałbym przeczytać, co takiego "cwanego" jest w diagnostyce hormonalnej, która nie jest moim wymysłem, tylko absolutnym standardem jeśli chodzi o cywilizowane podejście do kobiet z takimi właśnie problemami jak acne tarda?

      Ja jestem cwany? Dębski jest cwany?

      A może cwani są autorzy tego protokołu:

      http://www.ijdvl.com/article.asp?issn=0378-6323;year=2009;volume=75;issue=7;spage=62;epage=64;aulast=Kubba

      http://www.ijdvl.com/article.asp?issn=0378-6323;year=2009;volume=75;issue=7;spage=1;epage=2;aulast=Kubba

      Usuń
    3. Cwany to moze zle okreslenie. "Bardzo zmyślne" powiedzmy. Mądre. Trafne.

      Ale ile razy bym nie potwierdzała że to prawda- acne tarda to problem wynikający z wewnątrz- to i tak nic nie zmieni.

      Wciąż nie umiemy leczyc tych zaburzeń, bo jeżeli o mnie chodzi to leki typu Androcur itp nie leczą- one tylko maskują problem.

      Niepotrzebnie odebrałeś to jako atak na siebie- treśc merytoryczną twoich wpisów chyba każdy logicznie myslący człowiek potwierdzi.

      Aleksandra


      Usuń
    4. No offence, Aleksandro - rozumiem taki kąt spojrzenia i raczej nie odbieram tego jako ataku.

      W poprzednim wpisie (w punkcie "Robimy badania i co dalej?") starałem się bardzo realistycznie, na chłodno wyjaśnić, że sama diagnoza to nawet nie preludium do jakiekolwiek sukcesu terapeutycznego.

      > Wciąż nie umiemy leczyc tych zaburzeń, bo jeżeli o mnie chodzi to leki typu Androcur itp nie leczą- one tylko maskują problem

      I długo jeszcze nie będziemy dysponować metodami, które pozwolą w prosty sposób osiągnąć trwałe rezultaty - rezultaty na wieczność.

      Z tego powodu, że acne tarda (np. w przebiegu PCOS czy NCAH) to problem zapisany głęboko i trwale w genomie i epigenomie.

      Stąd nawroty po leczeniu izotretinoiną, stąd nawroty po leczeniu Androcurem i całym spektrum OC.

      I na dzień dzisiejszy nie istnieją żadne sztywne/klarowne wytyczne leczenia acne tarda (a raczej zaburzeń będących podłożem).

      Ale to nie znaczy, że mamy przestać diagnozować.

      Nie podobał mi się przykład z kotem: "Z leczeniem trądziku to trochę tak jak z leczeniem mojego kota z rakiem- no i co z tego, że wiem, że ma raka trzustki i przerzuty, on i tak zdechnie".

      Współczuję, ale retoryka oparta o przykłady ekstremalne jest bezużyteczna.

      Problemy hormonalne to nie nowotwór w stanie terminalnym - porównanie, dla każdego zorientowanego w temacie, jest absurdalne i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

      > I co z tego że wykryjemy insulinoopornośc...

      Np. to, że możemy dążyć, za pomocą różnych metod, do poprawy wrażliwości insulinowej - i w konsekwencji do redukcji ryzyka rozwoju cukrzycy typu 2 - szczególnie u pacjentów z historią T2DM w rodzinie.

      Np. to, że insulinooporność jest potężnym czynnikiem ryzyka rozwoju nowotworów.

      Np. to, że współczesna medycyna pozwala dosłownie projektować dzieci jużz na starcie obciążone pakietem czynników ryzyka rozwoju różnych problemów metabolicznych - między innymi dlatego, że pozwala się wielu kobietom, m.in. tym z acne tarda, wchodzić w stan ciąży i z insulinoopornością, i z masywnym hiperandrogenizmem.

      Ale lekarze mówią, że to spoko - w ciąży się uspokoi.

      Przewlekły hiperandrogenizm to kolejny czynnik ryzyka rozwoju nowotworów.

      Nikt nie ma prawa stawiać kobiet pod ścianą, mówiąc, że jedynym rozwiązaniem jest antykoncepcja.

      Są kobiety, które mówią wyraźnie: "Żadnej chemii, godzę się na trądzik". Ok, to jest ich decyzja - ale w wielu przypadkach te kobiety są przewlekle bombardowane silnymi hormonami endogennymi (androgenami, insuliną i w konsekwencji IGF-1).

      Kobieta z hiperandrogenizmem i chroniczną insulinoopornością na wysokowęglowodanowej, pszenicznej musi mieć po prostu wybór, musi mieć świadomość.

      Bo potem pojawiają się zrozpaczone i mówią, że ktoś w necie napisał, że Androcur i tak nic nie da, a antykoncepcja "nieznacznie zwiększa ryzyko wystąpienia raka sutka".

      I CO Z TEGO, ŻE WYKRYJEMY IR?

      Każdy, choć odrobinę kumaty lekarz, wie, jaki jest związek insuliny z androgenami.

      Wiemy, jak można walczyć z tą dysregulacją.

      Jeśli ktoś narzeka, że monoterapia OC lub Androcurem nic nie daje, a nie miał wykonanej podstawowej diagnostyki w kierunku hiperprolaktynemii (w tym czynnościowej) i wrażliwości insulinowej, po prostu nie powinien się arbitralnie wypowiadać.

      Usuń
    5. Aleksandro, dla kogo utrzymujesz tak chorego kota przy życiu ?
      Dla niego czy dla siebie/członków rodziny ? Po co go leczyć jeśli znasz diagnozę ? Po co My z problemami mamy się leczyć ? A po to żeby żyć i to godnie jak na 21 wiek przystało.


      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ludzie!! Nie wpadajcie w panikę z tymi hormonami. Najważniejsza w organizmie jest homeostaza i do niej trzeba dążyć. Hormony regulują nam cały organizm i jakiekolwiek zachwiania w jedną, czy drugą stronę powodują, że sypie się cały organizm. Wcale tak nie jest, że po odstawieniu hormonów organizm zacznie znowu szaleć. Może być pewna tendencja do zaburzeń, ale trzeba to po prostu kontrolować. Wiele schorzeń ginekologicznych leczy się antykoncepcyjnymi tabletkami hormonalnymi z większymi bądź mniejszymi dawkami np. torbiele na jajnikach lub jakieś zmiany na macicy - one właśnie często powstają z zaburzeń hormonalnych pomimo regularnych miesiączek! Kobieta często nie odczuwa żadnych zmian a torbiele rosną i dopiero jak zaczyna nas coś boleć to idziemy do lekarza :-)

    Co do działań ubocznych - tak, mają swoje działania uboczne jak wszystkie inne leki. Dlatego pacjentka musi być pod stałą kontrolą lekarza bo trzeba sprawdzać czynniki krzepnięcia, wątrobę itd. Są również kobiety, które po prostu źle tolerują tabletki hormonalne. Działania uboczne muszą być w ulotce wypisane wszystkie nawet jeżeli występuje 1 przypadek na 10 000 i nie oznacza to że będziemy je od razu wszystkie mieć :-)

    Co do raka piersi - nie jest to do końca udowodnione. Wszelkie zmiany na piersiach mogą się pojawić tak samo bez tabletek hormonalnych. Kobiety, które stale je zażywają muszą przynajmniej raz na pół roku być u lekarza i stąd może wynikać ta "częstość" wykrywania - bo inne chodzą na badania np. raz na 10 lat!

    Każdy rozsądny dermatolog chcąc wprowadzić leczenie hormonalne powinien zasugerować pacjentce konsultację ginekologiczną w celu po prostu sprawdzenia czy może takie leczenie podjąć.
    Leczenie hormonalne wymaga też czasu i cierpliwości, bo organizm powolutku do zmian musi się dostosować, więc nie spodziewajcie się poprawy po jednym opakowaniu. To trochę tak jak z odchudzaniem - nadprogramowe kilogramy tworzą się przez lata i żeby to zrzucić to potrzeba czasu.

    Patryk tylko sugeruje sprawdzenie hormonów, a nie każe od razu wszystkim łykać Diane!! Jak ktoś się męczy latami z trądzikiem to co ma do stracenia? Jest tysiąc innych leków z różnymi dawkami hormonów które trzeba dobrać indywidualnie do każdej kobiety!

    Także Aleksandro diagnostyka to nie leczenie, ale od niej leczenie powinno się zaczynać. To jest sens całej medycyny. Najpierw robimy badania a potem pod wyniki badań ustala się leczenie. Nie odwrotnie! Jeżeli czujesz się źle po lekach lub nie widzisz efektów leczenia bądź pogorszenie to trzeba zgłosić to lekarzowi - może wystarczy zmiana leków lub jakieś dodatkowe badania. Jak podejdzie do sprawy lekceważąco to proponuję zmianę lekarza.

    Pozdrawiam,

    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz do mnie dotarło, że moja ginekolog przez 5 lat wypisując mi recepty na anty, ani razu nie zleciła badań krwi. Teraz, gdy zaczęło się dziać coś niepokojącego idę prywatnie zrobić usg dopplera i znajdę lekarza, który zleci odpowiednie badania krwi. To jest straszne co się dzieje... "w mojej 23letniej praktyce nie spotkałam się żeby komukolwiek coś było, bo brał tabletki". Pani doktor już podziękuję.
      Kasia L.

      Usuń
    2. Kasiu L,
      Rzeczywiście zmiana lekarza to dobry krok. Jako ginekologa polecam jednak mężczyznę! Widzisz, większość lekarzy nie wiedzieć czemu mają taką pewność, że jak pacjentka nie zgłasza żadnych objawów to znaczy że się nic nie dzieje - więc po co robić badania??. Nic bardziej mylnego! Choroby lubią się rozwijać po cichu nie dając żadnych objawów. Nie wiem po co tyle się trąbi w tym kraju na temat profilaktyki skoro tak ciężko się o podstawowe badania doprosić??!!
      Nie chcę się tu zbytnio rozpisywać na temat swojego przypadku bo nie wiem czy Patryk by sobie życzył zawalania komentarzy przydługawymi historiami :-), ale w skrócie wygląda to tak że ponad pół roku biegałam po lekarzach z różnymi objawami i nikt nie mógł mnie zdiagnozować a nawet naprowadzić na jakiś trop! Wręcz sugerowano, że sobie wmawiam jakąś chorobę. Sama (!) wpadłam na to, żeby pójść do innego ginekologa bo podejrzewałam że coś się może dziać na podłożu hormonalnym pomimo regularnych miesiączek! I miałam rację - zmiany na macicy sugerujące endometriozę. Do tego zauważyłam pogorszenie stanu cery - od zawsze miałam jakieś zmiany trądzikowe ale nigdy z tym u dermatologa nie byłam bo były to łagodne zmiany. W ostatnim czasie nasiliły się co potwierdza że trądzik jest ściśle związany z hormonami. Najgorsze jest to że do dzisiaj nikt mi nie zlecił badań hormonalnych!! Po komentarzach Patryka zdecydowałam się je zrobić sama prywatnie. W tej chwili czekam na pierwsze wyniki.

      5 lat brania hormonów bez żadnych badań to jakiś żart. Życzę Ci udanych poszukiwań dobrego ginekologa, chociaż mnie się wydawało że już takiego znalazłam ale jak widzisz badań do dzisiaj nie zlecił :-(. Przykre to trochę.

      Pozdrawiam serdecznie,

      Beata

      Usuń
  13. Przyznam szczerze, że rozumiem Aleksandrę, gdyż jeszcze niedawno sama miałam takie podejście do problemu. Badania robiłam, ale i tak uważałam, że regulacja zaburzeń nie ma sensu, bo mogą być powroty no i jeszcze te skutki uboczne. Dopiero Patryk powoli przywraca moje myślenie na właściwe tory i sprawia, że trochę mniej boję się leczenia hormonalnego.

    Słowa Patryka, że
    >Np. to, że insulinooporność jest potężnym czynnikiem ryzyka rozwoju nowotworów.
    >Przewlekły hiperandrogenizm to kolejny czynnik ryzyka rozwoju nowotworów.
    przekonują mnie, że warto się leczyć, bo nieleczenie może nieść za sobą jeszcze gorsze skutki uboczne niż tabletki, które mnie przerażają. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że trądzik, włosy to objaw, wierzchołek góry lodowej.


    Patryku, możesz się jeszcze odnieść do tych słów, bo nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam:
    >Np. to, że współczesna medycyna pozwala dosłownie projektować dzieci jużz na starcie obciążone pakietem czynników ryzyka rozwoju różnych problemów metabolicznych - między innymi dlatego, że pozwala się wielu kobietom, m.in. tym z acne tarda, wchodzić w stan ciąży i z insulinoopornością, i z masywnym hiperandrogenizmem.
    Czy uważasz, że kobiety z takimi problemami jak insulinooporność czy hiperandrogenizm, nie powinny zachodzić wcale zachodzić w ciążę, albo przynajmniej do czasu wyregulowania hormonów? Sama nie chcę mieć dzieci, ale tak czasami się zastanawiam, że nawet jakbym chciała to ze względu na to, że jestem zaburzona (nawet już tak się czuję) nie zdecydowałabym się na nie. Po prostu nie chciałabym żeby to potencjalne dziecko było obarczone przeze mnie taką gospodarką hormonalną, narażone na takie problemy jakie mam ja, chyba miałabym wyrzuty sumienia. Nie wiem czy to próżne, czy popadam w jakąś przesadę/paranoję. Jak uważasz? Po prostu nie wiem, czy już zaczynam świrować, czy jednak moje refleksje są jakkolwiek racjonalne.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Czy uważasz, że kobiety z takimi problemami jak insulinooporność czy hiperandrogenizm, nie powinny zachodzić wcale zachodzić w ciążę

      Oj, absolutnie nie - każda kobieta ma prawo zajść w ciążę. Mnie chodziło o to, że doszliśmy do takiego punktu wiedzy na temat wpływu środowiska płodowego na przyszłość (metaboliczną, hormonalną, etc.) dzieci, że powinno się o tym może nie krzyczeć, ale sygnalizować i uświadamiać.

      > albo przynajmniej do czasu wyregulowania hormonów?

      Można powiedzieć, że zmierzałem właśnie do tego.

      To dziś oczywiste, że matki z rozregulowanym układem hormonalnym (np. w przebiegu PCOS) rodzą dzieci z większym ryzykiem problemów hormonalno-metabolicznych:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18270257

      Więcej - w życiu płodowym (via dysregulacje hormonalne) można zaprojektować duże problemy psychiczne dzieci:

      http://www.molecularautism.com/content/5/1/27

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22612600

      "Daughters of mothers affected by hyperandrogenic PCOS seem to have a higher risk for PDDs probably due to an unbalanced prenatal exposure to high levels of testosterone".

      To tylko wycinek.

      > Nie wiem czy to próżne, czy popadam w jakąś przesadę/paranoję. Jak uważasz? Po prostu nie wiem, czy już zaczynam świrować, czy jednak moje refleksje są jakkolwiek racjonalne

      Natalio, to są zbyt złożone problemy, byśmy dali radę je tutaj rozwiązać. Tu by się przydał ktoś pokroju Susan Sontag.

      Gorąco polecam jej małe arcydzieło ("Choroba jako metafora"). Do Sontag odniosę się kiedyś w odrębnym poście, ponieważ jest to postać, która miała (i ma) na mnie olbrzymi wpływ. I myślę, że na medycynie takie lektury powinny być obowiązkowe.

      Na pewno Twoje myślenie stało się dużo bardziej złożone przez różne problemy, z którymi się zmagasz.

      Człowiek, który nie ma takich problemów, nigdy tego nie zrozumie. Ty myślisz abstrakcyjnie, analizujesz - i stąd poczucie lekkiego skołowania czy obłędu.

      Nie dostrzegam tu żadnej próżności. Próżnością nazywam zachowania rodziców, którzy marzą o dziecku perfekcyjnym i są psychopatologicznie nastawieni na sukces dziecka za wszelką cenę.

      Mnie rozwala to, że 90% ginekologów czy endokrynologów nie wie (nie sądzę, żeby udawali - oni naprawdę nie mają czasu czytać i siedzieć do zmierzchu w czytelni), skąd bierze się PCOS czy ogólniej - fenotypy podobne do PCOS (czyli coś, co tylko w pewnym stopniu przypomina klasyczny PCOS ze spełnionymi kryteriami rotterdamskimi).

      Usuń
    2. A tak z innej beczki...Czemu nazywasz Atre najsilniejszym retinoidem (na rodzimym rynku), skoro do dyspozycji mamy np. Zorac w 0,1 stężeniu? Alkoholowe podłoże jednak wygrywa?

      Aleksandra

      Usuń
    3. Nie sądzę, żeby z moich ust padło kiedykolwiek określenie "najsilniejszy retinoid" w kontekście Atre; jeśli padło, to był to skrót myślowy.

      Każda skóra jest inna, inaczej reaguje, ale potencjał Atre (zarówno ten złuszczający, jak i ten do indukowania retinoid dermatitis) jest wg mnie najwyższy. I nie sposób wytłumaczyć to inaczej jak właśnie efektem podłoża.

      Także kontekst był ściśle określony - trądzikowy.

      Bez określenia kontekstu tworzenie rankingów retinoidów mija się z celem - nieznaczna modyfikacja cząsteczki wpływa na potencjał regulacyjny w różnych kierunkach.

      Usuń
    4. Czy z ust to nie wiem. Ale z klawiatury (na innym blogu) tak :)

      Nie rozumiem jednak czemu np. Zorac nie jest tak wychwalany i osławiony i czemu często poleca się dziewczynom Atre, czyli nakładać alkohol na twarz niczym jakaś gimnazjalistka która "wysusza" pryszcze perfumami mamy.

      Rozumiem że tazaroten nie jest tak wspaniały jak tretinoina ale w dwukrotnie większym stężeniu może miałby szansę w tym starciu?

      Aleksandra

      Usuń
    5. Zatem skrót myślowy :)

      > Nie rozumiem jednak czemu np. Zorac nie jest tak wychwalany i osławiony i czemu często poleca się dziewczynom Atre, czyli nakładać alkohol na twarz niczym jakaś gimnazjalistka która "wysusza" pryszcze perfumami mamy

      Myślę, że można to tłumaczyć na wiele sposobów.

      Atre od jakiegoś czasu towarzyszy dość silny hype związany choćby z bardzo precyzyjnymi opisami Ziemoliny.

      Ale Atre wcześniej miał świetne recenzje - choćby na Laboratorium Urody.

      Atre jest tak lubiany zapewne z tego powodu, że jego formulacja i związana z nią wydajność pozwalają operować na dużych powierzchniach - np. na plecach.

      Także argument ekonomiczny też ma może być ważny.

      Nie da się ukryć, że w krótkim czasie okrzyknięto Atre eliksirem i hype był tego naturalną konsekwencją. W związku z tym inne preparaty zostały wyparte ze świadomości ludzi zainteresowanych tematem.

      Jeśli o mnie chodzi - gdyby ktoś w tym momencie przystawił mi pistolet do głowy i kazał użyć na noc jakiegoś retinoidu, to na pewno nie byłby to Atre.

      Pewnie wybrałbym najbardziej delikatny (teoretycznie) Differin.

      > Rozumiem że tazaroten nie jest tak wspaniały jak tretinoina ale w dwukrotnie większym stężeniu może miałby szansę w tym starciu?

      Nie mam teraz czasu szukać, ale kiedyś czytałem fajną pracę, w której zestawiono efekty długodystansowego stosowania różnych retinoidów w acne.

      Praca była o tyle fajna, że porównywano różne stężenie i różne formulacje (lotiony, kremy, żele, etc.) - wnioski były raczej klarowne: każdy retinoid był skuteczny, ale najwygodniej stosowało się taza i ada.

      Także myślę, że 0,1 taza to świetne narzędzie, a Atre wcale nie jest magiczny (jego formulacja wręcz wyklucza go jego stosowanie na skóry z problemami naczyniowymi).

      Usuń
  14. Patryku, dzięki za wyjaśnienia. Na szczęście dobrze Cię zrozumiałam i zgadzam się, że warto zwracać uwagę na hormony, także w kontekście planowania dzieci. Cieszę się, że o tym piszesz. Dzięki temu mamy większą świadomość i wiemy na co się decydujemy. Dlatego śmiać mi się chce, gdy niektórzy lekarze uważają ciążę za jakieś remedium na problemy hormonalne. Kompletna pomyłka i nieodpowiedzialność.

    To bardzo ciekawe, co piszesz o korelacji między problemami hormonalnymi a późniejszymi zaburzeniami u dzieci. Kurczę, nawet taki autyzm. Akurat mam w rodzinie osobę z tym zaburzeniem. W ogóle to coraz więcej dzieci autystycznych widzę wokół. Jak sobie pomyślę, że mogą stać za tym problemy hormonalne matek, to aż mi słabo i jednocześnie bardzo przykro. Tym bardziej jestem Ci wdzięczna za wiedzę, którą się z nami dzielisz. Po prostu Anioł z Ciebie :)

    Oj tak, jestem skołowana i to bardzo. Czuję się jakby napierały na mnie dwie ściany hormonalne, jedna to nadmiar androgenów, które mam, a druga to hormony, które pewnie będę musiała przyjmować, jak zostanę zdiagnozowana. Uspokoiłeś mnie, że jednak nie jestem stuknięta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Dlatego śmiać mi się chce, gdy niektórzy lekarze uważają ciążę za jakieś remedium na problemy hormonalne. Kompletna pomyłka i nieodpowiedzialność

      Ta fraza - "niech się pani nie przejmuje, w/po ciąży się uspokoi" - jest idealnym wykładnikiem bezradności intelektualnej. Dorosłe dzieci z dyplomami, gabinetami i doświadczeniem (w mydleniu oczu).

      Wielu lekarzy żyje w Matriksie i pomyliło endokrynologię kliniczną (która wymaga nieustannego czytania, drążenia i śledzenia) z działem Zdrowie/Uroda w Wysokich Obcasach czy Harper's Bazaar.

      > Uspokoiłeś mnie, że jednak nie jestem stuknięta ;)

      Wiesz, nie stawiam diagnoz na odległość ;)

      A tak serio - masz świadomość tego, że czasami wariujesz od natłoku myśli.

      Nie ma tu chyba prostych rozwiązań, niestety.

      Usuń
    2. No lekarze nie mają czasu na czytanie, skoro często pracują w szpitalu, na UM i popołudniami w prywatnych gabinetach ;) Pamiętam takiego doktorka, przyjął mnie o 16.55, a pracować miał do 17, już o 17.02 wyszłam z gabinetu :D To już dłużej czekałam na wizytę.

      Broń Boże nie proszę o diagnozę, jeszcze jakiś troll znowu zacznie Cię atakować, że próbujesz diagnozować problemy psychiczne przez internet :D Po prostu chciałam poznać Twoje zdanie.

      Tak, powoli się uczę, że sprawa nie jest prosta i nie ma prostych rozwiązań. W październiku idę do endokrynologa, jestem (chyba) gotowa się leczyć, a przynajmniej spróbować, bo jednak najgorsza jest bierność, bo jak nie wykończą mnie tabletki, to prędzej czy później wykończy mnie psychika. Dzięki, że mi to uświadomiłeś :)

      Usuń
    3. Anonimowy troll powinien zrozumieć (jeśli logiczne myślenie ma we krwi ), że Patryk tu Nas wszystkich UŚWIADAMIA a nie leczy.

      Uświadamianie pozwala nam na dyskusje z lekarzami o naszym stanie zdrowia. A nie tylko słuchaniu ile się należy po 5-10 minutach za wizytę.

      Natalio K mam nadzieję, że trafisz do "normalnego" endokrynologa. Ja jeszcze nie trafiłam na takiego.
      Też byłam oporna na leczenie, nieraz byłam przygnębiona (natłok informacji, choroby). A teraz ? A teraz dzięki leczeniu, czuję, że żyje TU i TERAZ. Nikt z nas nie wie, co będzie jutro, za chwilę. Głowa do góry Natalio i powodzenia na wizycie.

      Usuń
    4. Widać komuś jednak nie na rękę, że Patryk nas uświadamia ;)
      Angeliko, dzięki za miłe słowa. Masz rację, chyba powinnam przyjąć takie jak Ty podejście, bo postawa 'chcę, ale się boję' faktycznie do niczego dobrego nie doprowadzi.

      Usuń
    5. Ja z trądzikiem zmagam się od kilkunastu lat, a dokladnie okolo 14. Stan najgorszy jest juz za mną, a nawet smialo moge powiedziec ze stan mojej cery obecnie jest najlepszy jaki mialam do tej pory.

      Przez te kilka lat odwiedzalam kilkunastu dermatologow i wiekszosc z nich mowila "przejdzie po okresie dojrzewania"( - nie przeszlo )a gdy ten czas minal zaczeli mowic "przejdzie po ciąży" . Bylo by cudownie jednak szkoda ze to tylko gdybania...

      Jak wiecie jestem kosmetologiem, pracuje ze mna kolezanka kosmetyczka ktora ciagle wpaja tego typu teksty naszym klientom... a oni biedni w to wierza...

      Dzięki blogowi Ziemolinki i teraz Patryka z duzo bzdurnych stereotypow się wyleczylam, ktore byly mi przekazane na studiach, przez dermatologow u ktorych sie leczylam...

      Usuń
    6. A Ty oczywiście nie byłabyś sobą, gdybyś w kolejnym miejscu nie zahaczyła o temat niekompetentnych kosmetyczek - w przeciwieństwie do Ciebie kosmetologa, oczywiście.

      Usuń
    7. Kosmetolodzy bywaja tak samo niekompetentni jak kosmetyczki !!!
      BYc moze i ja taka czasami jestem , jednak staram sie ciagle swoja wiedze poszerzac i nie stac w miejscu.
      Jako ze sama zmagam sie wiele lat z tradzikiem, swoich klientow z tego typu problemem traktuje wyjatkowo. Niestety mam swiadomosc tego ze nie umiem im pomoc, wiec najczesciej odsylam do dermatologa - zaluje tylko ze nie moge polecic kogos kompetentnego bo mimo leczenia u kilku to o zadnym nie mam w 100% dobrego zdania.
      Oczywiscie moglabym naobiecywac klientkom bajek, namowic na zabieg i wziasc kase jednak majac swiadomosc jakim problemem jest tradzik, nie umiem tak ...

      Usuń
  15. Tazaroten i tretinoina to są retinoidy różnej generacji, zatem mogą różnić się mocą działania i również stężeniami - przez to też pewnie wskazaniami którymi się kierują lekarze.
    Jeśli chodzi o obecność alkoholu w składzie Atre to sprawa wygląda tak, że większość retinoidów jest praktycznie nierozpuszczalna w wodzie, natomiast w etanolu rozpuszczają się dużo lepiej dlatego jego obecność w takich roztworach jest niezbędna. Po nałożeniu na twarz etanol wyparowuje i trzeba po prostu nałożyć jakiś dobry krem nawilżający. Jeśli się tego pilnuje to nie będzie żadnego wysuszenia. Ta sama sytuacja jest w przypadku toników do cery trądzikowej z kwasem salicylowym - one również często mają w składzie alkohol, bo w nim się ten kwas rozpuszcza. Inaczej zrobienie takiego toniku nie byłoby możliwe. Nie obrażajcie się na ten alkohol tylko pilnujcie nawilżenia :-)

    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Po nałożeniu na twarz etanol wyparowuje i trzeba po prostu nałożyć jakiś dobry krem nawilżający. Jeśli się tego pilnuje to nie będzie żadnego wysuszenia

      Pod warunkiem, że nie dojdzie do rozwoju retinoid dermatitis - wtedy uszkodzenie bariery, mimo obfitego nawilżania, stosowania okluzji, etc., jest nieuchronne.

      Z drugiej strony wystąpieniu poretinoidowego zapalenia skóry sprzyja aplikowanie retinoidów (lub stężonego retinolu) na skóry z jakimś defektem barierowym, także ostatecznie i tak wychodzi na to, że nie da się odseparować retinoidów od działań mających na celu naprawę bariery.

      > Tazaroten i tretinoina to są retinoidy różnej generacji, zatem mogą różnić się mocą działania i również stężeniami - przez to też pewnie wskazaniami którymi się kierują lekarze

      Jasne, ale my tu piszemy o jednym wskazaniu, jakim jest trądzik.

      I w tym kontekście większość preparatów opartych o retinoidy wykazuje bardzo podobną, często identyczną skuteczność.

      Z drugiej strony wiele badań wskazuje taza jako zwycięzcę w kontekście acne tarda (gdzie problemem są przede wszystkim zmiany zapalne):

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11499329

      "Tazarotene 0.1% gel was more effective than tretinoin 0.025% gel in reducing the open comedo count (P < or = .05), the total noninflammatory lesion count (P < or = .05), and the total inflammatory lesion count (not statistically significant)".

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10898831

      "Preliminary results from the tazarotene versus tretinoin trial suggest that once-daily tazarotene is more efficacious than once-daily tretinoin in reducing the numbers of papules and open comedones, and achieves a more rapid reduction in pustules".

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12095064

      "Tazarotene treatment was associated with a significantly greater incidence of treatment success (defined as > or = 50% global improvement [67% vs 49%; P=.03]) and significantly greater reductions in overall disease severity (36% vs 26%; P=.02) and noninflammatory lesion count (60% vs 38% at week 12; P=.02) than tretinoin microsponge treatment".

      Usuń
    2. Tak wlasnie myslalam, ze tretino jest przereklamowana.
      A co do dobijacacych wywodów o braku możliwości leczenia zaburzeń hormonalnych to przypomnialy mi sie finasterydy jeszcze! Czytamy: nie podawac u kobiet. Czemu? Ze niby mój hipotetyczny syn podczas brania finasterydow nie wyksztalcilby penisa? Ok, nie wyksztalcilby go tez przy braniu Diane, a po Izoteku chyba w ogole by sie nie wyksztalcil. A poza tym to tylko hipotetyczny syn, bo mamy antykoncepcje.

      Poza tym finasterydy to jedyne leki doustne zarejestrowane typowo na AGA, wiec czemu by ich jednak nie dawac kobietom?

      Aleksandra

      Usuń
    3. > Tak wlasnie myslalam, ze tretino jest przereklamowana

      Kligman się w grobie przewraca :)

      "Przereklamowana" to za duże słowo - przecież to mega skuteczny lek; myślę, że"przehajpowana" to lepsze określenie w kontekście acne z silną składową zapalną.

      Sądy w stylu: Atre > Zorac 0,1 lub Zorac 0,1 = Atre nie mają zbyt dużego sensu, ponieważ wszystko zależy od kontekstu.

      Jeśli ktoś chce tylko pozbyć się zaskórników z noska, wtedy Atre, a priori wydaje się najlepszą bronią. Jeśli ktoś ma skórę hiperwrażliwą, naczynka chcą przebić się przez naskórek, to wtedy szukamy innego podłoża, etc.

      Kontekst jest wszystkim.

      > A co do dobijacacych wywodów o braku możliwości leczenia zaburzeń hormonalnych to przypomnialy mi sie finasterydy jeszcze!

      Tylko że to nie są żadne dobijające argumenty. To tylko sztuczne zalecenia producenta.

      Każdy lekarz ma prawo bazować na własny doświadczeniu i aktualnej wiedzy - i jest to zapisane wprost w KEL.

      Finasteryd jest stosowany u kobiet - i to z powodzeniem.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20442354

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20569283

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3412254/

      Usuń
    4. "Kobiety w ciąży lub w wieku rozrodczym nie powinny dotykać pokruszonych lub przełamanych tabletek zawierających finasteryd." troche mocne stwierdzenia jak na "sztuczne zalecenia producenta". W ciąży owszem ale w wieku rozrodczym? Przez całe około 40lat? DOTYKAĆ?

      A na stronie DOZ czytamy "brak efektów w leczeniu łysienia androgenowego kobiet"
      Więc czy ja wiem czy z takim powodzeniem...

      [jesteśmy mistrzami w siatkówce!!! :D]

      Usuń
    5. http://www.merck.com/product/usa/pi_circulars/p/propecia/propecia_ppi.pdf

      "PROPECIA is for use by MEN ONLY and should NOT be used by women or children".

      I pisze to koncern, który świadomie pomija wątek depresji w kontekście finasterydu.

      Koncern, który narzuca absurdalnie wysoką cenę za 30 x 1 mg finasterydu, w sytuacji, kiedy dużo mniej (nawet bez refundacji) płaci się za 90 x 5 mg finasterydu.

      Poza tym chyba każdy wie, że ulotka informacyjna to nie wyrocznia.

      > troche mocne stwierdzenia jak na "sztuczne zalecenia producenta"

      Ale co w tym mocnego? Lek ma taką kategorię i takie właściwości.

      Jest to po prostu silny sygnał wysyłany do kobiet w wieku rozrodczym, zakładający, że wiele kobiet na początku nie wie, że jest w ciąży i trzeba uważać na finasteryd, nawet w tak pozornej formie jak pokruszona tabletka - kontekstem jest zapewne to, że coraz więcej mężczyzn, często po kryjomu, stosuje finasteryd.

      Ale odgórny zakaz stosowania u kobiet jest nieco absurdalny - to samo musiałoby dotyczyć leczenia np. izotretinoiną.

      > A na stronie DOZ czytamy "brak efektów w leczeniu łysienia androgenowego kobiet"
      Więc czy ja wiem czy z takim powodzeniem...

      Bardzo dobre źródło.

      Żonie mojego najlepszego kolegi finasteryd w połączeniu z OC uratował włosy.

      http://www.cutis.com/fileadmin/qhi_archive/ArticlePDF/CT/090020073.pdf

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3412254/#!po=87.5000

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20569283

      Brak efektów? No, panaceum finasteryd na pewno nie jest, ale pisanie o braku efektów to czysta manipulacja.

      PS Case: finasteryd w leczeniu dzieci

      Merck krzyczy: finasteryd nie powinien być stosowany w leczeniu kobiet i dzieci.

      I gdyby lekarze funkcjonowali opierając się na sztywnych, arbitralnych wytycznych producentów leków, to byłoby dramatycznie.

      Każdy dobry lekarz doskonale zdaje sobie, że farmakoterapia to coś więcej niż masa ulotek i kilka podręczników, szczególnie w kontekście olbrzymiego rozwoju farmakologii molekularnej.

      I że poza podstawowymi wskazaniami (zapisanymi w rejestracji danego leku) istnieje coś takiego jak stosowanie off-label, w którym praktycznie zawsze chodzi o dobro pacjenta.

      Przykłady:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23552442

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23131509

      Także leczenie żywych ludzi to świat bardziej skomplikowany niż strona DOZ czy ulotka napisana w siedzibie giganta Merck.

      I na koniec fundamentalna regulacja: "Lekarz ma SWOBODĘ wyboru w zakresie metod postępowania, które uzna za najskuteczniejsze. Powinien jednak ograniczyć czynności medyczne do rzeczywiście potrzebnych choremu zgodnie z aktualnym stanem wiedzy".

      Wszystko zależy od wiedzy lekarza, konkretnych źródeł naukowych i kreatywności, a nie od jednego suchego zdanka w ulotce.

      [Wlazły!]

      Usuń
    6. Janie bylbym taki pewny co do alkoholu.Wg mnie,lepiej unikac go w formulacjach na twarz.W tej kwestii zgadzam sie z Paula Begoun,ktora uwaza,ze alkohol na twarz to stanowcze nie nie ;)
      Lukasz

      Usuń
    7. "o ile jest sens stosowania flutamidu (nawet u kobiet) w leczeniu trądziku (kiedy jest podejrzenie, że androgeny są główną przyczyną), to ŻADNEGO sensu nie ma stosowanie Propecii czy jakiegokolwiek innego preparatu z finasterydem. Były nadzieje, że pomoże, ale kiepsko z tym. Pisałem dlaczego. Flutamid działa zupełnie inaczej niż finasteryd. Finasteryd NIE JEST antyandrogenem, wręcz podbija poziom testosteronu."

      A teraz zagadka: do kogo należy powyższy cytat?

      Oczywiście tylko krowa nie zmienia poglądów, więc rozumiem i no offence.

      Aleksandra

      Usuń
    8. Uuu, widzę, że tajni agenci CIA śledzą każde moje słowo.

      No offence, no offence, ale agenci powinni pamiętać o tym, że istnieje coś takiego jak kontekst.

      W 100% podpisuję się pod tym, co napisałem. Myślę, że dla każdego myślącego człowieka rekonstrukcja kontekstu tych słów nie będzie żadnym problemem.

      Finasteryd w kontekście acne vs. finasteryd w kontekście trichologicznym.

      Głupio tak próbować złapać kogoś na niekonsekwencji lub sugerować zmianę poglądów bez czytania ze zrozumieniem.

      Usuń
    9. Całokształt bloga - porównany do choroby kota, teraz poglądy i krowa.
      Może ktoś pomylił bloga :)

      Usuń
    10. Faktycznie, nie doczytałam kontekstu, mój błąd. Przekażę agentom żeby uważniej robili research.

      Nie przeceniaj się może z tym śledzeniem każdego Twojego słowa ;) Po prostu czytam komentarze u Ziemoliny, dużo jest Twoich.

      Usuń
  16. Patryku, dlaczego zignorowałeś mój komentarz w poprzednim poście? ;-( Pytałam czy mogę zażywać suplement Zincuprin dwie tabletki po trzy razy dziennie?

    Aśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na każde pytanie dotyczące suplementów.

      W tym momencie osią bloga są problemy hormonalne i siłą rzeczy najczęściej odpowiadam na pytanie dotyczące tych kwestii.

      3 x 2 da nam jakieś 30 mg cynku (zbilansowanego miedzią) - i można powiedzieć, że jest to dawka bezpieczne i skuteczna:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11586012

      Nie jest to panaceum, ale wydaje się, że 30 mg cynku/d (+ zachowanie proporcji z miedzią) to ważne narzędzie w walce z acne.

      Usuń
    2. Zależy mi właśnie na wysokiej dawce cynku. Dzięki :)

      Asia

      Usuń
  17. Patryku jakie masz zdanie o leku TFX przy moim przypadku chorobowym z niską odpornością ?
    Jak na razie nie choruję. Przeziębienie trzymało mnie 1,5 tygodnia, ale udało się bez lekarstw i wspomagaczy!! :)) Choć teraz przede mną wyzwanie w postaci zagrzybionego zwierzaka ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angeliko,

      Ciężko się wypowiadać mając do dyspozycji masę, ale raczej małych i trochę chaotycznych badań nad TFX z przeszłości.

      Na pewno jest to lek wykazujący spory potencjał immunostymulujący i kiedy czyta się takie badania jak np. to:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2701749

      to można się tylko dziwić, dlaczego nie przeprowadzono badań klinicznych na większą skalę.

      Ulotka wygląda cudnie: "Zespoły chorobowe przebiegające z pierwotnym lub wtórnym niedoborem immunologicznym; stymulacja układu immunologicznego w chorobach nowotworowych; przewlekłe, agresywne zapalenie wątroby; autoagresywne choroby mózgu i rdzenia kręgowego, wczesny okres stwardnienia zanikowego bocznego; reumatoidalne zapalenie stawów; wtórne zaburzenia rozwoju szpiku, także polekowe lub po radioterapii", ale moim zdaniem ciężko o hurraoptymizm.

      W necie krąży też opinia, że niby Zeman, w prywatnej rozmowie, nazwał TFX "gównem" i że generalnie jest spoko, ale jego cena jest z kosmosu w stosunku do realnych efektów.

      Generalnie myślę, że podstawą jest dobra diagnostyka układu immunologicznego i start od fundamentów: cynku, selenu, witaminy D, kwasów o-3, NAC, probiotyków, etc.

      TFX to na pewno ciekawe narzędzie, ale na pewno nie jest czymś, od czego startujemy.

      Usuń
    2. PS Oprócz tych klasycznych narzędzi, o których wiele razy Ci pisałem, bardzo lubię Citrosept.

      Usuń
    3. Mam Citrosept od kiedy pisałeś o nim na blogu Ziemoliny. Mój mąż się nim zachwyca. Zacznę go i ja używać.
      Cała moja rodzina przekonała się do suplementacji (wcześniej podchodzili do tego jak do mojego lekomaniactwa) a teraz po zauważalnych pozytywnych efektach...męczą mnie, żeby im uzupełnić dozowniki :) Wiesz, że jesteś aniołem ? Dziękuję za odpowiedź.

      Usuń
  18. Na jaką specjalizację się zdecydowałeś? :-)

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  19. Patryku bardzo się cieszę, że postanowiłeś dzielić się swoją wiedzą w formie bloga. Twoje teksty będą mi umilać długie jesienne popołudnia. Sama walczę (po raz kolejny już) z nawrotem stanów zapalnych, jak się okazuje wystarczyła zmiana środowiska i bum, po trzech dniach imponujące efekty mojej 7 miesięcznej mozolnej pracy legły w gruzach. A szkoda, bo dzięki twoim radom w dużym stopniu udało mi się trzymać trądzik w ryzach. W moim przypadku zmiana wody/jedzenia/powietrza momentalnie znajduje swoje odzwierciedlenie na twarzy, mimo że sama pielęgnacja nie ulega zmianie. Urlop z dala od domu zawsze kończy się tak samo - zmianami zapalnymi. Zawsze mnie to dziwi, bo odporność mam bardzo dobrą, w podróży czy po, nigdy nie zdarzało mi się chorować, podczas gdy wielu z moich znajomych boryka się z tym problemem. Domyślam się, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim, trąd swoim szlakiem a odporność swoim. Zapewne kluczowa jest tu zmiana odżywiania i woda. Tym bardziej cieszę się, że jesteś, bo po raz kolejny znalazłam się w punkcie wyjścia i to dobry czas na odświeżenie sobie twoich rad i sugestii dotyczących kompleksowego podejścia do problemu. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Aniu,

      Przykro mi czytać tę małą relację.

      To, co piszesz:

      > W moim przypadku zmiana wody/jedzenia/powietrza momentalnie znajduje swoje odzwierciedlenie na twarzy, mimo że sama pielęgnacja nie ulega zmianie

      > Zapewne kluczowa jest tu zmiana odżywiania i woda

      pokazuje tylko niestabilność osiągniętego stanu równowagi - z tego, co pamiętam, to udało nam się kiedyś wspólnie opracować dość fajny schemat pielęgnacji - bardzo delikatny (problem naczyniowy), a jednocześnie o dość dużym potencjale regulującym.

      Szkoda, ale nie może nas to dziwić. Jeśli, tak jak podejrzewaliśmy, "pod skórą" czają się hormony, to czasami ciężko osiągnąć wymarzone rezultaty, bo wystarczy peak stresu, przegrzanie skóry, ładunek węglowodanowy czy podrażnienie i ciężko wypracowane efekty zostają skasowane w ciągu kilku godzin.

      W każdym razie głowa do góry i gdyby coś, pisz.

      Usuń
  20. Patryku bardzo dobrze czytało mi się Twoje notki. Podoba mi się zarówno Twoje podejście do udzielania porad jak i do krytycznych komentarzy. Zgadzam się z opinią, że czasem lekarzom trudno jest zrozumieć problem, którego sami nie doświadczyli a poza tym w związku z tym, że mainstream ogólnie pojęty kusi nas mnóstwem "magicznych" tylko z nazwy niestety rozwiązań, to brakuje także lekarzom cierpliwości do pacjentów i ich opinii dotyczących choroby i leczenia. To co piszesz o etiologii trądziku jest bardzo dobrze uargumentowane odniesieniami do literatury i co dla mnie osobiście interesujące w wielu punktach zbieżne z tym czym sama się zajmuję między innymi czyli patofizjologią i leczeniem bólu, także jeżeli chodzi o stopień zniechęcenie pacjentów przepasażowanych przez wielu specjalistów czy ogólne niedocenianie problemu. Tak więc chciałam właściwie życzyć Ci powodzenia i utrzymania obecnego zapału bo potrzebni są ludzie, którzy kwestionując powszechnie utarte sądy powodują,że ten nasz medyczny wózek toczy się w lepszą stronę :)
    Pozdrawiam
    Amaika
    Ps po lekturze sama też sobie zrobię badania hormonalne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Amaiko.

      Wiesz, teraz po tych kilku notkach złapałem lepszy kąt spojrzenia i bardzo nie chcę, żeby to miejsce było tajną siedzibą, w której znęcamy się nad szeroko pojętym głównym nurtem medycyny.

      Wiadomo, że bardzo często lekarze znęcają się nad pacjentami - na różnych płaszczyznach - ale, mimo wszystko, wolałbym, żeby z tego miejsca płynęły pozytywne bodźce.

      I mam nadzieję, że uda się na blogu stworzyć całkiem fajne mikrośrodowisko wymiany myśli i emocji.

      Pozdrawiam

      Usuń
  21. Pani dermatolog przepisała mi Hascoderm, czy trzeba podczas stosowania zadbać o ochronę przeciwsłoneczną? Jeśli tak to czy wysoki faktor 50 czy wystarczy niższy?

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej,
    dzięki za bloga, czytam regularnie :)
    A co jak ktoś jakimś cudem po kilku latach pozbył się poważnego trądzika i zostały blizny. Jak z tym sobie poradzić?
    Czy kolagen ryby działa? Jest tyle opinii..

    Beata

    OdpowiedzUsuń
  23. Witaj, Patryku! Twój blog wprost spadł mi z nieba, idealnie wpisał się w moje rozważania. Czy mogłabym Ci zająć dosłownie chwilkę?
    Mam 19 lat, trądzik towarzyszy mi od 12 roku życia. Występuje tylko na twarzy, nie jest zbyt zaogniony, uważam go raczej za problem estetyczny (po przejściach z AZS na całym ciele i celiakią...), ale jest. Od kilku miesięcy zastanawiam się, czy to może nie hormony, skoro moje problemy nie przechodzą same z siebie (nie mogę ich już tłumaczyć wiekiem, stresem, zanieczyszczonym środowiskiem, złą pielęgnacją ani dietą); oprócz tego towarzyszy mi przetłuszczanie i wypadanie włosów, wahania wagi, nieregularne miesiączka. Wszystko, jak trądzik, w umiarkowanym acz zauważalnym stopniu.
    Myślisz, że warto drążyć temat czy lepiej dać sobie spokój, jeżeli dolegliwości nie przeszkadzają mi w życiu? Boję się, że leczenie będzie cięższym przeżyciem dla organizmu niż sama choroba.

    Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Daria,

      W zasadzie nigdy nie podejmuję się odpowiedzi na tak stawiane pytania. Jedyne, co ja mogę tutaj robić (i to staram się robić najlepiej jak potrafię), to budować kontekst - tak, żeby każda kobieta z problemem wiedziała, co może zrobić. I jeśli chce to zrobić (np. przyjrzeć się hormonom), to żeby wiedziała, jak to zrobić (inną płaszczyzną są już zmagania z lekarzami, ale to już inna kwestia).

      Ja nie jestem magikiem, nie mam nadludzkiej intuicji - staram się tylko zwiększać świadomość zainteresowanych tematem.

      Decyzja w takich sytuacjach należy zawsze do kobiety.

      Ja wiele razy poruszałem wątek dziewczyn, które a priori deklarują się, że nigdy nie będą stosować tzw. chemii w celu walki z problemami skórnymi, etc. I ja to w 100% rozumiem. Ingerencja w środowisko to nie landrynki, które w magiczny sposób naprawią (ewentualne) zaburzenia.

      Z drugiej strony ta tzw. chemia to nie wszystko, co możemy zrobić.

      > nie mogę ich już tłumaczyć wiekiem, stresem, zanieczyszczonym środowiskiem, złą pielęgnacją ani dietą

      Ta klasycznie pojmowana dychotomia "zła" vs. "dobra" dieta bardzo często traci moc w przypadkach chronicznego acne.

      Prawda jest bardzo często taka, że acne tarda nie znosi węglowodanów. Praktycznie żadnych. Wiele kobiet myśli, że skoro nie je pączków, pizzy, białego chleba, błyskawicznie rozkładanych płatków śniadaniowych, etc. - to do diety nie można się przyczepić.

      Niestety - insulina ma gdzieś, czy pacjent spożywa junk food, czy masę tzw. dobrych/zdrowych węglowodanów.

      Wybacz dygresję, ale naprawdę warto odmitologizować pewne pojęcia w kontekście acne tarda.

      > Myślisz, że warto drążyć temat czy lepiej dać sobie spokój, jeżeli dolegliwości nie przeszkadzają mi w życiu?

      Wg mnie zawsze warto, tym bardziej, że nie są badania wykonywane w tajnych laboratoriach NASA, a mogą zracjonalizować sytuację.

      Usuń
    2. Spieszę wyjaśnić sprawę diety. Ze względu na celiakię nie jem glutenu nawet w ilościach śladowych (m.in. nie piję alkoholu, praktycznie nie używam przypraw, nie ryzykuję z kawą w sieciówkach), co jest pierwszym postulatem teorii o pędzie życia. :) Poza tym standard, dużo warzyw i owoców, czerwone mięso, ryby, unikanie nabiału. I jak to nie jest zdrowa dieta, to ja już nie wiem, co nią jest... Mój trądzik też nie wie.

      Wielkie dzięki za odpowiedź, czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy.

      Usuń
    3. Jak ktoś chce skórę zmieniać dietą, to myślę, że musi to być naprawdę perfekcyjnie ułożona dieta: zaspokajać dzienne zapotrzebowanie na wszystkie witaminy i minerały, aminokwasy etc., nie może zawierać tych wszytskich rzeczy o których w kołko się mówi, glutenu, orzechów strączków, nabiału i tak dalej, musi byc nisko węglowodanowa, bez olejów roślinnych i ofc bez smażenia - jednym słowem niesamowicie trudna, droga, pochłaniająca czas, żmudna i potrafiąca naprawdę nieźle obrzydzić życie, więc polecana tylko dla prawdziwych hardkorów

      Usuń
    4. Daria,

      Mam nadzieję, że Cię nie zirytowałem.

      Poruszając wątek diety chodziło mi tylko o zaakcentowanie tego, że acne tarda bardzo często prowadzi do dietetycznego obłędu.

      (Nie tylko dietetycznego - wszyscy wiemy, że zmagając się latami z trądzikiem można wpaść w paranoję pielęgnacyjną i stracić wyczucie potrzeb skóry.)

      Przecież gdybyś przeciętnej osobie powiedziała to samo co w komentarzu odnośnie diety ("Ze względu na celiakię nie jem glutenu nawet w ilościach śladowych (m.in. nie piję alkoholu, praktycznie nie używam przypraw, nie ryzykuję z kawą w sieciówkach), co jest pierwszym postulatem teorii o pędzie życia. :) Poza tym standard, dużo warzyw i owoców, czerwone mięso, ryby, unikanie nabiału") i dodała, że jakiś koleś uważa, że to kiepska dieta, to ten ktoś automatycznie zdiagnozowałby mnie jako szaleńca.

      Ale, jak już pisałem, acne tarda prowadzi do obłędu, jeśli przykładać do tej choroby klasycznie pojmowane pojęcia norm.

      Prawda jest taka, że PCOS i acne tarda nienawidzą węglowodanów - i chodziło mi o położenie akcentu właśnie na to.
      ====================================================
      > jednym słowem niesamowicie trudna, droga, pochłaniająca czas, żmudna i potrafiąca naprawdę nieźle obrzydzić życie, więc polecana tylko dla prawdziwych hardkorów

      I ja się z tym w 100% nie zgadzam.

      Jedyne, co mogę napisać w tym momencie na temat dobrej (w wymiarze hormonalnym) diety w acne tarda to to, że bywa monotonna.

      Pikle, apple vinegar, żółtka, dobrej jakości tłuszcze roślinne (np. olej kokosowy), awokado, dobrej jakości masło, gorzka czekolada, warzywa, zupy, mięso, pasztety z podrobów, etc. - to nie są rzeczy, które trzeba sprowadzać z Amazonii czy tropikalnych wysp.

      Ja w takiej formie odżywiania nie widzę żadnych trudności praktycznych.

      Problem polega na tym, że większość cywilizowanych ludzi nie potrafi sobie wyobrazić życia bez węglowodanów.

      Ostatecznie każda interwencja dietetyczna w acne tarda czy PCOS sprowadza się do restrykcyjnej kontroli poziomów insuliny (a przez to IGF-1 i w jakimś stopniu androgenów), a do tego nie potrzeba nadludzkich mocy. Jasne, w kontekście kanapek, tostów, etc. wszystko jest trudniejsze.

      Usuń
    5. Też się nie zgadzam z Anonimem odnośnie diety.
      Dla mnie czym innym jest ścisła dieta w przypadku nietolerancji pewnych składników (o czym pisała Daria), a czym innym zdrowe, zbilansowane odżywianie.

      Dla wielu ludzi np. warzywa i owoce to odległa galaktyka. Jeżeli ktoś je na śniadanie drożdżówkę, późnej czekoladę, na obiad pizza i zupka chińska, podwieczorek to paczka chipsów, a na kolację frytki ociekające tłuszczem - to nie ma się co dziwić, że na dłuższą metę wysiada cały organizm, bo nie dostaje żadnych wartościowych składników.
      Dla takiej osoby jedynym warzywem jest papryka, którą są posypane chipsy :-)

      Zdrowe jedzenie wcale nie jest drogie, tylko trzeba się nad nim trochę "zastanowić". Wymaga może trochę więcej czasu na przygotowanie, ale cóż - podobno jesteśmy tym, co jemy :-)

      Beata

      Usuń
    6. Jestem anonimem z 26 września z 16 i swoim komentarzem chciałam tylko wytłumaczyć innym, że mówienie odżywiam się zdrowo, jem warzywa i owoce w kontekście trądziku jest bez sensu, bo to nie jest dobra dieta dla tego schorzenia. Każdy posiłek musi być skomponowany tak, żeby nie podbijać insuliny - poziom cukru musi być utrzymany w ryzach, czasami sam ACV przed posiłkiem nie załatwi sprawy.

      Dla mnie i mam nadzieję, dla wielu, to nie jest trudna dieta, jeżeli w efekcie dostajemy poprawę cery, ale napisałam trudna w kontekście tych wszystkich osób, które zrezygnowały z białego chleba na rzecz ciemnego i narzekają, że im ciężko.

      Wiele dziewczyn nie wyobraża sobie życia bez słodyczy, ma mega mocne zachcianki na jedzenie, niekiedy nie do poskromienia, jedzeniem poprawia sobie nastrój - to są rzeczy, które ciężko zrozumieć, jeżeli się dziewczyną nie jest ;)

      Pozdrawiam, K

      Usuń
    7. K,

      Pewnie, że czasem mamy ochotę na zjedzenie czegoś słodkiego - wszystko jest dla ludzi, od kawałka ciasta czy czekolady raz w tygodniu jeszcze nikt nie umarł, ale takie napadowe jedzenie nie jest normalne, a już tym bardziej poprawianie sobie nastroju jedzeniem.

      Odzwyczajanie się od słodyczy to wg mnie trochę jak rzucanie palenia. Jeśli organizm jest przyzwyczajony do stałej dostawy cukru, to potem się o niego upomina :-) dlatego najlepiej stopniowo ograniczać słodkie, wtedy będzie mniej bolało ;-)

      Często mamy też za długie przerwy między posiłkami i wtedy np. po przyjściu z pracy rzucamy się na lodówkę.
      Spróbuj jeść małe porcje co 3-4 godz. a zobaczysz, że nie będziesz mieć takich napadów - sama to przetestowałam :-)

      Beata

      Usuń
    8. Ale ja nie mam takich napadów, próbowałam tylko wytłumaczyć, dlaczego użyłam tych wszystkich negatywnych określeń w stosunku do opisywanej diety - był to trochę sarkazm, lekkie przerysowanie, naśladowanie tego, jak niektórzy postrzegają diety etc. A fragment o napadach głodu był po to, aby patryk poznał żeński punkt widzenia. To, że coś piszę, to nie znaczy, że się z tym utożsamiam, że to jest o mnie. Po prostu czasami fajnie jest podzielić się swoimi spostrzeżeniami, ja lubię czytać takie rzeczy i w rewanżu sama też czasami piszę, poza tym po prostu lubię tego bloga, czuję się związana osobami, które go czytają, na co dzień nie mam z kim rozmawiać na takie tematy. K

      Usuń
    9. Nie mam czasu, aby dyskutować z całością Twoich wypowiedzi, w których jednak mocno popłynęłaś. Napiszę tylko, że nie bardzo rozumiem dlaczego przypisujesz tak bardzo zamiłowanie do słodyczy i napady głodu kobietom, nie wiem, o jakim "żeńskim punkcie widzenia" tutaj piszesz - to jest co najwyżej Twój punkt widzenia. Kobiety to nie bezmyślne i bezwolne istoty, które nie są w stanie zmienić i przestrzegać diety.

      Usuń
    10. Kilka refleksji na szybko:

      *> Ale ja nie mam takich napadów, próbowałam tylko wytłumaczyć, dlaczego użyłam tych wszystkich negatywnych określeń w stosunku do opisywanej diety - był to trochę sarkazm, lekkie przerysowanie, naśladowanie tego, jak niektórzy postrzegają diety

      Ok, ale to nie wciąż nie ma dużo wspólnego z obiektywną oceną diet LC lub VLC.

      > A fragment o napadach głodu był po to, aby patryk poznał żeński punkt widzenia

      Myślę, że to jest kwestia uniwersalna. Zmieniają się tylko narzędzia - u kobiet często występuje ochota na słodycze, u mężczyzn - na junk food, piwo, etc.

      Wychodzi na to samo: cywilizacyjnie "walczymy" z głodem węglowodanami.

      > nie wiem, o jakim "żeńskim punkcie widzenia" tutaj piszesz - to jest co najwyżej Twój punkt widzenia. Kobiety to nie bezmyślne i bezwolne istoty, które nie są w stanie zmienić i przestrzegać diety

      Również nie widzę sensu podziałów.

      A z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że to właśnie kobiety (statystycznie) są zdecydowanie lepszymi pacjentami jeśli chodzi o choroby przewlekłe: są dużo bardziej cierpliwe, metodyczne, etc.

      W skrócie: są bardziej elastyczne - jeśli dostrzegają sens (i efekty) danych działań, to potrafią się ich trzymać.

      Jeśli w grę wchodzę efekty dotyczące szeroko pojętego zdrowia, w tym reprodukcyjnego i seksualnego, a na to nakładają się efekty związane ze skórą, to kobiety dużo lepiej funkcjonują w takim uniwersum zasad.

      Nikt kategorycznie nie twierdzi, że low-carb to panaceum na PCOS/acne tarda - jest to po prostu najbardziej naturalne narzędzie, użyteczne szczególnie u tych pacjentek, które a priori skreślają "broń chemiczną" (antyandrogeny, metforminę, etc.).

      Ostatecznie ta kwestia nie sprowadza się do przeprowadzki na tropikalną wysepkę i stosowania skomplikowanej diety - chodzi tylko (i aż) o węglowodany, które nie są makroskładnikiem kompatybilnym z zaburzeniami hormonalnymi leżącymi u podłoża PCOS czy sporego odsetka przypadków acne tarda.

      Endokrynologicznie jest to wręcz przedszkole obecnie. Trudno było o tym rozmawiać w ten sposób z pacjentkami w latach 70. i 80., ale teraz jesteśmy na innym etapie.

      Usuń
  24. Czesc Patryk
    Czy moglbys mnie poinformowac czy moge uzywac skinoren bez przerwy na rosacea?
    I czy ten preparat jest w stanie zmniejszyc lojotok? Nawet przy braku jakiejkolwiek ingerencji od wewnatrz???
    Pozdrawiam, Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcialabym sprecyzowac tzn czy nic nie stoi na przeszkodzie aby go uzywac np caly rok jesli sluzy przy rosacea?
      Czy skora uodparnia sie na ten kwas? Nie moge nigdzie trafic do takich informacji...

      Usuń
    2. > Czy moglbys mnie poinformowac czy moge uzywac skinoren bez przerwy na rosacea?

      Ciężko się odpowiada na tak formułowane pytania. Każdy, kto stosuje jakiś preparat z AzA, musi sam odpowiedzieć na to pytanie.

      Jeśli nie podrażnia, nie występują efekty niepożądane, za to dobrze wpływa na stan skóry, to nie widzę problemu. Gdyby istniały wyraźnie przeciwwskazania do wielomiesięcznego/wieloletniego stosowania, znalibyśmy je, ponieważ AzA to dobrze przebadany związek w kontekście problemów skórnych. Zresztą tu nie potrzeba badań - tysiące ludzi stosują AzA regularnie przez lata.

      > I czy ten preparat jest w stanie zmniejszyc lojotok? Nawet przy braku jakiejkolwiek ingerencji od wewnatrz???

      Patrząc na badania z lat 80. należałoby powiedzieć, że AzA nie ma wpływu na produkcję sebum, ale nowe badania pokazują, że wykazuje subtelny efekt sebostatyczny:

      http://mjiri.iums.ac.ir/files/site1/user_files_e9487e/azimi-A-10-298-436-b91934b.pdf

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17309452

      " Azelaic acid showed an average reduction of 13.9% in sebum production on the forehead, 14.2% on the chin and 15.2% on the cheek".

      Kilkanaście % w dół to całkiem zaskakujący efekt. A czy przekłada się na na odczuwalne efekty - ciężko powiedzieć.

      > Czy skora uodparnia sie na ten kwas? Nie moge nigdzie trafic do takich informacji...

      AzA działa na pewno via mechanizmy receptorowe, ale jego sumaryczny sposób działania jest złożony i nie sądzę, żeby dochodziło do wystąpienia czegoś takiego jak tolerancja.

      Usuń
    3. Dziekuje Ci Patryku za odpowiedź:-)
      Z linkami się oczywiście zapoznałam, te artykuły i badania są bardzo ciekawe więc poszperałam trochę na PubMed i jestem zaskoczona bo nawet nie miałam pojęcia, że AzA w walce z rosacea jest postawiony w tym samym szeregu co metronidazol...

      Ja dowiedziałam się, że mogę go stosować po tym jak mi go w jednym z komentarzy poleciła Ziemolina. Jednak bardzo zaskakujące jest dla mnie to, że żaden lekarz na rosacea mi go NIGDY nie polecił a lekarka, której powiedziałam, że Metronidazol mnie uczula patrzyła na mnie jak bym sobie coś wyimaginowała i nawet o AzA nie wspomniała, tylko kazała zaprzestać Metronidazol.

      Ja się czasem zastanawiam po co nam są lekarze skoro nie mają podstawowej wiedzy albo co gorsza udają, że mają jakieś pojęcie i walą na oślep. A Ty człowieku rób co chcesz, wierz takiemu albo i nie.

      Pozdrawiam, Sylwia.

      Usuń
  25. Ostatnio zrozumiałam, że bardziej niż leczenie skóry, jest mi potrzebne leczenie psychiki, myślę, że terapia z psychologiem powinna być obowiązkowa dla osób z brzydką skórą i żałuje, że tak późno się na to zdecydowałam. Warto poczytać wynurzenia osób nie akceptowanych społecznie ze względu na wygląd np. osób mających problem z określeniem swojej tożsamości płciowej, albo osób niepełnosprawnych, to niesamowite, ale odkryłam, że tyle osób czuje to samo co ja, i naprawdę poczułam ulgę, poczułam się silniejsza wiedząc, że oprócz młodych pięknych bogatych z ulic dużych miast, są gdzieś tam w swoich mieszkaniach osoby niezrozumiane i nie pasujące, tak jak ja

    OdpowiedzUsuń
  26. Fajnie, że dostrzegasz inne osoby z różnymi problemami.
    Oni żyją i chcą żyć z całych sił.
    Jeśli Tobie pomaga terapia, chodź na nią ! Ale przede wszystkim "buduj siebie" z całych sił ! To Twoje i jedyne życie - a ono nie należy do otoczenia tylko i wyłącznie do Ciebie !

    Sam trądzik na twarzy/ciele nie jest tragedią, tragedią jest to, co się dzieje w organizmie, a dzięki takiemu blogowi z niebios i komentarzom możemy spróbować przeciwdziałać temu.
    I jak widzisz po ilości komentarzy - problem jest potężny z Nami trądzikowcami :) Nie jesteś sama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na co dzień nie spotykam osób ze złą skórą, wszyscy na uczelni mają normalną cerę, może dlatego czuję się jeszcze bardziej wyobcowana. Jasne, że widzę po komentarzach, że nie jestem sama z tym problemem, ale jednak w normalnym życiu jestem zawsze w pewien sposób odmieńcem

      Usuń
    2. na pewno nie mają wszyscy.
      Moja koleżanka z pracy ma cerę suchą i naczyniową - nie ma dnia żeby coś nie wyskoczyło na szyi, na twarzy przewlekłe wysypki + rozszerzone naczynka. Kolega z pracy lat 44 ot czasem idzie do lustra odcisnąć łój i wycisnąć narośla twarzowe :) i ja do kompletu :)
      mój mąż cera sucha - też mu coś wyskoczy a to na czole, a to na poliku (uśredniając 3 razy w tygodniu ) , męża syn obsypany- sterydy na astmę, moja córka to samo, moja siostra też, moja koleżanka wysypana mega krostami, pani z ogródka piwnego mega zakamuflowana, pani przy kasie w Kauflandzie, młoda lekarka także...to tylko kilka przykładów z mojego otoczenia.
      To że nie widać u kogoś, nie oznacza, że ktoś nie podjął walki z trądzikiem lub ma cerę normalną- a taka jeszcze jest ?.
      Mając lat 15 tak mnie wysypało, jakbym miała ospę na twarzy. A kilka lat później jak byłam na Dianie i do 5 lat po Dianie problem był opanowany, mogłabym rzec, że problemu w ogóle nie było.
      Każdy dotknięty problemem ze skórą budzi się rano i myśli co nowego lub skupia się na kamuflowaniu. To jest rzeczywistość i "normalne życie" każdego z naszym problemem. Eh chyba nie miałaś czyraków :) wtedy to jest hardcore na twarzy - wygląda się z plastrem jakby mąż pobił czy coś takiego, wiesz ja szłam do pracy i uśmiechałam się do takich wścibskich bab :) I nie wmawiaj sobie, że jesteś odmieńcem.

      Usuń
    3. Wow, faktycznie imponująca kolekcja:) U mnie na prawdę jest zupełnie na odwrót, taki pech. Pewnie jakby więcej osób miało problemy z cerą, to czułabym się pewniej(wiem, strasznie samolubne), a tak to na co dzień spotykam wszystkich perfekcyjnych i jest mi szkoda. Najgorsze jest właśnie to budzenie się rano i pierwsza myśl to, jak przetrwać ten dzień, czy skóra się pogorszyła, czy wyskoczyło coś nowego, chociaż powoli staram się takie myśli kontrolować, bo tak nie da się żyć.

      Normalna skóra jest - przykład chociażby mojej siostry i matki - nigdy nie nosiły podkładu, siostra nawet skórę rzadko myje, tyle co pod prysznicem, nie robi z nią NIC, boże jak jej zazdroszczę...

      No racja nie miałam czyraków:) Ale takie pocieszanie się nie zawsze pomaga, czasami próbuje sobie przetłumaczyć, że to nie koniec świata, ale zaraz potem natykam się na lustro i wszystko wraca

      Trochę jestem odmieńcem, ale nie wiem, czy to do końca tak znowu źle. Czasami nawet jestem dumna ze swojej inności, ale to bardziej chodzi o sprawy pozawyglądowe

      Usuń
    4. Pewnego razu dostałam takiej obsesji, że z daleka widziałam każdą (swoje także) niedoskonałość na czyjejś cerze. Ja widziałam każdy zaskórnik ! OBŁĘD. Taki etap.

      W mieszkaniu mam szafy a drzwi są z luster :) Nie sposób się nie obejrzeć na siebie :) Przyzwyczaiłam się do masakry na twarzy, moich chorób - starość nie radość :) To nie jest jeszcze czas na prawdziwe narzekanie. Jestem za młoda na to ;)
      Pozytywy z masakry na twarzy -moje zdiagnozowane choroby, zainteresowałam się swoją twarzą (sera, kremy, maseczki) +makijażem. I cała nauka Patryka odnośnie organizmu i stylu życia + przeciwdziałania - wyglądam zdecydowanie lepiej niż 15 lat temu. Moja rodzina to podłapała widząc efekty.
      Koniec świata - jak chirurg na mojej twarzy naciął czyraka i wydłubał coś o wielkości małej oliwki. To przeżycie, ta rana i plaster przez kilka dni a i blizenka z wklęsłą dziurą :)
      To zdecydowanie u Ciebie nie ma tragedii.

      Usuń
  27. Patryku, jestem w szoku, robisz kawał dobrej roboty! Brawo! Mam pytanko, czy bardzo niskie estrogeny - ale w normie oraz bardzo wysoki progesteron - też mieszczący się w granicach może być przyczyną mojego trądziku wieku dorosłego? Rogowacenie naskórka przy niskich estrogenach i łojotok przy wysokim progesteronie? Chociaż łojotoku nie mam i nigdy nie miałam, moja cera jest mieszana, a zmiany pojawiają się w strefie U. Czy suplementacja ziołowa: wierzbownicą - działającą antyandrogennie i chmielem - podnoszącym estrogeny może być terapią zastępczą wobec hormonalnej? Zażywam wierzbownicę już 4 miesiące i widzę pewne efekty na buzi, ale najbardziej widzę to na głowie, bardzo dużo nowych włosków szczególnie przy czole, czyli miałam do czynienia z pewnego rodzaju łysieniem androgennym. Pozdrawiam, Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Agnieszko,

      > Mam pytanko, czy bardzo niskie estrogeny - ale w normie oraz bardzo wysoki progesteron - też mieszczący się w granicach może być przyczyną mojego trądziku wieku dorosłego?

      Wg mnie takie rozważania, nawet jeśli sensowne endokrynologicznie, nie mają praktycznego sensu, kiedy nie widzi się całej konstelacji czynników hormonalnych.

      Nikt do tej pory nie opisał roli stosunku E2:P4 w acne, ale jeśli poziomy obu hormonów mieszczą się w granicach normy, to ciężko szukać tu przyczyny.

      Naturalny progesteron (w przeciwieństwie do niektórych syntetycznych pochodnych, np. lewonorgestrelu), w warunkach fizjologicznych, nie ma większego wpływu ani na poziom androgenów, ani na bezpośrednio na komórki gruczołów łojowych.

      Stosowany, np. w PCOS, mikronizowany progesteron nie wykazuje negatywnego wpływu na skórę.

      > Rogowacenie naskórka przy niskich estrogenach i łojotok przy wysokim progesteronie?

      Jak wyżej - nie sądzę, żeby ktokolwiek rozeznany w temacie wpływu hormonów płciowych na sebocyty potrafił wyprowadzić taki tor powstawania zmian trądzikowych.

      Badania z przeszłości nie rozwiewają wątpliwości, ale z najlepszych badań, jakie znalazłem, płynie prosty wniosek:

      "Natural progesterone in physiologic amounts to prepuberal males and females, postpuberal males and females, and aged females did not change sebaceous gland size or function".

      http://www.nature.com/jid/journal/v36/n5/pdf/jid196152a.pdf

      Z drugiej strony mamy badania Zeligmana i Hubenera, którzy wywołali acne u kobiet podając fizjologiczne dawki progesteronu.

      Kligmanowi i Straussowi to samo się nie udało - ale ich badania były dużo lepsze pod względem metod.

      Ostatecznie ciężko kategorycznie stwierdzić, jaki może być indywidualny efekt peaków progesteronu, a już na pewno nie da się postawić diagnozy problemów, kiedy nie widzi się pełnego panelu badań.

      Na korzyść Straussa i Kligmana przemawiają także badania z użyciem miejscowego progesteronu:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/157150

      "However, a significant reduction in sebum excretion rate was found in females, the effect being maximal at the end of the second month".

      W każdym razie bez dokładnych badań hormonalnych nie da się zwalić winy na zaburzone ratio P:E; tym bardziej, że, jak sama piszesz, poziomy obu hormonów mieszczą się w granicach normy.

      > Czy suplementacja ziołowa: wierzbownicą - działającą antyandrogennie i chmielem - podnoszącym estrogeny może być terapią zastępczą wobec hormonalnej?

      Nie ma prostej odpowiedzi (bo nie ma jednoznacznych badań). W przypadkach subtelnych zaburzeń hormonalnych być może tak, ale to jest gdybanie.

      > Zażywam wierzbownicę już 4 miesiące i widzę pewne efekty na buzi, ale najbardziej widzę to na głowie, bardzo dużo nowych włosków szczególnie przy czole, czyli miałam do czynienia z pewnego rodzaju łysieniem androgennym

      Wierzbownica jest na pewno świetnym narzędziem, podobnie jak mięta, ale nie zawsze to wystarcza. Na pewno warto próbować - już od jakiegoś czasu trend fitoantyandrogenowy jest coraz bardziej wyraźny.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Po raz kolejny jestem w szoku, co za odpowiedź! Ściskam Cię Patryk!:) Aga

      Usuń
  28. Drogi Patryku, chyba spadasz mi jak gwiazda z nieba!
    Od jakiś... 3 lat cierpię na trądzik, ale tylko w okolicach policzków i skroni, czasami wyskoczy coś na brodzie. Cerę mam mieszaną w kierunku odwodnionej właśnie na policzkach i skroniach, a tłustą na czole, nosie i brodzie. Od około 5 lat zażywam tabletki antykoncepcyjne (najpierw około roku Yasminelle, teraz Kontracept). Czasami jest to trądzik bardzo opanowany, pojedyńcze wypryski, a teraz... teraz wyglądam jak księżyc z wielkimi wulkanami na policzkach, które trudno się goją i pozostawiają okropne czerwone przebarwienia. Zastanawiam się czy przy braniu tabletek jest sens robienia badań hormonalnych? Niestety wszystko muszę zrobić za swoje pieniądze bo żaden dermatolog/endokrynolog w mieście nie będzie chciał mi dać skierowania ;/ I jakie to badania hormonalne - estrogen, progesetron, testosteron, androstendion? Staram się teraz unikać węglowodanów, ale czasami jem jakieś domowe wypieki, jakieś ciastko czy kromkę chleba... Bardzo proszę o odpowiedź!:)
    Metaxa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak w ogóle to stosuję teraz Effaclar K od trzech tygodni - na razie nie widzę różnicy, może trochę bardziej rozświetlona cera... oraz maść ichtiolową na większe gule, bo tylko ona w miarę wyciąga mi ropę...
      Metaxa

      Usuń
    2. Cześć,

      > Zastanawiam się czy przy braniu tabletek jest sens robienia badań hormonalnych?

      Rekomendacje są raczej klarowne: trzeba odstawić tabletki co najmniej miesiąc przed wykonaniem badań.

      > I jakie to badania hormonalne - estrogen, progesetron, testosteron, androstendion?

      Dokładna lista jest w tym poście - odrzuciłbym kortyzol, ponieważ izolowane badania poziomu kortyzolu nie wnoszą zbyt wiele ostatecznie.

      > Niestety wszystko muszę zrobić za swoje pieniądze bo żaden dermatolog/endokrynolog w mieście nie będzie chciał mi dać skierowania

      Przykro mi, ale to jest smutna norma. Większość dziewczyn opisuje tu ten sam problem.

      Trzymam kciuki

      Usuń
  29. Patryku,
    ja dziękuję za wszystkie wpisy, czekam na kolejne. Z każdego dowiaduję się więcej niż przez 10 lat chodzenia po dermatologach.
    Robisz świetną robotę!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Patryku, co sadzisz o alfatradiolu na ł. angrogenowe? Opłaca się go zamawiać z Niemiec? U nas z nie-alfa ale estradiolem jest Alpicort-E, ale daje żałosne efekty, a Loxon spowodował genialny odrost włosów, ale nie zatrzymał dalszego wypadania.

    Poza tym dermatolog polecił mi peeling skóry głowy z kwasem salicylowym, nie wiem, czy ma to jakiś sens bo ani skóry twarzy, ani głowy nie mam specjalnie łojtokowej, myję włosy co 1,5 dnia i jest wporzo.
    Cena peelingu zaporowa, więc możliwe że pani doktor chce sobie kupić nowy laser do gabinetu ALE nie jestem.

    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *TS: Alpicort E vs. Ell-Cranell/Pantostin

      Bardzo ciężko się wypowiadać na temat tego, jaki preparat wygrywa to starcie, ponieważ nie ma badań klinicznych, w których bezpośrednio porównano by efekty działania alfa- i beta-estradiolu.

      Oba preparaty są w pewnym zakresie skuteczne:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11347332

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3412238/

      Ale nie są to magic bullets.

      Osobiście, po przekopaniu się przez literaturę dotyczącą stosowania estradiolu miejscowo, uważam, że alfa- nie wygrywa z beta- jeśli chodzi o łysienie androgenowe.

      Oczywiście, odczucia kobiet mogą być różne, ale ciężko a priori rekomendować sprowadzanie preparatu z alfa-estradiolem, jeśli Alpicort E się nie sprawdził.

      Można spróbować, ale ja bym się nie spodziewał cudów.

      Kobiety w walce z utratą włosów kombinują i łączą preparaty, co jest całkowicie zrozumiałe, ale generalnie bliżej mi do opinii, że długotrwałe stosowanie samego Loxonu daje takie same efekty jak stosowanie Loxonu w kombinacjach.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17451383 - jeśli chodzi o stymulację wzrostu, to minoksydyl jest po prostu nie do pobicia w tym momencie.

      Także ostatecznie nie umiem jasno wyrazić zdania w kwestii alfa-estradiolu, nie wiem, czy będzie lepszy od Alpicortu.

      Być może ważnym krokiem byłoby włączenie narzędzi systemowych - choćby ekstraktu z saw palmetto lub Poldanenu.

      "Adiuwantami" mogłoby być np. tauryna, cynk, wyciąg z zielonej herbaty, etc.

      Z czegoś wynika ten brak stabilizacji i nie sądzę, żeby cokolwiek stosowanego miejscowo dało lepsze efekty niż combo Loxon + Alpicort E.

      > Poza tym dermatolog polecił mi peeling skóry głowy z kwasem salicylowym, nie wiem, czy ma to jakiś sens bo ani skóry twarzy, ani głowy nie mam specjalnie łojtokowej, myję włosy co 1,5 dnia i jest wporzo

      Nie widzę najmniejszego sensu.

      Tysiąc razy lepszą (dla pacjentek) byłaby rekomendacja zakupu prostej, małej lampki, np. typu Sollux lub po prostu specjalnej żarówki o podobnych parametrach.

      Usuń
    2. Dzięki za rozjaśnienie, to moze jeszcze raz sprobuje z tym debilnym Alpicortem...

      Dziwne jest to, ze przy braniu doscykliny, a bralam ja przez aż 4 miesiące (przepraszam, watrobo) wlosy wypadaly znacznie mniej, a nawet prawie wcale. Ale to pewnie zbieg okoliczności.

      A co powiesz o duosterydzie? Podobno bardziej skuteczny, niż fina (?) ale nie wiem czy ma tak samo beznadziejne skutki uboczne. Juz sie naczytalam o poizotekowych mega-klinicznych depresjach ludzi którzy brali izo lata temu i ciągle stan sie utrzymuje.

      A z kolei o Saw palmetto slyszalam ze jest zarówno antyandro-, jak i estrogenna a estro nie chcę zbijać.

      Aleksandra

      Usuń
    3. > Dzięki za rozjaśnienie, to moze jeszcze raz sprobuje z tym debilnym Alpicortem...

      Być może to jest dobre rozwiązanie; nie wiem, jak długo stosowałaś ten preparat, ale myślę, że kilka (4-6) miesięcy to rozsądny czas, po którym można oceniać efekty. Lub ich brak.

      > A co powiesz o duosterydzie? Podobno bardziej skuteczny, niż fina (?)

      To złożona kwestia.

      Jeśli chodzi o łysienie androgenowe u mężczyzn, to w jednym badaniu wyszło, że duta daje lepsze rezultaty, ale tylko w najwyższej badanej dawce (2,5 mg z tego co pamiętam).

      Jest sporo sygnałów mówiących, że u kobiet, kiedy zawodzi finasteryd, dużo lepsze rezultaty osiąga się po przejściu na dutasteryd lub dołączeniu małej dawki dutasterydu do finasterydu.

      I znów ten sam casus: nie ma wytycznych dotyczących leczenia łysienia androgenowego u kobiet: mamy inhibitory 5-alfa-reduktazy (finasteryd i dutasteryd), mamy też inne antyandrogeny. Wybór nigdy nie jest prosty.

      > ale nie wiem czy ma tak samo beznadziejne skutki uboczne. Juz sie naczytalam o poizotekowych mega-klinicznych depresjach ludzi którzy brali izo lata temu i ciągle stan sie utrzymuje

      Profil działań niepożądanych jest identyczny jak w przypadku finasterydu.

      O tym mało się pisze, ale enzym odpowiadający za produkcję DHT (blokowany przez fina- i dutasteryd) jest nam najzwyczajniej w świecie potrzebny (szczególnie w mózgu) - naprawdę ciężko o świetny nastrój podczas długofalowego stosowania inhibitorów 5-alfa-reduktazy, ale depresja wcale nie musi się pojawić.

      > A z kolei o Saw palmetto slyszalam ze jest zarówno antyandro-, jak i estrogenna a estro nie chcę zbijać

      Nie demonizowałbym saw palmetto - problemem jest raczej robienie z tego ekstraktu substancji bardzo łagodnej i stosowanie bez żadnej kontroli, szczególnie przez kobiety w wieku rozrodczym, które czasami zapominają, że saw palmetto to bardzo aktywny wyciąg. Nie jest Propecią, ale daleko mu do placebo.

      Sumując to wszystko: nie ma prostych, uniwersalnych metod leczenia łysienia androgenowego - dużo zależy od inwencji lekarza, jego doświadczenia, cierpliwości w stosowaniu ustalonej strategii, etc.

      Usuń
  31. Witaj Patryku
    Zrobiłam wszystkie badania, który wymieniłeś w poście, jednak każdy parametr wyszedł mi w normie. Czy to oznacza, że nie mam acne tarda? Robiłam także wymaz z ropy, ale także nic konkretnego nie wyszło... Nie mam spektakularnego trądziku, kilka gul na twarzy i już nie wiem co stosować... Dermatolog przepisała mi Tetralysal raz dziennie i Aknemycin plus.. Czy to może zadziałać? Nie mam też łojotoku, raczej mam cerę normalną w stronę suchej/odwodnionej.. jedynie tłustą w okolicach nosa. Co robić żeby pozbyć się tego trądziku bo już nie mam siły?
    Nemme

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nemme,

      > Czy to oznacza, że nie mam acne tarda?

      Definicja AT jest sztywna i opiera się na wyznaczonej, trochę sztucznie, granicy 25. roku życia - jeśli trądzik pojawia się po 25. roku życia lub przeciąga się od okresu dojrzewania przekraczając ten punkt, to mówimy o acne tarda.

      Ja tej definicji używam w bardziej luźny sposób - generalnie odnoszę się do wszystkich przewlekłych postaci acne.

      Acne tarda to szersze pojęcie i problem nie zawsze wynika z dysregulacji środowiska hormonalnego.

      Natomiast nie mogę udzielić odpowiedzi na tak postawione pytanie, ponieważ nic o Tobie nie wiem - nie wiem, ile masz lat, jak długo zmagasz się z trądzikiem, czy ktoś w rodzinie miał/ma podobny problem, etc.

      Nie widzę buzi i, przede wszystkim, nigdy nie wypowiadam się arbitralnie, kiedy nie widzę skanów wyników badań.

      > Dermatolog przepisała mi Tetralysal raz dziennie i Aknemycin plus.. Czy to może zadziałać?

      Byłoby dziwne, gdyby nie zadziałały. Antybiotyki zazwyczaj dają sobie dobrze radę (choć oczywiście nie zawsze), niestety - w przypadku przewlekłych form acne ich efekt zanika względnie szybko po zakończeniu leczenia.

      > Co robić żeby pozbyć się tego trądziku bo już nie mam siły?

      Bardzo chciałbym udzielić prostych odpowiedzi, ale za mało wiem.

      Usuń
  32. Endokrynolog jednoznacznie mi stwierdziła, że nie widzi podstaw do trądziku hormonalnego, bo moje badania są w normie i tylko kazała mi już sobie głowy nie zawracać bo nie mam problemów hormonalnych;/
    Mam 23 lata a trądzik od około 2,5 roku. W rodzinie jedyny taki problem ma moja siostra, która ma trądzik do tej pory (33 lata), też jej się zaczął w wieku około 20 lat. Moi rodzice mają mnie i ją za dziwaków bo oni nigdy nie mieli wyprysków ^^
    Cóż, na razie zaufam swojemu dermatologowi, może się coś uda. A jak nie... to już nie będę mieć pomysłu, albo jak będziesz miał własny gabinet już to przypędzę do Ciebie na konsultacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Endokrynolog jednoznacznie mi stwierdziła, że nie widzi podstaw do trądziku hormonalnego, bo moje badania są w normie i tylko kazała mi już sobie głowy nie zawracać bo nie mam problemów hormonalnych

      Ja, niestety, nie widzę tych wyników i nie mogę się wypowiadać.

      > Mam 23 lata a trądzik od około 2,5 roku. W rodzinie jedyny taki problem ma moja siostra, która ma trądzik do tej pory (33 lata), też jej się zaczął w wieku około 20 lat

      Oczywiście tak nie musi się stać, ale wyraźna składowa rodzinna/genetyczna podpowiada nam, że antybiotyki to jednak działanie doraźne. Oby nie, ale trzeba się z tym liczyć.

      > A jak nie... to już nie będę mieć pomysłu

      Przecież farmakologiczna ingerencja w hormony to nie jest wszystko, co można zrobić.

      W tym momencie blog może być odbierany jako notatnik adwokata leczenia hormonalnego, ale rzeczywistość jest dużo bardziej złożona.

      Pacjenci bardzo często chcą prostych rozwiązań: lek lub ich kombinacja, wcześniej badania i trądzik znika. To nie jest takie proste. Przewlekły trądzik to nie jest schorzenie, które można opisać za pomocą kilku parametrów.

      W grę wchodzi podłoże hormonalne, dieta (silny modulator środowiska hormonalnego), osobnicze właściwości skóry, etc. Do każdego pacjenta trzeba podchodzić indywidualnie.

      Skoro nie ma jasnych wytycznych mówiących wprost, jak prowadzić pacjentów z acne tarda, to trzeba najzwyczajniej w świecie kombinować.

      Kilka przykładów z głowy:

      1. Są kobiety, które radykalną poprawę widzą po zmianie diety na VLC/no-carb i włączeniu suplementów (lekkich roślinnych antyandrogenów, cynku, antyoksydantów), ale głośno mówią, że sukces zawdzięczają diecie.

      Jest to racjonalne? Jak najbardziej. Te kobiety nie stosują OC, Androcuru, etc.

      2. Są kobiety, które próbowały diety praktycznie pozbawionej węglowodanów, ale hiperandrogenizm jest tak wyraźny, że pomogło dopiero combo: restrykcyjna dieta zero carbs + antyandrogen. Po odpuszczeniu diety, mimo stosowania antyandrogenu, problem wracał, nie tak wyraźny, ale jednak.

      Tu pojawia się problem, którego nie da się w prosty sposób rozwiązać - bywa tak, że pacjentki z identycznymi obrazami klinicznymi i bardzo podobnymi obrazami hormonalnymi inaczej reagują na daną strategię.

      Rozpisałem się, ale chodziło mi o to, że nigdy nie powinno się rozkładać rąk, kiedy nie wyczerpało się wszystkich opcji.

      Usuń
    2. pierwszy cytat - sytuacja podobna na początku mojego diagnozowania.
      Czy byłaś u ginekologa ?

      Usuń
    3. Byłam u ginekologa, nie stwierdził nic więcej, że nie widzi podstaw do problemów hormonalnych więc nie ma sensu wprowadzać nic hormonalnego. Wykluczono u mnie PCOS, Hashimoto, problemy z tarczycą :) Na razie będę stosować przez trzy miesiące Tetralysal i ten Aknemycin, spróbuję z dietą low-carb i będę brała wierzbownicę i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Najwyżej będę dalej próbować i chodzić na badania :)

      Usuń
  33. Panie Patryku, dziekuje za bloga!

    Wprawdzie na pogodzenie sie z tradzikiem mialam juz ~25 lat, ale pamietam, ze szczegolnie w wieku 15-20 lat latwo nie bylo. Szczesliwie i nieco nieoczekiwanie nauczylo mnie to budowac swoja wartosc na inteligencji, nie na urodzie, ale marne to pocieszenie dla nastolaki (zreszta wnioski te pochodza z wieku juz dojrzalego ;). Rownie szczesliwie dosyc wczesnie zaczelam stosowac antykoncepcje, wiec szybko dowiedzialam sie, ze moja cera moze byc idealna. Mysle, ze tylko to pozwolilo mi poczuc, ze mam nad tradzikiem jako taka wladze i nabrac pewnosci siebie.
    Teraz w wieku 38 lat wciaz zmagam sie z tradzikiem (juz w zdecydowanie lzejszej postaci), najczesciej wybieram retinoidy dajace mi gratis redukcje zmarszczek i cudownie gladka w dotyku cere ale... chetnie dolaczylabym terapie hormonalna. Tyle ze chcialabym, zeby byla ona spersonalizowana.

    Moje pytanie wiec brzmi - czy jest mozliwe sterowanie dawka hormonow, czy zawsze terapia hormonalna oznacza branie lekow antykoncepcyjnych 'z pudelka' (nie lubie, bo teraz obnizaja mi nastroj, moze kwestia dobrania leku)? Czy mozna pokusic sie o branie polowy tabletki na przyklad...? Pytany lekarz zaprzeczyl, ale tak trudno mi sie z tym pogodzic, ze pytam raz jeszcze ;). I drugie pytanie - wykonalam kilka testow hormonalnych (wykazaly zaburzenia), ale w niezbyt szczesliwym dniu cyklu (tak mi sie wydaje). Czy jest jakis optymalny czas na wykonanie tych badan?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Patryku, jeszcze jedno pytanie - co to sa 'lekkie roślinne antyandrogeny' w poscie z 3X? Dziekuje i pozdrawiam, bo w powyzszym poscie troche zabraklo mi kultury ;)

      Usuń
    2. Obrażę się za "Pana" i za brak imienia/nicka! ;)

      > Teraz w wieku 38 lat wciaz zmagam sie z tradzikiem (juz w zdecydowanie lzejszej postaci), najczesciej wybieram retinoidy dajace mi gratis redukcje zmarszczek i cudownie gladka w dotyku cere ale... chetnie dolaczylabym terapie hormonalna. Tyle ze chcialabym, zeby byla ona spersonalizowana

      Spersonalizowana, hm.

      Doskonale wiemy, że nie ma żadnego klarownego przewodnika opisującego, jak hormonalnie leczyć pacjentki z acne tarda. To sprawia, że właściwie każda terapia jest/powinna być w pewnym sensie spersonalizowana (= dopasowana do wykrytych zaburzeń).

      To dopasowanie terapii do pacjenta ma 2 aspekty:

      1. W skrócie: acne tarda to często nie same androgeny, ale też insulina (a właściwie insulinooporność, często subtelna). Zdarza się też tak, że problemem jest też prolaktyna.

      Wygląda to tak, że przez wiele miesięcy faszeruje pacjentkę Androcurem, który obniża androgeny, ale bardzo często obniża wrażliwość insulinową.

      I co się dzieje po odstawieniu? Androgeny wracają do patologicznej normy, a dodatkowo wysokie poziomy insuliny na diecie high-carb podbijają androgeny.

      2. Dobór preparatów i dawek - tu często potrzebna jest elastyczność, polegająca np. na zmianie leku lub dawki - wszystko zależy od tolerancji, działań niepożądanych.

      Tak, w teorii, ma wyglądać dobra, SPERSONALIZOWANA terapia hormonalna.

      > Moje pytanie wiec brzmi - czy jest mozliwe sterowanie dawka hormonow, czy zawsze terapia hormonalna oznacza branie lekow antykoncepcyjnych 'z pudelka' (nie lubie, bo teraz obnizaja mi nastroj, moze kwestia dobrania leku)?

      Nie utożsamiajmy "hormonów" z lekami stosowanymi w leczeniu acne tarda, bo to szersza kategoria.

      Domyślam się, że przez "hormony" rozumiesz antykoncepcję doustną. To jest tylko jedna z metod.

      > Czy mozna pokusic sie o branie polowy tabletki na przyklad...? Pytany lekarz zaprzeczyl, ale tak trudno mi sie z tym pogodzic, ze pytam raz jeszcze

      Nie sądzę, żeby to było racjonalne - dawki w OC są tak wyprofilowane, że redukcja o połowę raczej nie da wyraźnego efektu - ani antykoncepcyjnego, ani skórnego, a i tak może zaburzać nastrój.

      Tu w grę wchodzi raczej zmiana preparatu, jeśli już trzymamy się antykoncepcji.

      > I drugie pytanie - wykonalam kilka testow hormonalnych (wykazaly zaburzenia), ale w niezbyt szczesliwym dniu cyklu (tak mi sie wydaje). Czy jest jakis optymalny czas na wykonanie tych badan?

      Timing jest ważny przy badaniu poziomu 17-OHP, LH i FSH [w czasie lub zaraz po menstruacji] i np. progesteronu [druga faza cyklu]

      Jeśli chodzi o androgeny czy insulinę - dzień cyklu nie ma większego znaczenia.

      > co to sa 'lekkie roślinne antyandrogeny' w poscie z 3X

      To narzędzia (wyciągi, napary, nalewki, etc.), które nie mają tak wyraźnego działania antyandrogenowego jak leki antyandrogenowe, ale bardzo często ich stosowania poprawia stan skóry czy włosów.

      Chodzi np. o miętę, wierzbownicę, lukrecję.
      -------------------------------------------------------------------------
      Od bardzo dawna zbieram się, żeby napisać mały przewodnik po roślinnych narzędziach, które sam lubię i stosowałem/stosuję i które regularnie polecam, nie tylko w problemach skórnych/androgenowych.

      Myślę, że warto pisać o dziurawcu, niepokalanku, kratomie, wyciągu z zielonej herbaty, etc. Szczególnie w epoce, kiedy zorientowany ludzi coraz bardziej sceptycznie podchodzą do mainstreamowej medycyny i farmakologii.

      Usuń
    3. Dziekuje - Joanna ;)

      PS. Teraz musze sobie wszystko przemyslec. Tak mi sie wydawalo, ze hormony to nie moze byc tylko antykoncepcja, ale albo ja zle zadalam pytanie lekarzom (roznym) - ginekolog, endokrynolog czy dermatolog, albo po prostu wygodniej przy tradziku stosowac rozwiazania gotowe (co najczesciej = Diane 35) i stad wynikala odpowiedz.

      Usuń
    4. Nie mam pojęcia, z czego wynikała ich odpowiedź. Na pewno w pewnym stopniu z wygody. To komfortowe mieć w głowie małą przegródkę z napisem "Trądzik w wieku dojrzałym", w której znajduje się jedna idea: albo OC, albo D35.

      Jest to bardzo komfortowe - nie trzeba rozmawiać o wrażliwości insulinowej, o odżywianiu, które wprowadza wiele pacjentek w chroniczną hiperinsulinemię, etc.

      Prawda jest niestety taka, że na przykładzie pacjentek z acne tarda czy PCOS doskonale widać, że medycyna to żarty z ludzi.

      Usuń
  34. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  35. Patryku napisz proszę więcej o cholesterolu i miażdżycy.
    Na biologii w szkole uczyli mnie że jedzenie zbyt dużej jego ilości powoduje, że odkłada się w ścianach naczyń i powoduje miażdżycę. Oświeć mnie (i innych czytelników) w tym temacie, gdyż ja głupia (?) powtarzam ojcu że ma nie jeść codziennie jajecznicy na maśle bo będzie miał zawał... Bardzo mnie to zaintrygowało co napisałeś wyżej i się totalnie pogubiłam w temacie. Kasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Na biologii w szkole uczyli mnie że jedzenie zbyt dużej jego ilości powoduje, że odkłada się w ścianach naczyń i powoduje miażdżycę

      Jeśli powiedział to jakiś nauczyciel, to moim skromnym zdaniem powinien zostać odcięty od młodzieży i zająć się czymś innym.

      > Oświeć mnie (i innych czytelników) w tym temacie, gdyż ja głupia (?) powtarzam ojcu że ma nie jeść codziennie jajecznicy na maśle bo będzie miał zawał

      Nie jestem w stanie napisać tu nowoczesnego rozdziału dotyczącego miażdżycy i jej pochodnych, to przerasta funkcje tego bloga.

      Ale:

      CAŁA teoria dotycząca miażdżycy, jaką posługuję się bardzo duża część lekarzy, szczególnie starszego pokolenia, oparta jest na idiotycznych badaniach na królikach, które faszerowano tłuszczem i wywoływano miażdżycę oraz na okropnej manipulacji Ancela Keysa, który "wykazał" związek między spożyciem kwasów nasyconych a występowaniem miażdżycy w niektórych populacjach.

      Tak naprawdę nic nie wykazał - dokonał selekcji i wybrał tylko te kraje, które pasowały mu do hipotezy mówiącej o tym, że duże spożycie kwasów nasyconych i cholesterolu = miażdżyca i jej pochodne.

      Nowe badania po prostu ośmieszają mainstreamową kardiologię. Może nie tyle całą kardiologię, bo wiele wytycznych wyraźnie mówi o tym, że miażdżyca to schorzenie wieloczynnikowe.

      Ale nawet gdyby nie było tych nowych, miażdżących badań, to mamy inne dowody.

      Najlepsze eksperymenty przeprowadza natura, z tym nie da się polemizować.

      http://coconutoil.com/wp-content/uploads/2012/04/diets-low-risk-heart-disease1.gif - spójrz na ten slajd. Przedstawia on wybrane populacje, które opierają swoją dietę na tłuszczu. Efekty są takie, że tam praktyczne nie występuje patologiczna miażdżyca.

      Wniosek jest taki: cholesterol i kwasy nasycone w diecie nie wywołują miażdżycy w prosty, matematyczny sposób. Muszą działać inne czynniki i ich konstelacje.

      I my to doskonale wiemy: zmiany miażdżycowe są wynikiem złożonych procesów, a czynników ryzyka jest mnóstwo.

      Palenie, obniżona wrażliwość insulinowa i opieranie w takiej sytuacji diety na węglowodanach cywilizacyjnych (białe pieczywo, słodycze, ziemniaki), nadciśnienie, przeładowanie żelazem (działający prooksydacyjnie), stres, rozregulowany cykl dobowy, brak ruchu, deficyty witamin D, A, K2, E, selenu, cynku, magnezu, cukrzyca, problemy z tarczycą, nerkami i inne.

      Zaburzenia lipidowe to też szalenie ważny czynnik ryzyka, ale chodzi nie o zwykły pomiar stężenia LDL, ale o coś, co od 2 dekad nazywa się dyslipidemią aterogenną, czyli taką, która ma działania pro-miażdżycowe.

      I tu zaskoczenie: takiej dyslipidemii sprzyja UNIKANIE tłuszczów nasyconych - dobrej jakości masła, oleju kokosowego, jaj, etc.. Sprzyja jej opieranie diety na węglowodanach cywilizacyjnych.

      Gdyby zmiany w tętnicach były prostą matematyczną funkcją stężenia LDL w osoczu, to wszystkie te egzotyczne społeczności miałyby potężny problem z miażdżycą. A nie mają.

      W przeciwieństwie do społeczeństw zachodnich, które tną cholesterol i tłuszcze nasycone w diecie, a wskaźniki umieralności idą w górę.

      Mówienie, że jajecznica to krok na kardiologię, jest absurdem, pozbawionym naukowej mocy.

      Czy zatem polecam wszystkim jedzenie tłuszczów? Nie, polecam zdrowy styl życia a nie spoglądania na jeden wybrany czynnik ryzyka.

      Wielu ludzi nie przeżywa pierwszego zawału, mimo iż ich cholesterol przez całe życiu był bardzo niski.

      http://perfecthealthdiet.com/wp/wp-content/uploads/2011/06/O-Primitivo-Cholesterol.jpg - i wszystkim polecam ten wykres, który mówi więcej niż tysiąc słów.

      Usuń
  36. Witaj Patryku,

    niezmiernie jest to pocieszające, że istnieje taka osoba jak Ty, która angażuje się w tematykę trądziku i uświadamia kobietom skąd to cholerstwo się w ogóle bierze i czemu tak ciężko jest go pokonać.

    Jak wiele kobiet sama również od wieku dojrzewania zmagam się z trądzikiem. Mam w tej chwili 32 lata i dopiero od roku mogę powiedzieć, że panuję nad moją skórą, co więcej jest coraz lepiej. I tak się zastanawiam, czy pomimo tego, że spełniam kryteria acne tarda, to w istocie mam to schorzenie.

    Nigdy nie byłam z trądzikiem u dermatologa, nie stosowałam antykoncepcji doustnej ani retinoidów. Stan mojej skóry nigdy nie był na tyle tragiczny, by sięgać po tak drastyczne środki. Jednak wypryski, zaskórniki towarzyszyły mi na co dzień w mniejszym lub większym stopniu przez te wszystkie lata. Do tego łojotok skóry twarzy i głowy (myję włosy codziennie, bo inaczej się nie da wyjść do świata), rozszerzone pory. Cóż szczeciniastych wąsów pod nosem nie mam. Ale mam dość spory meszek na całej twarzy, głównie boki i właśnie nad ustami. Czy na prawdę trzeba mieć "męski zarost", by można było ten stan nazwać hirsutyzmem?

    Rok temu odkryłam blog Ziemoliny i innych wspaniałych dziewczyn, a wraz z nimi kwasy. I to jest właśnie to, co doprowadziło moją skórę do porządku. Od czasu do czasu coś się wydarza, ale nigdy takiej skóry nie miałam przedtem.

    I oto moje pytanie. Czy to jest acne tarda, czy tylko i wyłącznie taki typ cery - tłusta. Czy może jednak cera tłusta=acne tarda lub na odwrót. Czy tłusta to jest typ, czy raczej również swego rodzaju schorzenie skóry, bo przecież jest to skóra z dysfunkcją gruczołów łojowych, Czy może jest to odrębne od AT schorzenie?

    Nie badałam hormonów, więc niestety nie posiadam tej części układanki, by rozwiązać zagadkę podłoża moich problemów. Na tę chwilę chyba nie mam potrzeby, by takie badania robić, bo jestem zadowolona z obecnego stanu skóry. Jednak chciałabym, by było jeszcze lepiej - np zwężenie porów i zlikwidowanie nadmiernego wydzielania sebum - zredukowanie go do normalnego - czy jest to możliwe?

    Chcę też po pracować nad dietą. Być może zmniejszenie spożycia węglowodanów i suplementacja wskazanymi przez Ciebie mikroelementami i witaminami przyniesie ten oczekiwany rezultat?

    Nie oczekuję porady. Chciałam po prostu podzielić się swoją historią. Metodą małych kroków walczę dalej.

    Czytam wszystko i czekam na więcej.

    Kasia W.




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Kasia,

      Zacznę od końca.

      > Nie oczekuję porady. Chciałam po prostu podzielić się swoją historią. Metodą małych kroków walczę dalej

      Nie ukrywam, że bardzo cenię taką dojrzałość u czytelników i ludzi w ogóle. Nie rozdaję magicznych schematów diagnostyki, leczenia, pielęgnacji, diety, suplementacji, etc. Jeśli ktoś szuka tego typu porad, to tu ich nie znajdzie.

      Wierzę natomiast w to, że przebieg bardzo wielu chorób zapalnych da się dużo lepiej kontrolować, jeśli spojrzy się w 3D, w maksymalnie szerokim kontekście - na takie spojrzenie możemy sobie obecnie pozwolić.

      > Czy to jest acne tarda, czy tylko i wyłącznie taki typ cery - tłusta. Czy może jednak cera tłusta=acne tarda lub na odwrót. Czy tłusta to jest typ, czy raczej również swego rodzaju schorzenie skóry, bo przecież jest to skóra z dysfunkcją gruczołów łojowych, Czy może jest to odrębne od AT schorzenie?

      Tu pojawia się bardzo wiele kwestii dotyczących terminologii i semantyki.

      AT można zdefiniować w bardzo prosty sposób: każdy trądzik występujący > 25. roku życia to acne tarda. Nie ma znaczenia to, czy pojawił się nagle i niespodziewanie np. w 26. roku życia czy ciągnie się od liceum/gimnazjum.

      Ja, jak już pisałem, stosuję ten termin nieco inaczej - dla mnie cezura 25. roku życia jest zbyt sztywna po prostu. Prosty przykład: osoba mająca 24 lata, u której trądzik trwa 8 lat, nie walczy z acne tarda?

      Oczywiście, że jest to acne tarda.

      Parafrazując pewną opinię na temat PCOS: z acne tarda jest jak z pornografią - ciężej zdefiniować, dużo łatwiej rozpoznać.

      Kolejnym aspektem jest spektrum fenotypów/obrazów: można walczyć z trądzikiem wiele lat, ale ten trądzik może wyglądać zupełnie inaczej.

      U jednej kobiety może przybierać formę kilku zmian zapalnych w okresie okołomenstruacyjnym + subtelnego przetłuszczania + zaskórników na nosku, a całość daje się względnie łatwo kontrolować przy pomocy lepszej diety i regularnej pielęgnacji.

      Natomiast moje dotychczasowe wpisy są raczej dedykowane osobom, u których strach przed trądzikiem zżera duszę. Taki trądzik zmienia funkcje skóry twarzy. Łojotok jest intensywny (choć nie zawsze), pojawiają się dysregulacje naczyniowe (znów - nie zawsze), które ja nazywam quasi-rosacea. Skóra jest rozpalona, cały czas pod napięciem.

      To są tylko luźne myśli, ale chciałem pokazać, że AT to nie jest jeden konkretny obraz. Siłą raczy natomiast akcenty idą w stronę tych trudnych w kontroli postaciach.

      > Czy to jest acne tarda, czy tylko i wyłącznie taki typ cery - tłusta

      Cera tłusta to cera tłusta - błyszczy się. I taka skóra ma oczywiście większe tendencje do powstawania zmian zapalnych. Ale w momencie, kiedy te zmiany zapalne są regułą, goszczą na skórze ciągle, nawet w małej ilości, to wtedy nie mówimy o żadnym typie skóry, tylko po prostu o trądziku.

      Trądzik ma mnóstwo twarzy - może być lekki, subtelny, może być również piorunujący.

      > Czy może jednak cera tłusta=acne tarda lub na odwrót

      Można mieć cholernie tłustą skórę i duże pory, jak Pudzian, i nie mieć ani jednej zmiany zapalnej.

      Trądzik to trądzik, cera dobrze/wyraźnie natłuszczona to inna bajka.

      Usuń
    2. > Czy tłusta to jest typ, czy raczej również swego rodzaju schorzenie skóry, bo przecież jest to skóra z dysfunkcją gruczołów łojowych

      Jak wyżej. Plus - nie sprowadzajmy wszystkiego do typów skóry - aktywność gruczołów ma podłoże genetyczne (co pokazały badania bliźniąt monozygotycznych), ale też czysto fizjologiczne - zależy od diety, przyjmowanych leków, stresu, aktywności układu sympatycznego, etc.

      Trądzik jest konkretnym zjawiskiem i nie opiszemy go tu za pomocą kilku okrągłych zdań.

      "Typ skóry" to wygodne pojęcia, ale często ma mało wspólnego z rzeczywistością, bo genetyka (czyli coś, co miałoby w 100% definiować typ skóry) to nie wszystko. Czynniki środowiskowe grają swoje role.

      Przykład: Młoda osoba ma problem z przetłuszczanie skóry twarzy - i myśli sobie: "Taki mam typ skóry, to geny". I ta sama osoba zmienia dietę, tnie węglowodany i po jakimś czasie błyszczy się mniej. I gdzie ten typ skóry? Geny to nie wszystko.

      Domyślam się, do czego zmierza to wszystko. I ja to podkreślam - NIE U KAŻDEGO Z ACNE TARDA WYSTĘPUJĄ ZABURZENIA HORMONALNE (definiowane na poziomie badań hormonów w surowicy) To oczywiste.

      Tak samo jak nie u każdej kobiety z hirsutyzmem znajdujemy zaburzenia hormonalne na poziomie osocza (hirsutyzm idiopatyczny).

      Nie da się zamknąć tego tematu w formie sztywnych wytycznych.

      Są osoby:

      a) u których dobrą strategią jest dieta no-carb + ogólna strategia przeciwzapalna: optymalny poziom witaminy D, regulacja cyklu dobowego (skończenie z tym siedzeniem w nocy przy kompie lub smartfonie), regulacja snu, kilka suplementów;

      b) u których kluczowe okazuje się dopiero włączenie odpowiednich leków.

      Bardzo często dostaję maile, w których padają pytania o to, czy wierzę w te relacje dziewczyn, które zmieniły (często radykalnie) dietę i bez antyandrogenów czy OC zmniejszyły trądzik może nie do zera, a do postaci, która jest absolutnie do przyjęcia i którą da się uznać za populacyjną normę.

      Wierzę - dla mnie jest to wiarygodne na poziomie endokrynologicznym.

      Każda dieta low-carb działa na KAŻDEJ z 3 płaszczyzn trądzikowych.

      To oczywiście nie musi być magic bullet, ale dla tych dziewczyn ta strategia okazała się optymalna.

      I tu wyprzedzę dalsze wątki: czy ja krytykuję węglowodany? NIE. Musiałbym zwariować. Ale na każdego człowieka i jego problemy trzeba patrzeć w szerokim kontekście.

      Mieszkańcy wielu tropikalnych wysp bazują praktycznie tylko na węglowodanach (oczywiście nie jest to biała mąką), także węglowodany nie są złe a priori.

      Nie ustala się diety optymalnej na podstawie tego, co działa w acne czy PCOS.

      > Chcę też po pracować nad dietą. Być może zmniejszenie spożycia węglowodanów i suplementacja wskazanymi przez Ciebie mikroelementami i witaminami przyniesie ten oczekiwany rezultat

      Być może. To jest najbardziej *naturalne* rozwiązanie. Nie żaden magic bullet, ale coś, co u wielu ludzi po prostu działa na długim dystansie.

      I takie dziewczyny mówią: w sumie nie uzyskałam takiego efektu jak po Androcurze czy D35, ale jestem bardzo zadowolona. Nie stosuję leków, dbam o pielęgnację, więcej śpię, codziennie się ruszam, ale 75% to dieta.

      > Do tego łojotok skóry twarzy i głowy (myję włosy codziennie, bo inaczej się nie da wyjść do świata), rozszerzone pory. Cóż szczeciniastych wąsów pod nosem nie mam. Ale mam dość spory meszek na całej twarzy, głównie boki i właśnie nad ustami. Czy na prawdę trzeba mieć "męski zarost", by można było ten stan nazwać hirsutyzmem?

      Hirsutyzm to po prostu obecność włosów terminalnych tam, gdzie u kobiety nie powinno ich być.

      Nie nazywamy tzw. meszku hirsutyzmem, bo można być kobietą z idealną skórą, zerową produkcją sebum i mieć bardzo obfity meszek w różnych lokalizacjach. Często jest to rodzinne.

      Natomiast zawsze należy patrzeć w kontekście - jeśli taki meszek występuje równolegle z problemami trądzikowymi, łojotokiem, etc. - wtedy może coś sygnalizować, ale znów - nie nazywamy tego objawu hirsutyzmem.

      Tyle na tę chwilę.

      Pozdrawiam

      Usuń
  37. Patryku,
    czy jest możliwość skontaktowania się z Tobą via wiadomość prywatna? Na Twoim profilu jest link do emaila, niestety, nie posiadam zainstalowanego klienta poczty, stąd nie działa.
    Pozdrawiam,
    Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomegranateandspinach@gmail.com - proszę

      Usuń
  38. Witam! Mam pytanie: moja pani dermatolog stwierdzila ze mam tradzik rozowaty i zalecila stosowanie dzien rozex,noc skinoren ewentualnie hascoderm od tego momentu mam bardzo duzr pogorszenie soe stanu cery, wysyp niesamowity, dodam ze rano myje buzoe zelem do cery z tradzikiem rozowatym z serii pharmaceris nastepnie plyn bakteriostatyczny z tej samej serii i woda termalna uriage potem rozex,woeczorem zel effaclar potem plyn bakteriostatycznt,micel sensibio bioderma i skinoren,czy wprowadzic zmiany w pielegnacji,czy przeprowadzoc badania hormonalne,czy pogorszenie stanu cery to normalne? Bylabym wdzieczna za jakakolwiek odp, pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko się odnieść do tego. Nie widzę skóry, także nie mogę się tu rozpisywać.

      Jeśli problemem jest rzeczywiście rosacea (rumienisz się? czy rumień utrzymuje się nawet w chwilach, kiedy nie ma zmian zapalnych? gdzie zlokalizowane są zmiany? w rodzinie ktoś chorował/chorował?), to ciężko się tu do czegoś przyczepić.

      I metronidazol, i kwas azelainowy można zaliczyć do klasyki jeśli chodzi o rosacea.

      Ale trzeba pamiętać, że skóra z takim problemem wymaga bardzo delikatnego traktowania, kwas azelainowy może ją drażnić, owocując paradoksalnym pogorszeniem.

      Szalenie ważna w przypadku rosacea jest fotoprotekcja.

      Czy kiedykolwiek miałaś problem z klasycznym trądzikiem?

      > czy przeprowadzoc badania hormonalne?

      Zadałaś to pytanie pani dermatolog?

      Nikt nie wykonuje badań hormonalnych pod kątem rosacea, ponieważ ta choroba nie ma bezpośredniego związku z hormonami - przynajmniej nie w taki sposób, żeby można było łączyć zmiany skórne z konkretnymi zaburzeniami.

      Jeśli chodzi o wodę termalną, to Uriage jest ok, ale wg mnie warto w przyszłości wypróbować Avene.

      Usuń
  39. Dziekuje za tak szybka odpowiedz! Rumien glownie pojawia sie w sytuacjach stresowych glownie na policzkach, nos zaczerwieniony jest przy placzu i niskich temperaturach, za pytanie o badania hormonalne uslyszalam ze nie ma sensu nie blemy ma potrzeby, problemy z klasycznym tradzikiem mialam 3/4 lata temu,teraz mam 27 lat,dodam nie wiem na ike to wazne ze batdzo zaostrzyly sie teczmiany jak zaszlam w ciaze,w rodzinie nigdy nie bylo problemow ani z tradzikiem ani tradzikiem rozowatym,jeszczecraz bardzo dziekuje za odpowiedz, czy radzilby pan cos zmienic w pielegnacji, odstawic ktorys zecspecyfikow skoro skora tak reaguje? Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Badania hormonalne: rzeczywiście - nikt takich badań w takich przypadkach nie wykonuje, ponieważ rosacea nie jest problemem napędzanym hormonalnie w taki sposób jak klasyczny trądzik.

      Zmiany zapalne i rumień w rosacea wynikają, najprawdopodobniej, z nadmiernej aktywacji komórek układu immunologicznego w skórze, które z kolei doprowadzają, do nadmiernej aktywności komórki śródbłonka naczyń.

      Czynników zaostrzających jest wiele: obfity/gorący posiłek, junk food, ciepło/zimno, wiatr, UV, zbyt agresywne leczenie miejscowe, problemy jelitowe, alkohol, Helicobacter, dodatkowo współistniejący trądzik i łojotok, etc.

      W przypadkach chronicznego rosacea silna reakcja stresowa jest kardynalnym czynnikiem spustowym. Praktycznie momentalnie w takich sytuacjach pojawia się rumień.

      Osoba walcząca z rosacea musi znać swoją mapę czynników zaostrzających.

      Co do hormonów - one oczywiście odgrywają rolę, stąd częste wybuchy tej choroby w czasie ciąży, ale są bardziej modulatorami niż czynnikami inicjującymi,

      * > czy radzilby pan cos zmienic w pielegnacji, odstawic ktorys zecspecyfikow skoro skora tak reaguje?

      Choroby skóry wymagają kombinowana i ciągłej obserwacji skóry. Czasami bardzo trudno jest ustalić od razu odpowiedni plan działań miejscowych.

      Ja bym odstawił w tym momencie kwas azelainowy i płyn bakteriostatyczny, żeby zobaczyć, czy czasem nie one działają drażniąco.

      Każdej nocy aplikowałbym metronidazol, na skórę wcześniej obficie spryskaną wodą termalną Avene.

      Jak już pisałem - fundamentem jest regularna fotoprotekcja, która wcale nie musi być tłusta, ciężka i skrajnie wysoka, ale myślę, że dobry krem z filtrem jest koniecznością. Rosaliac CC Creme wydaje się bardzo fajnym narzędziem.

      Mycie musi być tak delikatne jak to tylko możliwe - skórę z rosacea traktujemy jak wcześniaka - ultradelikatnie.

      Rano - znów, dużo wody termalnej (osuszamy po chwili), a na to lekki żel, który moim zdaniem jest fantastyczny: Rosacure Fast.

      Także w tym momencie spróbowałbym takiego schematu: fotoprotekcja, Avene, Rosacure Fast i metronidazol.

      Od czasu do czasu wykonywałbym maskę cynkową Apis - jeśli zmywa się ją obficie (najlepiej chłodną wodą - rosacea nie znosi ciepła), to i tak zostawia cynkową poświatę, która fantastycznie redukuje zapalenia i wygasza skórę na całą noc.

      Tyle jeśli chodzi o działania miejscowe. Oczywiście nie mogą zagwarantować, że to zdziała cuda - rosacea (jeśli to rzeczywiście jest rosacea) lubi zaskakiwać.

      Usuń
    2. --------------------------------------------------------------------------------------------------------
      Jeśli chodzi o działania ogólne, to na pewno warto stosować cynk, selen i wysokie dawki rutyny (nie 50 mg, jak w suplementach na przeziębienie, a raczej > 200 mg).

      I tutaj nie mogę zrozumieć dermatologów, którzy nie wspomagają pacjentek systemowo. Bardzo dobrym (ale nie magicznym) środkiem jest witamina PP - tania, ale dostępna na receptę. Jest to środek przydatny praktycznie w każdej zapalnej dermatozie. Jest to karygodne, że ci spece od skóry bazują praktycznie tylko na leczeniu miejscowym, podczas gdy w latach 60. przy każdej okazji dermatolodzy wspomagali się witaminami (z dobrymi efektami).

      Pomyślałbym o dobrym suplemencie z witaminą K2, ale szukałbym raczej na http://www.iherb.com/

      Dodatkowo: dorzuciłbym jakiś kompleks witamin z grupy B (Olimp ma świetny preparat) i osobno witaminę B2 (ok. 6-10 mg).
      --------------------------------------------------------------------------------------------------------
      http://activenocarber.myfreeforum.org/archive/rosacea-is-healing-on-a-zero-carbohydrate-diet__o_t__t_959.html - kolejna story opisująca kontrolą rosacea dzięki diety low-carb.

      Nie wklejam tego, żeby rekomendować cokolwiek, ale na pewno warto spojrzeć na dietę i wykluczyć/ograniczyć spożycie mocno przetworzonych produktów.
      -----------------------------------------------------------------------------------------------------
      Jeśli chodzi o rumień, to powolutku zaczyna się u nas pojawiać Mirvaso - żel oparty o tę samą cząsteczką stosowaną w leczeniu np. jaskry, ale cena jest, wg mnie, kosmiczna.

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Dziekuje Panie Patryku za tak wyczerpującą odp! Od 2 lat latam miedzy jednym dermatologiem a drugim i tylko,elidel,differin duac- po nim dostalam zapalenia skory,ze chodzilam z wypalona czescia twarzu druga natomiast byla pokryta czymś na wzor rybiej luski, dopiero potem dawano mi masc robiona na recepte z metronizadolem, teraz jak zmienilam lekarza bo 180 zlkazda wizyta i 6 miesiecy leczenia nie przynosilo skutkow slyszalam tylko musi pani odstawic dziecko od piersi to wtedy wlaczymy antybiotyk, mam jeszcze takie pytanie czy moge robic tak: rano zel z formy pharmaceris do skory z t,rozowatym potem obficie woda termalna avene filtr np lrp anthelios 50 dry touch nastepnie ten krem o ktorym Pan wspomnial z synchrolina a wieczorem ten sam schemat mycia i tonizowania tyle ze np rozex jako metronizadol i od czasu do czasu ta masc cynkowa, i w zwiazku z tym mam jeszcze pytanie co z nawilzaniem i ewentualnym zluszczaniem? ? Suplementy zamierzam wlaczyc jak tylko dotre do apteki:-) pozdrawiam i oby woecej takich lekarzt ktorzy patrza sie na pacjentow a nie na stan portfela!

      Usuń
    4. > duac- po nim dostalam zapalenia skory,ze chodzilam z wypalona czescia twarzu druga natomiast byla pokryta czymś na wzor rybiej luski

      Tak jak pisałem - rosacea to skórna neonatologia - wymaga bardzo delikatnego traktowania. Leczenie zmian zapalnych w trądziku różowatym przy pomocy Duac to absurd.

      > mam jeszcze takie pytanie czy moge robic tak: rano zel z formy pharmaceris do skory z t,rozowatym potem obficie woda termalna avene filtr np lrp anthelios 50 dry touch nastepnie ten krem o ktorym Pan wspomnial z synchrolina

      Brzmi ok, ale Rosacure Fast przed filtrem. Filtr zawsze na końcu.

      Zastanawiam się, czy Dry Touch to dobre rozwiązanie dla skóry z rosacea. Estetycznie jest to świetna rzecz, ale ja nie mam dobrych wspomnień - wg mnie bardzo rozpala skórę.

      Być może w przyszłości pomyśl o czymś w stylu Rosacure Intensive, który oprócz filtrów zawiera całe spektrum substancji przeciwzapalnych i wzmacniających naczynka. Albo o CC z linii Rosaliac.

      > wieczorem ten sam schemat mycia i tonizowania tyle ze np rozex jako metronizadol i od czasu do czasu ta masc cynkowa

      Wg mnie jest to dobry schemat.

      > w zwiazku z tym mam jeszcze pytanie co z nawilzaniem i ewentualnym zluszczaniem?

      Nie rozpiszę tu całego planu pielęgnacji - nie znam rytmu Twojego życia, aktualnych potrzeb Twojej skóry, które przecież potrafią się zmienić w ciągu kilku godzin.

      Musisz być świadoma priorytetów - złuszczanie, z tego, co opisałaś, to ostatnia rzecz, jaka jest Twojej skórze teraz potrzebna. Plan pielęgnacji trzeba dopasować do stanu i potrzeb skóry.

      Jeśli chodzi o nawilżanie skóry, to muszę przyznać, że jestem zmęczony tym wątkiem.

      Blogosfera zrobiła z tego bardzo prostego procesu mechanikę kwantową. Pytanie "jak i ile nawilżać?" to ten sam poziom utraty kontaktu z własnym ciałem jak "co i ile mam pić?".

      Pijesz, kiedy odczuwasz pragnienie.

      Jeśli czujesz, że skóra traci komfort wodny - nawilżasz. Im większy stopień przeciekania (TEWL), tym bardziej treściwy preparat stosujesz.

      Ja od wielu miesięcy używam praktycznie tylko żelu aloesowego za 10 złotych. I żeby czuć komfort wodny nie potrzebuję do tego ani ceramidów, ani HydraQuench, ani serum Estee Lauder.

      Także jeśli poczujesz, że skóra traci komfort wodny, odstawiasz wszystko i obficie nawilżasz.

      Usuń
    5. Patryku za Twoją radą zamówiłam Rosacure Fast i maseczkę oczyszczająco cynkową firmy Apis o której również pisałeś. i w związku z tym mam kolejne pytanie, czy po spłukaniu oczywiście chłodną wodą tejże maseczki spryskiwać twarz wodą termalną Avene i nakładać rozex czy zostawić tą delikatna poświatę o której wspomniałeś w poprzedniej odpowiedzi? i jeszcze chciałam podpytac o Rosacure Intensiv jak go nakładać rano/wieczór na Rosacure Fast na Rozeź czy jak? Przepraszam,że tak nagabuje ciągle ale chce miec pewność ze dbam o swoją skóre a nie dokładam jej ciągle czegoś co jej nie służy. Pozdrawiam Ania

      Usuń
    6. Myślę, że spokojnie można spryskać twarz wodą termalną po zmyciu maseczki - cieniutka warstwa tlenu cynku i tak zostanie.

      Generalnie, Aniu, musisz sama dojść do tego, jak dopasować te wszystkie narzędzie.

      Myślę, że maseczka + woda termalna + Rozex to bardzo dobry schemat wieczorny.

      Rosacure Intensive to preparat fotoprotekcyjny, zatem stosujesz go w ciągu dnia.

      Wydaje mi się, że w te dni, kiedy jesteś w domu, możesz stosować sam Rosacure Fast, bez filtra - dajesz wtedy skórze trochę oddechu.

      Ja nie mogę podać Ci na tacy wzoru pielęgnacji, bo, tak jak pisałem, nie jestem w Twojej skórze - musisz wyczuć, co i w jakich kombinacjach jej służy.

      Zasada jest prosta: działaj przeciwzapalnie, ale tak delikatnie, jak to tylko możliwe. Nie nakładaj wielu preparatów jednocześnie, bo nie ma to sensu.

      Myślę, że zestaw: Rosacure Fast + Intensive, Rozex, woda termalna i maseczka cynkowa - to odpowiedni schemat, żeby rozeznać się w potrzebach Twojej skóry. Mam nadzieję, że poprawi stan skóry, ale pamiętajmy, że to może nie być optimum.

      Usuń
    7. Moją największą bolączką są grudki i krostki, na codzien praktycznie sie nie maluje bo na twarz na którek jest tak wiele niedoskonalosci az strach nakladac cokolwiek, jeszcze mam w glowie slowa swojego dermatologa uwazac na skladniki w podkladach bo podraznia pania i pozapychaja:/ dlatego jezeli o to chodzi to jak 2 razy w tyg sie umaluje to jest naprawde dobrze, a dni ze nie wychodze na dwor praktycznie nie ma, jeszcze raz dziekuje Patryku za rzeczowe i wuczerpujace odpowiedzi!

      Usuń
  40. Zmiany glownie sa zlokalizowane na brodzie,zuchwie,policzkach i srodkowej czesci czola i troszke na nosie Ania

    OdpowiedzUsuń
  41. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  42. Witam :)
    Po pierwsze Patryku dziękuję Ci za tego bloga. W poszukiwaniu przyczyny mojego problemu przeczytałam ogrom różnych for i blogów ale nigdzie jeszcze nie spotkałam się z tak kompetentnymi wypowiedziami, które dają dużo do myślenia. O ile praktycznie nigdy nie zdarza mi się czytać komentarzy do wpisów, tak w przypadku Twojego bloga wszystkie komentarze pochłaniałam z ogromnym zainteresowaniem.
    A teraz chciałabym się trochę porozwodzić nad moim problemem ;)
    Mam 23 lata, z trądzikiem męczę się jakoś od 11 lat. Na początku był to zwykły trądzik wieku młodzieńczego, zwykłe wypryski, które się pojawiały i znikały po kilku dniach. Kompletnie się tym nie przejmowałam. Niestety kiedy poszłam do liceum nastąpiło pogorszenie. Na twarzy zaczęły pojawiać mi się bolesne podskórne gule, ulokowane na czole i brodzie. Problem wymykał mi się spod kontroli. Przez rok czasu cierpiałam na poważny trądzik przeczosowy. Rozdrapywałam wszystko, każde jedno miejsce, w którym wyczuwałam, że zaraz coś się pojawi. To był koszmar. Przestałam normalnie funkcjonować. Mój stan psychiczny był całkowicie uzależniony od stanu mojej cery. Wiedziałam, że tak dalej być nie może, bo psychicznie się wykończę. Do dermatologa nie chciałam iść, bo wizyta na której byłam kilka lat wcześniej zakończyła się totalna klapą. Zamiast tego wybrałam się do psychologa, ale i to nic nie dało, bo wstydziłam się mówić o swoim problemie. Problem zaczął się uspokajać, kiedy do pielęgnacji włączyłam krem mocno nawilżający. Podskórne gule zaczęły pojawiać się sporadycznie, cera znacznie się poprawiła. Zaczęłam normalnie funkcjonować :)
    Przyszedł w końcu moment, kiedy rok temu zdecydowałam się na antykoncepcję hormonalną. Ginekolog bez badań przepisał mi tabletki sylvie 20. Bardzo dobrze je toleruję po dzień dzisiejszy, żadnych skutków ubocznych nie zaobserwowałam. Przez pierwsze pół roku brania tabletek cera była jak marzenie! Po prostu cud. Aleeeee, po pół roku zaczęły się problemy. Od marca tego roku moja cera znowu szaleje. Początkowo pojawiały się raz na jakiś czas wypryski, nie było to jakoś specjalnie uciążliwe. Miesiąc temu zaobserwowałam, że z zamkniętych zaskórników robią mi się potworne stany zapalne. O ile kiedyś zaskórnik sobie po prostu był, tak teraz jak tylko się pojawi to wiem, że za kilka dni zrobi się z niego boląca gula. Automatycznie wtedy skierowałam swoje kroki do dermatologa. Wizyta ta do dzisiaj jest bardzo niemiłym wspomnieniem... Pani doktor rzuciła okiem na moją twarz, stwierdziła, że nieciekawie to wygląda i przepisała 3-tygodniową kurację tetralysalem + differin i na tym wizyta by się skończyła, gdyby nie moje "wścibskie" pytania. Byłam w głębokim szoku, że sama muszę się dopytywać o podstawowe rzeczy typu, czy nie koliduje to z tabletkami anty, czy możliwy jest wysyp na początku kuracji, czy mogę stosować krem nawilżający na differin. Nie wspomniałam jeszcze o tym, że pani doktor nie przeprowadziła ze mną praktycznie żadnego wywiadu, sama musiałam się wtrącać i opowiadać historię swojej choroby, co i tak niezbyt panią doktor interesowało (zamiast słuchać co mówię, przyglądała się bezczelnie z wielkim zainteresowaniem moim dłoniom, które wtedy wyglądały fatalnie, skóra z nich schodziła, całe były w ranach ciętych i oparzeniowych, ot takie uroki pracy sezonowej za granicą ;) ). Wszelkie moje wątpliwości na temat tak krótkiej kuracji pani doktor kwitowała "za 3-tygodnie będzie super. Zobaczy pani, będzie miała pani śliczną cerę" w razie gdyby jednak nie było poprawy, ale przecież na pewno będzie, miałam się pojawić na wizycie kontrolnej za 2 miesiące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili jestem w trakcie drugiego tygodnia przyjmowania tetralysalu, jest fatalnie. Moja twarz nie wyglądała tak źle już od kilku lat. Na brodzie tworzą mi się podskórne gule, które pozostawiają okropne blizny. Cała twarz poza brodą jest ok, w miarę czysta cera, kilka zaskórników i kilka przebarwień potrądzikowych. Nie mam na co narzekać :) ale z brodą jest masakra...
      Tydzień temu byłam na wizycie u ginekologa-endokrynologa, zlecił mi badanie hormonów tarczycy, testosteronu i jeszcze kilka innych, których nazw nie pamiętam. W tej chwili czekam na wyniki. Swoją drogą czy wyniki nie wyjdą w jakiś sposób przekłamane skoro stosuję tabletki anty?
      Przed chwilą przypomniała mi się pewna rzecz. Otóż w czerwcu ubiegłego roku tak się zdarzyło, że musiałam przyjąć 2 tabletki escapelle w odstępie tygodniowym. Wiem, że to była bomba hormonalna dla mojego organizmu, ale żadnych skutków ubocznych nie odczułam (mam wrażenie, że mój organizm nie wie co to są skutki uboczne ;) ). Czy jest możliwe, że dzięki takiej dawce hormonów trądzik uspokoił mi się na pół roku?
      Od kilku miesięcy próbuje dociec jaki jest powód powstawania wyprysków na mojej brodzie. Przerabiałam już wiele wątków i najbardziej prawdopodobne wydają mi się zaburzenia hormonalne bądź też gronkowiec złocisty. Nie wierzę w to, że jest to normalny trądzik bo zmiany te zbyt poważnie wyglądają. Wiele bym dała, żeby poznać przyczynę powstawania tych pryszczy. Czasami sobie myślę, że szkoda, że nie mogę być przez chwilą jedną z tych gul na mojej twarzy, wtedy bym wiedziała jaki jest jej powód powstawania ;) a tak to ona siedzi sobie na mojej twarzy i się śmieje ze mnie, i z moich domysłów.
      Na razie czekam na wyniki badań krwi. Mam nadzieję, że wyjdzie w nich co w moim organizmie szwankuje.
      Chyba trochę się rozpisałam ;)
      Pozdrawiam,
      Sylwia M.

      Usuń
    2. Cześć Sylwia,

      > Mam 23 lata, z trądzikiem męczę się jakoś od 11 lat

      I to jest świetny przykład pokazujący, że tę podręcznikową definicję acne tarda można wywalić do kosza, bo z realnym życiem nie ma ona nic wspólnego.

      > Ginekolog bez badań przepisał mi tabletki sylvie 20. Bardzo dobrze je toleruję po dzień dzisiejszy, żadnych skutków ubocznych nie zaobserwowałam. Przez pierwsze pół roku brania tabletek cera była jak marzenie!

      Wybacz, Sylwio, że zaczynam od dydaktyki na Twoim przykładzie, mam nadzieję, że się nie obrazisz.

      Chodzi o to, że bardzo chciałbym w takim momencie zapytać tych wszystkich, którzy uważają, że trądzik wieku dorosłego ma dużo wspólnego z szeroko pojętym zdrowiem jelit i alergiami, skąd ta skuteczność OC.

      > Automatycznie wtedy skierowałam swoje kroki do dermatologa. Wizyta ta do dzisiaj jest bardzo niemiłym wspomnieniem...

      > Byłam w głębokim szoku, że sama muszę się dopytywać o podstawowe rzeczy typu, czy nie koliduje to z tabletkami anty, czy możliwy jest wysyp na początku kuracji, czy mogę stosować krem nawilżający na differin. Nie wspomniałam jeszcze o tym, że pani doktor nie przeprowadziła ze mną praktycznie żadnego wywiadu, sama musiałam się wtrącać i opowiadać historię swojej choroby, co i tak niezbyt panią doktor interesowało (zamiast słuchać co mówię, przyglądała się bezczelnie z wielkim zainteresowaniem moim dłoniom, które wtedy wyglądały fatalnie, skóra z nich schodziła, całe były w ranach ciętych i oparzeniowych, ot takie uroki pracy sezonowej za granicą

      To nas nie dziwi, blog kipi od podobnych historii, niestety.

      Pokuśmy się o małą i pewnie nieudolną quasi-psychoanalizę: kim jest przeciętna dermatolożka? Najczęściej jest to osoba ze zdrową skórą. Nie chcę się tu bawić w behawiorystę, ale taka osoba nigdy, za cholerę, nie zrozumie tego, co czuje młoda kobieta (lub młody mężczyzna), która musi CODZIENNIE zmagać się z czymś, co i biologicznie, i kulturowo postrzegane jest jako defekt.

      Ciekawe, czy gdyby córki tych dermatolożek też tak cierpiały, to czy te znachorki traktowałyby je tak samo. Choroba zmienia perspektywę.

      Nie znoszę generalizować i nie chcę nihilistycznie stwierdzać, że każdy dermatolog to porażka, bo to dalekie od prawdy (Jabłońska była prawdziwym geniuszem), ale rzeczywistość jest taka a nie inna: z doświadczenia wiem, jakie dziewczyny wybierają dermatologię.

      Są pilne, mają ładne buźki, ale dermatologia jest dla nich bardzo często niszą, bezpieczną oazą, która nie uwypukli ich braku wyobraźni i kreatywności. Sterylny gabinecik, bezpieczny zestaw leków miejscowych + medycyna estetyczna = to obecnie 95% zawodu mainstreamowego dermatologa.

      Przeciętne dermatolożka to osoba pozbawiona charyzmy i empatii, bez których, moim skromnym zdaniem, nie da się być dobrym lekarzem.

      EOT

      Usuń
    3. *czy ktoś w najbliższej rodzinie zmagał się/zmaga z trądzikiem/łojotokiem?

      *Sylwio, jak w dużym skrócie się odżywiasz? Węglowodany (jakie konkretnie) stanowią główne źródło energii?

      *problemy ze stresem/snem?

      *cukrzyca typu 2 lub PCOS w rodzinie?

      > Tydzień temu byłam na wizycie u ginekologa-endokrynologa, zlecił mi badanie hormonów tarczycy, testosteronu i jeszcze kilka innych, których nazw nie pamiętam. W tej chwili czekam na wyniki. Swoją drogą czy wyniki nie wyjdą w jakiś sposób przekłamane skoro stosuję tabletki anty?

      Jeśli chodzi o tarczycę, to tu nie ma kolizji.

      Ale nie ma większego sensu oznaczać androgenów w trakcie stosowania antykoncepcji hormonalnej. Nie chcę skreślać przydatności tych badań - zobaczymy, co pokażą.

      Insulina była oznaczana (na czczo i po teście obciążenia glukozą)?

      > Czy jest możliwe, że dzięki takiej dawce hormonów trądzik uspokoił mi się na pół roku?

      W endokrynologii ciężko czasami przewidzieć efekt.

      Z jednej strony lewonorgestrelowi przypisuje się działania androgenne - stąd te zaostrzenia trądziku, kiedy pacjentki stosują preparaty OC z tym gestagenem.

      Ale z drugiej strony Escapelle mogło dość wyraźnie wyhamować pulsy gonadotropin i w konsekwencji dać długotrwałe/kilkumiesięczne obniżenie stężenia androgenów jajnikowych.

      Także ostateczna odpowiedź: możliwe.

      > Czasami sobie myślę, że szkoda, że nie mogę być przez chwilą jedną z tych gul na mojej twarzy, wtedy bym wiedziała jaki jest jej powód powstawania ;)

      O, i to jest dobry przykład abstrakcyjnego myślenia.

      Gdyby przebrać się za keratynocyt i przeprowadzić wywiad z taką zmianą zapalną (zespół różnych komórek), to rozmowa mogłaby wyglądać tak:

      - Słuchajcie, co się tu, do cholery dzieje? Skąd ten naciek? Dlaczego jest tu tyle mastocytów, granulocytów? Dlaczego pływacie w jakimś lepkim płynie? Dlaczego naczynka są porozciągane? Dlaczego bakterii jest tyle co w WC?

      Krzyk, wrzask i chaos - tyle słychać.

      - Jesteśmy bombardowane i uszkadzane! Granulocyty są tu wtórnie, przyciągane mediatorami stanu zapalnego.

      Za dużo tu insuliny i androgenów, za mało witaminy D i retinolu, za mało C i E, wszystko w tym tempie zużywane jest 100x szybciej. Sebum od razu się utlenia i to daje stan zapalny, który wabi zgraję komórek układu immunologicznego.

      To możliwy scenariusz. Hormonalny.

      Ale bez dokładnych badań możemy tylko gdybać.

      Pozdrawiam

      Usuń
    4. > Wybacz, Sylwio, że zaczynam od dydaktyki na Twoim przykładzie, mam nadzieję, że się nie obrazisz.

      Chodzi o to, że bardzo chciałbym w takim momencie zapytać tych wszystkich, którzy uważają, że trądzik wieku dorosłego ma dużo wspólnego z szeroko pojętym zdrowiem jelit i alergiami, skąd ta skuteczność OC.

      Oczywiście, że się nie obrażam :) miło mi, że mogę służyć jako przykład w tym przypadku.

      Tak jak piszesz, pani dermatolog u której miałam przyjemność być kompletnie nie okazywała żadnej empatii. Do dnia dzisiejszego jestem w wielki szoku po tej wizycie. Była to wizyta prywatne i naprawdę dużo po niej oczekiwałam. Przygotowałam się do niej, całą historię choroby dokładnie sobie powtórzyłam, przyniosłam ze sobą kosmetyki pielęgnacyjne, które stosuję i ogólnie miałam masę pytań i wątpliwości. Zachowanie dermatolog tak mnie zaskoczyło, że w pewnym momencie zapomniałam języka w gębie i nie wiedziałam co powiedzieć. Pacjent, który płaci 150 złotych za wizytę oczekuje nieco innego traktowania, a nie 5minutowej wizyty i przepisania standardowego antybiotyku, na okres 3-tygodni, gdzie w ulotce wyraźnie jest napisane, że minimalny czas trwania kuracji to 3 miesiące.

      Takie niestety są realia. Przeciętna dermatolożka nie wie co to trądzik, nie zmaga się z nim na co dzień i nie wie, że to nie tylko choroba ciała ale i duszy. A takie olewcze traktowanie pacjenta w ogóle nie pomaga. Chyba wszyscy pacjenci chcą lekarza, który okaże im zrozumienie, który będzie się interesował tym co się do niego mówi i będzie potrafił dyskutować z nami na dany temat, a nie tylko przepisać receptę i policzyć pieniążki za wizytę.

      *czy ktoś w najbliższej rodzinie zmagał się/zmaga z trądzikiem/łojotokiem?

      w chwili obecnej mój 19letni brat walczy z trądzikiem, a raczej kończy tą walkę :) w jego przypadku były/są to wypryski typowe dla trądziku młodzieńczego. Wprowadzenie do pielęgnacji kremu nawilżającego znacznie poprawiło kondycję jego cery i na dzień dzisiejszy sporadycznie pojawia się u niego wyprysk.
      Moja mama będąc nastolatką miała problemy z trądzikiem, z tego co wiem był to dość poważny problem rozprzestrzeniony na całej twarzy, ale z wiekiem sam ustąpił.
      Z łojotokiem nikt nie ma problemów. Moja cera jest mieszana, jednak produkcja sebum w strefie T nie jest jakaś ogromna. Jak dla mnie jest to w miarę delikatne przetłuszczanie.

      *Sylwio, jak w dużym skrócie się odżywiasz? Węglowodany (jakie konkretnie) stanowią główne źródło energii?

      Z odżywianiem ostatnio było u mnie kiepsko, bardzo zaniedbałam tą kwestię. Przez ostatnie 3 miesiące zwyczaj mój posiłek w ciągu dnia składał się z bułek pszennych, wędlin, warzyw, owoców (głównie banany), makaronów/ziemniaków i wieprzowiny. Nie były to też jakieś duże posiłki o czym świadczy fakt, że w przeciągu tych 3 miesięcy schudłam aż 4 kilo, bez żadnych ćwiczeń fizycznych. Słodyczy nie jem, a jeśli już mi się zdarzy to jest to jakiś mały batonik albo ciastko.

      *problemy ze stresem/snem?
      O ile ze snem nie mam żadnych problemów, mogę spać cały czas o tyle stres ostatnio bardzo mi dokuczał :/ był to długotrwały stres, który jak podejrzewam mógł się odbić na mojej cerze. Tylko, że chyba wpadłam w błędne koło bo stan mojej cery mnie stresuje, a z kolei stres ten odbija się na mojej twarzy i tak w kółko.

      *cukrzyca typu 2 lub PCOS w rodzinie?
      Nie, nie znam takich przypadków.

      Insuliny nie miałam oznaczanej, ale na dniach wybiorę się zrobić test obciążenia glukozą.

      Co do Escapelle muszę to skonsultować z moim ginokologiem-endokrynologiem. Kompletnie zapomniałam o tych tabletkach podczas przeprowadzanego wywiadu. A taka dawka hormonów mogła nie przejść bez echa przez mój organizm i stąd zatrzymanie tradziku na okres pół roku.
      Wiem, że wymyślam, ale tonący brzytwy się chwyta ;)

      Hahaha i szkoda, że nie da się tak ze swoimi zmianami na ciele dogadać, o ileż życie stałoby się łatwiejsze ;)
      niestety pozostają nam jedynie badania i wiara pokładana w kompetencje lekarzy, i w to, że rzeczywiście starają się nas uleczyć a nie traktują nas jak produkt taśmowy, byleby tylko odklepać i wziąć gotówkę.

      Usuń
    5. Dzięki za odpowiedzi, Sylwia.

      Niestety, w bardzo wielu przypadkach widać, że bułki pszenne, makarony, ryże, etc. to bilet w jedną stronę do podtrzymywania i rozpalania procesów leżących u podstaw acne tarda.

      To oczywiście nie jest żaden argument przeciwko węglowodanom - węglowodany są ok. Problem najczęściej leży w środowisku hormonalnym ludzi, którzy latami walczą z trądzikiem.

      Nie mogę udzielić złotych rad, podstawą są badania, które oczywiście nie dają rozwiązań na tacy, ale racjonalizują sytuację i dają ewentualną przestrzeń do dalszej dyskusji z lekarzami (gdyby były potrzebne leki, etc.).

      Usuń
  43. Witaj Patryku, podobnie jak wiele osób przede mną mam do Ciebie pytanie.
    Mam zdiagnozowane PCOS, przy czym testosteron jest w normie, jest tylko nieznacznie podwyższony androstendion, estradiol w normie i progesteron dość mocno poniżej normy, reszta hormonów wypada podręcznikowo (no jest jeszcze typowy dla PCOS stosunek LH:FSH). Cukier w normie, z insuliną wszystko w porządku.
    Przepisano mi leki hormonalne - Jeanine, którym się powoli zastępuje Syndi-35. Moim problemem był trądzik, ale używanie Atredermu przez parę miesięcy w 90% pozwoliło mi się go pozbyć, no i mam łysienie androgenowe (przez około półtorej roku w 100% pomagał mi Loxon, włosy nie wypadały, ale po tym okresie jakby przestał działać).
    Czy naprawdę tylko faszerowanie się lekami hormonalnymi może pomóc? Czuję się biorąc te tabletki bardzo źle, marzę, żeby je odstawić.
    Moja dieta jest aktualnie bogata w węgle, był okres że byłam na diecie niskowęglodanowej, ale nic to nie zmieniło w mojej chorobie i czułam się naprawdę okropnie, marząc po nocach o zjedzeniu jabłka.
    P.S. Czy suplementujesz może glicynę? Chciałabym zacząć tak na próbę, by sprawdzić czy mój organizm zareaguje pozytywnie - zastanawia mnie w jakich dawkach ją przyjmujesz?
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      > reszta hormonów wypada podręcznikowo (no jest jeszcze typowy dla PCOS stosunek LH:FSH). Cukier w normie, z insuliną wszystko w porządku

      W jaki sposób była badana wrażliwość insulinowa? Był to doustny test obciążenia glukozą?

      Badano prolaktynę w teście z metoklopramidem?

      > Czy naprawdę tylko faszerowanie się lekami hormonalnymi może pomóc? Czuję się biorąc te tabletki bardzo źle, marzę, żeby je odstawić

      Można zupełnie inaczej dobrać leki - to po pierwsze. Lekarze uparli się, że jeśli PCOS, to tylko OC.

      No i jest jest bardzo dużo możliwości nie-farmakologicznych. Na ich szczycie znajduje się oczywiście dieta ketogeniczna.

      Piszesz: "był okres że byłam na diecie niskowęglodanowej, ale nic to nie zmieniło w mojej chorobie i czułam się naprawdę okropnie, marząc po nocach o zjedzeniu jabłka".

      Ale to nie jest argument przeciwko diecie low-carb. Z dietą low-carb wiąże się bardzo często bardzo mocne ograniczenie kaloryczności, jeśli się tych kcal nie zastąpi.

      A nie sposób czuć się dobrze w czasie masywnej redukcji energii. W takich sytuacjach nie da się normalnie funkcjonować, nie da się spać, nastrój jest fatalny, etc.

      Prawdziwa dieta low-carb to dieta tak samo kaloryczna, dająca sytość.

      Jeśli ktoś pisze, że marzy po nocach o zjedzeniu jabłka, to dla mnie znaczy to tyle, że kalorie zostały ścięte zbyt drastycznie. W diecie low-carb nie chodzi o restrykcję (choć ona czasami jest bardzo ważna, np. w przypadkach otyłości, skorelowanej lub niezależnej od PCOS).

      W diecie low-carb chodzi tylko i wyłącznie o manipulację hormonami. O wsadzenie środowiska hormonalnego w wehikuł czasu.

      A nie głodowanie i marzenia o jabłkach. Bo to, co opisałaś, nie przypomina diety low-carb stosowanej od prawie 100 lat, tylko eksperyment głodowy Ancela Keysa.

      > Czy suplementujesz może glicynę? Chciałabym zacząć tak na próbę, by sprawdzić czy mój organizm zareaguje pozytywnie - zastanawia mnie w jakich dawkach ją przyjmujesz?

      Obecnie nie (czystą glicyną zachłysnąłem się w momencie największych problemów ze stawami). Glicynę czerpię z bardzo treściwych rosołów, które preparuję regularnie i żelatyny.

      Pilnuję, żeby w godzinach wieczornych dostarczyć w ten sposób kilka (2-6) gramów glicyny.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. Moja dieta na pewno nie była przeprowadzona profesjonalnie, po prostu ograniczyłam spożycie cukru (wcześniej w bardzo dużych ilościach) no i ogólnie zaczęłam dokładnie liczyć węgle. Generalnie jem bardzo dużo od zawsze (jestem osobą szczupłą, ale mam bardzo szybki metabolizm i generalnie co 2 godziny muszę coś zjeść). Trudno mi powiedzieć na ile kaloryczna była wtedy moja dieta, ale myślę że około 3000 kalorii, jadłam bardzo dużo mięsa i jajek. Mimo to byłam cały czas słaba no i dobijały mnie bóle głowy, naprawdę ciężko mi było funkcjonować, a ograniczyłam do 100 g węgli dziennie, więc nie jakoś strasznie rygorystycznie.
      Tak, miałam doustny test obciążenia glukozą, jeśli chodzi o prolaktynę, tylko zwykłe badanie, wyszła w normie.

      Usuń
    3. Bardzo trudno w krótkim komentarzu oddać złożoność tych kwestii, które wspólnie wywołaliśmy powyżej.

      Dlatego, że nie da się w formie kilku okrągłych zdań oddać złożoności odżywiania. Takie próby zamknięcia zawsze skończą się porażką, bo są sprzeczne z naszą różnorodnością - epigenetyczną, genetyczną, metaboliczną, hormonalną, etc.

      > Mimo to byłam cały czas słaba no i dobijały mnie bóle głowy, naprawdę ciężko mi było funkcjonować, a ograniczyłam do 100 g węgli dziennie, więc nie jakoś strasznie rygorystycznie

      I być może to jest problem - nie wiem, głośno myślę.

      Cięcie węglowodanów przy jednoczesnym braku wejścia w ketozę (czyli czerpanie energii nie z węglowodanów, a z ketonów) może skończyć się właśnie tak - osłabieniem, ochotą na węgle i bólami głowy. Względną hipoglikemią. Ciężko powiedzieć.

      Z drugiej strony to oczywiste, że nie każdy z nas jest stworzony do takiej diety. Jeśli metabolizm jest szybki, to bardzo ciężko wejść w ketozę, a jest to praktycznie mission impossible, kiedy je się 100 gramów węglowodanów + dużo mięsa.

      Nie mam prostych rozwiązań. Na pewno nie w tej chwili.

      Pamiętasz może wartości insuliny po godzinie i po dwóch godzinach?

      Usuń
  44. Hmm znalazłam swoje badania i widzę, że miałam robioną krzywą glukozową, glukoza na czczo - 81 mg/dl, po podaniu roztworu i upłynięciu 2h - 99 mg/dl.
    Insulinę miałam badaną po prostu na czczo, przy okazji robienia innych badań - była w samym środku normy. Przyznaję, że mam objawy, które wskazywałyby, że coś tam jest nie tak - gdy mam dłuższą przerwę w jedzeniu, gdzieś w godzinę po tym, jak w końcu zaspokoję głód, zawsze ale to zawsze mam silną migrenę. Poza tym "na głodzie" ledwo funkcjonuję, czuję straszne rozdrażnienie, nie mogę się skupić, potem rzucam się na jedzenie z drżącymi rękami ;) ale może to cecha osobnicza, bo wszyscy lekarze którym pokazywałam badania uważają, że kwestie glukozy i insuliny są w normie. Czyli rozumiem, że jest jeszcze możliwość wykonania innego badania, które pokaże poziom insuliny, krzywa insulinowa, a nie glukozowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Poza tym "na głodzie" ledwo funkcjonuję, czuję straszne rozdrażnienie, nie mogę się skupić, potem rzucam się na jedzenie z drżącymi rękami ;)

      To zdecydowanie nie jest norma u osoby, która normalnie/regularnie się odżywia :)

      Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest doustny test obciążenia glukozą i pomiary poziomów insuliny - na czczo, po godzinie i po dwóch.

      > ale może to cecha osobnicza, bo wszyscy lekarze którym pokazywałam badania uważają, że kwestie glukozy i insuliny są w normie

      Według nich wszystko jest zawsze w normie.

      Trzeba być kretynem, żeby powiedzieć, że wszystko na płaszczyźnie insulinowej gra nie zlecając fundamentalnego badania.

      > Czyli rozumiem, że jest jeszcze możliwość wykonania innego badania, które pokaże poziom insuliny, krzywa insulinowa, a nie glukozowa?

      Jak wyżej - 3 pomiary insuliny.

      Usuń
    2. Wracając jeszcze do sedna:

      > Czy naprawdę tylko faszerowanie się lekami hormonalnymi może pomóc?

      Jestem w 100% przekonany, że nie da się udzielić prostej odpowiedzi.

      Są takie przypadki PCOS, w których kontrolę można osiągnąć dietą, suplementami i modyfikacją stylu życiu.

      A są takie, kiedy ciężko obejść bez interwencji farmakologicznych.

      PCOS to zbiór fenotypów i obrazów - do każdego trzeba podejść indywidualnie mimo dobrze znanych (a może nieznanych właśnie) ogólnych zasad.

      Funkcjonuje taki stereotyp, że kobieta z PCOS musi mieć problem z hirsutyzmem, otyłością, okropnym trądzikiem, etc. Rzeczywistość zawsze miażdży takie głupkowate stereotypy. Fenotypów PCOS jest dużo i kluczem jest nie wypisywanie D35 bez badań, tylko wnikliwe podejście do każdego przypadku.

      Usuń
  45. A ja muszę pochwalić moją nową Panią dermatolog (do której wybrałam się tydzień temu na fundusz w Poznaniu). Pani przeprowadziła ze mną szczegółowy wywiad co i jak kiedy i ile i stwierdziła że musimy znaleźć przyczynę bo za długo to trwa i nie jest to jakieś kilka wyprysków spowodowanych okresem dojrzewania (mam 22 lata trądzik zaczął się jak miałam 15) ale mój trądzik jest brzydki i bliznowaciejący (tak to ujęła). Wypisała mi piękne skierowanie do poradni endokrynologiczno-ginekologicznej i nakazała zgłosić się z wynikami. Stwierdziła, że jak hormony nic nie wykażą to skłoniłaby się ku ostateczności-Izotekowi. Myślę, że ta Pani dermatolog taka rozumna w temacie acne bo sama chyba nieco doświadczona. Przynajmniej tak wnioskuję z jej nieidealnej buźki.
    Wszystko pięknie, termin wizyty u "Profesora", który skieruje mnie na oddział-2 grudzień. Ile się w przeciągu tych 2 miesięcy na mojej twarzy zadzieje to wolę nie myśleć. Obecnie stawiam na Atrederm, który doprowadza mnie do szału, ciągle wyglądam jak jaszczurka, o makijażu mogę zapomnieć, w sumie to nigdzie nie chce mi się wychodzić. Doszło do tego że rzuciłam pracę bo codzienne pokazywanie się ludziom przez 8 czy 12 h wykańczało mnie psychicznie. Mój chłopak już nie może znieść tematu trądziku i twierdzi że podporządkowałam mu całe swoje życie. W sumie to nie wiem co ja bym robiła z moim czasem gdybym tego trądziku nie miała!:)
    Zastanawiam się czy nie zrobić tych badań prywatnie, nie czekać tych 2 miesięcy bo ta bierność mnie wykańcza.
    Mój trądzik zlokalizowany jest głównie na policzkach i skroniach (chociaż i na nosie i brodzie niekiedy też się coś pojawi), zostawia po sobie szpetne blizny, wyglądam jakby mnie dzięcioł podziobał. No i właśnie Patryku tu moje pytanie: czy jest jakiś sposób żeby ta twarz jakoś lepiej się goiła? Może jakaś dodatkowa suplementacja? Czy zewnętrzne super coś o którym jeszcze nie słyszałam:P
    Pozdro Patryk
    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Ala,

      Miło czytać o tak odmiennym/egzotycznym podejściu pani dermatolog. Skierowanie do specjalistycznej poradni, w kontekście tego, co opisują tu dziewczyny i co sam obserwuję, można uznać za cudowny gest.

      Jeśli chodzi o termin, to patrząc przez pryzmat rodzimych standardów można stwierdzić, że jest ok, choć w 100% rozumiem, że u Ciebie każdy delay może zaowocować nowymi zmianami i bliznami.

      Ciężko mi powiedzieć, Alu, czy warto wykonywać cały panel badań prywatnie - wiem, że ciężko o cierpliwość w takiej sytuacji. Sama musisz podjąć decyzję.

      > Doszło do tego że rzuciłam pracę bo codzienne pokazywanie się ludziom przez 8 czy 12 h wykańczało mnie psychicznie

      Brzmi drastycznie; mam nadzieję, że komfort psychiczny związany z diagnostyką i leczeniem pojawi się szybko.

      > czy jest jakiś sposób żeby ta twarz jakoś lepiej się goiła?

      Prawda jest taka, że podstawą jest prewencja - blokowanie powstawania świeżych zmian.

      Jeśli już dochodzi do formowania zmiany, to liczy się szybka interwencja i blokada szlaków zapalnych.

      Wielka szkoda, że nie u nas takiego narzędzia jak Nadoxin, bo oprócz tego, że świetnie gasi szlaki zapalne (szczególnie w kombinacji z klindamycyną), to przy okazji jest silnym supresorem metaloproteinaz - enzymów tnących macierz, których nadmierna aktywność prowadzi do powstawania blizn potrądzikowych.

      Także blokowanie metaloproteinaz to chyba najlepszy kierunek.

      http://www.dovepress.com/anti-inflammatory-effects-of-a-topical-preparation-containing-nicotina-peer-reviewed-article-CCID - to eksperymentalne badanie pokazało, że przydatnym narzędziem może niacynamid, czyli znów wychodzi na to że moje hajpowanie Glamidu ma sens.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19246282 - tu z kolei mamy kolejny sygnał mówiący o tym, że tazaroten (Zorac) > tretinoina, jeśli chodzi o blokadę szlaków prowadzących do nadmiernych uszkodzeń macierzy.

      +++ Ogólne narzędzia wygaszające skórę: serum z HA + B5, woda termalna Avene. Ja osobiście bardzo lubię wyciąg z lukrecji ("roślinny steryd").

      To oczywiście mogą być tylko ciekawostki w sytuacji, kiedy zmiany zapalne i tak się pojawiają. Podstawą jest silna blokada sygnalizacji hormonalnej prowadzącej do powstawania świeżych zmian. I w tym mają pomóc badania.

      Ale one mają moc tylko wtedy, kiedy panel zagląda na każdą potencjalną płaszczyznę. Problem polega na tym, że większość dermatologów i spora część endokrynologów żyje w paradygmacie cukrzycowym i tak naprawdę nie ma pojęcia o insulinie.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź!
      Właśnie tak zastanawiam się nad porzuceniem Atredermu na rzecz Zoracu. Przynajmniej na razie na opanowanie tych podskórnych guli bez takiego podrażnienia alkoholowego jakie mam przy Atre. Chociaż tu na pewno też jestem sobie sama trochę winna bo nie nawilżam się odpowiednio. Wiadomo z moją tłustą papą boję się że wszystko mnie zapcha. A poza tym tak jakoś intuicyjnie nie chcę dawać skórze sprzecznych sygnałów. Wydaję mi się ze jak się nawilżę to się nie końca złuszczę i wszystko na nic. Popraw mnie jeśli głoszę herezje:)
      Co byś Patryku polecił nawilżającego przy kuracji retinoidami?
      A btw tego panelu to poczekam do tego 2 grudnia. Skoro 7 lat już się z tym zmagam to i 2 miesiące jakoś przeżyję.
      Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu że dieta ma znaczenie.
      Ja w ogóle bardzo lubię żyć zdrowo (chociaż współcześnie to pojęcie względne) i wielokrotnie kiedy trzymałam moje żywienie w ryzach (ale nie przez 2 tygodnie ale np. 3 miesiące) zauważałam takie ‘wyciszenie’ cery. A trzymaniem w ryzach mam na myśli obcięcie węgli. Zauważyłam to zwłaszcza przy przejściu na dietę bezglutenową ale nie chodzi chyba o sam gluten ale że taka zmiana drastycznie obcina zakres dozwolonych węgli. I teraz patrzę na zdjęcia i faktycznie było lepiej. A od 3 miesięcy sobie folguję jem gównianie, nie ćwiczę i proszę! Papa cała zaogniona. I tu Patryku moje pytanie. Ponieważ postanowiłam że nie będę się biernie przez 2 miesiące przyglądać jak trądzik sieje spustoszenie na mojej twarzy – wracam na low-carb. A nawet na vlc. Czy po takim żywieniu moje wyniki hormonalne nie będą przekłamane ? (od miesiąca pije też wierzbownice i czerwoną koniczynę) Czytałam że przed testem na tolerancję glukozy nie wolno stosować diet nieskowęglowodanowych. Czy wystarczy że na kilka dni przed badaniami nawpierniczam się mąki?:P
      Pozdrawiam
      Ala

      Usuń
    3. > A poza tym tak jakoś intuicyjnie nie chcę dawać skórze sprzecznych sygnałów. Wydaję mi się ze jak się nawilżę to się nie końca złuszczę i wszystko na nic. Popraw mnie jeśli głoszę herezje:)

      Instynkt jest zawsze dobrym doradcą - jeśli Atrederm zmiótł barierę skóry, to w takiej sytuacji nie ma nic bardziej naturalnego od próby naprawy tych zniszczeń.

      Narzędzie i rytm stosowanie trzeba samodzielnie dostosować do stopnia uszkodzeń, ale a priori można powiedzieć, że Atrederm owocuje zazwyczaj dużym odwodnieniem i uszkodzeniem bariery, także odpowiedni będzie treściwy preparat.

      I może to być dobrej jakości olej kokosowy z domieszką kompleksu ceramidów. Może to być http://www.labo-uriage.pl/produkty/hyseac-krem-regenerujacy/ łączony z http://www.biochemiaurody.com/sklep/oil-raspberry.html, etc.

      Doskonale rozumiem lęk przed nawilżaniem - trądzik prowadzi do pielęgnacyjnego obłędu ("za mało nawilżania", "za dużo nawilżania, będą zaskórniki", "za mało złuszczania", "przesadziłam ze złuszczaniem", etc.), ale trzeba spojrzeć na to racjonalnie. Nawilżanie skóry i naprawa bariery to naturalne potrzeby skóry, szczególnie w kontekście lania na skórę czegoś takiego jak Atrederm.

      Argumentem za nawilżaniem w czasie terapii agresywnymi lekami miejscowymi jest prosta fizjologia skóry: bez odpowiedniego nawilżania nie będzie odpowiedniego złuszczania.

      Każda osoba interesująca się skórą i każdy osoba zmagająca się z dry skin syndrome doskonale wie, że bez odpowiedniej zawartości wody w naskórku nie będzie żadnego złuszczania, tylko totalna retencja martwych komórek. Na powierzchni wytworzy się skorupa.

      Clou: balans między złuszczaniem i nawilżaniem (i jeśli trzeba wygaszaniem podrażnień) to podstawa.

      > A trzymaniem w ryzach mam na myśli obcięcie węgli. Zauważyłam to zwłaszcza przy przejściu na dietę bezglutenową ale nie chodzi chyba o sam gluten ale że taka zmiana drastycznie obcina zakres dozwolonych węgli. I teraz patrzę na zdjęcia i faktycznie było lepiej

      Bardzo miło to czytać. Nie jestem adwokatem glutenu, ale robienie z niego źródła wszystkich problemów zdrowotnych nowoczesnego świata to mitomania.

      Bardzo dużo pozytywnych efektów obserwowanych podczas przejścia na dietę gluten free można przypisać po prostu ścięciu węglowodanów (obniżeniu poziomu insuliny, leptyny, etc.).

      > Papa cała zaogniona

      Bardzo obrazowo :)

      Tak, po wielu latach skóra trądzikowa potrafi po prostu płonąć, "nawet jeśli ognia [zmian zapalnych] nie widać".

      To nie jest przypadek, że ocieranie się w diecie o węglowodanowe zero [20-40 g/dzień] bardzo często wyraźnie wygasza skórę.

      > Czy po takim żywieniu moje wyniki hormonalne nie będą przekłamane ? (od miesiąca pije też wierzbownice i czerwoną koniczynę) Czytałam że przed testem na tolerancję glukozy nie wolno stosować diet nieskowęglowodanowych. Czy wystarczy że na kilka dni przed badaniami nawpierniczam się mąki?:P

      Nie jestem w stanie odpowiedzieć - każdy organizm inaczej przechodzi od jednego stanu hormonalno-metabolicznego do drugiego.

      Prawdę mówiąc, lepiej byłoby wykonać te badania bez manipulowania hormonami, żeby przypadkiem nie dostać na wydruku z laboratorium wyników "fałszywie ujemnych" (np. jeśli androgeny są lekko powyżej górnej granicy, to dieta VLC/keto może je wyraźnie obniżyć - i to jest świetny efekt, tylko potem zamyka dyskusję z lekarzem, który może stwierdzić, że nie ma żadnych problemów, a dieta w żaden sposób nie działa antyandrogenowo).

      Usuń
    4. Patryk a słyszałeś może o zabiegach rafiofrekwencji mikroigłowej w przypadku leczenia blizn zanikowych? Zabieg mniej inwazyjny niż laser a i efekty ponoć lepsze. Ale z tego co słyszę w Polsce chyba jeszcze mało popularny.
      Lekarz Marek Wasiluk osiąga zachęcające efekty w przypadku redukcji rozstępów więc skontaktowałam się z nim pół roku temu w temacie moich dziobatych policzków (wtedy myślałam że trądzik już za mną i skupiłam się na bliznach) i anazlizując moje zdjęcia stwierdził że efekt może być fajny. Podobno wykonuje takie zabiegi na blizny po trądziku. Ale zdjęć z efektami nie widziałam.
      http://www.marekwasiluk.pl/rozstepy-efekty-zabiegow/
      http://www.marekwasiluk.pl/leczenie-rozstepow/
      http://www.marekwasiluk.pl/biust-rozstepy/
      http://www.marekwasiluk.pl/rozstepy-na-nogach-zdjecia/
      Co myślisz? Przed wyrzuceniem pieniędzy w błoto lepiej się upewnić że ma to jakiś sens.
      (chyba wybiegam za bardzo w przyszłość ale świadomość że mogłabym te blizny w przyszłości w jakiś sposób wygładzić byłaby baaardzo optymistyczna:))
      Sorry że tak truję!
      Ala

      Usuń
    5. > Zabieg mniej inwazyjny niż laser a i efekty ponoć lepsze. Ale z tego co słyszę w Polsce chyba jeszcze mało popularny

      Metoda z pewnością w wielu przypadkach mniej inwazyjna, ale nie można z góry stwierdzić, że lepsza - to zależy od problemu, rodzaju lasera, jego parametrów, etc.

      > Podobno wykonuje takie zabiegi na blizny po trądziku. Ale zdjęć z efektami nie widziałam

      Możemy liczyć na takie efekty:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4134659/figure/F1/
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4134659/figure/F2/
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4134659/figure/F3/

      Efekty są całkiem niezłe, ale nie idealne.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4134658/ - a tutaj przykładowe efekty po zabiegach z użyciem lasera CO2.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4134658/figure/F2/ - tutaj efekt jest zachwycający.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3870213/figure/F3/ - tu również efekty lasera CO2.

      Nie widzę tych zmian, ale myślę, że jakiej byście decyzji z lekarzem nie podjęli, poprawa będzie wyraźna.

      Usuń
    6. Alu
      a możesz napisać jak nazywa się ta p.dermatolog bo też chętnie odwiedziłabym "człowieka" pracującego w tym zawodzie ;)

      Usuń
  46. Witaj Patryku
    Mam stwierdzoną (czynnościową androgenizację jajnikową),ok.10 lat temu na oddz.endokrynologii,objawy;trądzik hirusutyzm,zolecono mi branie metformax 2x 500,i luteina do reg.cyklu.A wczesniej wieloletnie branie d35.androcur,spironolakton.3lata temu urodziłam dziecko,mam 37l.i objawy skórne,obecnenic nie stosuje leków,brałam tabletki z wierzbownicy,nieznaczne efekty kuracji były,mniej skóra się przetłuszczała,nadwagi nie mam,ale skłonność do odkładania tłuszczu w ok.talii prosić się receptę na lek przeciwcukrz i tłumaczyć lekarzowi na co mi a ginekol tylko pisze oc.tylko mi został endokrynolog poprosić o skierow.Sama niewiem czy trzymać się zaleceń diagnozy,to choroba przewlekła,jakieś badania,zrobić hormonalne,proszę cię Patryku o radę.
    Pozdrawiam.
    Dorota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doroto,

      Moja refleksja jest bardzo prosta: jeśli diagnoza ma już dekadę, a objawy dalej się utrzymują, to znaczy, że wciąż istnieją te same zaburzenia hormonalne.

      Oczywiście można powtórzyć badania i zobaczyć, jak wygląda środowisko hormonalne obecnie.

      Piszesz, że nie wiesz, czy trzymać się zaleceń. A jakie to były zalecenia? Regularne przyjmowanie Metformaxu? Konkretna diieta?

      Usuń
  47. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  48. Patryku, zdecydowałam, że wspomagająco włączę zestaw następujących suplementów:
    - Olimp Zielona Herbata Ekstrakt
    - Olimp Selen
    - Olimp Gold vit B Forte
    - Salfazin
    - Wit D(2000jm)
    - Magnum Chelat Max

    I tu moje pytanie: mogę już je stosować, czy lepiej poczekać na wizytę u endokrynologa, bo mam nadzieję, że zleci mi badania, o których mi pisałeś i nie wiem czy te suplementy nie wpłyną na wyniki jakoś. W ogóle jest sens je stosować gdybym np. jednak musiała włączyć leki hormonalne?

    Jeszcze mam jedną wątpliwość, można stosować jednocześnie żelazo i cynk? Mam b. niską ferrytynę(zbadałam ją w kontekście włosów, wiem, że u mnie to pewnie hormony, ale brak żelaza na pewno mi tu nie pomaga) i muszę pić żelazo i nie wiem czy w tej sytuacji włączyć cynk do suplementacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały wstęp - na przyszłość. Moja skrzynka kipi od maili z pytaniami o must-have suplementy. Nie chcę być odbierany jako supplement junkie.

      Uważam, że bez problemu da się żyć długo w dobrym zdrowiu nie stosując żądnych suplementów lub stosując absolutne podstawy (warunkiem jest oczywiście dbanie o to, co się je).

      Suplementy to narzędzia, które albo uzupełniają ewidentne niedobory wynikające z jałowej diety, albo pomagają w sytuacjach, kiedy nasze ciało woła o pomoc i sprawia wrażenie "zepsutego" - na różnych płaszczyznach - hormonalnej, psychicznej, immunologicznej, zapalnej, etc.
      ==========================================
      > I tu moje pytanie: mogę już je stosować, czy lepiej poczekać na wizytę u endokrynologa, bo mam nadzieję, że zleci mi badania, o których mi pisałeś i nie wiem czy te suplementy nie wpłyną na wyniki jakoś

      Jeśli wpłyną jakoś na wyniki badań, to raczej pozytywnie.

      Selen, magnez, kompleks B, magnez, witamina D - to są w sumie podstawy.

      > W ogóle jest sens je stosować gdybym np. jednak musiała włączyć leki hormonalne?

      Sens jest taki, że to są podstawy funkcjonowania naszego ciała. Jeśli wyciągasz z diety rozsądne ilości mikroskładników, to wiadomo, że suplementacja nie jest wtedy przymusem.

      Nie jestem w stanie kierunkować każdego w arbitralny sposób.

      Leki hormonalne będą się przecież nijak miały do poziomu selenu czy magnezu.

      http://www.medpharm.pl/produkty/medycyna/96/mikroskladniki-odzywcze - gorąco polecam tę książkę. Z wieloma napisanymi tam rzeczami się nie zgadzam, ale to ogólnie świetne źródło podstawowej wiedzy.

      > Jeszcze mam jedną wątpliwość, można stosować jednocześnie żelazo i cynk?

      Najbezpieczniej: oddzielnie.

      Jeśli chodzi o problemy z włosami, to cynk jest tak samo ważny jak odpowiedni zbiornik żelaza/ferrytyny.

      Przy żelazie trzeba pamiętać, że nie jest to suplement na wieki, tylko do czasu uzupełnienia magazynu.

      Raz w tygodniu zamiast suplementu - wątróbka.


      Usuń
  49. Dziękuję za odpowiedz.
    Ten lek matformax mi proponowano na obniżenie insuliny i androgenów,(insulinę i androstendion podwyższony)zamiast oc,że będziedziałał słabiej działał,niż d35,spironol,brałam okresowo,trzeba dodatkowo jakieś badania chyba kw.moczwy,sprawdzać,trochę się obawiałam na dłuższą metę stosować,wolałam wysiłek fizyczny i dietę,chyba czytałam gdzieś w dermatologii,że trzeba 2 lata stosować były jakieś badania prowadzone równolegle z oc z diospironem a D35 a metforminą,uregulować gospodarkę hormonalną.Hormonalna terapia odpada mam problemy krążeniowe(robią mi się żylaki).Dużo by pisać,całe życie tez nie można faszerować się,ale nie regulować też niekorzystnie wpływa nie tylko na skórę ale organizm.
    Dorota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doroto,

      Tak jak pisałem - jeśli problemy wciąż istnieją, to znaczy, że coś jest nie tak w środowisku hormonalnym.

      W normalnym świecie powinno się to odbywać w ten sposób: najpierw rzetelna diagnostyka, później interpretacja i szczera rozmowa z pacjentem na temat rokowania i różnych strategii, które mogą pomóc.

      Ja mogę napisać tyle, że problemy z hiperandrogenizmem to zazwyczaj problemy chroniczne - dlatego trzeba liczyć się z tym, że w wielu przypadkach leki działają w momencie stosowania.

      Dostałaś konkretne wytyczne dotyczące diety?

      Usuń
  50. Masz już pełne prawo do wykonywania zawodu lekarza? :-) Zdałeś LEK? Jaką specjalizację wybrałeś? Twoi czytelnicy są tego ciekawi! :-)

    Izabela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę napisać dwie rzeczy: w ciągu najbliższych lat naukę będę kontynuował daleko od Polski (i być może uda mi się zaczepić w dobrym ośrodku badawczym), a jeśli chodzi o specjalizację, to w dużym skrócie będzie to specjalizacja dotycząca dzieci.

      Usuń
    2. ;-/...dlaczego akurat specjalizacja dotycząca dzieci? Panie Doktorze, byłby Pan świetnym Ginekologiem bądź Dermatologiem! Kobiety potrzebują takich lekarzy jak Pan.
      U nas to jakaś hołota jest (z całym szacunkiem przepraszam, ale taka prawda).

      Usuń
  51. Cześć
    Tak się zastanowiłam.
    U Ziemoliny można wyczytać że poretinidowy wysyp to tylko i wyłącznie sprawka podrażnienia i że nie ma to nic wspólnego z komedogenezą blablabla. I że generalnie miejscowy antybiotyk powinien załatwić sprawę w 3 dni itd.

    Ale z wszystkich znanych mi udokumentowanych fotami przypadków (np. tu: http://www.italianablog.pl/2012/09/retinoidy-co-to-jest-i-jak-dziala/ jak dziewczyna pisze między pierwszym a ostatnim zdjęciem jest przestrzeń 4 miesięcy) dziewczyny jednak "wywala" tygodniami, może nawet miesiącami.

    Kosmetyczki z wizaża na pewno by powiedziały słynne "cera musiała się oczyścić". Niby ściema i zabobon ale wersja z chwilowym poretinoidowym zapaleniem skóry też się kupy nie trzyma.

    Czyli jak to jest- retinoidy faktycznie muszą najpierw "wyciągać zanieczyszczenia na wierzch" i nie działają od razu// każdy wyprysk w czasie stosowania retinoidów to na pewno objaw podrażnienia skóry bo przy retinoidach komedogeneza nie istnieje. Popsikaj wodą termalną i będze git.

    Aleksandra


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sieci można ze świecą szukać jakichś sensownych teorii dotyczących poretinoidowego (lub pokwasowego) wysypu.

      Mnie najbliżej obecnie do takiego spojrzenia: retinoidy (stosowane zewnętrznie lub systemowo) mogą zaostrzać stan skóry trądzikowej - z tym nie ma co polemizować. Wysyp to nie mitologia.

      Jedna z teorii mówi, że retinoidy doprowadzają do gwałtownych zmian w mikrośrodowisku mieszka, które owocują m.in. rozpadem komórek P. acnes i uwolnieniem masy potencjalnych mediatorów stanu zapalnego i antygenów.

      Z drugiej strony nabłonek mieszkowy staje się "fragile" i dochodzi do zwiększonego kontaktu uwolnionych mediatorów i antygenów z komórkami, które stale patrolują okolice mieszka [w trądziku przewlekłym nawet pozornie zdrowa skóra jest bardzo często nacieczona komórkami układu odpornościowego]. Rezultatem bywa po prostu kaskada zapalna, która daje w niektórych przypadkach widoczne zmiany.

      I do tego nie jest potrzebna komedogeneza. Stary model powstawania zapalnych zmian w acne mówi, że kluczowe jest przejście od zaskórnika do zmiany zapalnej, ale nowe badania pokazały, że zmiany zapalne mogą formować się de novo, z pominięciem etapu zaskórnika (czysta skóra --> zmiana zapalna).

      Czy samo podrażnienie odgrywa istotną rolę? W tej chwili myślę, że na pewno nie gra głównej roli, ale na pewno jest to jakaś prozapalna składowa.

      Dlatego woda termalna jest panaceum w kontekście wysypu przebiegającego z głębokimi zmianami zapalnymi (tu raczej należy spoglądać w stronę miejscowych antybiotyków), ale na pewno jest świetnym narzędziem, ponieważ ciemną stroną retinoidów jest nie tylko ten wysyp, ale też retinoid dermatitis, czyli po prostu wyprysk kontaktowy.

      Poza tym początkowy wysyp to nie jest reguła. Z moich obserwacji wynika, że im bardziej tłusta i zanieczyszczona skóra przed startem np. Atredermu, tym większe prawdopodobieństwo zmian zapalnych.

      Natomiast nigdy nie spotkałem się z wysypem u osób ze skórą np. suchą, które stosują retinoidy z innych powodów (anti-aging, depigmentacja, etc.), co byłoby zgodne z teorią o roli rozpadu P. acnes i burzliwych zmian w środowisku mieszka.

      Czy można ten wysyp w jakikolwiek sposób utożsamiać z oczyszczaniem skóry? Hm, w myśl tej teorii jest to sensowne. I choć pierwotnie nigdy nie byłem pozytywnie nastawiony do tej "folkowej" optyki, to jednak brzmi to sensownie (oczywiście w świetle hipotezy, która kreśli P. acnes-centryczny przebieg wydarzeń).

      Tak czy inaczej - bez względu na mechanizm jeśli pojawiają się duże, głębokie zmiany zapalne, to nie pomoże nam woda termalna. Wtedy klasyką są silne miejscowe leki przeciwzapalne, np. antybiotyki. Są osoby, które preferują ichtiol.

      Wybitnym preparatem jest Aczone (http://www.aczone.com/), ale niestety nie ma go na naszym rynku.

      Usuń
    2. Aczone, wow. Myslalam ze w kwestii leczenia trądziku juz mnie nic nie zaskoczy. I jak zwykle wszystkiego co dobre w polandii nie ma.
      Ma dobre recenzje w Internecie ale ulotki głównie mówią że to na trąd a nie tradzik (?)
      A dapson doustnie zamiast izotretinoiny? Mam taki trądzik w rozmiarze S, co nie zmienia faktu ze do szewskiej pasji i kur..cy mnie on doprowadza, a czasami i do płaczu. Głupio tak brać izo z powodu 3 pryszczy ale nie uśmiecha mi się z tym żyć latami.

      Ostatnio jechałam pociagiem z panią 50 plus. Opowiadała koleżance że wydała fortunę na laser przeciwtrądzikowy ostatnio. "Zniknie po ciąży, pani zobaczy"...

      Aleksandra

      Usuń
    3. > A dapson doustnie zamiast izotretinoiny?

      Wiem, że przewlekłe problemy wymuszają wielopłaszczyznowe, a czasami magiczne myślenie, ale to zły kierunek.

      Dapson podawany systemowo to lek zarezerwowany dla naprawdę masywnych zapaleń (trądzik piorunujący, piodermia zgorzelinowa, etc.).

      To jest wskazanie do systemowej terapii dapsonem: http://www.scielo.br/scielo.php?pid=S0365-05962012000400015&script=sci_arttext

      Wspomniałem o miejscowo stosowanym dapsonie jako konkurencji dla miejscowych antybiotyków w kontekście poretinoidowego wysypu, ale dla mnie to nie jest recepta na trądzik, choć na pewno jest to świetny lek trzymający w ryzach procesy zapalne i szkoda, że nie ma go na naszym rynku.

      > Mam taki trądzik w rozmiarze S, co nie zmienia faktu ze do szewskiej pasji i kur..cy mnie on doprowadza, a czasami i do płaczu

      W 100% to rozumiem, ale wiele razy pisałem, że bez działań systemowych wycelowanych w kardynalne mechanizmy (androgeny, insulina/IGF-1) wszystko jest tylko działaniem objawowym.

      Czasami można gasić skórę miejscowymi/doustnymi antybiotykami i permanentnie zamykać ją w retinoidowej klatce/złuszczać non stop, ale to są działania objawowe, choć wiadomo, że czasami potrafią dawać względnie długie remisje.

      > Zniknie po ciąży, pani zobaczy"

      Znacie moje zdanie - na takie słowa może sobie pozwolić człowiek, który nie interesuje się biologią skóry, ale doskonale wiemy, że wielu lekarzy mówi to samo.

      A dużo wskazuje na to, że matki z problemami hormonalnymi typowymi dla PCOS czy acne tarda (które bywa klasyczną składową PCOS) rodzą dzieci, które mają większe ryzyko podobnych problemów.

      Usuń
  52. Patryku, kiedyś na blogu u Ziemoliny wypowiadałeś się na temat probiotyków i napisałeś coś jeszcze, pozwolę sobie zacytować Twoje słowa: ''Chciałbym napisać, co byłoby lepsze niż 10 takich kapsułek na dzień, ale nie chcę być posądzony o seksizm.''

    Mógłbyś to bardziej rozwinąć? :-) Ja aktualnie potrzebuję jakiegoś dobrego, sprawdzonego probiotyku i tak się zastanawiam w jaki naturalny sposób mogłabym dostarczyć swojemu organizmowi wystarczającą ilość bakterii kwasu mlekowego?

    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu za bardzo nie ma czego rozwijać - ja tylko wyraziłem swoje zdanie na temat Inneov Diet Partner.

      Jeśli chodzi o probiotyki, to najważniejszy jest kontekst. Mnóstwo ludzi uważa, że probiotyki to klucz do optymalnego funkcjonowania układu odpornościowego, a to nie jest takie proste.

      Jakiś konkretny cel stosowania probiotyku?

      Usuń
    2. Zażywam już drugi antybiotyk. Przy pierwszym nie stosowałam probiotyków i żołądek mi wysiada, cała wysiadam, wszystko mnie swędzi. Słyszałam też, że dobrze zażywać probiotyki mając problemy z układem pokarmowym i mając atopowe zapalenie skóry, ja takie problemy mam.

      Lena

      Usuń
    3. W takim kontekście na pewno warto zastosować probiotyk; myślę, że rozsądnym rozwiązaniem będzie np. Diclofor.

      Jeśli chodzi o probiotyki w kontekście AZS, to na pewno nie są to magiczne pociski, ale warto próbować:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17250703
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11122221
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23272193

      To tak z brzegu, ale wyraźnie widać, że szczep LGG ma spory potencjał immunomodulujący na tej płaszczyźnie, na której coś ewidentnie nie gra w AZS (IL-10): http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16238790

      Także warto próbować.

      Usuń
    4. Dziękuję bardzo :)

      Lena

      Usuń
  53. Witajcie! niezwykły blog:) a co myslicie o chlorelli czy to jest dobry sklad? http://www.gw-int.net/pl/chlorella zeby podkrecic cere z zaskornikami i bliznami po tradzikowymi i wrazliwa, naczyniowa.
    od paru dni dolaczylam do swojej pielegnacji redermic r, zobaczymy co zdziała, bede go uzywac 2 razy dziennie.

    OdpowiedzUsuń
  54. Witaj Patryku :)
    Jestem 27 letnią kobietą która ma trądzik od 12 roku życia. Nawet jak to piszę to jest mi trudno. U ilu ja byłam lekarzach, dermatologach, endokrynologach,ginekologach. Brałam kilka lat (!) Diane 35 -efekt był taki, że w trakcie brania cera idealna po odstawieniu MASAKRA :( Teraz stosuje atrederm i jest w miarę dobrze, o ile ktoś zdaje sobie sprawę jak ja się czuje...Dorosła kobieta z cerą jak nastolatka. Zastanawiam się nad planowaniem rodziny i nie wiem jak miałabym odstawić atrederm. Wiem, że dla kogoś kto nie zna tej bolączki może to być zupełnie niezrozumiałe ale dla mnie to poważny problem.
    Pozdrawiam.
    Stała czytelniczka Beata >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Beata,

      Przykro mi to czytać. Niestety nie posiadam, prostych instant odpowiedzi i rozwiązań.

      Jeśli chodzi o D35, to moje zdanie jest niezmienne: jest to świetny antyandrogen, ale po odstawieniu potrafi dawać koszmarne nawroty. I wynika to prawdopodobnie z jego wpływu na wrażliwość insulinową.

      W czasie stosowania ten efekt jest maskowany przez silne właściwości antyandrogenowe, ale bardzo często po odstawieniu pacjentka wraca do stanu pre-D35 (androgeny wracają do normy), a na to nakłada się gorsza niż na starcie wrażliwość insulinowa, co przy diecie wysokowęglowodanowej daje takie właśnie efekty.

      Żeby zrozumieć trądzik (w każdym wieku), trzeba rozumieć, jak działa trio insulina, IGF-1 i androgeny. A większość lekarzy tego po prostu nie wie.

      I ja się nie dziwię. W kontekście acne tarda i tego, jak cierpi wiele kobiet ,podręczniki dermatologii, nawet nowe wydania, to po prostu odpady.

      Endokrynologiczne spojrzenie na trądzik prowadzi nas w 2 kierunkach:

      1. obniżania poziomu insuliny - dietą lub lekami;

      2. obniżania androgenów - można to osiągnąć poprzez obniżenie poziomu insuliny i można to łączyć z suplementami lub lekami.

      To są bardzo, bardzo proste ogólne zasady.

      Ale trzeba mieć świadomość, że każdy człowiek różni się i trzeba tak kombinować, żeby dopasować poszczególne działania w ramach ogólnych zasad.

      Nie chcę generalizować, ale bardzo wiele kobiet walczących z acne tarda odżywia się bardzo źle w kontekście patofizjologii acne.

      Natomiast ja absolutnie nie czuję się na siłach, żeby kogokolwiek pouczać, jak ma żyć, co ma jeść etc.

      Loren Cordain krzyczy głośno: "Masz trądzik? Zapomnij o nabiale, cukrze i odpuść sobie węglowodany".

      Jeśli chodzi o ciążę, to wchodząc w nią z hiperandrogenizmem i lub/hiperinsulinemią igramy z metaboliczną i hormonalną przyszłością dzieci.

      Usuń
    2. A mając podejrzenie o cukrzycy, taka dieta jest zalecana? Zgodzisz się?

      http://zwierciadlo.pl/2012/zdrowie/diety/dieta-dla-cukrzykow-i-produkty-zalecane

      Usuń
    3. Taka dieta jest na pewno tysiąc razy lepsza niż junk food, biały chleb, etc., i jeśli pacjent w stanie przedcukrzycowym połączy taką dietę z lekami, to ma duże szanse na przeżycie reszty życia bez cukrzycy.

      Ale wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji. Trzeba pamiętać, że ta dieta to wciąż dieta high-carb (z niskim indeksem glikemicznym) i wcale nie musi być optymalna, dlatego w stanach pre-diabetes zawsze łączy się ją z lekami.

      Środowisko diabetologiczne (tak samo jak kardiologiczne) boi się diet wysokotłuszczowych, które w kontekście patofizjologii cukrzycy typu 2 są tak naprawdę najbardziej kompatybilne, ale to już temat na inną rozmowę.

      Usuń
  55. Kochane wspołtowarzyszki w walce o piekna cere i drogi doktorze Patryku, czy chodzicie do kosmetyczek na zluszczanie skory kwasami o wyzszych stezeniach? Mam 35 lat, pare lat temu czesto bywalam u kosmetyczek na takich zabiegach, jednak ostatnio zaprzestalam, stosujac ulozona pielegnacje w domu : retinoidy w dermokosmetykach, antyoksydanty i kwasy o niskich stezeniach. Ale ostatnio chce znowu podzialac wyzszymi kwasami. Co polecacie? Jakie kwasy dla wrazliwej, plytko unaczynionej cery i lekkim tradzikiem i sladami potadzikowymi.
    Pozdrawiam i ogromnie sie ciesze, ze znalazlam ten blog... wczoraj nie spalam do 1 w nocy czytajac Wasze komentarze. Che tez sobie zrobic badania hormonalne, bo niby wszystko dobrze, ale skads ten problem skorny w omim wieku sie bierze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dziewczyny napiszą więcej o swoich doświadczeniach z gabinetowymi peelingami; ja obecnie nie korzystam z tego typu zabiegów.

      Generalnie jeśli chodzi o eksfoliację, to moja skóra nie przepada od dłuższego czasu za żadną formą złuszczania chemicznego. Od czasu do czasu podkradam dziewczynie Gentle Cream Exfoliant, ale stosuję subtelnie.

      W sumie jedynym kwasem lubianym przez moją skórę jest kwas, który nie zachowuje się jak typowy AHA i jest to kwas laktobionowy - i ten związek bardzo lubię od dawna, ale zdecydowanie nie jest moim must-have ingredientem.

      Myślę, że fajnymi peelingami, które dedykowane są skórom wrażliwym/naczyniowym, są np. Sensi Peel i Esthetique Peel:

      http://www.pcaskin.com/sensi-peel-3.html

      http://www.pcaskin.com/products/search-by-skin-condition/sensitive-skin/esthetique-peel-2.html

      Usuń
    2. Patryku, dobrze, że Twoja dziewczyna nie zagląda na bloga, bo skoro piszesz, że podkradasz, to znaczy, że ona nic o tym nie wie. :D
      Ja ogólnie tak samo nie przepadam za peelingami, tym bardziej gruboziarnistymi, moja skóra tego nie lubi, ale ostatnio będąc w aptece skusiłam się na delikatny peeling enzymatyczny z firmy Pharmaceris i jak na razie jest ok. :-) A tak nawiasem pisząc, to mój chłopak tak samo bardzo często podkrada mi kosmetyki, ale to jest fajne, miło, że faceci lubią dbać o siebie. :-)

      Dominika

      Usuń
    3. Też się zastanawiałam, czy warto wybrać się do gabinetu kosmetycznego na jakiś zabieg. Co prawda nie mam już problemu z trądzikiem (raczej już tylko pojedyncze sztuki), obecnie większą zmorą są ślady po tych niedoskonałościach - czerwonofioletowe plamki, które dłuuugi okres się utrzymują i nie chcą zniknąć. Do tego moja cera jest szara, zmęczona, zatkane pory i brak jej gładkości. Do tego czoło pokryte jakby drobną "łuską", co po nałożeniu podkładu uwidacznia się jeszcze bardziej - nie wiem czy powinnam nawilżać czy złuszczać.
      Na razie używam Skinorenu co wieczór, do tego co jakiś czas Effaclar Duo.
      Jakby któraś z Was wiedziała co jeszcze można zrobić, lub na jaki zabieg się wybrać to chętnie poczytam Wasze rady :)

      Usuń
  56. Patryku, tak z ciekawości, jesteś obecnie w Polsce czy przebywasz za granicą?

    OdpowiedzUsuń
  57. ja stosowałam kwas salicylowy 2 % , ale moja skóra też mi dawała w kość. Po prostu była już zmęczona, nadwrażliwa, zaczerwieniona w strefie T.
    Teraz stosując Izo odrzuciłam kwas salicylowy, ale włączyłam Gentle C. Ex. i inną maseczkę z Dermalogica z serii Age Smart, peeling w proszku z Dermalogica oraz z ziaji maskę zwężającą pory, maskę z alg. Stosuję raz na 3 dni zamiennie oczywiście. Moja skóra pomimo obsuszenia ma się świetnie i nie jest podrażniona pomimo stosowania tych preparatów. Nie myślę używać na twarz natłuszczaczy, a wymieniony kiedyś przez Ciebie Patryku tonik i krem z Biodermy hydrabio świetnie się sprawdzają przy kuracji Izo.

    Ja do kosmetyczkek/kosmetologów nie chodziłam "z twarzą" i raczej nie zamierzam. Po zakończeniu kuracji raczej skieruję swoje kroki do dermatologa na zabiegi.

    OdpowiedzUsuń
  58. To Twoje zdjęcie widnieje na głównej stronie Twojego profilu? Pobierasz sobie krew? Szalony jesteś! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kadr z filmu Gattaca :)

      Usuń
  59. Doktorze Patryku a co myslec o tym???.. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2918338/

    co z moim Redermic R, zaczelam sie wlasnie z nim zaprzyjazniac i rysoac nam swietlana przyszlosc do konca naszych dni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jedno z tryliona badań, których interpretacja jest trudna.

      Problem z interpretacją wyników tego badania polega na tym, że nie wiemy tak naprawdę nic o 2 grupach - nie znamy danych dotyczących obciążenia rodzinnego pod kątem nowotworów i chorób płuc, nie znamy odsetka palaczy.

      To badanie można ulokować w podobnych rejonach jak te, które wykazały zwiększoną zachorowalność na nowotwory płuc u palaczy, którzy stosowali w wysokich dawkach beta-karoten, retinol i alfa-tokoferol.

      I wnioski są wtedy mniej więcej takie:

      - stosujesz miejscowe retinoidy/retinol - nie pal

      - palisz - nie stosuj suplementów z wysoką dawką beta-karotenu i retinolu

      Tak naprawdę kluczową kwestią jest to, ile z miejscowo aplikowanej tretinoiny/retinolu dociera do środowiska pęcherzyków płucnych palacza - ale tego nie wiemy.

      Tu nie ma nic pewnego, ale możemy przypuszczać, że problem polega na tym, że u palaczy dodatkowym czynnikiem ryzyka rozwoju zmian nowotworowych i innych chorób płuc jest wprowadzanie do ustroju substancji labilnych/podatnych na utlenianie w kontakcie ze składnikami dymu tytoniowego (np. wysokich dawek karotenu) i substancji zmniejszających lokalną odporność w płucach (np. tretinoiny).

      Także jeśli nie palisz i stosujesz retinol miejscowo w rozsądnych ilościach, to nie ma się (raczej) czego obawiać w tym konkretnym kontekście.

      Usuń
  60. Uwielbiam Cię! Jesteś idealny! Twoja praca...to co robisz dla tych dziewczyn, nieocenione po prostu! Fenomen!

    k.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzaj, nic takiego nie robię. Ale wielkie dzięki :)

      Usuń
    2. Ja też Go uwielbiam! I ma też jedną z wielu bezcennych cech- skromność. Więc dlatego Ideał :)

      Usuń
  61. Trafiłam na Pana blog i powiem szczerze, że właściwie tylko siąść i płakać.. nad sobą. 27 lat, dwójka dzieci i od 15 lat problem z trądzikiem. Nie jakiś wielki dramat (choć zdarzały się momenty nasilenia objawów, zakażeń bakteryjnych, podrażnień, wysypu... i to był osobisty dramat powodujący zamknięcie się w sobie i czterech ścianach). Dermatologów, kosmetyczek, nowych kosmetycznych eksperymentów, suplementów, własnych inwencji twórczych - cała masa. Ogólnie skóra wydaje się mieszana - tłuste czoło i broda; skóra na policzkach cienka, naczyniowa, trochę plam i blizn po "usuniętych" zmianach. Sporo zaskórników, zwłaszcza w okolicy brody, między brwiami, ale i na policzkach. Podskórne, ropne zmiany raczej są rzadkością, choć zdarzają się nadal. Pielęgnacja na teraz: physiogel do mycia twarzy (po płynach do cery tłustej/mieszanej skóra była ściągnięta i wysuszona), na wieczór epiduo, rano finacea z kwasem azelinowym, ewentualnie cetaphil - nawilżanie miejsc wysuszonych. Jakiś lekki krem koloryzujący z Biodermy dla cery trądzikowej. Żadnego pudru, podkładu - teraz boję się używać czegokolwiek, żeby nie pogorszyć stanu cery. Ale jeśli to hormony? Jak mogę się zbadać? Czy wymienione przez Pana badania mogę zrobić sama w laboratorium... żaden z dermatologów nigdy oczywiście nic takiego nie zasugerował. Będę wdzięczna za każdą poradę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      Mój blog nie obfituje w epifanie - staram się pisać o absolutnych podstawach.

      Jeśli trądzik ciągnie się tak długo, jeśli niszczy komuś życie, a klasyczna dermatologia nie jest w stanie pomóc lub pomaga w bardzo ograniczonym zakresie, to ja proponuję spojrzenie czysto hormonalne.

      Czymś, co pozwala racjonalnie spojrzeć na problem, jest panel badań - opisywałem go wiele razy. Problem polega na tym, że dermatolodzy, endokrynolodzy i ginekolodzy, w większości przypadków, nie chcą w ten sposób prowadzić diagnostyki. Dlatego wiele kobiet decyduje się na samodzielną diagnostykę.

      Drugą kwestią jest rola odżywiania w przewlekłym trądziku. I nie chodzi tu o żadne wyimaginowane alergie i uszkodzenia bariery jelitowej (choć te składowe na pewno mają jakiś wpływ na ogólne tendencje zapalne). Chodzi o hormony biorące udział w inicjowaniu procesów trądzikowych.

      Dieta wysokowęglowodanowa ma ogromny wpływ na stan skóry trądzikowej via hormony.

      Jak już pisałem - nie ma idealnej recepty na trzymanie w ryzach trądziku, ale płaszczyzny są dwie.

      1. trzymanie insuliny/IGF-1 jak najniżej - albo dietą, albo lekami, albo dietą i lekami;

      2. obniżanie poziomu androgenów - dietą która mówi "NIE" węglowodanom lub lekami.

      Nie napiszę tu klarownych wytycznych, ale liczę, że część czytelników jest w stanie dojść do bardzo oczywistych wniosków.

      Pozdrawiam

      Usuń
  62. Cześć,

    Patryku, chciałabym poznać Twoją opinię na temat Spiruliny Hawajskiej- tutaj link:

    http://herba-farm.pl/p/1624/674/now-spirulina-hawajska-100kaps--skora-wlosy-paznokcie-dla-zdrowia-zdrowie.html

    Stosuję ją z powodu niedokrwistości. Ja wiem, że mogłabym pójść do apteki po dowolny suplement z żelazem, ale takowe się nie wchłaniają po pierwsze, a po drugie, gdy miałam raz przepisane żelazo na receptę, to źle je tolerowałam- bóle brzucha, dziwne stolce i ogólnie jakieś zaparcia.
    Producent tego suplementu zapewnia, że ma łatwo przyswajalne żelazo, a do tego zawiera inne dobroczynne składniki. Myślisz, że to taki pic na wodę czy faktycznie takie naturalne suplementy są dobre i działają dobrze? :-)

    Z góry dzięki za odpowiedź!
    Ania

    OdpowiedzUsuń

< >