poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Mainstreamowy dermatolog w krainie acne tarda (4)

Zanim przejdę do sedna, chciałbym zaznaczyć, że ten cykl ("Mainstreamowy dermatolog w krainie acne tarda") nie jest przestrzenią personalnych ataków na konkretnych dermatologów. Jasne, zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby przykładowo Maria Noszczyk przeczytała to, co napisałem, mogłaby poczuć się urażona, ale to jest tylko produkt uboczny głównej funkcji tego cyklu, która polega na wytykaniu elementarnych moim zdaniem błędów w podejściu do pacjentów cierpiących z powodu przewlekłej choroby. Także zupełnie nie interesuje mnie to, czy ktoś poczuje się urażony. Urażony może poczuć się pacjent, który idzie do kolejnego lekarza z nadzieją, płaci za wizytę, a na końcu i tak słyszy to samo. Tak się składa, że epicentrum acne tarda nakłada się na te lata życia, w których pacjent najbardziej potrzebuje tego, być czuć się pewnie w swojej skórze.


Od tego pytania nie ucieknie żaden dermatolog: skąd bierze się trądzik w wieku dorosłym. Marcin Prokop porusza kwestię fundamentalną - nie pyta o to, co trądzik nasila, pyta o przyczyny.

Dermatolog zaczyna bardzo dobrze - od androgenów, wspomina o insulinooporności, ale później zaczyna się litania cywilizacyjnych czynników.

Lekarz z lekkim uśmiecham na twarzy mówi, że "jest wiele teorii jak to zazwyczaj w medycynie". I tu zaczyna się problem z odróżnieniem spójnego systemu wiedzy opartej na badaniach (eksperymentalnych, klinicznych, epidemiologicznych, etc.) od czystych spekulacji, które tylko ocierają się o teorię naukową. Jest to teoria naukowa à rebours. Imitacja teorii.

Rozumiem, że format telewizji śniadaniowej narzuca luźny styl rozmowy, ale treść jest nie do przyjęcia.

Moja zarzuty stają się już nudne. Pierwszy z nich ma olbrzymią siłę rażenia. Jest to genetyka. Każda rozmowa na temat adult acne, która nie porusza kwestii genetyki tej choroby jest jałowa. Badania Goulden wyraźnie pokazały, jaką moc ma genetyka w tej chorobie - myślę, że warto będzie poświecić temu zagadnieniu odrębny wpis. 

W skrócie: badania pokazują, że bardzo wielu pacjentów z acne tarda ma w najbliższej rodzinie przynajmniej jednego krewnego pierwszego stopnia, który zmagał się lub zmaga z trądzikiem.

Jak to się ma do środowiskowej litanii? Nijak. Czynniki środowiskowe nie mają mocy permisywnej w życiu dorosłym jeśli chodzi o patogenezę acne tarda; mają właściwości modulujące - albo nasilają proces podstawowy, albo go wygaszają/wyciszają, ale nie redukują do zera.

Pamiętajmy - to, co piszę, nie dotyczy łagodnych tendencji trądzikowych, które względnie łatwo dają się kontrolować. Nie obawiam się, ale nie chciałbym wchodzić w konfrontację z kimś, kto napisze coś w stylu: "wyolbrzymiasz problem, dieta low-carb, zioła, regularne złuszczanie i zmywanie makijażu OCM - oto cały sekret". 

Każdy, kto zmaga się z acne tarda, doskonale wie, że to za mało.

To nie jest wyolbrzymianie, to nie sofistyka i nie semantyka - ktoś, kto nie zmaga się z acne tarda sensu stricto, po prostu tego nie zrozumie. 

Acne tarda sensu stricto nie daje się w prosty sposób kontrolować. W bardzo wielu przypadkach picie naparów z wierzbownicy i mięty, regularna ekfoliacja i wiele innych narzędzi to po prostu za mało.

Acne tarda sensu stricto nie da się wywołać zespołem/kombinacją czynników środowiskowych. I vice versa - nie zmienisz skóry z intensywną produkcją sebum w skórę idealną przy pomocy zmiany spektrum czynników zewnętrznych. 

[Edit: oczywiście trądzik da się bez problemu wywołać u niektórych osób z pozornie idealną skórą; dobrym przykładem są niektórzy kulturyści, którzy stosują np. nandrolon, insulinę, a do tego nie stronią od dużych ładunków insulinogennych protein. Prawda jest jednak taka, że to nie jest acne tarda i że nie wszyscy miłośnicy dużej masy mięśniowej reagują w taki sposób na intensywne strategie anaboliczne. Fenotyp/obraz kliniczny zależy oczywiście od predyspozycji - u jednego mężczyzny schemat anaboliczny wywoła przetłuszczanie się skóry, u drugiego akcelerację łysienia androgenowego, z kolei inni nie doświadczą negatywnych efektów skórnych. Wniosek jest prosty - ostateczny obraz zawsze jest kombinacją podłoża genetycznego i czynników środowiskowych.

Dlatego mówienie o acne tarda tylko w kategoriach zmiennych środowiskowych nie ma sensu.]

Jeśli podłożem acne tarda są zaburzenia hormonalne, to choćby pacjent wskoczył w wehikuł czasu i przeniósł się do środkowego paleolitu, i tak nie zmieni swojej skóry w normalną. A czy właśnie nie to jest marzeniem większości pacjentów?

Czy warto próbować działać na tej płaszczyźnie? Oczywiście! Tylko trzeba zrozumieć pacjentów, których pokłady cierpliwości są ograniczone. Jeśli ktoś próbuje, ciągle coś w swoim życiu modyfikuje, zaczyna wchłaniać blogi poświęcone tematyce paleo, ale nie udaje mu się osiągnąć wyznaczonego celu, w końcu musi nastąpić kryzys. A na końcu pacjent słyszy: "za mało zmian, musisz się bardziej starać", "może chcesz zbyt perfekcyjnej skóry". Bzdura - pacjent chce po prostu skóry normalnej, a nie takiej, nad którą trzeba skakać. Pacjent chce po prostu żyć bez lęku.

Drugi zarzut: doktor Rogowski przeskakuje wątek androgenów, jakby zupełnie nie wiedział, co ma powiedzieć. W sumie może nie ma. W takim razie zapraszam za kilka dni - może badania Scotta Slaydena, Vexiau i innych pomogą się doktorowi dokształcić w kwestii endokrynologii acne tarda.

Zatem jakie czynniki wymienia łódzki dermatolog?

Insulinooporność. Problem w tym, że w bardzo dziwnym kontekście. Według lekarza insulinooporność w acne tarda (bardzo ważny wątek) wynika być może ze starzenia. Nie za bardzo potrafię zrekonstruować taki tok myślenia. Nie ma to żadnego sensu - starzenie i acne tarda? Przecież to absurd - w ok. 80% przypadków acne tarda początek choroby przypada na wiek nastoletni (lub ciut powyżej). Starzejący się nastolatek? Starzejący się 20-latek?

Insulinooporność jest w wielu (nie we wszystkich oczywiście) przypadkach integralną cechą tej choroby. Dokładnie na tej samej zasadzie jak w zespole policystycznych jajników, gdzie składowe genetyczne grają pierwsze skrzypce.

Nie ma sensu rozwodzić się nad resztą wątków, ponieważ są to te same zdarte klisze. Kosmetyki, stres, fast food, otyłość, palenie.

Na takiej podstawie wyobraźnia kreśli szkic osoby walczącej z adult acne: otyła, "starzejąca się", siedząca w KFC, zestresowana, wypalająca paczkę papierosów dziennie, etc.

Przecież wszyscy wiemy, że to zupełnie tak nie wygląda. 

Małe zaskoczenie - większość pacjentów z acne tarda, których miałem przyjemność spotkać była bardzo szczupła, dbająca o najwyższą jakość pokarmów, nikt nie palił.

Wątku tłuszczów zwierzęcych nie będę komentował. Strzelam, że jeśli chodzi o biologię kwasów nasyconych, pan doktor zatrzymał się na II roku i biochemii. 

I dwie kwestie na koniec. W optyce eksperta trądzik wieku dorosłego jest dla pacjentów problemem estetycznym. Tak, estetycznym. Przykro mi, ale jeśli podłożem są problemy hormonalne, to nie mamy prawa redukować problemu, przede wszystkim psychicznego, do estetyki. Chociaż rozumiem to spojrzenie - dermatologia zamienia się powoli w medycynę estetyczną, przepływ pieniędzy przez kliniki i gabinety dermatologii estetycznej napędzany jest coraz bardziej przez klientów marzących o młodszym wyglądzie - i to udziela się lekarzom. Myślę, że przeciętny młody dermatolog wie zdecydowanie więcej na temat technik wolumetrycznych, niż o sieci cytokin w takich chorobach jak łuszczyca czy trądzik różowaty.

Na koniec dostajemy ten sam schemat, czyli: najpierw izotretinoina, a później, jeśli nastąpi nawrót, lekarz łaskawie pomyśli o podłożu hormonalnym.

Problem w tym, że leczenie izotretinoiną, mimo że w większości przypadków dobrze tolerowane [objawy tylko ze stron skóry i błon śluzowych], nie jest zabawką dermatologów. Kwas 13-cis-retinowy jest potężną substancją i nie można podchodzić do niej na zasadzie: jak nastąpi nawrót, to ja wtedy pomyślę o hormonach, i najwyżej powtórzymy leczenie. Oczywiście na koszt pacjenta. Nie tyle finansowy, co mentalny. 

Doktorze, proszę poczytać o wskaźnikach nawrotów i wtedy wypowiadać się na temat leczenia doustnym retinoidem.

Podsumowując: zero wzmianki na temat genetyki acne tarda, przeskoczenie nad wątkiem androgenów i kompletny brak zrozumienia istoty tej choroby.

PS Jeszcze refleksja ogólna: to nie jest tak, że wszyscy lekarze skazują pacjentów (głównie pacjentki) na żonglerkę preparatami miejscowymi do końca życia (końca życia gruczołów łojowych rzecz jasna). Wielu z nich widząc desperację kobiet decyduje się na włączenie hormonalnej antykoncepcji lub preparatów Cyprest lub Diane-35. 

Efekty są oczywiste: u wielu kobiet dochodzi do znacznej redukcji produkcji sebum, trądzik znika lub jego przyjmuje postać bardzo łagodną.

Pojawia się jednak pytanie, które zadali sobie chyba również autorzy dokumentu dotyczącego hormonalnego leczenia acne tarda: czy w przypadku trądziku opornego na konwencjonalne metody leczenia nie warto wykonać panelu badań PRZED włączeniem leczenia?

Jest to szalenie ważne - choćby z tego powodu, że w przypadku niektórych zaburzeń hormonalnych terapia przy pomocy OC nie jest de facto terapią, tylko maskowaniem, przykrywaniem podstawowego zaburzenia.

I bardzo często doskonale to widać po odstawieniu antykoncepcji. Szczególnie w sytuacjach, w których trądzik wraca silniejszy niż przed włączeniem OC.

Ten sam casus maskowania dotyczy leczenia izotretinoiną. Przecież doskonale wiemy, że nie jest to magiczny lek, a remisje muszą z czegoś wynikać. Nie można udawać, że kompletnie nie wiadomo, z czego wynikają nawroty.

Ktoś może zapytać: jeśli w niektórych przypadkach izotretinoina, Cyprest, Teenia cz Androcur maskują zaburzenia podstawowe, to co zrobić?

Niestety, odpowiedź nie jest prosta. Na pewno warto wykonać badania PRZED rozpoczęciem leczenia, a właściwie quasi-leczenia.

Warto też podkreślić, że nawet jeśli za konkretnym przypadkiem acne tarda stoją zaburzenia hormonalne, to nie znaczy, że izotretinoina zostanie odłożona na półkę i zapomniana. O nie, to jest zbyt cenny lek, problem w tym, że przez wielu dermatologów traktowany jest jak zabawka.

Zmierzam do tego, że w wielu przypadkach dzięki izotretinoinie moglibyśmy szybko doprowadzać skórę do stanu optymalnego, bo na tej płaszczyźnie nie ma sobie równych (i zapewne nigdy mieć nie będzie), ale dzięki jednoczesnej próbie korekcji podłoża hormonalnego moglibyśmy chronić pacjenta przed nawrotem.

Bo potem okazuje się, że po kilku-kilkunastu miesiącach od zakończenia leczenia izotretinoiną  załamany pacjent wraca, a lekarz rozkłada ręce.

I to nie są żadne luźne statystyki czy refleksje - to są fakty: w bardzo wielu przypadkach następuje remisja, której wielu lekarzy nie próbuje racjonalizować w oparciu o zestaw prostych badań.
5 GATTACA: Mainstreamowy dermatolog w krainie acne tarda (4) Zanim przejdę do sedna, chciałbym zaznaczyć, że ten cykl ("Mainstreamowy dermatolog w krainie acne tarda") nie jest przestrzenią ...

174 komentarze:

  1. Cześć Patryku,
    Bardzo cieszę się, że prowadzisz tego bloga :) Czytając to co piszesz, ma się wrażenie, że naprawdę rozumiesz osoby zmagające się z acne. Przynajmniej ja czuję tę empatię, której brakuje większości lekarzy.
    Sama zmagam się z trądzikiem od 13 r.ż. (obecnie mam 21 lat). Na początku był to klasyczny trądzik młodzieńczy, który, sama nie wiem kiedy, przekształcił się w acne tarda. Obecnie najwięcej zmian mam na brodzie i wokół ust, na skroniach i czasem na czole, do tego lekki łojotok w strefie T ( w sumie to nie wiem czy taki lekki, nie umiem obiektywnie ocenić).
    Dotychczasowe leczenie to retinoidy miejscowe i antybiotyki doustne kilka lat temu. Obecnie stosuję Isotrexin, pomaga ale te nieznośne gule i tak się ostatnio ciągle pojawiają. Mam wrażenie, że zwiększona ilość zjadanych słodyczy i lodów się do tego przyczynia, ale nie wiem już. Zawsze w lecie moja skóra jest w gorszym stanie. W każdym razie mam wyrzuty sumienia jak tylko zjem coś słodkiego, niestety codziennie tak po południu mam straszną ochotę na słodycze. No ale jak wspominasz, dieta nie jest tu przyczyną, może jedynie nasilać problem.
    U mnie problemem są niestety hormony i nie wiem co mam z tym dalej robić. Czy opierać leczenie na miejscowych preparatach, czy faszerować się tabletkami.
    Kilka lat temu zaczęły mi wypadać włosy i z tego powodu zrobiłam badania hormonalne. Wiem tyle, że mam zbyt wysoki poziom prolaktyny i androstendionu, stosunek lh/fsh to 0,64, dheas i testosteron są niby w normie, ale bliżej górnej granicy, 17 oh progesteron też na granicy górnej normy, Oczywiście byłam z tym u lekarzy - endokrynologa i gin-endo. Endokrynolog nie chciała zbytnio mnie leczyć, stwierdziła, że mam hiperandrogenizm, zaś do gin-endo poszłam już z badaniami i od razu chciał mi przepisać diane 35. Powiedział, że poprawi mi się cera i włosy być może przestaną wypadać, Niestety, efekty będą tylko w czasie leczenia. Generalnie dowiedziałam się, że hormonów nie da się wyregulować na stałe czy chociaż na dłuższy czas, więc jaki sens ma takie leczenie, które przecież nie jest pozbawione efektów ubocznych. Tabletki typu diane 35 androcur czy izotek to nie cukierki i po prostu boję się je przyjmować, szczególnie, że wcale nie gwarantują one wyleczenia.
    Teraz naprawdę nie wiem co robić, ciężko trafić na kompetentnego, godnego zaufania lekarza. Czuję się w tym wszystkim zdana tylko na siebie. Walka o włosy i skórę przerodziła się w jakąś obsesję, najlepsze lata życia mijają mi na myśleniu o utracie włosów i trądziku. Dołujące to bardzo.
    Proszę powiedz mi czy jest sens drążyć temat tych zaburzeń hormonalnych i wdrażać leczenie? Czy w ogóle można to wyleczyć? Czy może powinnam się pogodzić z tym, że 'taka moja uroda' jak mawiają lekarze i nauczyć się z tym żyć.
    Dziękuję za możliwość wirtualnego wygadania się, bo niestety otoczenie zdaje się nie rozumieć, co przeżywają osoby zmagające się z acne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Natalia,

      Jeśli masz gdzieś jeszcze wydruk z laboratorium, mogłabyś napisać dokładne poziomy hormonów wraz z jednostkami.

      Czy ktoś w najbliższej rodzinie zmaga się lub zmagał z trądzikiem i/lub łojotokiem?

      > Czy w ogóle można to wyleczyć?

      To jest szalenie trudne pytanie. Doskonale wiemy, że w wielu przypadkach następuje nawrót po leczeniu izotretinoiną, dlatego wniosek jest oczywisty - bez prób ingerencji w hormony nic nie osiągniemy.

      Na pewno da się kontrolować, ale to wiąże się z przyjmowaniem leków. Niekoniecznie na stałe, czasami udaje się dojść do takiego schematu, że leki stosuje się cyklicznie.

      Problemu nie da się w prosty sposób usunąć, ale rozkładanie rąk nie ma sensu.

      Problemem wielu lekarzy jest to, że kompletnie nie spoglądają na wrażliwość insulinową, a w bardzo wielu przypadkach hiperandrogenizm idzie w parze z insulinoopornością.

      I dopiero działanie na tych 2 płaszczyznach daje optymalne rezultaty.

      Jedno jest jest pewne - na pewno w wielu przypadkach leczenie acne oparte tylko o leki miejscowe do niczego nie prowadzi. A jeśli już do czegoś, to do obsesji, lęku i wyczerpania psychicznego.

      > Proszę powiedz mi czy jest sens drążyć temat tych zaburzeń hormonalnych i wdrażać leczenie?

      Wg mnie sens jest ogromny - każdy z nas zasługuje na zdrowie i pewność siebie związana z własnym ciałem. Każdy z nas zasługuje na to, by wiedzieć, co dzieje się w jego organizmie. Ale sama musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie.

      Usuń
  2. Bardzo Ci dziękuję za zainteresowanie i tak szybką odpowiedź :)

    Te badania wykonałam, w nawiasach podaję normy:
    Testosteron całkowity - 54,21 ng/dl (14 - 76)
    DHEA-SO4 - 338,93 µg/dl (25,9 - 460,2)
    Androstendion - 7,87 ng/ml (0,3 - 3,3)
    Progesteron - 5,51 ng/ml (3,34 - 25,56)
    Estradiol - 155,54 pg/ml (55,8 - 214,5)
    Prolaktyna - 47,52 ng/ml (2,8 - 29,2)
    FSH - 8,92 mlU/ml (2,8 - 11,3)
    LH - 5,74 mlU/ml (1,9 - 12,5)
    SHBG - 46,13 nmol/l (18,4 - 144)
    17-hydroksyprogesteron - 1,3 ng/ml (0,1 - 0,8)

    Moja siostra miała też trądzik, nawet gorszy od mojego, bo nie tylko na twarzy ale i na plecach i ramionach. Nie leczyła go zbytnio, sam przeszedł, chociaż nie całkiem, obecnie ma 26 lat i cera też nie jest normalna. Mój brat obecnie też ma, wiek 18 lat. Moja mama wcale nie miała problemów z włosami i trądzikiem, tato też miał trądzik.

    Jeśli chodzi o insulinę to rzeczywiście żaden z lekarzy nie podejmował tego tematu, uznawali, że skoro jestem szczupła, to problemów z tej strony pewnie nie ma.

    Masz absolutną rację, że samo leczenie miejscowe może wpędzić człowieka w obsesję, lęk i wyczerpanie psychiczne. Właśnie to się ze mną dzieje :(
    Też czuję, że powinnam się leczyć. Gdybym tylko wiedziała do jakiego lekarza się udać po pomoc. Ci, u których byłam nie wydali mi się godni zaufania, każdy zwracał uwagę na inne hormony. Trochę śmieszne, że endokrynolog wysyłała mnie do ginekologa, a ginekolog z powrotem do endokrynologa. Czułam się po prostu jak kolejny produkt na taśmie w sklepie, kompletnie zlekceważona i stąd ta niechęć do leczenia. Bo jak mam zaufać lekarzom, którzy chcą mnie bez potrzebnie faszerować tabletkami antykoncepcyjnymi, nie badając przyczyny moich problemów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki, Natalio.

      To, co opisujesz - dosłownie wszystko - stan psychiczny, podejście lekarzy, obraz biochemiczny/hormonalny, występowanie acne w rodzinie, etc. - jest szalenie klasyczne.

      Pamiętasz może, w którym dniu cyklu wykonywałaś te badania?

      Obiecuję napisać jutro więcej.

      Usuń
  3. To ja Ci dziękuję za pomoc :)
    FSh, LH, prolaktyna - 4 dzień cyklu
    Estradiol, progesteron - 21 dzień cyklu
    17-hydroksyprogesteron, SHBG - 3 dzień cyklu
    Testosteron, Androstendion i DHEA-SO4 - 14 dzień cyklu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalio,

      Rozumiem Cię w 100% - poczucie bezradności zniechęca. Jeśli pacjent doświadcza takich absurdów jak Ty, to nie można się dziwić, że pewnego dnia ma dość i odpuszcza.

      Może zacznę od absolutnych podstaw.

      > Trochę śmieszne, że endokrynolog wysyłała mnie do ginekologa, a ginekolog z powrotem do endokrynologa

      I obaj ci lekarze widzieli te konkretne wyniki? Chodzi mi szczególnie o te 2 parametry?

      *Androstendion - 7,87 ng/ml (0,3 - 3,3)
      *17-hydroksyprogesteron - 1,3 ng/ml (0,1 - 0,8)

      To były wizyty prywatne?

      Ciężko się to tego odnieść, ponieważ każdy normalny endokrynolog widząc takie wyniki i patrząc na skórę pacjentki, wypisałby skierowanie na króciutki pobyt w szpitalu, żeby zrobić test czynnościowy i przyjrzeć się pracy nadnerczy - jest to proste, wręcz banalne badanie, które jest standardem w takich sytuacjach.

      Nie mam pojęcia, dlaczego lekarz stwierdza hiperandrogenizm, a jednak nic z tym nie robi, a pacjentka zostaje sama z lekami miejscowymi.

      Kolejna sprawa:

      > Moja siostra miała też trądzik, nawet gorszy od mojego, bo nie tylko na twarzy ale i na plecach i ramionach. Nie leczyła go zbytnio, sam przeszedł, chociaż nie całkiem, obecnie ma 26 lat i cera też nie jest normalna. Mój brat obecnie też ma, wiek 18 lat + tato też miał trądzik

      Po pierwsze - to jest kolejny, tysięczny już przykład na to, że trądzik przewlekły/acne tarda to nie rezultat fatalnej diety, stresu i "chorych jelit" - ludzie, którzy to piszą, są znachorami.

      Po drugie - trądzik wieku dorosłego to nie wyrok. O ile ciężko się wypowiadać na temat trwałości prób poprawy parametrów hormonalnych, o tyle naprawdę da się trądzik uśpić i żyć normalnie.

      Nie jestem w stanie uwierzyć, że żaden lekarz nie zwróci uwagi na te wyniki.

      Z jakiego miasta jesteś?

      Usuń
  4. Może opiszę tę historię z badaniami. Najpierw endokrynolog kazała zbadać androgeny. Poszłam z wynikami, spojrzała i pokiwała głową, że androgeny są trochę za wysokie. Zleciła badanie shbg i 17-hydroksyprogesteron. Znowu do niej poszłam i właściwie nic nowego nie powiedziała, tylko, że ten 17 oh jest na granicy normy, ale to nic takiego czy coś w tym stylu. Powiedziała, że może mi się zmieni po urodzeniu dziecka, a nawet jeśli nie, to nie ma tragedii, więc nie ma sensu tego leczyć. Poczułam się jak frajerka.
    Po tym jak minęło mi wkurzenie poszłam do ginekologa-endokrynologa z tymi wynikami. Pan dr rzucił na nie szybko okiem, zadał kilka pytań czy palę, waga, itp. stwierdził hiperandrogenizm i wypisał diane 35. A jeszcze polecił zrobić usg jajników. Do tego dra już więcej nie poszłam.
    Kolejne podejście - ginekolog. Pani dr obejrzała badania i powiedziała, że na darmo je zrobiłam, bo hormonów męskich i tak nie da się wyregulować. Kazała wykonać badanie estrogenu, prolaktyny, progesteronu, lh i fsh. Po zobaczeniu wyników ze względu na wysoką prolaktynę wysłała mnie z powrotem do endokrynologa. Koniec historii. Od tamtej pory nie byłam już u żadnego lekarza w tej sprawie. Leczę się tylko u dermatologa, a w zasadzie chodzę po receptę.

    Oczywiście wszystkie wizyty i badania były prywatne. Nie dość, że wydałam sporo kasy na to, to jeszcze nie uzyskałam pomocy ani nawet zrozumienia. Wiem, że może trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie było, Mam wrażenie, że tak 'niewielkie' odchylenia od normy są dla lekarzy zbyt błahym powodem do leczenia, Może gdyby mi wyszedł androstendion 100, to by ktoś zainteresował się tym, nie wiem. W sumie to już się przyzwyczaiłam do takiej postawy specjalistów, szkoda tylko, że jakoś nie potrafię przyzwyczaić się do trądziku..

    Pocieszają mnie Twoje słowa, że trądzik ten da się uśpić. Szkoda tylko, że lekarze o tym nie wiedzą, ale nie chcą wiedzieć.

    Jestem z Lublina.
    Przepraszam, jeśli za bardzo się rozpisałam i do tego tak marudzę na lekarzy, może po prostu miałam pecha. Mimo wszystko wierzę, że kiedyś trafię na takiego, który mi pomoże :) Dzięki takim osobom jak Ty wierzę, że są jeszcze dobrzy ludzie.


    OdpowiedzUsuń
  5. Droga Natalio,

    Twoje komentarze są właściwie odwzorowaniem tego, co ja piszę. Bardzo dziękuję, że tak dokładnie to przedstawiłaś.

    Zacznę od pani endokrynolog.

    > Najpierw endokrynolog kazała zbadać androgeny. Poszłam z wynikami, spojrzała i pokiwała głową, że androgeny są trochę za wysokie. Zleciła badanie shbg i 17-hydroksyprogesteron. Znowu do niej poszłam i właściwie nic nowego nie powiedziała, tylko, że ten 17 oh jest na granicy normy, ale to nic takiego czy coś w tym stylu

    Nie znam jej, ale odnoszę wrażenie że w trakcie analizy tych wyników ona była niespełna rozumu. Co to za lekarka?

    Poziom 17-OHP nie był na żadnej granicy. Taki poziom według jednego z najlepszych ginekologów w tym kraju i według wielu innych ekspertów jest wskazaniem do tego, o czym pisałem, czyli do badania przy pomocy testy czynnościowego. Jest to banalne badanie, które jest absolutnym standardem.

    > Powiedziała, że może mi się zmieni po urodzeniu dziecka, a nawet jeśli nie, to nie ma tragedii, więc nie ma sensu tego leczyć. Poczułam się jak frajerka

    Miałaś prawo się tak poczuć.

    Ta pani nie ma żadnego prawa do tego, by wydawać tak radykalne i jednocześnie absurdalne sądy.

    A co jeśli nie chcesz mieć dziecka? A co jeśli po urodzeniu dziecka problem nie zniknie?

    Żaden lekarz nie ma prawa tak mówić. Lekarz stawiający się w roli Boga to dno. Ona nie ma pojęcia o tym, co czujesz jako młoda kobieta.

    > Kolejne podejście - ginekolog. Pani dr obejrzała badania i powiedziała, że na darmo je zrobiłam, bo hormonów męskich i tak nie da się wyregulować. Kazała wykonać badanie estrogenu, prolaktyny, progesteronu, lh i fsh. Po zobaczeniu wyników ze względu na wysoką prolaktynę wysłała mnie z powrotem do endokrynologa

    Absurd goni absurd. My doskonale wiemy, że nie da się w prosty/magiczny sposób wyregulować zaburzeń hormonalnych leżących u podstaw acne tarda - te zaburzenia mają potężną składową genetyczną i epigenetyczną, ale wiemy też, że próby kontroli się opłacają. Że stosowanie leków nie musi być ani obciążające, ani dożywotnie. Że można stosować cykliczne schematy i kontrolować równowagę hormonalną.

    Zostawienie pacjenta samego, wmawianie mu, że nic nie ma sensu to czyste zło. I okłamywanie go.

    Ja nie jestem ani optymistą, ani pesymistą w kwestii acne tarda. Jestem realistą i wiem, że da się opanować trądzik.

    Ale nie można podchodzić do tego na zasadzie: wolę się męczyć i stosować tylko leki miejscowe, niż faszerować się chemią. To jest złe podejście. Wiem, że kobiety odczuwają potężne dylematy z tym związane, ale według mnie lepiej stosować pewne leki, monitorować parametry hormonalne co kilka miesięcy i żyć pełnią życia.

    A nie da się żyć pełnią życia, kiedy kobieta permanentnie pogrążona jest w zadumie nad stanem swojej skóry czy włosów.

    > Oczywiście wszystkie wizyty i badania były prywatne

    Ten system zabrnął za daleko, niestety. Wielu lekarzy nastawionych na zysk straciło kontakt z rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń
  6. > Mam wrażenie, że tak 'niewielkie' odchylenia od normy są dla lekarzy zbyt błahym powodem do leczenia, Może gdyby mi wyszedł androstendion 100, to by ktoś zainteresował się tym, nie wiem

    Widzę to identycznie. Przeciętny lekarz zareagowałby, gdyby w badaniach zobaczył potężny hiperandrogenizm wskazujący na hormonalnie czynnego guza. Albo gdyby pacjentka była otyła, łysiała i miała hirsutyzm.

    Dla nich izolowany trądzik (bez wyżej wymienionych zaburzeń) to nie choroba o podłożu hormonalnym, tylko typ skóry. A pacjenci powinni stosować miejscowe retinoidy i nauczyć się z tym żyć.

    Ciekawe, czy taka Maria Noszczyk dałaby radę choć z miesiąc funkcjonować z acne tarda. Nie sądzę. Albo te pani, która uznała, że 17-OHP jest u Ciebie graniczny.

    Nie przepraszaj, Natalio.

    http://www.spsk4.lublin.pl/index.php/struktura/poradnie/poradnia-endokrynologiczna - w takiej sytuacji spróbowałbym w poradni przyklinicznej. Nie sądzę, by jakikolwiek endokrynolog odpuścił prosty akt diagnostyczny w takiej sytuacji.

    W dalszym ciągu w pewnym stopniu wierzę w medycynę kliniczną. W medycynę gabinetową nie wierzę zupełnie - jeśli jakiś lekarz nie może skierować na bezpłatne badania, dodatkowo pobiera opłatę za każdą wizytę, to taki system nie ma po prostu sensu z punktu widzenia pacjenta.

    Także wydaje mi się, że najprostszym rozwiązaniem jest w tej chwili wizyta u endokrynologa w poradni przyklinicznej.

    *Androstendion - 7,87 ng/ml (0,3 - 3,3)
    *17-hydroksyprogesteron - 1,3 ng/ml (0,1 - 0,8)

    To są wyniki, które dla każdego wykształconego endokrynologa będą wskazaniem do prostej diagnostyki. I wtedy będzie można podjąć dalsze decyzje.

    To nie jest sytuacja bez wyjścia, Natalio. Gdybyś miała jakieś pytania, pisz śmiało.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, czytając Twoje wpisy przypominałam sobie moje perypetie z lekarzami.

    Pani endokrynolog to starsza kobieta, koło 60., do tego dr n. med. ;) Chyba uznała mnie za histeryczkę, bo poradziła mi zapisać się na jogę w celu uspokojenia się a i jeszcze powiedziała żebym sobie piła nagietek, w sumie to nie wiem na co. A na włosy przepisała jakieś witaminy. Rzeczywiście nie przejawiała wobec mnie empatii. Mój dermatolog delikatnie mówiąc wyśmiał ją, jak mu powiedziałam o tej radzie z urodzeniem dziecka.

    Zgadzam się z Tobą, że warto się leczyć, tylko właśnie żeby to było leczenie a nie faszerowanie tabletkami antykoncepcyjnymi w celu maskowania problemu.

    Szczerze, to nie wiem chyba jak to jest żyć pełnią życia, bo od kiedy pamiętam skupiałam się na problemach z cerą, a potem jeszcze z wypadaniem włosów. To drugie szczególnie mnie niszczy psychicznie. Czasami zastanawiam czym bym wypełniała swoje myśli, gdyby nie te dolegliwości ;) Myślę, że większość ludzi, którzy tego nie doświadczyli nie jest w stanie zrozumieć. Ileż to razy słyszałam od rodziny i znajomych, że przesadzam, wyolbrzymiam problem, mam obsesję. Zamiast zająć się 'życiem', to wymyślam sobie dolegliwości. Dopiero jak zobaczyli ile potrafi mi dziennie włosów wypaść, że są one wszędzie, to przyznali, że może nie jestem jednak wariatką i nie wymyślam tego sobie.

    Dziękuję za pomysł z poradnią przykliniczną! Do tej pory chodziłam do luxmedu i faktycznie przypomina to fabrykę do zarabiania pieniędzy. Nie żaliłabym się, gdyby w parze z tym szło leczenie, Lekarze pracują jakby na akord.

    Może to głupie pytanie, ale się nie orientuję, do tej poradni po prostu dzwonię i się zapisuję na wizytę bez skierowania? Do tego przyjmują tam na nfz? Jeśli tak, to pewnie kolejki są wielkie, ale i tak za Twoją radą tam pójdę, choćby to miało nastąpić za pół roku :)

    Dziękuję Patryku za wszystkie rady i pomoc, poświęcony czas i zrozumienie. Jestem Ci bardzo za wszystko wdzięczna. Cudowny z Ciebie człowiek. Poprawiłeś mi humor i znowu jestem pełna entuzjazmu do walki z tymi zaburzeniami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej,

    Przede wszystkim głowa do góry - zasługujesz na zdrowe włosy i skórę twarzy, jestem przekonany, że przy odrobinie dobrej woli i wiedzy ze strony jakiegoś lekarza wszystko da się ogarnąć.

    Jeśli chodzi o poradnię - zadzwoń i zapytaj najpierw, ale zapewne potrzebne będzie skierowania od lekarza z Twojej przychodni. I jestem dobrej myśli, myślę, że nie jest tak źle z terminami.

    Wcześniej dużo ogólników, teraz ciut konkretów:

    Prawda jest taka, że większość czarnej roboty za państwową ochronę zdrowia wykonałaś - wydałaś własne pieniądze na prywatne badania, które rzucają światło na potencjalną przyczynę Twoich problemów z włosami i skórą.

    I tu nie ma co gdybać - mamy tu ewidentny hiperandrogenizm, dlatego każda próba leczenia miejscowego nie zaprowadzi nas do celu.

    Przy podniesionym bazowym poziomie 17-OHP każdy normalny lekarz zleca badanie poziomu 17-OHP już nie w stanie podstawowym, ale po stymulacji ACTH - to jest złoty standard w takich przypadkach, który pozwala nam na wykluczenie lub potwierdzenie przyczyny nadnerczowej.

    Do tego oznaczamy wrażliwość insulinową.

    I wtedy przestajemy gdybać, tylko działamy.

    Bez leków korygujących hiperandrogenizm (i, być może, insulinooporność) pacjentka zamęczy skórę lekami miejscowymi i wykończy się psychicznie.

    Z moich obserwacji wynika, że wiele pacjentek ma złe podejście do długotrwałego przyjmowania leków. Padają frazy w stylu "faszerowanie się chemią", etc. Tak, chroniczne stosowania leków to nie zabawa, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że hiperandrogenizm to też hormonalna chemia, która niszczy wiele młodych kobiet od środka.

    Spójrzmy na to z dystansu, Natalia: Twoje problemy ze skórą ciągną się 8 lat, zaraz dobijesz do dekady, do tego dochodzi problem z włosami, czyli esencją kobiecości - to nie są problemy wyimaginowane.

    I bez badań można by gdybać, że to taki typ urody. Ale, na szczęście, mamy konkretne wyniki badań i konkretne zaburzenia. Zatem nie jest to żaden typ urody.

    Nie lubię obiecywać cudów, bo jestem realistą, ale dla mnie to oczywiste, że prosty test z ACTH + oznaczenie wrażliwości insulinowej zracjonalizują nam sytuacją nie w 90, nie w 95, ale w 100%.

    To nie są drogie badania - test z ACTH wykonuje się na oddziale endokrynologicznym, a oznaczenie poziomów insuliny na czczo oraz godzinę i dwie po obciążeniu (wypija się okropnie słodki roztwór glukozy, blee) można wykonać na własną rękę w ostateczności.

    Przecież to absurdalne, że w XXI wieku młode, aktywne, inteligentne kobiety czują się bezradne w starciu nie dość że z własnymi ciałami, to jeszcze z medyczną machiną.

    Tym bardziej, kiedy problem z hormonami widać jak na dłoni.

    Brakuje Ci 2 elementów, Natalio:

    1. Wizyty u endokrynologa, który może skierować Cię na ten jeden prosty test (zgaduję, że chciałby również powtórzyć cały panel badań);

    2. Przyjrzenia się wrażliwości insulinowej.

    Tylko tyle i aż tyle.

    Wtedy będzie można zacząć działać. Jak? To już zależy od tych wyników badań, których brakuje.

    Twój przykład pokazuje bardzo, bardzo prostą rzecz, której z jakiegoś powodu nie chcą zrozumieć dermatolodzy: jeśli u danego pacjenta tli się zaburzenie hormonalne, to samo leczenie izotretinoiną nie ma sensu. Da szybką poprawę, może na 7 miesięcy, może na rok, może na półtora, ale w wielu przypadkach trądzik wróci.

    A czasami naprawdę niewiele trzeba, by pacjentka zapomniała o problemach ze skórą i włosami, które mają tak ewidentne podłoże hormonalne.

    Także głowa do góry i pisz cały czas, gdybyś miała jakieś wątpliwości, pytania czy newsy :)

    PS Wniosek końcowy jest prosty: moim zdaniem większym problemem niż androgeny (i w wielu przypadkach insulina oraz jest brat bliźniak IGF-1) są po prostu lekarze, którzy zmuszają pacjentów do życia z problemem, który nie jest wynikiem narcyzmu czy zaburzeń obsesyjnych. Jeśli ktokolwiek w tym układzie jest zaburzony, to z pewnością intelekt medyków.

    PS 2 Koniecznie trzeba będzie powtórzyć badania poziomu prolaktyny, bo ten wątek, mimo że nie wydaje się pierwszoplanowy, to jednak nie może być zaniedbany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, dzięki za podanie tych konkretów, teraz będę wiedziała, czego mam oczekiwać od lekarza :)

      To prawda, że 'faszerowanie się chemią' przeraża mnie, no po prostu boję się skutków ubocznych, ale Twoje argumenty jak najbardziej trafiają do mnie i chcę to leczyć. Retinoidów doustnych właśnie z powodu strachu nie brałam pod uwagę, ale jak widać, w moim przypadku nawrót byłby realny. w ogóle to przez długi czas nie dopuszczałam do siebie myśli. że mam zaburzenia hormonalne, dopiero rok temu się ogarnęłam, że to może być to.
      Ten test z acth wykonuje się w szpitalu, długo bym musiała tam zabawić? Pytanie może głupie, ale nigdy nie leżałam w szpitalu i nie wiem, czy mam się na to przygotowywać psychicznie :D

      Usuń
    2. Ja zawsze radzę, żeby nie przyjmować tak radykalnej optyki i nie katować się frazami w stylu "nie chcę faszerować się chemią". Każdy z nas chciałby żyć w niebiańskim zakątku i odżywiać się pokarmami najwyższej jakości i nie chorować/nie przyjmować żadnych leków.

      Rzeczywistość jest najczęściej inna i trzeba podejść do tego racjonalnie, bo prawda jest taka, że lepiej podjąć próby regulacji zaburzeń hormonalnych, niż pogrążyć się w wiecznych marzeniach i pozwalać na to, żeby hiperandrogenizm niszczył Ci skórę, mieszki włosowe i dręczył psychikę.

      Jeśli chodzi o test z Synacthenem, to nie chcę wyprzedzać przebiegu wydarzeń, ale jeśli endokrynolog będzie ok, to będzie chciał taki test wykonać.

      Pobyt w szpitalu jest króciutki. Także myślę, że w ogóle tego nie odczujesz :)

      Usuń
    3. Patryku, dzwoniłam do spsk4, ale do endo zapisy mają dopiero na czerwiec 2015. Patrzyłam jeszcze spsk1, ale tam nie ma kliniki endokrynologii. W tej sytuacji nie wiem co robić. Jakbym poszła prywatnie do jakiegoś lekarza, który przyjmuje też w spsk4, to mógłby mnie skierować do szpitala na te badania? W ogóle musi to być wizyta na nfz, żeby dostać skierowanie na te testy?

      Usuń
    4. Kurczę, czerwiec 2015 - patologiczny optymista ze mnie. (Pomijając już to, że system, który pozwala na generowanie tak absurdalnych kolejek, jest kosmiczną pomyłką, a minister Arłukowicz jest Nikodemem Dyzmą ochrony zdrowia, nie ma pojęcia, co robić. Kolejek nie ma za to w gabinetach prywatnych - wnioski każdy może dopisać sobie sam.)

      Hm, to zależy od tego, czy dany lekarz ma umowę z NFZ, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że z gabinetu prywatnego lekarza, który na co dzień pracuje w dobrym ośrodku, łatwiej trafić na oddział w celu diagnostyki.

      Także to jest chyba najlepsze wyjście w tej chwili.

      Usuń
    5. Czułam, że tak będzie, do niektórych lekarzy są już zapisy nawet na 2017 ;)
      Ok, to pójdę do któregoś z lekarzy pracujących w spsk4. Jeśli już dostanę skierowanie na oddział, to będzie to płatne? Ile taka impreza może kosztowa?

      Usuń
    6. Widzisz, a ja jednak bywam oderwany od naszych realiów - i mam wielką nadzieję, że uda mi się szybko wyjechać :)

      Jeśli już otrzymasz skierowanie, to każda procedura diagnostyczna będzie pokrywana z ubezpieczenia, także zapłacisz tylko za wizytę. Mam ogromną nadzieję, że kiedy endokrynolog obejrzy wyniki, szybko zauważy i androstendion, i 17-OHP - a skierowanie będzie formalnością.

      Bądźmy dobrej myśli.

      Usuń
    7. No realia są jakie są, wcale Ci się nie dziwię, że chcesz wyjechać, ale smutne jest, że m, in, z takich powodów wielu świetnych lekarzy emigruje.
      O to dobrze, że przynajmniej za to nie będę musiała płacić. Teraz pozostaje tylko wybór lekarza, istny totolotek, w ogóle warto sugerować się opiniami w necie?

      Usuń
    8. Na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć - zakładam, że interpretacja tych wyników będzie oczywista dla każdego endokrynologa pracującego w dobrym ośrodku.

      Usuń
    9. Natalia K. Bardzo interesuje mnie Twoja historia. Jestem z Lublina i szukam dobregogo lekarza. Jesli mozesz odezwij sie do mnie. Jestem ciekawa zy bylas juz na badaniach i jak zostal rozwiazany Twoj problem. weronisiak@gmail.com

      Usuń
  9. Jesteś zajęty?

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj.
    Zwracam się do Ciebie, ponieważ moja dermatolog sugeruje mi od września Axotret czyli Izotek pod inną nazwą. Stwierdziła, że stan mojej skóry jest beznadziejny i nic innego mi nie pomoże. Chciałabym uniknąć brania tak silnego leku.
    Moja skóra jest mieszana, tłusta w strefie T, a policzki są raczej skórą normalną. Trądzik występuje na całej powierzchni twarzy, czasem na szyi, klatce piersiowej oraz na ramionach w postaci dużych i bolących gul. Na twarzy tworzą mi się pojedyncze lub zbiorowe pryszcze, czyli wielka gula z 3 lub 4 białymi główkami. Zastanawiam się czy nie lepiej pozostać przy Acne Derm, który odkryłam dzięki kosmostolog.blogspot.com. Leczenie pomogło mi na jakiś czas, może na max 4 miesiące (po odstawieniu). Niestety teraz jest źle. Na ostatniej wizycie dostałam Brevoxyl (ciut pomaga, skóra się mniej "świeci" i zmiany szybciej zasychają, ale wciąż robią się nowe nie małych rozmarów), płyn robiony na spirytusie (jakiś antybiotyk-nie dowiedziałam się od dermatolog jaki...) oraz Azycynę (na ulotce pisze, że nie leczy trądziku a pomaga na chwilę-więc dała mi go, żebym się potruła?). Na dzień używam kremu nawilżającego Mixa razem z filtrem Vichy 50+ lub używam kremu intensywnie nawilżającego Iwostin z SPF 25. Przerabiałam już:
    ANTYBIOTYKI: Tetraysal, Unidox Solutab
    LEKI MIEJSCOWE: Epiduo, Duac, Aknemycin, Aknemycin plus, jakieś płyny robione, Effaclar Duo, Duo+, Effaclar K
    SUPLEMENTY: drożdże + bratek, cynk

    Moja skóra się chyba na to uodporniła bo reaguje pogorszeniem lub neutralnie. Dawałam ponownie dużo czasu wszelkim maściom i kremom na działanie (w tym działanie oczyszczające). Jestem w przysłowiowej kropce i nie wiem co teraz mam zrobić. Rozważam ponowną kurację Acne Dermem, myślałam też o antykoncepcji hormonalnej ale boję się skutków ubocznych oraz tego, że często po odstawieniu pojawia się paskudny trądzik, który jest gorszy niż przed leczeniem hormonalnym. Jak myślisz czy leczenie Acne Dermem w najbliższych latach ma sens w mojej sytuacji? Czy jestem skazana na Izotek, a może jest inne wyjście. Mam dość mojej trądzikowej skóry. Ta choroba sprawia, że mam kompleksy i niższą samoocenę, choć zdaję sobie sprawę, że nie otworzą mi się żadne nowe drzwi gdybym miała piękną cerę. Mam obecnie 20 lat i całe życie jest przede mną.
    W rodzinie trądzik miał mój tata i mówi, że wyleczyli go w wojsku poprzez naświetlanie lampą kwarcową. Namawia mnie, żebym spróbowała, ale czytając w internecie fora na temat naświetlań nie widzę w tym sensu(może powinnam?). Dodam, że tata miał duży trądzik na twarzy, plecach, ramionach. Po chorobie została mu tylko lekko tłusta skóra i przetłuszczające się włosy. Jego tata (mój dziadek) podobno (z opowieści) miał ten sam problem.

    Dochodzę do wniosku, że moja dermatolog nie jest taka dobra jak mi się wydawała. Nigdy nie skierowała mnie na żadne badania. Najbliższą wizytę mam na początku września i chciałam ją prosić o skierowanie na badania (o ile są potrzebne). Dodam, że jestem z Lublina.
    Pozdrawiam serdecznie. Bardzo proszę Cię o pomoc, poradę, odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      Ciężko mi wypowiadać się kategorycznie w takim przypadku - ja generalnie drążę cały czas problem acne tarda i trądziku przewlekłego (który nie wpisuje się w oficjalną definicję acne tarda, ale w tym kierunku zmierza), a Ty nie napisałaś, ile trwa już trądzik.

      Z tego, co opisujesz, Twoja skóra ma duże tendencje zapalne, a zmiany występują w wielu lokalizacjach. Zatem "leczenie" Acne-Dermem (a może miałaś na myśli Atrederm?) nie ma większego sensu, bo jest to preparat adresowany raczej do pacjentów z dużo mniej nasilonym trądzikiem.

      Przerobiłaś już tak wiele nieskutecznych (na dłuższym dystansie) wariantów leczenia, że rozumiem lekarkę - odwołanie się do izotretinoiny w takiej sytuacji jest naturalne.

      Czy jest to optymalne rozwiązanie? Nie wiem. Jeśli na Twojego tatę w magiczny sposób zadziałały naświetlania lampą kwarcową, to być może izotretinoina jest u Ciebie idealnym rozwiązaniem, ale to tylko gdybanie.

      Ja uwielbiam historię dermatologii i wiele zapomnianych/odstawionych w kąt metod leczenia różnych chorób, ale nie wydaje mi się, żeby to było rozwiązanie. Jestem przekonany, że naświetlania dadzą efekt, ale czy dadzą trwałą remisję - nie wiem. Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć.

      Nie sądzę, żeby lekarka chciała iść w stronę hormonów i z pewnością będzie forsowała opcję z Axotretem.

      Co ja bym zrobił w takiej sytuacji? Jeśli trądzik trwa u Ciebie > 4 lata, to ja, przed leczeniem Axotretem, zleciłbym prosty panel badań, żeby przyjrzeć się podstawowym hormonom.

      To jest moja zasada. I wiele razy słyszałem, że to bez sensu - a rzeczywistość jest taka, że w większości przypadków takie badania zmuszają nas do spojrzenia na problem inaczej.

      Czy zatem uważam, że lekarze, zazwyczaj w wyniku braku wiedzy i ignorancji, bawią się z pacjentami z acne tarda i przewlekłym trądzikiem? Jasne, o tym jest na razie ten blog.

      Prosty panel androgenowy nie kosztuje więcej niż 1 lub 2 opakowania Izoteku, a w wielu przypadkach mówi nam, czego możemy się spodziewać po leczeniu izotretinoiną.

      Usuń
    2. Dzień dobry.

      Mój trądzik trwa już 8 lat. Tak, miałam na myśli Atrederm. W trakcie jego używania było naprawdę dobrze, mam zdjęcia z tego okresu, bez żadnych retuszy a moja skóra nie miała ani jednej krostki. Jednak jakoś 4 miesiące po odstawieniu pojawiły się pierwsze "gule". Zapytałam moje otoczenie czy kiedykolwiek miałam taki stan cery jak obecnie. Słyszę dwie odpowiedzi: było lepiej zanim poszłaś do dermatologa, po każdym leczeniu problem się nasila LUB nie wiem, nie zwracam uwagi na Twoje pryszcze.

      Mam skłonność (znów po tacie) do problemów z układem pokarmowym. Miewam problemy z jelitami, czasami występuje u mnie "zespół jelita drażliwego". Po dwóch kuracjach tetracykliną zauważyłam, że skóra na ciele stała się bardziej sucha oraz częściej niż kiedyś boli mnie żołądek.

      W wieku 14 lat przeszłam leczenie hormonalne, ponieważ zatrzymała mi się miesiączka (krwawienie ponad 20 dni). Lekarka (ginekolog) wyleczyła mnie i mój cykl chodzi do tej pory jak w zegarku. Proponowała mi, że zajmie się moją cerą, ale w tamtym momencie moja mama zadecydowała, że nie ma sensu się dalej truć a trądzik sam przejdzie. Teraz żałuję, że nie spróbowałam. Każda wizyta kosztowała 100zł więc być może rodzice nie byli skłonni już więcej wydawać (ok. 800zł zapłaciłam za wizyty i badania).

      Podsumowując. Izotek w swoim życiu uważam za ostateczność. Mimo wszystko moje organy zostaną ze mną do końca życia, a skóra jest tylko walorem estetycznym. Przez trądzik mam wiele kompleksów, ale nie wiem czy jest on dla mnie ważniejszy niż zdrowie wewnątrz mojego organizmu. W internecie stale poszukuję informacji jak inne osoby poradziły sobie z trądzikiem. Ostatnio zainteresowała mnie ta: https://www.youtube.com/watch?v=3elkZa_xsAk

      Jestem Ci bardzo wdzięczna za odpowiedź. :) Na pewno wykonam wnikliwe badania, aby odnaleźć przyczynę mojego problemu. Dziękuję za poświęcony mi czas. Odpowiem na wszelkie pytania dotyczące mojej historii.

      Usuń
    3. Dodam jeszcze, że po moich narodzinach byłam zarażona w szpitalu gronkowcem białym i zostałam (podobno) wyleczona.

      Usuń
    4. > W internecie stale poszukuję informacji jak inne osoby poradziły sobie z trądzikiem. Ostatnio zainteresowała mnie ta: https://www.youtube.com/watch?v=3elkZa_xsAk

      Nie chcę polemizować z tego typu źródłami. Z kilku powodów.

      Ja się generalnie w 100% zgadzam z tym, że dieta, styl życia, poziom stresu, niedobory kluczowych mikroskładników (retinolu, cynku, witaminy D, etc.), ilość i jakość snu, etc. mają wpływ na trądzik. Podkreślam to zawsze przy każdej okazji.

      Ale ja dążę do pełnej klarowności przekazu: chodzi o to, żeby nie przenosić rezultatów z próby n = 1, czyli z doświadczeń jednego człowieka na całą populację ludzi zmagających się z trądzikiem.

      Różnimy się i tak samo różne może być podłoże acne.

      Autorka tego filmu wyraźnie zaznaczyła kilka rzeczy:

      a) wciąż ma skórę trądzikową, tendencje nie zniknęły;

      b) wielokrotnie wykonywane badania hormonalne (nie wiemy jakie, ale załóżmy z góry, że był to dobry panel) nie wykazały problemów hormonalnych.

      To daje konkretny kontekst.

      Czy jej strategie - zmiana kosmetyków, poprawa jakości diety, etc. - zadziałają u każdego? Nie mam pojęcia. Wiem, z doświadczenia, z literatury, że to nie jest populacyjne panaceum.

      Jeśli u niej trądzik nie miał podłoża hormonalnego, nie miał wyraźnej składowej łojotokowej, to musimy na to spojrzeć inaczej.

      Przecież nie mogę na tej podstawie stwierdzić, że każda młoda kobieta z acne tarda nie ma problemów hormonalnych i że powinna pić miętę, wysypiać się, poznać techniki medytacyjne/jogę, pływać, jeść ryby i unikać jak ognia nabiału. To niedorzeczne.

      Z drugiej strony muszę z przykrością stwierdzić, że bardzo duży odsetek kobiet z acne tarda odżywia się fatalnie - i to automatycznie sprawia, że muszę ugryźć się w język, zanim napiszę, że dieta nie ma żadnego wpływu. Bo ma.

      Sprawa nie jest prosta i każde dogmatyczne stanowisko będzie redukować złożoność obrazu. Dlatego kluczem jest indywidualne podejście do pacjenta, a nie posługiwanie się kliszami w stylu "trądzik to chore jelita", "trądzik to niezdiagnozowane alergie", "trądzik to w 100% rezultat fatalnego stylu życia", bo to są bzdury, wypowiadana najczęściej przez ludzi, którzy kliniki endokrynologii nie widzieli nigdy.

      Ja generalnie staram się opisywać acne tarda bardziej ontogenicznie - dlatego, że w wielu przypadkach zmiana diety, redukcja stresu, wymiana kosmetyków, etc. nie przynoszą dobrych rezultatów.

      Doskonale wiem, że nie u każdego pacjenta z acne tarda podłożem jest wykrywalne zaburzenie, ale milion razy bardziej wolę być czujny - bo jeśli u danej kobiety występuje problem hormonalny, to wszystkie te lifestyle'owe modyfikacje nie mają szans w starciu z hormonami uderzającymi w skórę non stop.

      Wtedy jedzenie ostryg, ryb, stosowanie oczyszczających mydełek i żelu aloesowego, masaże nie pomogą.

      Chodzi tylko i wyłącznie o zachowanie zdrowego rozsądku.

      Usuń
    5. Nie jestem w stanie komentować tego, co mówi autorka i co piszą komentujący. Jeśli ktoś piszę, że dieta jest fundamentalnym czynnikiem regulującym równowagę hormonalną, to mi po prostu ręce opadają.

      Jeśli pisze do mnie młoda kobieta, z wyraźnym hiperandrogenizmem, to mam jej napisać, że dieta wyreguluje jej pracę nadnerczy i zbija poziom androstendionu?

      Internet jest pełen ludzi cynicznych, przekonanych o własnej wiedzy i z tym się wygrać nie da.

      Weźmy na przykład autorkę popularnego bloga Tłuste Życie - tysiące zdań na temat acne, teorie o dziedziczonym zdrowiu jelit, cieknących jelitach, glutenie, alergiach, a potem okazuje się, że jest po długim kursie leczenia izotretinoiną, który spowodował znaczne (nie do zera, ale znaczne) zmniejszenie tendencji trądzikowych. Przecież to jest albo cynizm, albo nie wiem co.
      -----------------------------------------------------------------------------
      Piszesz, że Izotek jest dla Ciebie ostatecznością. Ok, ja to rozumiem. Decyzja zawsze należy do pacjenta i jego lekarza.

      To Ty najbardziej realistycznie oceniasz swój stan i jeśli uważasz, że trądzik nie jest dla Ciebie aż takim problemem i że dasz radę przez wiele lat (jeśli ten stan się utrzyma) stosować tylko leki miejscowe, to ok - to jest Twoja autonomiczna decyzja.

      Jasne, możesz próbować zmiany diety, być może to rzuci nowe światło na problem.

      Ciężko mi tu dodać coś więcej.

      Usuń
    6. Dziękuję za odpowiedź. :)

      Wiem, że u każdej osoby jest inne rozwiązanie, organizmy są różne. I podejście, że coś jej pomogło, to pomoże i mi jest głupie. Wiem, że niemądrze rozumuję. Szukam naiwnie jakiegoś wyjścia z mojej sytuacji. Dzięki temu, że trafiłam na tego bloga, wiem w którą stronę zmierzać.

      Twoje słowa są dla mnie bardzo cenne, poproszę dermatolog o skierowanie do poradni, o której pisałeś Natalii K. Wykonam podstawowy panel badań hormonalnych. Z wynikami chciałabym skierować się nie tylko do lekarza, ale także do Ciebie, jednak trochę mi głupio, bo nie chcę wykorzystywać Twojego dobrego serca. Podejście lekarzy, z którym się spotkałam sprawia, że mam większe zaufanie do pasjonata dermatologii niż do mojej dermatolog.

      Czy mogę zwrócić się do Ciebie po wykonanych badaniach? W komentarzu lub poprzez pocztę elektroniczną.

      Dziękuję za chęć pomocy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. Jasne, jeśli uda Ci się wykonać podstawowy panel badań, możesz wysłać maila: pomegranateandspinach@gmail.com

      Ważne: dla wielu lekarzy nie ma znaczenia to, jakie androgeny oznaczają - często wybierają tylko testosteron (np. całkowity) lub T i DHEAS, a to jest istotne - panel androgenowy ma wyglądać tak:

      *wolny testosteron
      *DHEAS
      *androstendion
      + 17-hydroksyprogesteron (w trakcie miesiączki lub zaraz po)

      Wielu lekarzy (ok, 99%) nie chce przyglądać się insulinie. Mówią, że to tylko w PCOS.

      A prawda jest taka, że mają gdzieś nowe badania na temat wrażliwości insulinowej i jej powiązań z hiperandrogenizmem.

      Jak się bada wrażliwość insulinową?

      Złoty standard to badanie HEC, ale tego nikt nie chce wykonywać - procedura jest czasochłonna i wykonuje się ją na oddziałach endokrynologii/diabetologii.

      Mamy alternatywy: np. pomiar na czczo glukozy i insuliny.

      A najlepiej jest wykonać test obciążenia glukozą i pomiar stężeń insuliny na czczo, godzinę po obciążeniu i 2 godziny po obciążeniu.

      Wtedy wiemy, na czym stoimy.

      PS Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że większość lekarzy może zapytać: "Kto pani takich bzdur naopowiadał? Insulina ma znaczenie w PCOS, a pani miesiączkuje!".

      Dlatego właśnie brzydziłem się zajęciami z endokrynologii.

      Prawda jest taka, że jeśli doszłoby do rozmowy z takim lekarz i ktoś by go zapytał: "Ok, doktorze, skoro pan jest taki pewny, że to bzdury, to może omówi mi pan badania Aizawy i Niimury czy Del Prete?".

      Gwarantuję, że 99.99999% endokrynologów nie słyszało tych nazwisk, ponieważ oni nie mają czasu czytać.

      A badania nie są z kosmosu:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22447309

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8854583

      Jest związek między insuliną a przewlekłym, opornym na leczenie konwencjonalnymi metodami trądzikiem.

      Obnażenie ignorancji przeciętnego dermatologa, endokrynologa czy ginekologa zajęłoby mniej niż 5 minut.

      Ich arbitralny ton jest nie do przyjęcia.

      Także tak to wygląda. Nie chcę tu budować poglądu "oni nie czytają, ja wiem lepiej", bo nie o to chodzi.

      Tu nie chodzi o mnie czy o nich - chodzi tylko to, żeby odwoływać się do fachowej literatury, a nie do mitów czy własnego ego.

      Trzymam kciuki i mam nadzieję, że napiszesz.

      Usuń
    8. Dziękuję. Odezwę się jakoś we wrześniu. :)

      Usuń
  11. Patryku!
    Nawet sobie nie wyobrażasz jaka to ulga i jednocześnie zastrzyk nadziei znaleźć w otchłaniach internetu, pośród jednakowych blogów, beznadziejnych porad i bezsensownyh stron "urodowych" stronę jak ta - rzetelną, fachową, profesjonalną. Po raz pierwszy od prawie 10 lat (wtedy zaczęły się moje kłopoty ze skórą) zaczynam rozumieć skąd się wziął mój trądzik i jak to wszystko działa. Wielkie wielkie podziękowania.

    Czytając Twoje ostatnie posty zaczęłam się zastanawiać nad moim problemem. Mam 21 lat, od 10 lat walczę z trądzikiem, zaskórnikami itp. Koszmar. Mam też niedoczynność tarczycy, dlatego co kilka miesięcy robię badania i stale biorę leki, dzięki czemu utrzymuję TSH w normie. Na którejś z wizyt u endokrynologa pomyślałam, że może on pomoże mi z moją tragiczną cerą (nie działało nic - antybiotyki doustne i zewnętrzne, kremy, żele, płyny, maści, nawet retinoidy - już nie pamiętam u ilu dermatologów byłam). Kazał mi pójść do ginekologa, może on mi coś pomoże - pomyślałam ok, może mój endo nie zna się na hormonach tak jak ginekolog, pójdę, zbadam się i czegoś się dowiem.

    Pomyliłam się - nie było żadnego skierowania na badania (bo przecież miesiączki są regularnie, wszystko jest ok), ale dostałam tabletki anty. Postanowiłam spróbować i... stał się cud. Jestem przy 4 opakowaniu i nie pamiętam już jak wygląda pryszcz. Wstaję rano i nie boję się spojrzeć w lustro, żeby zobaczyć, czy coś nowego nie wyskoczyło.

    I teraz mam problem - czy powinnam to zostawić tak jak jest, cieszyć się "nową" skórą i brać dalej tabletki czy drążyć temat, zrobić jakieś badania? Czy jest jakiś konkretny, hormonalny zestaw badań, który powinno się jednak zrobić? Bo skoro mój trądzik miał podłoże hormonalne, to gdy przestanę brać tabletki anty, pewnie wróci nawet gorszy niż na początku, prawda? Jestem skazana na branie tabletek przez ileś lat?

    Z góry dziekuję za jakąkolwiek poradę i rozjaśnienie trochę sytuacji. Pozdrawiam :)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Moniko,

      > Pomyliłam się - nie było żadnego skierowania na badania (bo przecież miesiączki są regularnie, wszystko jest ok)

      Niestety, to już klasyka - logika większości lekarzy jest prosta: regularne miesiączkowanie = brak zaburzeń hormonalnych.

      To oczywiście bzdura.

      > I teraz mam problem - czy powinnam to zostawić tak jak jest, cieszyć się "nową" skórą i brać dalej tabletki czy drążyć temat, zrobić jakieś badania?

      I to jest właśnie idealny przykład tego, o czym ja piszę i tego, co sugerują autorzy tego dokumentu:

      http://polskietowarzystwoginekologiczne.com.pl/pliki/Kompleksowa_terapia_hormonalna_u_kobiet_z_tradzikiem-rekomendacje_2011.pdf

      Badania lepiej wykonać przez startem terapii.

      Empiryczne hormonalne leczenie acne tarda jest najczęściej bardzo skuteczne (jak u Ciebie), ale problem polega na tym, że jeśli ktokolwiek chciałby badać teraz hormony, to tabletki należy odstawić na jakiś czas.

      Trzeba też pamiętać, że u wielu kobiet z trądzikiem problem po odstawieniu wraca - nie jest to regułą, ale trzeba mieć to w pamięci.

      W tej sytuacji nie wiem, co radzić. Jeśli tabletki działają i jesteś zadowolona, to nie wiem, czy jest sens odstawiania, badania, etc.

      Jaki preparat stosujesz?

      Trądzik wycofał się do tego stopnia, że dajesz sobie radę bez leków miejscowych?

      Czy ktoś w najbliższej rodzinie zmagał się lub zmaga z trądzikiem i/lub łojotokiem?

      > Bo skoro mój trądzik miał podłoże hormonalne, to gdy przestanę brać tabletki anty, pewnie wróci nawet gorszy niż na początku, prawda?

      Oj, nie jestem w stanie tego przewidzieć. Równie dobrze może wrócić dużo bardziej łagodny. Niestety, nie ma dobrego źródła naukowego, na podstawie którego można by przewidywać % i stopień nawrotów acne po OC.

      > Jestem skazana na branie tabletek przez ileś lat?

      Można odwrócić schemat i zapytać: czy jesteś skazana na trądzik bez leków doustnych przez wiele lat?

      Jeśli uważasz wieloletnie stosowanie leków doustnych za karę, to tak - nie ma podstaw do tego, by sądzić, że doustna antykoncepcja da nam trwałą remisję. Ten schemat odbieramy raczej jako taki, który działa tylko w czasie stosowania.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź :)

      Kurczę, teraz mam dylemat - z jednej strony chciałabym wiedzieć, jak wygląda sprawa z moimi hormonami, ale skoro wiąże się to z odstawieniem tabletek, to niechętnie o tym myślę - być może dlatego, że jeszcze nie nacieszyłam się cerą bez ciągłych wyprysków.

      Czuję żal do tych wszystkich LEKARZY (czyli wykształconych ludzi), u których byłam, a z których ŻADEN nawet nie wspomniał o badaniach hormonalnych. Jestem też po części zła na mojego ginekologa - niby tabletki mi pomogły, ale wolałabym mieć cały obraz sytuacji.

      > Jaki preparat stosujesz?
      Biorę Atywię, teraz czwarty listek.

      >Trądzik wycofał się do tego stopnia, że dajesz sobie radę bez leków miejscowych?
      Wydaje mi się, że tak. Nie jestem do końca pewna, bo cały czas stosuję 2x dziennie Effaclar Duo, który pomaga mi uporać się z tym wszystkim, co odziedziczyłam po latach walki z trądzkiem - przebarwieniami pozapalnymi, nierównościami, grudkami (myślę o włączeniu kwasu azelainowego typowo na przebarwienia). Ale tak jak wcześniej Effaclar nie radził sobie z nowymi wypryskami, tak teraz nie pojawiają się one wogóle.

      > Czy ktoś w najbliższej rodzinie zmagał się lub zmaga z trądzikiem i/lub łojotokiem?
      Moi rodzice mieli lekki trądzik w okresie dorastania, ale minął im, gdy dorośli. Jedynie mój kuzyn (jest w podobnym wieku) męczył się z ciężkim trądzikiem, ale wyleczył go kilka lat temu Izotekiem i do tej pory problem nie wrócił. Wychodzi na to, że w mojej rodzinie chyba tylko ja jestem "wadliwa" ;)

      >Jeśli uważasz wieloletnie stosowanie leków doustnych za karę, to tak - nie ma podstaw do tego, by sądzić, że doustna antykoncepcja da nam trwałą remisję. Ten schemat odbieramy raczej jako taki, który działa tylko w czasie stosowania.
      Myślę, że jeśli mogę żyć bez ciągłego strachu o moją skórę i jej stan - mogę brać tabletki przez wiele lat, to niewielkie wyrzeczenie. Po prostu zastanawiał mnie ogólny wpływ tabletek na mój organizm; na wielu stronach czytałam, że tabletki anty to tylko maskowanie problemu, że problem i tak wróci, że trzeba szukać przyczyny. A tu się okazuje, że przyczyna to właśnie hormony. Dlatego jestem tak wdzięczna za tę stronę - już nie czuję jakbym błądziła po omacku.

      Pozdrawiam :) Monika

      Usuń
    3. Moniko,

      Zacznę od ogólnej refleksji: dzięki takim komentarzom jak Twój (i innych dziewczyn) czuję ogromną satysfakcję i radość. Bardzo chciałbym, żeby pewne problemy były rozumiane i żeby kobiety przestały się czuć bezradne. Wszyscy wiemy, że dostęp do badań nie stanie się prostszy, ale chodzi bardziej o to, że dużo lepiej funkcjonuje się, kiedy ma się świadomość tego, co dzieje się z organizmem.

      Internet kipi od opinii, które wywołują chaos poznawczy i sprawiają, że acne tarda czy ogólniej - trądzik przewlekły (jeśli już trzymamy się tej sztywnej granicy 25. roku życia) odbierany jest jako tajemnicza choroba przeciekających jelit i hiperstresogennego stylu życia.

      A trzeba to z całą mocą podkreślić - acne tarda jest domeną endokrynologii, a właściwie dermatoendokrynologii (czyli styku tych 2 dziedzin), a nie alergologii czy gastroenterologii.

      > Kurczę, teraz mam dylemat - z jednej strony chciałabym wiedzieć, jak wygląda sprawa z moimi hormonami, ale skoro wiąże się to z odstawieniem tabletek, to niechętnie o tym myślę - być może dlatego, że jeszcze nie nacieszyłam się cerą bez ciągłych wyprysków

      W 100% to rozumiem. Nie wracajmy do przeszłości - jasne, badania przed byłyby optymalnym rozwiązaniem, decyzja jest trudna, ale osobiście w takiej sytuacji pozostałbym przy Atywii. I rozważył w przyszłości próbę odstawienia - z obserwacją skóry - wtedy można będzie podjąć decyzję o badaniach.

      > Czuję żal do tych wszystkich LEKARZY (czyli wykształconych ludzi), u których byłam, a z których ŻADEN nawet nie wspomniał o badaniach hormonalnych. Jestem też po części zła na mojego ginekologa - niby tabletki mi pomogły, ale wolałabym mieć cały obraz sytuacji

      To jest zrozumiałe, ale nie cofniemy się w czasie. Skupmy się na tym, co jest teraz. Jeśli jesteś zadowolona ze stanu skóry, wreszcie nie czujesz lęku, to trzeba się cieszyć. I, jak wyżej, rozsądnym rozwiązaniem będzie odstawienie w pewnym momencie Atywii - to da nam odpowiedź.

      > Wydaje mi się, że tak. Nie jestem do końca pewna, bo cały czas stosuję 2x dziennie Effaclar Duo, który pomaga mi uporać się z tym wszystkim, co odziedziczyłam po latach walki z trądzkiem - przebarwieniami pozapalnymi, nierównościami, grudkami (myślę o włączeniu kwasu azelainowego typowo na przebarwienia). Ale tak jak wcześniej Effaclar nie radził sobie z nowymi wypryskami, tak teraz nie pojawiają się one wogóle

      Bardzo dobrze, że nie masz pełnego zaufania do swojej skóry.

      Moje podejście jest takie: nawet jeśli dany lek doustny daje szybki efekt, to nie należy rezygnować z działań miejscowych. Z prostej przyczyny: lek najczęściej reguluje płaszczyzną hormonalną, a trzeba pamiętać o tym, że kolejną płaszczyzną są po prostu komórki skóry, które przez ciągnący się czasami latami trądzik zostały przeprogramowane.

      My to zjawisko mamy doskonale opisane histochemicznie i molekularnie [wkleję kiedyś fotografie mikroskopowe zestawiając gruczoły łojowe osób zdrowych i walczących z acne]: sebocyty pacjentów z trądzikiem wykazują ogromne tendencje prozapalne - i należy starać się maksymalnie wygasić skórę - zwłaszcza wtedy, kiedy np. Atywia pozwala nam podejść do tego procesu na spokojnie.

      Także stosowanie różnych substancji o charakterze przeciwzapalnym czy immunomodulującycm równolegle z lekiem miejscowym przez wiele miesięcy/lat jest bardzo ważne. Jednego schematu nie, ale jest wiele substancji, które ja rekomenduję: kwas azelainowy, niacynamid [Glamid], pantenol, wyciąg z zielonej herbaty [chodzi konkretnie o katechinę EGCG], glukonian cynku czy rozsądnie stosowane miejscowe retinoidy - to tylko wycinek.

      Zasada ogólna jest taka: gasimy zapalenie nawet jeśli go nie widać [w myśl zasady, którą usłyszałem kiedyś na oddziale psychiatrycznym od jednego z pacjentów: "PALI SIĘ, TYLKO OGNIA NIE WIDAĆ"]. To, że Atywia działa, nie może nas uśpić.

      Usuń
    4. > Po prostu zastanawiał mnie ogólny wpływ tabletek na mój organizm; na wielu stronach czytałam, że tabletki anty to tylko maskowanie problemu, że problem i tak wróci, że trzeba szukać przyczyny

      To jest szalenie ważny wątek. Trzeba powiedzieć, że doustna antykoncepcja ma swoje plusy i minusy. Przy długodystansowym stosowaniu trzeba oszacować wstępne ryzyko jakichkolwiek powikłań, najczęściej zatorowo-zakrzepowych. Wg mnie w wielu przypadkach, w których powikłania wystąpiły, ktoś zupełnie odpuścił staranny wywiad.

      To oczywiste, że najlepiej zbadać płaszczyznę hormonalną, zanim wejdzie się z lekami, ale myślę, że teraz nie ma sensu do tego wracać.

      Teraz ważne jest, żeby mimo radykalnej poprawy dzięki Atywii nie zaniedbać delikatnych działań miejscowych.

      A co przyniesie przyszłość - nie wiemy. Być może próba odstawienia w przyszłości zakończy się pełnym powodzeniem, być może nie. Ale wtedy będziesz wiedziała, co robić.

      I myślę, że to jest najważniejsze - brak poczucia chaosu sprawia, że dużo bezpieczniej się czujemy :)

      Usuń
    5. Dużo bym dała, żeby wiedzieć to wszystko co wiem teraz kiedy zaczynała się moja wieloletnia gehenna z trądzikiem.
      Chociaż jak to mówią lepiej późno niż wcale i tego będę się trzymać.

      Powiem szczerze, że więcej informacji uzyskałam czytając wpisy i komentarze Patryka niż chodząc przez lata od lekarza do lekarza.

      Dopiero teraz widzę z czym tak naprawdę walczę. Coraz więcej rozumiem, a moje wątpliwości wraz z pojawiającymi się informacjami na tym blogu sukcesywnie się klarują.

      Kiedyś żyłam w takim właśnie chaosie. Zasypywana różnego rodzaju informacjami dot. pielęgnacji, stylu życia, diety.
      Nie wiedziałam jak sobie radzić z problemem, czego jeszcze próbować, co zrobić, gdzie jeszcze się udać.

      Były nawet momenty, że zaczynałam wierzyć, że to może faktycznie taka moja uroda, że może nie ma jakiejś konkretnej przyczyny, a lekarze nie szukają bo nie mają czego.

      Mimo wszystko z tyłu głowy cały czas była ta myśl, że coś musi być na rzeczy, tylko dlaczego żaden z lekarzy nie robi mi badań i nie szuka?

      I tak było przez wiele lat, totalny chaos i jedna wielka niewiadoma, zero zrozumienia. Dlatego żałuję, że kiedyś nie mogłam czerpać z tak wartościowych informacji.

      Co do przyjmowania tabletek antykoncepcyjnych to zgadzam się z Patrykiem, że to ma swoje plusy i minusy.

      Osobiście brałam tabletki przez długie lata, oczywiście bez żadnych badań czy choćby wywiadu. Efekty były bardzo dobre, ale mimo wszystko nie potrafiłam w pełni się z tego cieszyć, bo cały czas moje myśli krążyły wokół tego, co będzie kiedy przestanę je brać i jaki to ma wpływ na mój organizm.

      Kiedy przestałam brać tabletki problem dosyć szybko powrócił ze zdwojoną siłą niestety. I to jest właśnie ten największy minus.

      Kolejnym minusem w moim przypadku był poziom libido równy zeru.
      Poza tym dorobiłam się dość dużych przebarwień skórnych, ale przed tym można się chronić stosując filtry.
      Również po tak długim stosowaniu tabletek stwierdzono u mnie niewydolność naczyń żylnych kończyn dolnych i z tego między innymi powodu przestałam brać tabletki.

      Ale z mojego punktu widzenia w tym wszystkim jest jeden podstawowy PLUS – mogłam przetrwać (myślę te najistotniejsze lata w życiu młodej dziewczyny) i nie zwariować z bezsilności i braku jakiejkolwiek pomocy czy zrozumienia ze strony lekarzy, a także najbliższego otoczenia.

      Jednak jestem zdania, że mimo wszystko warto szukać przyczyny jeśli mamy tylko taką możliwość.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    6. Dziękuję bardzo za odpowiedzi i rady :)

      Zostanę przy tabletkach anty w takim razie - mają swoje plusy i minusy, ale teraz czuję się nieco spokojniejsza, że ich stosowanie nie jest tylko moim wymysłem, a skutecznym sposobem leczenia mojego trądziku.

      > Zasada ogólna jest taka: gasimy zapalenie nawet jeśli go nie widać
      Coś w tym jest, ponieważ ciągle czuję, jakby po tylu latach moja skóra, trochę "zwariowała". Tzn. tak jak kiedyś nie ruszały jej nawet mocne, silne środki, tak teraz jest na wszystko wrażliwa. Tak samo z nawilżaniem - wręcz tego nie cierpi. Stosowałam różne kremy i zawsze kończyło się tak samo, czyli małymi stanami zapalnymi i ogólnie złym wyglądem.

      Zastanawiam się czy wprowadzić teraz kwas azelainowy czy polecany Glamid, czy może oba naraz? Nie chcę przesadzać i nadwyrężać mojej i tak wymęczonej skóry, ale chciałabym się pozbyć tych podskórnych zaskórników i nierówności, z którymi Effaclar Duo na razie sobie nie radzi.

      Pozdrawiam :) Monika

      Usuń
  12. Patryku, co sądzisz o tych preparatach?
    http://www.ziaja-sklep.pl/index.php?p534,ziaja-oczyszczanie-liscie-manuka-krem-mikrozluszczajacy-z-kwasem-migdalowym-na-noc
    http://www.ziaja-sklep.pl/index.php?p540,ziaja-oczyszczanie-liscie-manuka-reduktor-zmian-potradzikowych
    Mam wizytę u dermatologa dopiero za miesiąc, do tej pory używałam Effaclar Duo+, dawał on niezłe efekty, ale skończyłam opakowanie i chciałam czymś go zastąpić na ten okres przed wizytą. Te produkty z ziaji są bardzo tanie, ale nie wiem czy dadzą jakiś efekt, czy skład jest okej. Nie mam wielkiego trądziku jak opisują tu dziewczyny, ale moja cera jest problematyczna (rozszerzone pory, zaskórniki, gule podskórne, ślady).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziaja ma bardzo wiele świetnych produktów w rozsądnych cenach, tu się absolutnie zgadzam.

      Jeśli chodzi o tę linię ["liście manuka"], to styczność miałem jedynie z tonikiem, który, mimo ciekawego składu i bardzo przyjemnego stosowania, odrzucał mnie zapachem i sporym nadbagażem śmieciowych ingredientów. Dlatego osobiście coraz bardziej uciekam w stronę DIY, gdzie to ja kontroluję selekcję substancji i stężenia.

      Jeśli chodzi o te 2 preparaty, to myślę, że ich działanie nie da Ci jednak takiego efektu jak Effaclar (nieważne czy nowa, czy stara wersja). Czego by nie mówić o gotowcach, to Effaclar Duo jest jednak dermokosmetycznym klasykiem - jak Coco Mademoiselle wśród perfum. Ma ugruntowaną pozycję nie bez przyczyny.

      Także myślę, że Effaclar Duo+ > krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc, ale możesz spróbować - krem na bardzo fajny skład.

      Ten drugi krem z linii Manuka wydaje mi się słabszy niż krem o podobnym profilu z linii Med: http://ziaja.com/ziaja-med/1964,krem-redukujacy-tradzik, który jest bardzo fajnym nawilżaczem do skóry trądzikowej.

      Musisz po prostu wypróbować.

      Usuń
    2. Nie jestem Patrykiem, ale stosuję ten krem z kw. migdałowym od ponad miesiąca, więc już mam o nim wyrobioną opinię jako tako.

      Z wągrami walczy bardzo średnio na jeża, z kolei wszystkie gule goją się ciut szybciej. Pory (niestety!) pozostają rozszerzone jak wcześniej.
      Co jeszcze jest na plus, to ujednolicenie kolorytu twarzy (widoczne, ale też bez szału), delikatne wygładzenie twarzy i niesamowity komfort stosowania (jak nie lubiłam nakładać kremu na noc i nie robiłam tego regularnie, tak tego używam z przyjemnością - bardzo przyjemny żel-krem o świeżym zapachu).

      Osobiście uważam, że warto wypróbować (chociażby ze względu na cenę).
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  13. Kurcze, jak tak sobie czytam Twoje posty, to nasuwa mi się taka myśl- musisz mieć zajebiste życie, wypasioną dietę i super ruch.

    Strasznie mnie ciekawi to, czy uprawiasz jakieś sporty? W ogóle jak wygląda Twój dzień? Jak wygląda śniadanie, obiad, kolacja?
    Mogę się założyć, że nie jesz tak jak my wszyscy, czyli przykładowo dajmy na to obiad: schabowy, ziemniaki, surówka- mam rację? ;-)

    Fajnie by było gdybyś poświęcił swój czas na stworzenie właśnie takiego postu.
    Jak się odżywiać, jakie suplementy (ogólnie) stosować, na jakie składniki w jedzeniu uważać.
    Ja na przykład nie znam się na tym, nie mam pojęcia. Jak idę do sklepu kupić coś do jedzenia, to nawet na składy nie patrzę, bo tak jak wspomniałam wcześniej, nie mam o tym zielonego pojęcia...

    Zuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuza,

      Nie sądzę, żeby kiedykolwiek taki post powstał - blog jest raczej hermetyczny i tematycznie będzie poruszał się po mapie różnych schorzeń zapalnych (głównie skóry, ale nie tylko).

      Natomiast z pewnością w wielu miejscach wspomnę o roli odżywiania w kontroli różnych zjawisk o podłożu zapalnym czy hormonalnym.

      O aktywności ruchowej również. Szczególnie w kontekście 2 bardzo ważnych cywilizacyjnych problemów: insulinooporności oraz problemów ze snem.

      Jeśli chodzi o ruch, to moim paradygmatem są słowa Pascala: "Our nature lies in movement; complete calm is death". Brzmi aforystycznie, ale biologiczna głębia tych słów jest ogromna.

      I nie chodzi o zajeżdżanie się do granic możliwości, tylko o ruch racjonalny i dopasowany do naszych potrzeb i możliwości.

      Czy uprawiam jakiś sport? Tak, lubię różne formy aktywności, nie lubię się zamykać w jednej formule. Tenis ziemny, pływanie, piłka nożna, prosty panel ćwiczeń rozciągających, badminton, etc.

      Być może kiedyś napiszę więcej.

      Usuń
    2. O jaa, ''Tenis ziemny, pływanie, piłka nożna, prosty panel ćwiczeń rozciągających, badminton, etc. ''- Patryku, zazdroszczę Ci również mobilizacji!
      U mnie z tym bardzo, bardzo kiepsko, ale żeby nie było próbowałam grać z chłopakiem w tenisa ziemnego i ja uważam, że to tylko gra dla facetów. ;-)
      Naprawdę, nie dałam rady. Mój chłopak twierdzi, że jestem zbyt leniwa i chyba, a raczej na pewno ma rację...
      Mam 21 lat i pomimo tego, że jestem szczupła (48kg) to czuję się jak grubas-babunia. Poważnie. Niczego sobie nie wymyślam. Podczas snu, kiedy przewracam się z boku na bok, słyszę jak mi kości ''strzelają''! Do tego mam problemy ze snem, koncentracją, zaparciami.

      Z takimi problemami oczywiście bywałam też u lekarzy, ale oni mi tylko przepisywali tabletki na poprawę perystaltyki jelit- działanie takie sobie i krótkotrwałe, bo problem powrócił.

      Dlatego postanowiłam wziąć się za siebie i zacząć ćwiczyć. Na początek bieganie oraz pływanie- trzymaj kciuki. ;-)

      Bardzo miło mi będzie jak napiszesz ciut, ciut więcej o aktywności fizycznej i roli odżywania, nawet jeśli to będzie o podłożu zapalnym/hormonalnym. :-)

      Dzięki za komentarz. Pozdrawiam :-)
      Zuza

      Usuń
    3. Też jestem szczupłą osobą :) Moje postanowienie to na razie przysiady i lekkie rozciąganie + od jesieni karnet na basen. Zobaczę :) Przy większej aktywności boję się, że schudnę. Na co dzień nie uprawiam raczej sportu tylko szybko chodzę np. do sklepu, a potem wbiegam ponad 60 schodków do mnie na górę.

      Usuń
    4. Zuzanno,

      Ty lepiej uważaj z wysiłkiem fizycznym, bo jak za bardzo się nakręcisz to Ci waga spadnie w dół (przy 48 kg to bardzo łatwo) a wtedy możesz mieć poważne problemy ze zdrowiem, m.in. ogólne osłabienie, brak miesiączki, wypadanie włosów, łamiące się paznokcie etc.

      Usuń
    5. Mam nadzieję, że Patryk nie będzie miał za złe, jeżeli zacytuje jego komentarz, myślę, że jest bardzo pomocny i inspirujący:

      "> Masz może jakiś zestaw supli must-have, coś co każdy powinien łykać?

      Na tak postawione pytanie zawsze odpowiadam w ten sam lakoniczny sposób (ale lepszej odpowiedzi nie ma): suplementacja powinna być w miarę możliwości racjonalna, czyli uzupełniać to, czego brakuje w diecie i być dostosowana do indywidualnych potrzeb (np. adaptogeny u ludzi zestresowanych). Wiadomo, że prawie nikt nie robi bilansów, dlatego generalnie przeciętny człowiek, jeśli chce zadbać o swoje zdrowie na podstawowym poziomie, może bazować na dobrym preparacie witaminowo-mineralnym, do którego może dorzucić dobrze przyswajalny magnez, witaminę D i jakiś prosty zestaw antyoksydantów w konkretnych dawkach, a nie w dawkach dla kota (ostatnio w jakimś preparacie dla kobiet widziałem kwas alfa-liponowy w dawce 5 mg i Q10 w dawce 10 mg).

      Racjonalna suplementacja polega również na tym, że jeśli stosujemy w nadmiarze jakiś mikroskładnik, to w konkretnym celu, np. duże dawki witaminy B6 w celu zbicia prolaktyny, wysokie dawki kwasu foliowego w hiperhomocysteinemii/miażdżycy, etc.

      W wielu problemach zdrowotnych możemy posiłkować się zwiększonymi dawkami danego mikroskładnika (przykłady powyżej).

      Co sam łykam? Mój zestaw ewoluuje i jest dostosowany do aktualnych potrzeb. Nie jestem w stanie wymienić tu wszystkiego, co lubię i co uznaję za odpowiednie w danych sytuacjach. Na pewno nie wyobrażam sobie suplementacji bez dobrej jakości retinolu (z rybiej wątroby) [chyba że mam okazję jeść wątróbkę z pewnego źródła] - większość ludzi ma problem z konwersją beta-karotenu do retinolu, standaryzowanego wyciągu z zielonej herbaty, dobrze przyswajalnego magnezu, miksu tokoferoli i tokotrienoli, ALC, cynku, wysokich dawek kwasu askorbinowego (może nie są to dawki, z których Linus Pauling byłby zadowolony, ale na pewno wysokie), witaminy K2, witaminy B2 i B6, etc."

      "Suplementy (szczególnie te kiepskiej jakości) nie są optimum, ale tak się składa, że zdecydowana większość ludzkości nie funkcjonuje w ekosystemie małej tropikalnej wyspy na Pacyfiku, gdzie dostęp do żywności wysokiej jakości (nieprzetworzonej, bogatej w mikroskładniki, pozbawionej ksenobiotyków, etc.) i całego spektrum różnorodności roślin jest właściwie nieograniczony.

      Nasz obecny styl i rytm życia oraz realia, w których funkcjonujemy, sprawiają, że nie jesteśmy w stanie wprowadzać do organizmu odpowiedniej ilości kluczowych mikroskładników. Ewolucja systemu odżywiania doprowadziła do tego, że mamy pod dostatkiem kalorii, protein, węglowodanów i lipidów, ale mamy potężny problem z mikroskładnikami.

      Więcej - ze względu na deficyty snu, chroniczny stres o niskim natężeniu, tendencje prozapalne, wiele chorób cywilizacyjnych, zaburzenia hormonalne, etc., nasze zapotrzebowanie na wiele mikroskładników jest dużo większe.

      Ok, jeśli ktoś codziennie zajada się ostrygami, batatami, maniokiem, tropikalnymi owocami, rybami, dobrej jakości mięsem, wątróbką, olejem z palmy czerwonej, liściastymi warzywami, etc., to może zapomnieć o suplementach. Ale praktycznie nikt tak nie je.

      Funkcjonujemy w przedziwnej kulturze, w której wygodniej zażywać Xennę i Colon C, niż dbać o to, co się je. To nie jest zarzut, bo na to, jak funkcjonujemy mają ogromny wpływ warunki socjoekonomiczne, poziom wiedzy, etc.

      Tak czy inaczej - suplementy dla przeciętnego przedstawiciela zachodniej cywilizacji to w pewnym sensie narzędzie z wyboru."

      Usuń
    6. "> Mógłbyś napisać podstawowe suplementy które powinien Twoim zdaniem przyjmować każdy przeciętny człowiek?

      Jak już pisałem, wszystko zależy od diety, ale generalnie można założyć a priori, że nasz sposób odżywiania już dawno przestał być wystarczający.

      Dobry preparat witaminowo-mineralny, np. http://www.iherb.com/Life-Extension-Two-Per-Day-Tablets-120-Tablets/55277#p=1&oos=1&disc=0&lc=en-US&w=two%20per%20day&rc=3116&sr=null&ic=1

      Jeśli nasza multiwitamina nie jest tak bogata jak ta powyżej, to dorzucamy osobny zestaw witamin z grupy B.

      Generalnie nie chcę się tu bawić w układanie konkretnego planu. No i powyżej napisałem, co jest podstawą. Ważne jest, żeby zadbać o odpowiedni poziom witamin i kluczowym minerałów.

      Jeśli ktoś stosuje dobrą multiwitaminę, zestaw B, witaminę D, magnez (nie w postaci tlenku), cynk, selen, olej z palmy czerwonej, je ryby, dorzuca cytrynian potasu i jakiś zestaw antyoksydantów (np. standaryzowany wyciąg z zielonej herbaty, N-acetylocysteinę, kwas alfa-liponowy, większe dawki kwasu askorbinowego, niacynamid, Citrosept, etc.), a do tego dba o odpowiedni poziom aktywności fizycznej i snu, to robi już bardzo, bardzo dużo.

      Według mnie to są fundamenty. Jest jeszcze mnóstwo ciekawych substancji, dzięki którym można by chronić mitochondria, retikulum, modulować aktywność telomerazy czy metaloproteinaz, zwiększać wrażliwość insulinową, poprawić funkcje tarczycy, zwiększać możliwości kognitywne, działać antystresowo, wygaszać nadmierną sygnalizację związaną z procesami starzenia, ale o tym popiszę, jak znajdę czas na bloga."

      "PS2 Większość znanych mi badań wykazała, że u osób z trudnym do kontroli acne występują istotne deficyty mikroskładników. Wg mnie te 4 są szczególnie istotne: retinol, witamina D, cynk i selen.

      Biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że większość ludzi ma problemy z konwersją beta-karotenu do retinolu, totalnie ważne jest zadbanie o odpowiedni poziom retinolu - choćby przez cykliczne podjadanie wątróbki.

      Witamina D to generalnie powinien być standard.

      No i jest jeszcze witamina E, której nie spożywamy praktycznie w ogóle, a która jest podstawowym antyoksydantem skóry."

      Usuń
  14. Przebywasz obecnie w Portugalii? :-) Odbywasz tam staż?

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  15. A czy można jakoś zminimalizować ryzyko powstawania blizn i śladów po trądziku?
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  16. Patryku, przede wszystkim chciałabym bardzo podziękować, że dzielisz się swoją wiedzą zarówno tutaj jak i w komentarzach u kosmostolog. Twoje uwagi wreszcie pomogły mi choć trochę zrozumieć moja skórę. Z trądzikiem zmagam się juz jakieś 6 lat, zmiany zaczęły pojawiać się w liceum i trwa to tak do dzisiaj. Zmiany obejmują twarz, dekolt i plecy, nasilają się zazwyczaj w ostatniej fazie cyklu przyjmują postać ropnych, podskornych zmian. Przeszłam już wielu dermatologow, i prywatnie i na NFZ i chyba nigdzie nie spędziłam więcej czasu w gabinecie niż 3-4 minuty. Na pytania o regularność okresu odpowiadałam że do tej pory nie jest regularny , czasem cykl jest normalny czasem dwa razy dłuższy i do tego piekielnie bolesny. I mam wrażenie że czym większe rozregulowanie tym więcej zmian na twarzy. Na co pani dermatolog mruknęła "yhm" inna powiedziała ze jeszcze sie ureguluje (miesiaczkuje już jakieś 11 lat) ale żadna na badania nie posłała. Dopiero dzięki Tobie zaczęłam zgłębiać się w temat :) Chciałam zapytać jeszcze apropo wrażliwości na insulinę o której wspomniałeś, czy pomiar glukozy i insuliny da mi ogląd na sytuację czy potrzebne będą jakieś hiperprofesjonalne badania?:) Na razie jestem za granicą , wracam do Polski pod koniec września i zaraz kolejnego dnia udaje się po skierowanie na badania. Na prawdę mam już dość psychicznie walki z tym dziadostwem. Chciałabym tylko wiedzieć na czym stoję, a tego niestety nie dał mi żaden lekarz. Patryku czy po zrobieniu badan, jeżeli będą jakieś wątpliwości z wynikach mogę się do Ciebie zwrócić z wynikami na maila? Pozdrawiam ciepło. Paulina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam już odpowiedz apropo badan insuliny w jednym z poprzednich komentarzy - przepraszam wcześniej musiało mi umknąć.

      Usuń
    2. Hej Paulina,

      Niestety, te 3-4 minuty są idealnym odzwierciedleniem tego, co większość z nich myśli o pacjentach z przewlekłym trądzikiem. Te symboliczne 3 minuty, które poświęcane są zazwyczaj na automatyczne machnięcie kolejnej recepty, są jednocześnie policzkiem w twarz dla kobiet, które autentycznie cierpią. Te 3 minuty to wreszcie idealny wykładnik ich niewiedzy.

      Ale głowa do góry.

      > Chciałam zapytać jeszcze apropo wrażliwości na insulinę o której wspomniałeś, czy pomiar glukozy i insuliny da mi ogląd na sytuację czy potrzebne będą jakieś hiperprofesjonalne badania?

      Absolutnym minimum są pomiary na czczo: i insuliny, i glukozy.

      Optymalnym badaniem (biorąc pod uwagę podstawowe kryterium, jakim jest dostępność) jest natomiast doustny test obciążenia glukozą - pomiary na czczo, po godzinie i po 2 godzinach (i insuliny, i glukozy).

      Jest to bardzo proste badanie, które w wielu przypadkach wiele wnosi.

      > Patryku czy po zrobieniu badan, jeżeli będą jakieś wątpliwości z wynikach mogę się do Ciebie zwrócić z wynikami na maila?

      Jasne, nie ma problemu.

      Teraz moje kolej na pytania:

      *mogłabyś ocenić produkcję sebum u siebie (w skali 1-6, gdzie 1 to ledwie dostrzegalna poświata sebum);

      *czy ktoś w najbliższej rodzinie zmagał/zmaga się z trądzikiem i/lub łojotokiem?

      *czy kiedykolwiek stosowałaś jakieś leki doustne (izo, antybiotyki, antykoncepcję)?

      *w kontekście rozregulowanego cyklu żaden lekarz nie zlecił badań osi hormonalnej?

      *próbowałaś jakoś walczyć z acne zmianami w diecie i/lub suplementami?

      Usuń
  17. Niestety często czuję się tak jakby pani doktor miała mnie gdzieś. Tak jak sam napisałeś , mam wrażenie ze wybotoksowana pani z idealna cera nie ma pojęcia o co chodzi. Najbardziej denerwowało mnie jak któraś z nich wspominała , że w sumie nie jest tak źle bo inni mają gorzej i widziała gorsze przypadki.
    Właściwie z okresu kiedy sama nie czytałam na temat pielęgnacji cery nie mam dobrych wspomnień. Przesuszona - Bo pani dermatolog twierdziła że nie ma potrzeby stosowania kremu nawilżającego, a o filtrze przy retinoidzie też nie słyszałam. Teraz udaje mi się ją doprowadzić do takiego stanu, że udaje mi się czasem raz w miesiącu na tydzień, czasem na 2-3 dni osiągnąć idealną cerę bez żadnych aktywnych zmian. Przebarwienia wystarczy zakryć i jest wspaniale. Niestety potem przychodzi bum i znowu w koło macieju.

    Jeżeli chodzi o sebum to powiedziała bym, że głownie oscyluje w granicach 4. Czasem lepiej, czasem gorzej. No i mnóstwo rozszerzonych porów. Od miesiąca stosuje suplementację cynkiem i zaczynam widzieć, że produkcja sebum się znacząco zmniejszyła, rozszerzonych porów też dużo mniej. Ogólnie jestem pod wrażeniem rezultatów.

    Z trądzikiem nie, ale brat miał problemy z łojotokiem. Oboje mamy też problem z nadmiernym poceniem, nie wiem na ile to może być sprawą hormonalna.

    Nie, żadnych antybiotyków ani antykoncepcji. Ktoś tam kiedyś napomniał cos o izo ale się nie zgodziłam.

    Nie, większość pytała, ale żaden nie zlecił.

    Zmiany w diecie u mnie żadnych efektów nie dały. Jeżeli chodzi o suplementy stosowalam kompleks witamin b i antyoksydanty, teraz w związku z nagłym wyjazdem musiałam przerwać. No i od jakiegoś miesiąca łykam ten cynk.
    Dziękuję Ci za tak szybką odpowiedź.
    Paulina


    P.S. przepraszam za ewentualne błędy, pisze z telefonu i czasem nie panuje nad autokorektą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > mam wrażenie ze wybotoksowana pani z idealna cera nie ma pojęcia o co chodzi

      Często mam wrażenie, że takie refleksje wydają się niektórym agresywne i bardzo ofensywne, ale nic bardziej mylnego.

      Jestem przekonany, że wymuskana kwasem hialuronowym lekarka po prostu nie jest w stanie zrozumieć tego, co dzieje się w głowie młodej kobiety, która ma dość ciągłego myślenia o skórze.

      > Z trądzikiem nie, ale brat miał problemy z łojotokiem. Oboje mamy też problem z nadmiernym poceniem, nie wiem na ile to może być sprawą hormonalna

      Daleki jestem od wysyłania na krzesło elektryczne androgenów, ale w wielu przypadkach hiperandrogenizmu występuje również nadmierna potliwość - nie jest to oczywiście prosty marker problemów hormonalnych, ale warto na takie objawy zwracać uwagę.

      Paulino, tak jak pisaliśmy wcześniej - najbardziej racjonalnym działaniem w takiej sytuacji jest po prostu diagnostyka.

      Kobietom próbuje się wmawiać, że to na nic, że to bez sensu i że to kosmiczne badania. Bzdura, nie wysyłamy tu tysięcy ludzi na drogie badania obrazowe, chodzi o prosty panel hormonalny, który nie musi wykazać jawnych/ewidentnych/prostych w interpretacji zaburzeń, ale MOŻE niesamowicie zracjonalizować sytuację i w konsekwencji dać podstawy do racjonalnego leczenia.

      Pozdrawiam i czekam na wieści

      Usuń
  18. Patryku, czy jesteś w stanie polecić jakiegoś dermatologa w Krakowie lub Wrocławiu?

    Odkąd pamiętam ja i moja siostra walczymy z zaskórnikami na twarzy, dekolcie, plecach i ramionach, bez żadnego skutku. Przerabiałyśmy i doustną antykoncepcję, i miejscowe antybiotyki, i lekarzy Taka Pani Uroda, i przeróżne modyfikację pielęgnacji i diety... Właściwie to nie wiemy już, jak sobie pomóc. O ile dla mnie nie jest to tak straszny problem, tak moją siostrę naprawdę dręczy, ponieważ jej praca wymaga nienagannego i profesjonalnego looku.

    Z góry bardzo Ci dziękuję za namiary :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Kasiu,

      Jeśli już miałbym wskazać konkretnego wrocławskiego dermatologa, byłby to doktor Wojciech Baran.

      Oczywiście nie jestem w stanie wejść do jego umysłu (jak w Being John Malkovich) i przewidzieć jak się zachowa i jakie decyzje diagnostyczne/terapeutyczne podejmie, ale mam o nim bardzo dobre zdanie, więc warto spróbować.

      Doskonale rozumiem poczucie bezradności i bezsilności, które towarzyszy kobietom walczącym latami z chorobą, która nie jest żadnym typem skóry czy wariantem normy, jak chcieliby to widzieć niektórzy znachorzy (bo inaczej takiego lekarza nazwać nie potrafię).

      Pozdrawiam i gdyby coś, pisz śmiało.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję Ci bardzo :) z lekarzem na pewno się skontaktuję jak się pojawię we Wrocławiu.

      W telegraficznym skrócie: o ile zaskórniki nie są moją zmorą, bo jako tako nad nimi panuję, tak ciut bardziej uporczywym problemem jest dla mnie łojotok. Potworny. W skali intensywności 11/10. Tymczasowe rozwiązanie - puder matujący robi robotę, ale nie na cały dzień (max. 5-6h, biorąc pod uwagę, że studiuję i pracuję, to naprawdę jest to mega słaby wynik, gdy jestem nawet 13-14h na chodzie). Przydałyby mi się badania, ale na moją prośbę lekarz mi powiedział, że skoro miesiączkuję regularnie, to wszystko spoko (swoją drogą, chyba na tym blogu ktoś pisał podobną historię (?)). Chciałabym sprawdzić te hormony, bo jeśli wszystko na tym poziomie jest ok, to chyba pozostaje mi odstawić nabiał, który uwielbiam i zjadam kilogramami :( I tutaj mam do Ciebie pytanie: czy krowie mleko i jego przetwory mogą wpływać na (wyłącznie) łojotok?

      Ach, zapomniałabym, chyba można to z sobą powiązać: cierpię też na nadmierną potliwość. Nie tylko latem.

      Usuń
    3. A, i jeszcze jedno pytanie mam, wybacz. Taka w sumie luźna refleksja: poleciłbyś jakiś suplement z cynkiem? Zastanawiam się nam nim, bo jem stosunkowo mało jedzenia bogatego w cynk, być może to pomogłoby w jakimś stopniu?

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. > Przydałyby mi się badania, ale na moją prośbę lekarz mi powiedział, że skoro miesiączkuję regularnie, to wszystko spoko

      Ten wątek będzie powracać nieustannie. Ten mit jest tak głęboko zakorzeniony w świadomości wielu lekarzy, że ciężko będzie go w prosty sposób zdekonstruować.

      Wiele kobiet pisze do mnie i pyta, czy izolowany* trądzik wieku dorosłego/izolowany* masywny łojotok może być spowodowany jakimś problemem hormonalnym.

      *izolowany = brak innych objawów, które mogłyby zaniepokoić lekarza, który ma zakodowane, że sam trądzik to wariant urody - np. hirsutyzmu, braku miesiączki/dużych jej wahań, etc.

      Ja nieustannie będę powtarzał, że badania nie muszą dawać prostych odpowiedzi, ale odpowiedni panel badań to fundament racjonalnego działania.

      > I tutaj mam do Ciebie pytanie: czy krowie mleko i jego przetwory mogą wpływać na (wyłącznie) łojotok?

      Nie ma klarownych badań, w których jasno pokazano by efekty sebotropowe spożywania mleka i jego przetworów (chodzi konkretnie o proteiny - frakcję serwatkową [np. koncentraty białek serwatkowych] i kazeinową [np. serki wiejskie]), ale dysponujemy konkretnymi badaniami, które ukazują taki potencjał mleka i jego pochodnych.

      Mleko i jego frakcje białkowe działają insulinogennie i podbijają poziom insulinopodobnego czynnika wzrostu (IGF-1) - a te hormony mają wyraźny wpływ na produkcję sebum.

      > cierpię też na nadmierną potliwość

      To może mieć związek z podwyższonym stężeniem androgenów. Może, ale nie musi. W każdym razie ja zawsze pytam o ten objaw.

      > jakiś suplement z cynkiem

      Ja bardzo lubię glukonian cynku.

      http://www.doz.pl/apteka/p24536-Cynk_15_mg_tabletki_Walmark_30_szt

      http://www.doz.pl/apteka/p259-Cynk_tabletki_10_mg_Colfarm_30_szt

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. O jaaa, dzięki wielkie za fachową odpowiedź :D Miłego wieczoru!

      Usuń
    6. Kasiu, piszesz, że masz potworny łojotok i puder daje u Ciebie radę "tylko" na 5-6 godz ? Wg mnie to bardzo dobry wynik, marzę o takim.
      W moim przypadku - w najlepszym razie - skóra zaczyna świecić się po 0,5-1 godz., a po 1-2 godz. cała pokryta jest grubą warstwą sebum, jakbym właśnie wysmarowała się solidną porcją oleju. W Twojej skali intensywności to byłoby chyba 30/10 ;-)

      Usuń
    7. Heh, no tak, dlatego też nie jest to problem, który spędza mi sen z powiek. Jest po prostu dość irytujący. :) Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że są tacy, którzy mają dużo gorzej ode mnie.

      Patryku, mogłabym Cię prosić o jakiś kontakt? Chciałabym Ci zadać jeszcze pytanie, ale już bardziej prywatnie.

      Usuń
    8. Mój wpis nie miał na celu licytacji "kto ma gorzej", bo to nie ma najmniejszego sensu. Dla każdej osoby jej problem jest jak najbardziej realny i ma pełne prawo (a nawet powinna) poszukiwać rozwiązań. Zwróciłam na to uwagę, ponieważ napisałaś, że masz "potworny" łojotok, " w skali intensywności 11/10", a jeśli przeczytać Twoją wypowiedź dalej, to okazuje się, że wcale tak nie jest. Po prostu, bardzo często spotykam się z tym, że wiele osób pisze niby o tym samym problemie, a po dopytaniu okazuje się, że to problemy zupełnie innej miary i skali (np. potworny łojotok - a buzia pół dnia matowa, pory jak kratery - a na zdjęciu ledwie dostrzegalne, okropny trądzik - a okazuje się, że to kilka zaskórników na nosie i dwie krostki na krzyż itd.). To wprowadza mnóstwo zamętu i niezrozumienia w dyskusjach, zwłaszcza kiedy docieramy do rozmowy o sposobach radzenia sobie z problemem.
      Akurat Ty opisałaś dalej skalę swoich problemów dokładniej, nie odbieraj więc tego personalnie. Ot, taka luźna uwaga.

      Usuń
    9. > problemy zupełnie innej miary i skali (np. potworny łojotok - a buzia pół dnia matowa, pory jak kratery - a na zdjęciu ledwie dostrzegalne, okropny trądzik - a okazuje się, że to kilka zaskórników na nosie i dwie krostki na krzyż itd.)

      Hipercelna uwaga - ja generalnie ufam subiektywnym ocenom, ale badania dermatologicznego/dokumentacji fotograficznej nic nie zastąpi.

      Tutaj odnosimy się akurat do kwestii produkcji sebum, także pole do subiektywnej oceny jest olbrzymie, ale odkładając na bok noty w stylu 11/10 czy 7,5/10, chyba wszyscy wiemy, czym różni się subtelny błysk lipidów (doskonale wyłapywany na zdjęciach) od łojotoku.

      Kontakt: pomegranateandspinach@gmail.com

      Usuń
  19. Witaj Patryku:-)
    Bardzo czekałam na rozwinięcie bloga i aż oczy mi się zaświeciły kiedy po powrocie z wakacji zobaczyłam ich aż tyle. Oczywiście wszystkie przeczytałam niektóre nawet podwójnie:-) To naprawde super, ze jest ktoś kto na tej kuli ziemskiej uświadamia biedne ofiary systemu o co tak naprawde chodzi i jak wziąć zdrowie we własne ręce.

    Szczerze mówiąc pierwszym moim odczuciem była radość a juz przy ostatnim poście ogarnął mnie jakiś smutek i niemoc bo przecież tak naprawde każdą biedną pacjentkę, która tu trafiła czeka duży wysiłek abym przebić się przez ten caly hermetyczny system. Ale oczywiście najwazniejsze jest to, że wiemy od czego zacząć walkę z trądzikiem. Poczułam wogóle strach i wyobraziłam sobie, ze idę do dermatologa i mówie mu że chce te i te badania i co on sobie pomyśli?? "Co to za paniusia? jajko mądrzejsze od kury" bo przecież często lekarze wogóle nie reagują na nasze sugestie (sama wielokrotnie tego doświadczyłam) a przecież my sami zamy swoje ciało najlepiej. No chyba że trafimy na igłę w stogu siana czyli lekarza który od razu załapie o co nam chodzi. Ja np mieszkam we Francji i mimo, że mój francuski jest na dobrym poziomie to kompletnie jestem zielona w pojęciach medycznych wiec nawet nie wiem jak mam nazwać poszczególne badania...

    Chciałabym Ciebie zapytać czy badania o których piszesz można wykonywać podczas karmienia piersią, czy ten fakt ma jakieś znaczenie? W końcu to badania hormonalne.
    Jestem posiadaczką rosacea która nieznacznie się uspokoiła podczas ciąży i po porodzie, chociaż nie jest idealnie i chciałabym póki co zaatakować skórę miejscowo wraz z rozpoczęciem jesieni.
    Czy mógłbyś polecić jakieś produkty do pielęgnacji na codzień (nawilżanie i antyoksydanty) oraz do stosowania jako kuracja- do złuszczania? Mogą byc samorobione.
    Z góry dziekuję i czekam oczywiście na kolejne posty. Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Sylwia,

      Fantastyczny komentarz, dzięki. Aż muszę się pokusić o małą dygresję - decydując się na pisanie bloga (choć dla mnie nie jest to prawdziwy blog - to raczej cyfrowy notatnik) nie spodziewałem się tak ciepłej recepcji. Jestem też niesamowicie dumny z poziomu komentarzy i refleksji wszystkich piszących do tej pory dziewczyn. Serio, aż chce się pisać (aktualnie zasoby wolnego czasu są zerowe, ale postaram się szybko to nadrobić).

      Rządzicie, dziewczyny!
      --------------------------------------------------------------------------------------------
      > Poczułam wogóle strach i wyobraziłam sobie, ze idę do dermatologa i mówie mu że chce te i te badania i co on sobie pomyśli?? "Co to za paniusia? jajko mądrzejsze od kury"

      Ujęłaś to z mikrochirurgiczną precyzją. Rozumiem te obawy. Takie sytuacje zdarzają się codziennie - pacjentki są traktowane jak istoty pozbawione intelektu, uczuć i do tego bezdomne.

      Wiele razy linkowałem ten dokument: http://polskietowarzystwoginekologiczne.com.pl/pliki/Kompleksowa_terapia_hormonalna_u_kobiet_z_tradzikiem-rekomendacje_2011.pdf

      To jest obecnie podstawowa broń kobiet zmagających się z acne tarda w walce z systemem, który uparcie twierdzi, że jeśli problemem jest sam trądzik, to nie robimy żadnych badań.

      Autorzy tego tekstu, między innymi Romuald Dębski [ktoś, z kogo zdaniem raczej liczą się lekarze], delikatnie (zbyt delikatnie imho) sugerują, jak ważne są badania hormonalne w sytuacji izolowanego [brak hirsutyzmu, etc.] acne tarda. Ten tekst nie jest doskonały, ma potężną wadę w postaci wielkiej insulinowej luki (pominięcie tego wątku), ale z tego, co się orientuję, jest to obecnie jedyny artykuł, który sugeruje wykonywanie badań w przypadkach chronicznego, opornego na konwencjonalne metody terapeutyczne acne. Co więcej - sugeruje wykonywanie takich badań PRZED startem leczenia hormonalnego.

      > Chciałabym Ciebie zapytać czy badania o których piszesz można wykonywać podczas karmienia piersią, czy ten fakt ma jakieś znaczenie? W końcu to badania hormonalne

      Bardzo ważna kwestia. Ciężko tu o kategoryczną/jednoznaczną opinię (brak dobrych badań), ale generalnie w wielu przypadkach okres laktacji może usypiać nieprawidłowości związane z równowagą androgenową, dlatego racjonalnym rozwiązaniem jest wykonywanie badań już po tym okresie.

      > Czy mógłbyś polecić jakieś produkty do pielęgnacji na codzień (nawilżanie i antyoksydanty) oraz do stosowania jako kuracja- do złuszczania? Mogą byc samorobione

      Jeśli chodzi o pielęgnację skóry z dysregulacjami naczyniowymi (klasycznym przykładem jest tu właśnie rosacea, ale może to być coś, co ja nazywam quasi-rosacea - czyli efekt skumulowanych uszkodzeń pozapalnych, na który nałożyła się zbyt agresywna terapia, np. miejscowymi retinoidami), to temu zagadnieniu poświęcę sporo czasu w niedalekiej przyszłości, także cierpliwości.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Cześć Patryku,
      Dzieki welkie za odpowiedź, z podlinkowanym artykułem na pewno się zapoznam i oczywiście z niecierpliwością czekam na kolejne posty (chociaż zdaję sobie sprawę, że walczysz z czasem).

      Myślę, że nie musisz nam, Twoim czytelniczkom, dziękować za komentarze i odzew ponieważ sam wywołałeś tą lawinę i spowodowałeś, że wreszcie poczułyśmy się zrozumiane:-) Swoją drogą sama jestem zdziwiona efektem spowodawanym przez nieprofesjonalne i olewackie podejście lekarza do pacjenta. Wystarczyło kilka Twoich postów a reakcja jest wręcz niewiarygodna.
      Bardzo chciałabym się zagłębić w tematyce rosacea, ponieważ do tej pory udało mi się jedynie uzyskać zdawkowe informacje niedocierające do źródeł tego schorzenia ani nie ujawniające kompleksowo problemu. Poza tym podejście lekarzy w także i tej kwesti jest żałosne ale to ich chyba przerasta bo wkońcu rosacea jest bardziej złożonym problemem niź sam trądzik.

      Więc na pewno będę bacznie obserwować blog i komentarze gdyż są one źródłem ogromnej wiedzy.
      Pozdrawiam, Sylwia.

      Usuń
  20. CZeść!

    Pozostając w tematyce diety i suplementacji, chciałabym poruszyć temat mleka. Jest to jak wiemy wróg cery trądzikowej, ale czy aby każdy posiadacz skóry łojotokowej jest skazany na dozgonne wyeliminowanie mleka i jego pochodnych? Zainteresowała mnie zwłaszcza kwestia wpływu mleka nie tyle na cerę, co na inne narządy i układy naszego organizmu. Czy faktycznie jest ono aż tak trujące?

    Znalazłam taki oto wywód : http://www.faceci.com.pl/mleko.html - być może pseudonaukowy, jednak wydaje mi się, że znajdziemy w nim potwierdzone badaniami fakty.

    Z chęcią zapoznam się z Twoim,Patryku,punktem widzenia popartym oczywiście medycznymi przesłankami;)

    Dziękuję za istnienie tego bloga!
    Pozdrawiam powakacyjnie, co nie znaczy mniej ciepło;)

    Lila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak czasu mnie wykańcza, ale postaram się dziś przeczytać zalinkowany tekst i odpowiedzieć.

      Generalnie planuję mały cykl artykułów dotyczących mleka, także świetne pytanie na rozgrzewkę :)

      Usuń
    2. Super, ja również na to czekam, Patryku. Zwłaszcza po zapoznaniu się z badaniami Campbella (książka + dokument "forks over knives" na yt), bo teraz już w ogóle jestem rozdarta i nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony słyszę, że nabiał jest be i prowadzi do osteoporozy, a z drugiej, że wręcz przeciwnie, bo wapń. To już nawet nie kwestia zwiększenia łojotoku, tylko ogólnie wpływu mleka i przetworów na organizm.
      Czytałam też o suplementach z colostrum, że niby takie dobre. Hm, im więcej czytam, tym więcej pytań i wątpliwości, ale kurczę, lubię to dociekanie :)
      Kasia L.

      Usuń
  21. Witaj, Patryku :)

    Dawno się nie odzywałam, ale jestem tutaj cały czas i z uwagą czytam każdy post. Z pozytywnych aspektów walki o cerę - odkryłam świetne działanie kwasu azelainowego na moją skórę. Już nie pamiętam, kiedy ostatnim razem było tak dobrze, a stosuję krem z tym kwasem niecały miesiąc. Co prawda zanim zaczęłam go stosować też nie było tragedii, pojedyncze gulki pojawiały się tylko przed okresem, ale dalej straszyłam zaskórnikami i przebarwieniami. I właśnie na to ostatnie krem działa tak dobrze, że mogłam spokojnie przetrwać pobyt w szpitalu bez makijażu i obsesyjnego zerkania w lusterko. Ależ to ulga! Nie twierdzę oczywiście, że wyglądam jak z fotoszopa, ale dla mnie i tak jest super :) Mimo wszystko zamierzam się dokładnie przebadać pod kątem hormonów, gdy tylko wyjdę finansowo na prostą.

    Jeszcze raz dziękuję za to, że dzielisz się z nami swoją wiedzą, Patryku.
    Pozdrawiam gorąco autora i wszystkie czytelniczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino,

      Czy mozesz zdradzic nazwe kremu i firme? Mysle ze wiecej osob bedzie zainteresowanych.

      Pozdrawiam
      Marta

      Usuń
    2. Marto, myślę, że większość osób doskonale zna preparaty z kwasem azelainowym, to nic odkrywczego ;-) jest ich parę i naprawdę nietrudno je znaleźć: Skinoren w kremie, Skinoren w żelu, Hascoderm krem, Hascoderm lipożel, Acne-derm, Finacea.

      Usuń
    3. Cześć, Marto :)

      Z tego co się orientuję, to wszystkie produkty dostępne w aptekach mają podobne stężenie kwasu azelainowego, różnią się natomiast formułą i składnikami-zapchajdziurami. I to już jest kwestia co Twoja skóra lubi :) Ja zdecydowałam się, po wielotygodniowych bezskutecznych poszukiwaniach Acne-dermu, na Skinoren. Zastanawiam się, czy nie przerzucić się później na Hascoderm lipogel, zdaje się, że Patryk go kiedyś polecał. W każdym razie, ze Skinoremu jestem na razie bardzo zadowolona.

      Usuń
    4. Cześć Ewelino,

      Wielkie dzięki za komentarz.

      Najogólniej mogę to ująć tak: uwielbiam kwas azelainowy. W każdej dostępnej formulacji. Dla mnie ok jest i kremowy Acne-Derm, i żelowy Skinoren, i fantastyczny Hascoderm.

      Oczywiście, każda skóra jest inna i stąd wynikają różnice w preferencjach dotyczących podłoża.

      Mam świadomość, że AzA nie ma mocy retinoidów miejscowych i nie jest magic bullet. Natomiast nowe badania ukazują zupełnie nową twarz tego związku.

      I bardzo lubię to, że świetnie nadaje się subtelnej regulacji skór trądzikowych ze składową quasi-rosacea (skłonnościami do zaczerwienień, etc.) - czyli czegoś, co jest wynikiem przewlekłych zapaleń i zbyt agresywnego leczenia miejscowego.

      Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki :)

      Usuń
    5. Również jestem wielką fanką kwasu azelainowego.

      Parę lat temu trafiłam na serię dermokosmetyków firmy AA Therapy Trądzik właśnie z zawartością AzA.

      Przetestowałam ogromną ilość dermokosmetyków ale tylko AA Therapy Trądzik okazały się dla mnie odpowiednie.

      Właśnie dzięki nim zorientowałam się, że moja cera bardzo „lubi się” z kwasem azelainowym.

      Kosmetyki te nie czynią oczywiście cudów ale wspaniale łagodzą cerę, rozjaśniają przebarwienia potrądzikowe, przyśpieszają gojenie zmian zapalnych, a do tego idealnie sprawdzają się pod makijaż.

      Z racji tego, że zawartość AzA w tych kosmetykach zapewne nie jest zbyt duża, do pielęgnacji włączyłam również Acne-derm i jestem bardzo zadowolona z efektów.

      Moje przebarwienia są dużo jaśniejsze, cera lepiej wygląda i nie mam oporów przed wyjściem z domu bez makijażu, a to jest już sukces :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  22. Patryku, bardzo potrzebuje Twojej pomocy. Co poradzisz na wypadające włosy? Tak w ogóle to około 3 mies. temu zakończyłam kurację izotretynoiną i jestem troszkę zawiedziona, ponieważ trądzik powrócił. Oczywiście nie tak bardzo nasilony, ale jednak jest. Miałam też problemy ginekologiczne (bolesne miesiączki, nieregularne miesiączki itd.), więc udałam się do ginekologa (to była moja pierwsza wizyta) i z USG wyszły mi dwa policystyczne jajniki. Lekarz powiedział mi, że w przyszłości mogę to sobie wyregulować tabletkami antykoncepcyjnymi. Ja za bardzo nie rozumiem o co chodzi, więc zaczęłam czytać o tym w internecie i znalazłam takie naturalne tabletki Castagnus i różne mieszanki ziołowe też na takie dolegliwości, myślisz, że to pomoże? Zależy mi na naturalnych środkach, ponieważ już NIGDY w życiu nie będę truła się żadną chemią. Mam już dość.

    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leno,

      Ciężko mi radzić bez dokładnego wywiadu i badań dodatkowych.

      Jak wyglądał problem wypadania włosów przed leczeniem izotretinoiną?

      Usuń
    2. Hm, przed leczeniem sporadycznie wypadało mi kilka włosów, ale za to były bardzo często tłuste. Zaś po i obecnie są suche, łamliwe i wypada mi ich więcej niż wcześniej.
      Może znasz jakiś konkretniejszy suplement na wzmocnienie włosów? :-) Nigdy też takich nie zażywałam.

      Lena.

      Usuń
    3. Izotretinoina u niektórych pacjentów indukuje telogenowe wypadanie włosów - zazwyczaj po kilku miesiącach od zakończenia terapii cykl włosowy ulega normalizacji.

      Generalnie nie lubię złożonych suplementów, także nie wskażę z pełnym przekonaniem konkretnego produktu (choć Revalid wydaje się całkiem ok).

      W Twojej sytuacji polecałbym jakiś prosty zestaw oparty o wysoką dawkę biotyny, B5, B6, cynku, selenu. Zadbałbym też o odpowiedni poziom witaminy D. Wszystkie preparaty można kupić osobno.

      Z tego, co opisujesz, nie jest to problem niedoborowy, także pomijam oczywistości w stylu odpowiedniej podaży wysokiej jakości protein i odpowiedniego magazynu żelaza w ustroju.

      Wszystkie działania miejscowe (klasyczne wcierki) będą jak najbardziej ok.

      A jedną z moją ulubionych (niestety, nie każdy ma dostęp) metod jest regularne naświetlanie światłem czerwonym (np. lampą sollux z filtrem czerwonym).

      Usuń
    4. Ja już Patryku dostałam bzika i wykupiłam sobie olejki do włosów, wcierki, maseczki, skrzyp polny itd. Kiedyś miałam takie piękne włosy, długie, puszyste, a teraz jak patrzę na nie w lustrze, to mam łzy w oczach, no ale cóż, trzeba myśleć pozytywnie i myślę też, że polecane przez Ciebie suplementy mi pomogą :-)
      Dziękuję :-)

      Lena

      Usuń
    5. Z mojej strony i własnego doświadczenia mogę polecić lek (nie suplement) Biothebal - jest to czysta biotyna, która w dużej dawce daje efekty, tak samo cynk, ale tylko na receptę - Zincteral, dodatkowo do wcierania w skórę głowy po myciu odżywka Jantar.
      To naprawdę działa, ale trzeba minimum 2,3 miesiące poczekać na efekty. Oczywiście pomijam tu sprawę podstawową jaką jest odżywanie, czyli podaż mikro i makroelementów zawartych w odpowiednich produktach spożywczych. Cierpliwości!

      Usuń
    6. Nie lubię obiecywać cudów, ale myślę, że jeśli to poizotekowe telogen effluvium, to cierpliwość + odpowiedni kick dla mieszków (w postaci suplementów i pielęgnacji) dadzą co najmniej dobre efekty na dystansie najbliższych miesięcy.

      Zincteral jest generalnie ok, ale zazwyczaj go nie polecam - niektórzy pacjenci kiepsko tolerują siarczan cynku. Glukonian jest chyba moją ulubioną formą. 20-30 mg cynku w postaci to dobry start (ale warto pamiętać o miedzi przy okazji suplementacji wysokimi dawkami Zn).

      Biotebal to już chyba klasyka przy wypadaniu włosów.

      B2 (np. 5 mg), B5 (np. 2 x 100 mg), B6 (np. 100 mg) to również ważne narzędzia przy wzmacnianiu włosów.

      Dawki to raczej rezultat własnych doświadczeń - nie ma jednego, sprawdzonego w warunkach klinicznych schematu. Natomiast ogólna strategia jest znana i polega na dostarczeniu do mieszka kluczowych mikroskładników w wysokich dawkach.

      > czy jednak osobno w większych dawkach? I zażywać razem?

      Fajny suplement, ale nie nadaje się raczej do stymulacji mieszków - dawki są po prostu za małe - są ok dla podtrzymania podstawowych procesów, ale jeśli chcemy dać mieszkom kopniaka, to raczej celowałbym w dawki wymienione przeze mnie wyżej.

      Także cierpliwości.

      PS I jeśli po kilku (2-3, może 4) miesiącach nie będzie żadnej poprawy, wtedy warto będzie skonsultować to z dobrym dermatologiem i wykonać podstawowe badania.

      Usuń
    7. Jeśli ktoś z was tutaj piszących zna jakiś suplement z wysokimi dawkami biotyny, cynku, selenu, witamin z grupy B, witaminą D i żelazem- potrzebuję też żelaza, to byłabym wdzięczna :-)

      Lena

      Usuń
    8. Patryku, a czy mógłbyś coś powiedzieć na temat łysienia u mężczyzn? Często czytam, że nic z tym nie da się zrobić. Mojemu chłopakowi wypadają włosy w bardzo podobny sposób jak wypadały jego tacie. Choć on nie daje aż tak tego po sobie poznać wiem, że nie czuje się z tym najlepiej, ma dopiero 24 lata a robią mu się już zakola i włosy są przerzedzone na czubku głowy.
      Czytałam kiedyś o jakichś suplementach z palmy (przepraszam, nie pamiętam dokładnie o co chodziło) i o jakichś lekach, ale miały one dużo skutków ubocznych. Jest jakaś inna opcja?
      Dziękuję z góry za odpowiedź.
      Patrycja

      Usuń
    9. Cześć Patrycjo,

      > Często czytam, że nic z tym nie da się zrobić

      Z jednej strony trzeba uczciwie przyznać, że walka z łysieniem androgenowym/typu męskiego nie jest prosta i nigdy nie można obiecywać pacjentowi, że efekty będą zadowalające i długotrwałe, natomiast totalnym nihilizmem jest wmawianie pacjentowi, że musi się z tym pogodzić, bo nie mamy żadnych narzędzi.

      Bardzo ważna uwaga: najlepszym rozwiązaniem jest prewencja, czyli podjęcie działań w momencie, kiedy utrata/osłabienie włosów nie jest zaawansowana.

      Najsilniejsze narzędzia obecnie to inhibitory 5-alfa-reduktazy, czyli enzymu, który konwertuje testosteron w DHT na poziomie lokalnym (np. w mieszkach włosowych) - finasteryd i dutasteryd. To są dobre leki, ale nie działają jak przeszczep w pigułce, dodatkowo trzeba liczyć się z długotrwałym przyjmowaniem, które obarczone jest działaniami niepożądanymi - np. libido często mocno spada, ale to nie jest reguła.

      Loxon 5%, jeśli tylko jest dobrze tolerowany przez skórę głowy, powinien być stosowany regularnie.

      Jeśli chodzi o lżejszy kaliber, to mamy tego trochę - i są to głównie wyciągi roślinne mające działanie antyandrogenowe (często o dodatkowym działaniu przeciwzapalnym).

      Jeśli pacjent nie chce myśleć o syntetycznych inhibitorach 5-alfa-reduktazy, wtedy, moim zdaniem, bardzo dobrym rozwiązaniem jest np. Prostatan - suplement zawierający wyciąg z wspomnianej przez Ciebie palmy sabalowej, do którego warto dorzucić jeszcze trochę cynku.

      Prostatan (lub inny preparat oparty o ekstrakt z saw palmetto) można łączyć z wyciągami z zielonej herbaty oraz śliwy afrykańskiej (Poldanen).

      To są dokładnie te same preparaty, które stosują mężczyźni z problemami dotyczącymi gruczołu krokowego.

      Oczywiście, roślinne antyandrogeny nie są pozbawione działań niepożądanych, ale generalnie są bardzo dobrze tolerowane.

      Dodatkowo klasyka: witaminy z grupy B (B5 i B6), wspomniany cynk, wcierki przeciwzapalne i antyandrogenowe (np. z wierzbownicy), regularne mycie głowy Nizoralem (ketokonazol jest bardzo dobrym antyandrogenem) rotacyjnie np. z Dermeną.

      Jasne, nie sposób stosować to wszystko - wymieniłem ciurkiem spektrum narzędzi, z którego można coś wybrać i ułożyć własny schemat.

      Pozdrawiam

      Usuń
  23. A właśnie zapomniałam, doradź mi Patryku. Kupić jeden produkt, np:

    http://www.colfarm.pl/multiwitamina-szczegoly-256.htm

    czy jednak osobno w większych dawkach? I zażywać razem?

    Lena

    OdpowiedzUsuń
  24. Patryku jesteś wspaniały! Czytałam Twoje komentarze u Ziemoliny, teraz czytam Twojego bloga. Jesteś kopalnią wiedzy. To co robisz dla tych dziewczyn jest nieocenione. Tłumaczysz im dokładnie co i jak, w prosty, przystępny sposób. Poświęcasz swój cenny czas, dajesz im nadzieje, odpowiadasz dokładnie co i jak, nie są to zdawkowe informacje.
    Dziękuję Ci bardzo za Twoją pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie wspaniały - raczej hiperracjonalny :) Poza tym wszystko działa tu na zasadzie quid pro quo - historie dziewczyn oraz ich refleksje są tu nieocenione.

      Mam dzięki temu wrażenie, że nic nie jest tu jałowe i wszystko ma swój kontekst, także końcowy efekt jest sumą tego, co piszę ja i co piszą czytelnicy.

      Pozdrawiam i dzięki za ciepłe słowa

      Usuń
  25. Witajcie, z ogromnym zainteresowaniem czytałam Twoje komentarze a teraz z jeszcze większym Towjego bloga.
    Muszę to powiedzieć, dziękuje, że jesteś! Dzięki Twoim wpisom otwierają mi się oczy na wiele kwestii i postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce i zbadać hormony i insulinę bo mam już dość
    Mam 35tal a od 20walczę z trądzikiem!
    Przerabiałam już antybiotyki doustne wszelkie zabiegi i specyfiki miejscowe oraz antykoncepcję,która chyba najlepiej rozwiązywała problem i już myślałam zeby po prostu się poddać i jak moje siostry wrócić do tabletek, które akurat gin będzie miał na tapecie, ale po twoich wpisać dla własnej ciekawości postanowiłam zrobić to co każdy z nich pewnie powinnien zrobić przed wypisaniem recepty! Zwłaszcza, że pomimo regularnych cykli odnotwałam dramatyczne pogorszenie cery w trakcie ciąży podtrzymywanej od samego początku zastrzykami z hormonami a druga kwestia to, że moja mama miała cykrzycę a ja stwierdzoną cukrzycę ciążową, jednak po ciąży nikt nie zasugerował mi ponownych badań.

    Oby z czasem było wiecej takich lekarzy jak Ty, którzy potrafią globalnie patrzeć na problemy osób, ktore proszą je o pomoc...
    Pozdrawiam Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Kamila,

      Naprawdę nie wiem, jak Wam dziękować. Oczywiście bardzo się cieszę, że dzielicie się swoimi historiami i refleksjami, ale z drugiej strony jest mi autentycznie przykro, że większość podejmowanych działań jest tak szalenie krótkowzrocznych.

      Jeśli dokładnie przeczytałaś moje wpisy i komentarze, to myślę, że masz już odpowiedni pogląd.

      Badania nie są magiczną różdżką, ale dobrze zaprojektowana diagnostyka jest czymś, na co pacjenci po prostu zasługują.

      Inaczej mamy klasykę: częste nawroty po leczeniu Izotekiem, wznowy po odstawieniu antykoncepcji, etc. I nad wszystkim unosi się przedziwna aura niedopowiedzeń, tajemnic - a pacjenci głupieją.

      A to nie jest Twin Peaks - do problemu można podejść racjonalnie i racjonalnie prowadzić pacjenta, zaczynając od diagnostyki, a nie strzelania na oślep.

      Mocno trzymam kciuki i gdyby coś, pisz.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dokładnie! Masz jak zwykle rację ;) niestety większość lekarzy zajmuje się objawami a nie szuka przyczyny problemu

      A dobór leczenia to często loteria, upodobania lekarza, reklama koncernów a nie to czego potrzebuje dany organizm!

      Przykład, mój syn miał częste zapalenia oskrzeli jak był mały niestety raz wylądowaliśmy w szpitalu bo lekarka powiedziała, że ona nie może osłuchowo stwierdzić czy to nie zapalenie płuc, a okazało się, że to obturacyjne zapalenie oskrzeli:(
      Jednak dopiero kolejny pediatra na moją prośbę zlecił przy infekcji antybiogram oraz pokusił sie o wywiad , ja mam astmę, okazało się, że odpowiedni antybiotyk pomógł a późniejsze infekcje mozna było leczyć wziewnymi lekami przeciwzapalnymi
      to taka dygresja, ale ukazuje z czym większość boryka się przy każdej wizycie w przychodni!

      Usuń
  26. Dostałam wyniki, mam podwyższone DHEA. Kiedy robiłam badania niestety nie wiedziałam jeszcze, że samo DHEA to za mało, ale i tak jestem już podłamana, podobno 70% przypadków podwyższonego DHEA spowodowane jest PCOS, jak sobie pomyślę, że mam jakąś dziwną, nieuleczalną chorobę to mi słabo. Czy jest tu ktoś ze stwierdzonym PCOS?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PCOS nie rozpoznaje się na podstawie jednego podwyższonego markera.

      Myślę, że jeżeli chciałabyś poważnie o tym pogadać, to powinnaś napisać, jakie badania były wykonywane i co się w ogóle dzieje, że zaczęłaś szukać przyczyny hormonalnej.

      Inaczej wpadanie w histerię przez izolowany podwyższony poziom DHEA czy DHEAS nie ma sensu.

      > podobno 70% przypadków podwyższonego DHEA spowodowane jest PCOS

      Tak się właśnie kończy czytanie przypadkowych artykułów w sieci. Podwyższony poziom dowolnego androgenu może być oczywiście częścią złożonego zespołu, ale nikt nie jest w stanie z taką dokładnością interpretować wyrwanych z kontekstu wyników badań.

      Usuń
    2. Mam trądzik, ale w sumie to nie pryszcze są najgorsze, tylko ogólne zniszczenie skóry, na które zapracowałam sobie przez 5 lat(mam prawie 20): takie płytkie, ale jednak blizny, przebarwienia i naczynka(których nienawidzę najbardziej, bez nich byłoby w miarę w porządku).

      Zlecono mi badania, DHEA, TSH i kortyzol, ginekolog powiedział, że nie ma sensu robić więcej, najlepiej w ogóle nie robić, tylko od razu zacząć brać tabletki. TSH - 2,19 (norma do 4,20); kortyzol rano na czczo - 16,64 (6,2 - 19,4); DHEA 10,97 (1,3 - 9,8)

      Wiem już z poprzednich komentarzy, że muszę zrobić cały panel androgenowy i USG. Ale co dalej wtedy? Czy dzięki badaniom można lepiej dopasować tabletki anty? Czy one się w ogóle czymkolwiek różnią?

      Usuń
    3. > ogólne zniszczenie skóry
      > płytkie, ale jednak blizny, przebarwienia i naczynka(których nienawidzę najbardziej, bez nich byłoby w miarę w porządku)

      Tutaj zasada jest prosta: w wielu przypadkach aktywnego acne żeby myśleć o naprawie uszkodzeń skóry i dążyć do poprawy ogólnej jej estetyki, trzeba wygasić problem podstawowy, jakim jest trądzik, bo inaczej będzie to syzyfowa praca.

      Ale jeśli u Ciebie trądzik jest lekki, a nie godzisz się z efektami zapaleń, to oczywiście można zacząć działać w każdej chwili.

      > Zlecono mi badania, DHEA, TSH i kortyzol

      Zastanawiam się, skąd wytrzasnął ten wycinkowy schemat. Serio, jeśli chciał w ten sposób podjąć się szukania potencjalnej przyczyny hormonalnej acne, to gratuluję.

      Na podstawie tych wyników ciężko cokolwiek powiedzieć w tym momencie.

      Pytał o trądzik/łojotok w najbliższej rodzinie?

      > ginekolog powiedział, że nie ma sensu robić więcej, najlepiej w ogóle nie robić, tylko od razu zacząć brać tabletki

      Jasne, a jego koledzy po fachu, między innymi Romuald Dębski, bardziej skłaniają się ku wykonywaniu badań hormonalnych PRZED rozpoczęciem leczenia.

      Typowy ginekolog, który nie widzi świata poza OC.

      Tutaj mała dygresja: ja absolutnie nie krytykuję stosowania doustnych preparatów antykoncepcyjnych w acne tarda (czy ogólnie - w przewlekłych formach acne) - czasami jest to bardzo dobre rozwiązanie, ale podstawą jest diagnostyka.

      > Czy dzięki badaniom można lepiej dopasować tabletki anty?
      > Czy one się w ogóle czymkolwiek różnią?

      Źle postawione pytanie. Nie robimy badań po to, by bardziej precyzyjnie dobrać preparat antykoncepcyjny (w dużym skrócie - one działają na bazie tego samego mechanizmu), ale po ty, by znaleźć lub wykluczyć potencjalne podłoże hormonalne.

      I dopiero wtedy można zacząć mówić o leczeniu, którego formą może być właśnie doustna antykoncepcja.

      Prosty przykład: załóżmy, że w iluś tam przypadkach na 100 pacjentek za acne tarda stoi np. PCOS. Wtedy "leczenie" wypisanym na oślep preparatem antykoncepcyjnym nie jest terapią, tylko maskowaniem.

      Jasne, antykoncepcja na pewno (w jakimś stopniu) pomoże wygasić problem skórny, ale mamy rok 2014 i doskonale wiemy, że stosowanie samych OC w tego typu zaburzeniach to za mało.

      I właśnie o to chodzi - o racjonalne podejście, a nie taśmowe traktowanie pacjentek.

      O ile jestem jeszcze w stanie zrozumieć pomijanie diagnostyki u bardzo młodych kobiet z krótką historią acne, o tyle ignorowanie tej kwestii w przypadku problemów ciągnących się latami uważam za karygodne.

      Wiele kobiet pisze do mnie i wątpi, pytając, czy jestem absolutnie pewien tego, co piszę.

      Ja zawsze odpowiadam, że tu nie chodzi o MOJE opinie czy moje refleksje; tu chodzi o to, co jest wyraźnie napisane w fachowej literaturze dotyczącej acne tarda.

      Zresztą, na blogu uzbierało się już tyle komentarzy, że dość szybko można sobie wyrobić pogląd na temat wiedzy ginekologów, endokrynologów i dermatologów na temat sieci hormonów w acne tarda.

      Usuń
    4. Nikt w rodzinie nie na problemów skórnych, ani rodzice i siostra, ani dalsi krewni. Tylko ja, co jest mega okropne, bo wszyscy uważają, że robię coś nie tak, że to moja wina. Miało przejść z wiekiem, miało przejść po zmianie diety, wszyscy to znamy.

      Nie mam klasycznego cystic acne, tylko pryszcze z białym czubkiem(pustules po ang chyba?) po bokach brody, ale bliżej ust i w zagłębieniu nosa. Zwalałam na problemy pokarmowe. Niby badania zlecone wycinkowo, ale przynajmniej wiem, że jednak hormony są winne.



      Usuń
    5. > Zwalałam na problemy pokarmowe

      To jest jeden z absolutnie najgłupszych wątków w sieciowym dyskursie dotyczącym problemów trądzikowych. Ludzie, którzy wypisują, że za acne tarda mogą stać problemy jelitowe/alergie pokarmowe, NIGDY nie podają żadnej literatury, nie cytują żadnych badań, które w klarowny sposób wyłapywałyby korelację między szeroko pojętymi problemami jelitowymi a przewlekłym trądzikiem.

      Jedyny znane mi duże badanie całkowicie skreśla ten mit.

      Ty słynne "cieknące jelita", zaburzenia mikrobiomu jelit, etc. - to są szalenie ciekawe i ważne wątki, ale NIKOMU w całej historii dermatologii nie udało się wykazać związku między problemami jelitowymi a trądzikiem osób dorosłych.

      Gdyby to było sedno, kliniki gastroenterologii byłyby wypełnione chorymi ze zmianami zapalnymi skóry.

      Do tego wątku wrócę w pełnym wymiarze.

      > Niby badania zlecone wycinkowo, ale przynajmniej wiem, że jednak hormony są winne

      Jasne, mimo wycinkowości badań mamy punkt zaczepienia, co jest bardzo ważne.

      Natomiast łatwo sobie wyobrazić osoby, które ulegają czarowi niektórych blogerów i wciąż wałkują temat jelit i wyimaginowanych alergii pokarmowych, które w okolicznościach rodem z The X-Files przenoszą stan zapalny do mikrośrodowiska mieszków włosowych. Czyste sci-fi.

      Trzymam kciuki za dalsze kroki.

      Usuń
    6. Jeśli mogę sie wtrącić to przyznam, że i mnie kiedyś zwiódł ten wątek. Według przysłowia ''tonący brzytwy sie chwyta'' sama niegdyś zatonęłam w tym temacie. Zaczęło się od oczyszczania jelit, następnie sfiksowałam na temat zdrowego żywienia a wszystko po to aby wyleczyć tradzik zaraz po tym jak starciłam wiarę w lekarzy i niedobrze mi było od ich podejścia do mojego przypadku. I uparłam się, że sama sobie pomogę właśnie naturalnymi metodami. Bzdura!!! po roku czasu było tak samo jak nie gorzej. Teraz już nie dam się nabrać. Oczywiście należy uważać na to co jemy, ale patrząc na to z perspektywy czasu byłam przez to wszystko nieźle zestresowana jak nie znerwicowana.
      I żałuję, że wtedy gdy tego najbardziej potrzebowałam nie trafiłam tutaj bo oszczędziłoby to wiele czasu i zdrowia. Ale lepiej późno niż wcale
      Pozdrawiam, Sylwia.

      Usuń
    7. Patryku, mógłbyś rozwinąć :Jasne, antykoncepcja na pewno (w jakimś stopniu) pomoże wygasić problem skórny, ale mamy rok 2014 i doskonale wiemy, że stosowanie samych OC w tego typu zaburzeniach to za mało.

      chodzi Ci o schemat pielęgnacji?
      czy można włączyć jakieś leczenie doustne stanów zapalnych?
      oczywiście nie mówię już o antybiotykoterapii, kiedyś wspominałeś o działaniu leków przeciwzapalnych stosowanych przy astmie..?

      Powiem szczerze, że mam nadzieję,że moje wyniki nie będą książkowe bo w końcu będę miała możliwość wytłumaczenia sobie problemów z cerą

      Usuń
    8. > Patryku, mógłbyś rozwinąć :Jasne, antykoncepcja na pewno (w jakimś stopniu) pomoże wygasić problem skórny, ale mamy rok 2014 i doskonale wiemy, że stosowanie samych OC w tego typu zaburzeniach to za mało

      Napisałem to w kontekście PCOS, zespołu, w którym androgeny to tylko część patofizjologicznej układanki.

      Chodziło konkretnie o insulinooporność - zaburzenie, które może być czasami wręcz zaostrzane poprzez długotrwałe stosowanie OC.

      > czy można włączyć jakieś leczenie doustne stanów zapalnych?

      Jeśli chodzi o doustne leczenie stanów zapalnych w acne, z antybiotykami (np. doksycykliną czy azytromycyną) i retinoidami raczej nic ma szans.

      Oldschoolowym narzędziem, które wraca do łask, jest natomiast witamina PP - stosowana w wysokich dawkach, > 600 mg/d.

      Działanie p/zapalne wykazuje również cynk - w jakimś małym badaniu wypadł nie gorzej od antybiotyku (w przypadku lekkiego i średnio nasilonego acne).

      Oprócz tego z działań systemowych/doustnych nie możemy zapominać o antyoksydantach.

      > oczywiście nie mówię już o antybiotykoterapii, kiedyś wspominałeś o działaniu leków przeciwzapalnych stosowanych przy astmie..?

      Tak, chodziło o inhibitor pewnego enzymu szlaku syntezy leukotrienów - bardzo dobrze wypadł w małych badaniach, ale wątek jak na razie jest zamrożony.

      > Powiem szczerze, że mam nadzieję,że moje wyniki nie będą książkowe bo w końcu będę miała możliwość wytłumaczenia sobie problemów z cerą

      Wiele razy to słyszałem, Kamilo. Nie dziwię się, każdy z nas chce panować nad sytuacją i znać przyczyny danego problemu.

      Myślę, że nie ma sensu gdybać (choć ciężko od tego uciec) - trzeba po prostu zrobić badania i wtedy podejmować decyzje.

      Usuń
    9. no fakt to się tyczyło PCOS
      wiesz, głodnemu chleb na myśli zawsze widzę to co chcę bo może tym razem coś przeoczyłam i jest jednak jakiś super lek
      ..wiem nie ma :/

      insulinooporność, ok to już zanotowałam zrobię obciążenie glukozą jak tylko uda mi się wyjść na czczo z domu :/

      antybiotyki już przerabiałam nie dalej jak pod koniec ub roku seria na azithromycinum 500
      3albo 4 opakowania najpierw 1op potem jakoś co kilka dni brałam tabletki
      pomogło jak zwykle na krótko

      co do doustnych retinoidów już byłam o włos, ale... nie mam zaufanego dermatologa, którego byłabym pewna, że dobierze odpowiednią dawkę
      no i uczepiłam się tych hormonów i insuliny , najpierw to sprawdzę

      jeżeli chodzi o suplementy biorę
      http://www.iherb.com/Life-Extension-Two-Per-Day-Tablets-120-Tablets/55277#p=1&oos=1&disc=0&lc=en-US&w=two%20per%20day&rc=3116&sr=null&ic=1
      a fakt o wit PP ostatnio obiło mi się o uszy

      Panować nad sytuacją... no niestety ja jestem zadaniowcem lubię działać ;) nic bardziej mnie nie wkurza jak domyślanie się na jak długo zadziała aktualny schemat pielęgnacji
      ja po prostu chcę mieć to w końcu za sobą a nie zastanawiać się czy mam pod ręką aknemycin bo znowu mam kolejne stany zapalne
      -kiedy będzie kolejny wysyp bo widzę,że cera wręcz "kipi" od sebum,
      swoją drogą wierzbownica trochę pomogła w tym temacie, ale jednak okres wakacyjny jak zwykle zniweczył dotychczasowe rezultaty

      Usuń
  27. To nie do końca tak, bo zmiana diety dała mi naprawdę bardzo dużo, poprawa jest widoczna, ale teraz wiem, że to nie była przyczyna, jedynie czynnik zaostrzający. I nie mam wcale na myśli żadnych owocowo-warzywnych diet, głodówek, monodiet etc. tylko normalną odżywczą dietę, mniej więcej paleo. Ale muszę przyznać, że mam dość udoskonalania każdego elementu swojego życia, w moim przypadku lifestylowe zmiany nie są rozwiązaniem, a przynajmniej nie rozwiązaniem na stałe.

    Tabletki mnie przerażają, tak jak większość dziewczyn, bo konsekwencje są według mnie ogromne i naprawdę będę musiała to dobrze przemyśleć, szczerze to nie wiem, czy odważę się poświęcać zdrowie dla skóry bez pryszczy, ale to już indywidualna decyzja.

    Co mnie bardzo zainteresowało, to zdanie Patryka, że nasza nierównowaga hormonalna jest dużym obciążeniem dla organizmu i wręcz powinno się ją wyrównać, ale nie wiem, czy dobrze zrozumiałam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > To nie do końca tak, bo zmiana diety dała mi naprawdę bardzo dużo, poprawa jest widoczna

      Tego zawsze się obawiam - nadinterpretacji moich słów.

      Dieta w wielu przypadkach ma wyraźny wpływ i to podkreślam zawsze, ale odbywa się to via modyfikacja środowiska hormonalnego, a nie w mechanizmie rozwiązywania naciąganych problemów jelitowych/pokarmowych.

      Nie ma badań dotyczących szeroko pojętego zdrowia jelitowego w acne (jest za to sporo teorii), ale strzelam, że w większości przypadków acne tarda ciężko byłoby znaleźć jakikolwiek problem jelitowy.

      Dieta jest narzędziem celującym w modulację poziomu hormonów anabolicznych (pro-trądzikowych), ale trzeba jasno powiedzieć, że dietą nie damy rady skorygować dużych zaburzeń. Wie to każdy, kto otarł się o klinikę endokrynologii.

      Natomiast często dość dobrze na zmiany w diecie reaguje idiopatyczny acne tarda, czyli trądzik bez wyraźnych dysregulacji hormonalnych.

      Bardzo często pod youtube'owymi filmikami opisującymi dietę jako magiczne narzędzie pojawiają się komentarze laików piszących, że dieta jest głównym narzędziem sterującym poziomami hormonów zaangażowanych w patogenezę acne tarda, a to jest oczywiście bzdura, np. w przypadkach wyraźnej hiperandrogenemii dieta nigdy nie będzie magiczną różdżką.

      > Tabletki mnie przerażają, tak jak większość dziewczyn, bo konsekwencje są według mnie ogromne i naprawdę będę musiała to dobrze przemyśleć, szczerze to nie wiem, czy odważę się poświęcać zdrowie dla skóry bez pryszczy, ale to już indywidualna decyzja

      Ja już wcześniej pisałem, że sprawa nie jest prosta, co zresztą dobrze dokumentują przypadki nawrotów po leczeniu izo czy OC.

      Niestety, w wielu przypadkach trzeba liczyć się z długodystansową farmakoterapią.

      > Co mnie bardzo zainteresowało, to zdanie Patryka, że nasza nierównowaga hormonalna jest dużym obciążeniem dla organizmu i wręcz powinno się ją wyrównać, ale nie wiem, czy dobrze zrozumiałam?

      Najbardziej ogólnikowo można powiedzieć, że każda nierównowaga jest zła, ale ja ogólników nie lubię.

      Jakie są długofalowe/odległe konsekwencje chronicznego hiperandrogenizmu - ciężko powiedzieć w kilku zdaniach - to zależy od stopnia dysregulacji, genetycznej podatności, etc. Ja generalnie bardzo intensywnie studiuję molekularne podłoże onkogenezy w przypadku nowotworów narządów kobiecych - i tu doszukujemy się wpływu androgenów, np. w agresywnym raku jajnika. Endometrium jest również podatne na nadmierną sygnalizację androgenową.

      Dużo by pisać, postaram się kiedyś zebrać ciekawe linki i wrzucić na bloga.

      Inną płaszczyzną jest insulinooporność, która jest nie tylko integralną składową PCOS, ale może również stać za problemami trądzikowymi (działa w duecie z androgenami).

      Także jeśli ktoś by mnie zapytał, czy wg mnie warto zbijać poziom podwyższonych androgenów u kobiet z wyraźnymi problemami skórnymi, to moja odpowiedź jest oczywista: tak.

      Domeną endokrynologii jest przecież przywracanie homeostazy hormonalnej.

      I właśnie to tłumaczy porażki dermatologów na froncie acne tarda, ponieważ trądzik w wieku dojrzałym bardzo często nie jest problemem lokalnym/skórnym, ale ogólnoustrojowym schorzeniem metaboliczno-hormonalnym.

      I jeśli jakiś lekarz uważa, że naciągam, że histeryzuję, to mam 2 odpowiedzi:

      a) zapraszam do merytorycznej dyskusji, ale warunkiem uczestnictwa jest precyzyjny przegląd literatury z ostatnich 30 lat - większość lekarzy mam z tym problem;

      b) niech dany lekarz powie 30-letniej kobiecie z masywną produkcją sebum i ciągnącym się w nieskończoność acne tarda, że to histeria.

      Usuń
    2. Czy polecisz jeszcze jakieś badania oprócz panelu androgenowego i krzywej insulinowej? Jutro idę do lekarza i chciałabym być przygotowana

      Usuń
    3. Można dorzucić prolaktynę, ale panel androgenowy (17-OHP [pierwsza faza cyklu], androstendion, DHEAS, wolny T) + 3 pomiary insuliny to fundament.

      Usuń
    4. A co to znaczy? Badanie USG- Trzon macicy przodozgięty jednorodny Dł69mm: Ap39mm: Endometrium:10mm 1-faza Przydatki:obustronnie o morfologii PCO jama Douglasa wolna

      Ja też mam PCOS? ;-/ I też mam wykonać badania hormonalne? Nie chcę panikować, ale mogę mieć raka?

      Usuń
    5. Błagam, podpisujcie się. Nie chcę, żeby ten blog był forum, na które można wpaść, rzucić dowolne pytanie, podać wyrwany z kontekstu wynik i uciec.

      Bez kontekstu nie da się zabrać głosu.

      Czy były wykonywane badania hormonalne?

      Z jakiego powodu wykonane zostało badanie? Z powodu konkretnych problemów skórnych/hormonalnych/ginekologicznych?

      Usuń
    6. Nigdy nie robiłam sobie badań hormonalnych. To USG było zrobione z powodu problemów ginekologicznych. Patryku, mógłbyś mi wytłumaczyć o co chodzi z tym badaniem? Jestem ''skazana'' na tabletki antykoncepcyjne?

      Magda

      Usuń
    7. > Patryku, mógłbyś mi wytłumaczyć o co chodzi z tym badaniem?

      Samo badanie USG, w którym znajdujemy taką morfologię jajników, nic jeszcze nie mówi.

      Nie da się interpretować pojedynczego wyniku badania w oderwaniu od całości. Lekarz musi dokładnie wiedzieć, jakie to problemy ginekologiczne i podjąć decyzję o dalszej diagnostyce.

      Nie leczy się nieprawidłowości w ultrasonogramie, leczy się pacjenta.

      Bez badań dodatkowych nie da się nic więcej powiedzieć, tym bardziej, że u pewnego odsetka zdrowych kobiet morfologia jajników jest właśnie taka.

      > Jestem ''skazana'' na tabletki antykoncepcyjne?

      To pytanie jest całkowicie oderwane od rzeczywistości w tym momencie. Z tego powodu, że tak naprawdę nic nie wiemy.

      Napisałaś o jakimś problemie ginekologicznym, wykonano jedno, podstawowe badanie - to za mało, żeby się wypowiadać.

      > Nie chcę panikować, ale mogę mieć raka?

      To jest tylko blog, miejsce, gdzie wymieniamy się poglądami, historiami, pomysłami.

      Lekarz, który zlecił USG, ma obowiązek odpowiedzieć na wszystkie pytania.

      Poza tym w opisie USG jest wyraźnie napisane, że oba jajniki mają morfologię PCO, także nie jest to zmiana rozrostowa.

      Usuń
    8. A co według Ciebie powinnam zrobić? Bo ja myślę, że po pierwsze- zmienić ginekologa. Nic mi nie wyjaśnił. Tylko Tobie zajmuje czas. Palant z niego.

      Może ktoś poleciłby dobrego Ginekologa w Krakowie?

      Magda

      Usuń
    9. Magda, ja z wielką przyjemnością odpisuję (jeśli tylko mam więcej wolnego czasu, jak dziś), ale ciężko mi cokolwiek radzić, jeśli nic nie wiem.

      Nie znam dokładnego powodu wykonania USG, a bez tego wynik tego badania nic mi nie mówi. Mówi mi tylko, że jajniki mają konkretną morfologię, ale jak już pisałem - to nie musi o niczym świadczyć. Pojedynczy wynik zaczyna mieć znaczenie wtedy, gdy znamy cały kontekst.

      W idealnym świecie ginekolog omówiłby wynik badania i, jeśli uznałby to za konieczne, podjąłby dalszą diagnostykę. Wiem, że nie żyjemy w doskonałym świecie. Ja bardzo chętnie zasugerowałbym cokolwiek, ale musiałbym wiedzieć więcej o Twoim podstawowym problemie.

      Nie widzę sensu rozpisywania badań w sytuacji, kiedy nie znam kontekstu.

      Usuń
    10. Patryku, tak jak większość dziewczyn cierpię z powodu skąpych i nieregularnych miesiączek. To skłoniło mnie do wizyty u ginekologa. Jeśli chodzi o problemy skórne, to nie mam idealnej cery, ale pryszcze pojawią się przed tymi dniami w miesiącu, choć teraz zauważyłam, że jest ich więcej i bardziej są to takie krostki głównie na czole i brodzie, a dwa pryszcze na jednym policzku. Mi się wydaje, że w moim przypadku może to o czymś świadczyć, może rozwija się we mnie jakaś choroba, ale oczywiście daje jak na razie ''delikatne'' skutki uboczne, a jest to lekceważone przez lekarza.

      magda

      Usuń
    11. "Patryku, tak jak większość dziewczyn cierpię z powodu skąpych i nieregularnych miesiączek."

      Nie wydaje mi się, aby to rzeczywiście był problem "większości dziewczyn".

      Usuń
    12. Dzięki za naszkicowanie kontekstu.

      Często zastanawiam się, gdzie leży problem w tego typu sytuacjach. Bardzo klarownie wyraziłaś swoje obawy i wyraźnie czuć, że nie chcesz tego tak zostawiać, co jest absolutnie zrozumiałe.

      Przedstawiłaś lekarzowi problem w taki sam sposób?

      Jeśli tak, a on zwyczajnie wzruszył ramionami, to nie pozostaje nic innego jak zmiana ginekologa na takiego, który ma coś więcej w mózgu niż stan konta.

      Pogorszenie stanu skóry, nieregularne i skąpe miesiączki, a do tego policystyczna morfologia jajników w USG - jeśli nie są to wskazania do dalszej diagnostyki, to, na Boga, nie mam pojęcia co stanowi wskazania.

      My tu często wytykamy lekarzom, że nie chcą kierować na badania dziewczyn z izolowanym acne, ale ten ginekolog bije ich na głowę.

      To była wizyta prywatna? Ja myślę, że w takich sytuacjach powinno padać nazwisko lekarza.

      Oczywiście, za tym, co się dzieje, wcale nie musi stać wyraźne zaburzenie hormonalne, ale mamy XXI wiek i diagnostyka jest podstawą, tym bardziej, że nie są to kosmiczne badania.

      To są właśnie efekty traktowania pacjentów jak plebsu, któremu nic się nie należy, jeśli chodzi i oddycha.

      Każdy normalny lekarz w takiej sytuacji pokusiłby się o dalszą diagnostykę hormonalną.

      I gdyby coś wyszło nie tak, to należałoby zrobić ksero wyników, wejść do tego, jak go nazywasz, "palanta" i rzucić mu na biurko wyniki. A jeśli to była wizyta prywatna, zażądać zwrotu pieniędzy.

      Inaczej nigdy się nie nauczy, że medycyna nie polega tylko na leczeniu zdiagnozowanych chorób, ale przede wszystkim na ich wczesnym wykrywaniu.

      Usuń
    13. To, co napisałam Tobie, to samo powiedziałam lekarzowi. Słowo w słowo. Ginekolog uspokoił mnie, powiedział, że nie mam się o co martwić, bo ja szczupła i młoda jestem (19 lat) i rozważał możliwość przepisana mi tabletek anty, ale się wstrzymał, ponieważ powiedział mi, że jak kolejna miesiączka nie wystąpi, to mam się u niego pokazać. Tylko po co?
      Tak, to była wizyta prywatna i prywatnie USG. Szkoda słów na tego palanta.

      Magda

      Usuń
    14. > Ginekolog uspokoił mnie, powiedział, że nie mam się o co martwić, bo ja szczupła i młoda jestem (19 lat)

      Jego logika nakazuje nam myśleć, że młoda i szczupła dziewczyna nie ma prawa mieć zaburzeń hormonalnych.

      Ciężko się do tego odnieść. To tour de force debilizmu.

      Ja często powtarzam, że można być fat and fit, można też być skinny and sick.

      Utarło się w naszej kulturze medycznej, że jeśli ktoś jest szczupły i ma sześciopak na brzuchu, to na pewno nic złego z hormonami się nie dzieje.

      > powiedział mi, że jak kolejna miesiączka nie wystąpi, to mam się u niego pokazać. Tylko po co?

      Na pewno, żeby podbić stan konta, ale zostawiając cynizm i złość na boku, zastanawiam się, co jeśli rzeczywiście trafisz do niego ponownie przy braku miesiączki - może ma jakiś pomysł? Nie mam pojęcia.

      Natomiast problem leży w tym, że nawet jeśli będzie chciał wykonać badania, to i tak wyśle Cię do prywatnego laboratorium.

      Chciałbym Ci dać jakiś prosty plan działania, ale to nie jest proste. Idealnie byłoby znaleźć lekarza, który przyjmuje w ramach NFZ i nie lekceważy tego, co mówi pacjentka.

      Usuń
    15. Oj nie, ja już do niego nie wrócę. Mam mu zapłacić kolejne 150 zł? Nigdy!
      Postaram się znaleźć ginekologa, który nie przyjmuje prywatnie. Tylko tak, badania hormonalne mam zrobić tak? A czy jakaś morfologa krwi, OB itp. także?

      Magda

      Usuń
    16. Magdo, podstawą w tej sytuacji są badania hormonalne - trzeba przyjrzeć się androgenom i temu, jak funkcjonuje oś przysadka-jajniki. Do tego koniecznie prosty panel tarczycowy (TSH, FT3, FT4) i prolaktyna.

      I oczywiście dokładny wywiad - dotyczący stresu, odżywiania, etc. Trzeba zawsze pamiętać, że oś podwzórze-przysadka-jajniki bardzo łatwo rozregulować - np. poprzez intensywne ćwiczenia fizyczne, przewlekły stres, zaburzenia odżywiania, etc.

      Myślę, że przeciętnie wykształcony ginekolog nie powinien mieć problemu z przeprowadzeniem takiej diagnostyki.

      Mam nadzieję, że wrócisz tu na bloga jeszcze. Oczywiście z pozytywnymi newsami.

      Usuń
    17. Wiesz, ostatnio mam za dużo stresu, mi.in. przez tego ginekologa.
      Muszę wyluzować.
      Oby wszystko wyszło pozytywnie. Dam znać jak coś :)

      Wielkie dzięki Patryku :)

      Magda

      Usuń
    18. Nie ma za co. Łatwo mi pisać, ale nie myśl o tym za dużo, nie wkurzaj się niepotrzebnie i daj znać, kiedy tylko będziesz wiedzieć więcej.

      Trzymam mocno kciuki i czekam na newsy :)

      Usuń
  28. Patryku,

    jak godzisz prowadzenie tak wymagającego hobby jakim jest prowadzenie bloga z nauką do LEKu? Czy masz już zadowalającą liczbę pkt czy będziesz walczył równie zażarcie 20 września? ;)

    Powodzenia 20-stego!
    Pzdr

    PLT, Wawa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, LEK = tabu ;) A tak serio, mało o tym myślę. Plus, mocno wierzę w to, co robiłem przez ostatnie lata, także duży luz.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. My wierzymy w Ciebie. Zdasz LEK na najwyższy wynik, a z takim będziesz mógł przebierać w specjalizacjach!

      Trzymam kciuki iiii powodzenia! :-)

      Usuń
  29. Refleksji laika dermatologiczno-endokrynologicznego ciąg dalszy ;)

    Czytam sobie komentarze dziewczyn, wszędzie przewija się temat OC, więc siłą rzeczy zaczęłam sobie przypominać okres, kiedy sama brałam tabletki. I uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie miały one wpływu na moją cerę. Wyglądała tak samo jak przed ich używaniem, czyli żadnej rewelacji. Krótko po odstawieniu pojawiło się więcej zmian, ale właściwie od tamtego momentu jest tylko lepiej. I tak się zastanawiam, czy to źle dobrane tabletki, czy może jednak przyczyna moich problemów tkwi gdzie indziej. Zapewne nie dowiem się, póki nie zrobię badań :) W każdym razie wszystko sprowadza się do tego, że było mi zwyczajnie przykro, gdy zewsząd słyszałam, jak to ten rodzaj antykoncepcji magicznie rozwiązywał problemy z trądzikiem moich koleżanek, a ja wciąż wyglądałam... cóż, nieciekawie ;) Pewnie byłam wtedy w dziesiątce Najbardziej Sfrustrowanych Ludzi na Świecie. Okropny czas w moim życiu, na szczęście już minął.

    Druga refleksja odnośnie tabletek - chociaż nie wspominam dobrze okresu stosowania OC to mimo wszystko chciałabym, żeby jakaś tabletka rozwiązała wszystkie moje problemy z cerą. Czasem fajnie jest sobie poucierać podkład mineralny w moździerzu, poleżeć w pachnącej świeżym ciastem maseczce z drożdży, spryskać zmęczoną cerę schłodzoną wodą termalną. Ale, na Afrodytę i wszystkich bogów piękności, ileż bym dała, żeby pewnego dnia obudzić się i już nie musieć martwić się o kremy, toniki, złuszczanie, nawilżanie, makijaż... Złośliwi mogliby powiedzieć w tym momencie, że musiałabym się urodzić mężczyzną ;)
    Z jednej strony rozumiem obawy dziewczyn, sama chciałabym żyć w nieskażonym środowisku, odżywiać się tylko najwyższej jakości jedzeniem i nie doświadczać chorób. Ale jest jak jest, nie wszystkie problemy da się rozwiązać naturalnymi sposobami. Medycyna jest wspaniała. Skoro korzystamy z niej w przypadku innych schorzeń, dlaczego nie skorzystać w przypadku trądziku? Tym bardziej, jeżeli problem ciągnie się latami i wyniszcza nie tylko skórę, ale i psychikę.

    Hmm, to na razie tyle. Czekam z niecierpliwością na kolejną dawkę wiedzy :)

    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to tylko zależy od Twojego nastawienia, jeśli lubisz dbać o siebie to robisz to niezależnie od tego czy masz trądzik, czy cerę modelki. Ja też w zasadzie hołduję podejściu low-maintenance jeśli chodzi o makijaż itd., ale w pielęgnacji mojej cery jest to niemożliwe, ona wymaga szczególnej uwagi.

      U dziewczyn z trądzikiem często się spotyka podejście "Ach, gdybym miała piękną cerę to byłabym o wiele szczęśliwsza" i tego typu gdybania, a co jeśli jest to błędne założenie? Gdybyś miała piękną cerę podejrzewam, że znalazłabyś inny problem, który by Cię zajmował, nie zwracałabyś tak bardzo uwagi na nią. Gdybyś osiągnęła swój cel i przestała zamartwiać się tym co widzisz w lustrze (tzn. trądzikiem), po chwilowej euforii, podejrzewam że znalazłoby się miejsce na inne zmartwienia.

      Do czego zmierzam: nie warto gdybać w taki sposób, koncentrować się na tym co jest daleko poza naszym zasięgiem, bo to co wartom, to skupić się na tym nad czym w danym momencie pracujemy, co właściwie mamy i co z tego można wydobyć - w jak najbardziej realnym wymiarze. Wiele kobiet błędnie i w jakimś szaleńczym zapale pielęgnacyjnym zakłada, że jak się porządnie wezmą za pielęgnacje, leczenie, zabiegi to osiągną wymarzoną, idealną cerę taką jakby nigdy na niej nie było trądziku - jak wielkie jest rozczarowanie, gdy po latach takich starań, efekt daleki jest od takich oczekiwań. IMO lepiej wziąć pod uwagę każdą ewentualność i obserwować na bieżąco, sprawdzać możliwości, niż na oślep gonić za króliczkiem. Wiadomo, że zawsze człowiek jak się za coś zabiera ma przed oczami stan idealny jaki zamierza osiągnąć, ale moja sugestia jest taka, żeby w miarę możliwości "uziemić" ten stan idealny, nabrać trochę dystansu - i wtedy, być może, trochę więcej radości będzie z osiągniętych wyników... To nie jest recepta idealna, bo jest też ewentualność, że po prostu mimo dużych postępów nigdy w pełni nie będzie się zadowolonym z nich, nikogo nie można zmusić do akceptacji siebie i bezrefleksyjnego szczęścia

      Aha, no i nie przestrasz się, bo to nie jest tylko post do Ciebie i jakieś naskakiwanie, tylko ogólna refleksja ;)

      Usuń
    2. Jouziou, bardzo podoba mi się to, co piszesz. Nieraz sama łapię się na tym, że gdybym tylko miała zdrową skórę i włosy mi nie wypadały, to na pewno byłabym zadowolona, szczęśliwa, lepsza itp. A tak przecież wcale nie musi być i często nie jest. Pamiętam komentarz jakiejś dziewczyny na blogu Ziemoliny, wygrała z trądzikiem, ale wcale nie dodało jej to pewności siebie, a właśnie swoją niepewność tłumaczyła problemem ze skórą.

      To prawda, że zawsze znajdziemy w sobie coś, co nam się nie spodoba, co wcale nie znaczy, że mamy się poddać i pogodzić z kompleksem. Warto walczyć, nawet jeśli wiemy, że nie osiągniemy tego ideału.

      'Uziemienie ideału' - podoba mi się to stwierdzenie :) W dzisiejszym świecie niestety jest wywierana duża presja by być idealnym niemal we wszystkim. Przez to ciężko żyć i nie zwariować z takimi schorzeniami jak np. trądzik, który wybitnie wpływa na samoocenę.

      Właśnie radość, to coś, co ciężko wykrzesać z siebie walcząc latami z problemem, użerając się z lekarzami, brakiem zrozumienia itd. Często przez to nawet nie ma się ochoty podejmować dalszej walki, po prostu człowiek robi się taki wypruty z życia i nie wierzy, że coś może mu pomóc. Dlatego warto cieszyć się z każdego małego sukcesu, bo to motywuje nas do dalszego poszukiwania pomocy. Ja np. teraz bardzo cieszę się, że w natłoku różnych miejsc w internecie natrafiłam na blog Patryka, człowieka, który dał mi nadzieję i sprawił, że nadal chcę się leczyć. Zyskałam wiarę i motywację, których od jakiegoś czasu mi brakowało ;)

      Usuń
    3. Nie mam żadnych podstaw, żeby uznać merytoryczny komentarz za atak ;)

      Zostałam chyba trochę źle zrozumiana. Ja doskonale wiem, że idealna cera jest (przynajmniej na razie) poza moim zasięgiem. Zdanie "chciałabym, żeby jakaś tabletka rozwiązała wszystkie moje problemy z cerą" wyraża mniej-więcej to samo co "chciałabym zrozumieć funkcjonowanie Wszechświata". Jedno i drugie nie jest zbyt realne. Ale... To, że nie jestem wybitnym naukowcem nie znaczy, że nie mogę zgłębiać fizyki kwantowej. Nie znaczy też, że nie mogę sobie pomarzyć, jakby to było urodzić się takim geniuszem jak Stephen Hawking. Cera nie jest moją obsesją, nie spędzam godzin na wpatrywaniu się w lustro i wyszukiwaniu kolejnych mankamentów urody. Jak pisałam w poprzednim komentarzu - jestem zadowolona z tego, jak obecnie wygląda moja skóra, a do samoakceptacji doszłam znacznie wcześniej, gdy była w gorszym stanie niż teraz. To nie jest kwestia wyglądu, tylko tego, że jest to okupione dużym wysiłkiem, który wolałabym włożyć w coś zupełnie innego. Smutno mi, że to, na co ja muszę pracować miesiącami, ktoś inny dostaje bez wysiłku. Tak po prostu, zwyczajnie smutno. Ale nie użalam się z tego powodu nad sobą i nie wyklinam wszystkich dziewczyn z idealnymi cerami, tylko dalej mozolnie wklepuję krem z kwasem ;) Moja wypowiedź była napisana w humorystycznym tonie, myślałam, że to widać.

      I to nie jest kwestia tego, czy lubię dbać o siebie czy nie. Bo uwielbiam. Ale wtedy, kiedy mogę robić to bez poczucia obowiązku czy presji, że jak się nie złuszczę to będę wyglądać jak ziemniak. Podejrzewam, że gdybym miała cerę modelki to robiłabym niezbędne minimum, a resztę czasu poświęciła na sprawy dla mnie ważniejsze. Tak jak odkąd wróciłam do naturalnego koloru włósów niewiele z nimi robię, bo i tak wyglądają super i nie mogłabym być z nich bardziej zadowolona. Co też nie znaczy, że o nie nie dbam, po prostu jestem w komfortowej sytuacji, bo nic nie muszę. Fajnie, gdyby tak samo było z cerą. Tyle.

      Pozdrawiam, Dziewczyny :)

      Usuń
  30. Gdy czytam komentarze innych dziewczyn to dochodze do wniosku, ze ja z lekarzami mialam szczescie :)
    Z tradzikiem mecze sie juz od jakis 7-8 lat (w grudniu bede miala 22 lata), ale nigdy nie byl on szczegolnie ciezki - jedynie po studniowce baaardzo sie nasilil, co sklonilo mnie do wizytu u pani dermatolog, ktora przepisala mi masc oraz Tetralysal. Masc stosowalam przez jakies 2 miesiace, a lek bralam jedynie przez trzy tygodnie (o ile dobrze pamietam) i wszystko wrocilo do normy, a raczej sie poprawilo, bo przez jakies 8 miesiecy mialam cere praktycznie idealna. Niestety po tych 8 miesiacach moja cera wrocila do stanu przed studniowka, ale stwierdzilam, ze najwidoczniej taka moja uroda + sam tradzik nie byl bardzo duzy, wiec postanowilam z nim jakos zyc. Moje nastawienie zmienilo sie jednak, gdy w tamte wakacje udalam sie z wizyta do pani ginekolog (NFZ) z problemem moich nieregularnych miesiaczek, a z wizyty wyszlam ze skierowaniem na badania prolaktyny i TSH. Oczywiscie oba hormony mialam za wysokie. Z kolejnej wizyty u pani ginekolog wyszlam z recepta na Bromergon (?, nie jestem pewna czy nie przekrecilam nazwy, ale pamietam, ze p. ginekolog przestrzegla mnie, ze moj organizm moze zle zareagowac na lek i zaczelam od mniejszej dawki przechodzac na wieksza dopiero po jakims tygodniu-dwoch) oraz skierowaniem do endokrynologa. Z wizytu u endokrynologa (prywatnie) wyszlam z recepta na Euthyrox oraz poleceniem, ze mam wykonac FT3, FT4 oraz aTPO. FT3 i FT4 wyszlo mi w normie, ale aTPO mialam zdecydowanie za wysokie. Przy kolejnej wizycie uslyszalam, ze moje TSH jest konsekwencja choroby Hashimoto, ale ze nie musze panikowac, bo absolutnie nie jest to wyrok smierci. Od tamtej pory mam regularne badania i z dawki 25 musialam przejsc na pol tabletki 75. Jesli chodzi o prolaktyne, to jest juz w normie.
    Sednem mojej wypowiedzi (moja mama ma racje, ze w moich opowiesciach do Moskwy ide przez Berlin) jest fakt, ze moj tradzik sie uspokoil (jedynie podczas miesiaczek witam na swojej twarzy wieksza liczbe niechcianych gosci), a nie byl on nawet powodem moich wizyt u lekarzy. Teraz wiem, ze byl on prawdopodobnie spowodowany problemami z hormonami i gdyby pani dermatolog od razu zlecila mi badania hormonalne to moze juz od 3 lat mialabym z tradzikiem spokoj. Moja cera nadal nie jest idealna, ale z biegiem czasu (i lektura Twojego bloga) doszlam do wniosku, ze prawdopodobnie nigdy nie pozbede sie problemow skornych w 100%, ale stan mojej cery w tym momencie zdecydowanie zadowala mnie na 95% :) Kusi mnie jednak wykonanie dodatkowych badan hormonalnych (tych, o ktorych juz tyle razy pisales), bo o ile moja twarz nie ma juz wiekszych problemow, o tyle moje plecy zaczely te problemy troche miec po tym jak moja twarz przestala ;)

    Pozdrawiam! :D
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziękuję Ci za tego bloga. Miło poczytać kilka słów prawdy przed snem :)
    Święta Izotretinoina! Po rocznej kuracji cudownie "wyleczyła" mnie z trądziku i, jak powiedziała moja ówczesna pani dermatolog, miał on już nigdy nie wrócić (mimo tego, że wyniki wskazywały, iż moje hormony nie są w normie). Właśnie mija półtorej roku, a ja z bólem patrzę w lustro...
    Niestety, z tego co wiem, tytułu świętości nie da się odebrać, tylko czy jest sens uciekać się kolejny raz do Świętej Izotretinoiny, skoro w grę wchodzą (mniej lub bardziej) poważne zaburzenia hormonalne?
    Jestem od kilku tygodni trochę przybita, ale może po lekturze tego bloga i wielu komentarzy innych doświadczanych trądzikowo, otworzą mi się oczy i zrobię coś więcej w stronę endo niż tylko dermo, bo to chyba ważniejszy kierunek.
    Dziękuję raz jeszcze za to miejsce i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Witaj Patryku. Mam pytanie co do maści robionej w aptece na trądzik, mianowicie ma ona taki skład :Resorcini 5,0
    Acidi salicylici 10,0
    Sapo kalinus aa 10,0
    Vaselini flavi ad 100,0
    Dostałam ją od dermatologa, czy mógłbyś zerknąć na ten skład i powiedzieć co o nim sądzisz? czy będzie skuteczna? trochę obawiam się jej używać bo wygląda jak wazelina i boje się ,że zapcha mi skórę. Mam trądzik głównie na brodzie i pod kościami policzkowymi - hormonalny, leczę go hormonami z różnymi skutkami i teraz dostałam tą nową maść oraz atrederm, z góry bardzo dziękuje za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
  33. Patryku,
    napisałam CI na maila na adres podany wyżej. Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  35. Witam Wszystkich.
    Proszę Was o poradę.
    Mam 20 lat, od 5 lat zmagam się z ogromną ilością zaskórników na brodzie, nosie i grudkami na czole. Byłam u trzech dematologów.
    Opiszę co mi przepisywali:
    pół roku smarowałam twarz sudocremem
    8 miesięcy brevoxyl
    7 miesięcy skinoren
    Rok differin
    5 miesięcy clindacne.
    Ostatni dermatolog ponad rok temu wysłał mnie do ginekologa, bo stwierdził, że może to ma podłoze hormonalne..
    Dostałam te cholerne tabletki anty...które brałam 3 miesiące.. i prawie straciłam po nich życie!
    Wstałam rok temu z łóżka i czułam, że umieram. Straciłam czucie w nodze, dusiłam się własną krwią, natychmiast szpital.. Zakrzepica żył głebokich i zator tetnicy płucnej. Powiedzieli ze godzinę później bym już nie żyła.
    Wykryli u mnie genetyczną chorobę krwi, po odstawieniu anty moja twarz wygląda jeszcze gorzej. Zaskórniki mam nawet na czole. Byłam w dermatologa i usłyszałam, że nie podejmuje się mojego dalszego leczenia, bo leki na które jestem skazana do końca zycia są nowe, on nie wie jakie mają skutki uboczne i mam sobie znaleźć innego lekarza..
    Poszłam wtedy do apteki i kupiłam effaclar k, duo i żel do mycia twarzy bez mydła. Stosuję to juz poł roku to nie ma efektów...
    Czy możecie mi jakoś pomóc? Byłabym bardzo wdzięczna...
    Pozdrawiam , Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  36. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja obecnie szukam jakiegos lekkiego kremu nawilzajacego i zastanawiam sie nad nowoscia avene cleanance expert, czy ktos z was juz stosowal ten krem? Patryku co o nim myslisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli szukasz lekkiego kremu nawilzajacego o dobrym skladzie to polecam kosmetyki firmy sylveco, ceny bardzo przystepne w granicach 24-30 zl a sklady naprawde swietne. ja uzywam lekkiego kremu brzozowego oraz na noc z betuliną , bardzo zachecam do zapoznania sie z ich oferta. Co do avene cleanance to mialam poprzednia wersje i uzywajac tego kremu i np atrederm no to niestety avene nic kompletnie nie nawilzalo i szczypało w podrazniona skorę

      Usuń
    2. Avene cleanance expert to nowość, więc nie wiem jaki jest sens porównywać z zupełnie innymi kremami Avene - to nie są żadne poprzednie wersje.
      Cleanance expert nie jest jednak typowym kremem nawilżającym, ale również złuszczającym, więc nie wiem, na ile sprawdzi się jako nawilżacz.
      Natomiast co do kosmetyków Sylveco, to nie rozumiem powszechnych zachwytów nad tą marką. Miałam wszystkie ich lekkie kremy. Rokitnikowy i nagiektowy były kompletną porażką (zero nawilżenia, wyłącznie oblepienie skóry paskudą tłustawą warstwą i wysyp miliona krostek). Lekki brzozowy był stosunkowo najlepszy, jednak po pierwsze - wcale nie jest taki lekki, niby wchłaniał się do matu, ale potem bardzo nasilał błyszczenie; po drugie - działanie również takie sobie, nawilżenie niezbyt spektakularne, zero odżywienia, ukojenia czy regeneracji. Jedyna niewątpliwa zaleta tego kremu to niska cena.

      Usuń
    3. To,że Tobie się te kremy nie sprawdziły nie znaczy,że innym nie służą bo nie każda cera polubi się z olejami,które są głównym składnikiem tychże kremów.

      Usuń
    4. A czy ja napisałam, że nikomu nie będą służyły? Ty wyrażasz swoje zdanie, ja swoje. Piszę tylko, że to nie są takie cuda - niewidy, jak mogłoby się wydawać po przeczytaniu niektórych opinii i tyle.

      Usuń
  38. Witam Panie Patryku,
    Czytam Pana bloga i zastanawiam się dlaczego ja nie trafiłam na takiego lekarza?? (a w mojej trądzikowej karierze miałam ich Wielu;(() Mój przypadek jest ciężki i przewlekły. Może jest mi Pan w stanie polecić dobrego lekarza w Warszawie, bo ja już nie mam pomysłu.
    Walczę z trądzikiem od 10 lat. W życiu brałam chyba wszystkie dostępne leki apteczne, poczynając od tych słabych po przez 100% hardkory jak Izotek (2 razy), oprócz tego miałam robione serie kwasów na skórę- migdałowy i salicylowy. Hormony jakie przyjmowałam to diane, Cyprestem i dokładnie nie pamiętam nazwy leku ale testosteron w czystej postaci plus estrogen (musiałabym poszperać bo gdzieś w domu mam stare opakowanie). Miałam robione wszystkie badania a moja Pani endokrynolog doprowadziła mnie do stanu w którym hormony miałam na poziomie idealnym ( licząc średnią miedzy min a max wyniki miałam zgodne co do 2 miejsca po przecinku). Mój trądzik na początku był ropny, teraz z upływem czasu stał się bardziej podskórny i nasila się zawsze przed okresem. Moja skóra głowy swędzi mnie strasznie a szampony z SLS-em tylko nasilają problem. Włosy wypadają, ale domyślam się, że po takiej dawce hormonów jakie brałam ich "niedobór" w moim organizmie ( od pół roku nie biorę nic) zrobił swoje. Aktualnie nie biorę nic, bo wpadłam na tak inteligentny pomysł, że to może przez te wszystkie leki mam taki problem ze skórą ( przez ich ilość i dość mocne drażnienie skóry) więc postanowiłam odstawić wszystko i zobaczyć co będzie. Jak się Pan domyśla nie przeszło. Dodam jeszcze, że mam skórę naczyniową z tendencją do trądziku w strefie T i na dekolcie.
    Może to dziwnie zabrzmi ale oczekuję od lekarza konkretu i pomysłu na wyleczenie mojego problemu. Nie ważne czy będzie drogi, sławny czy początkujący, ważne by wysłuchał mojej historii choroby i wyciągnął wnioski, które darzą mi szanse normalnie patrzeć na siebie, a mając 25 lat i koleżanki z idealną skórą w pracy to trudne.
    Pozdrawiam Kasia:))

    OdpowiedzUsuń
  39. Dzień dobry, bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga. Być może będziesz mógł mi odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania. Mam 36 i trądzik odkąd pamiętam. Trzykrotnie już brałam izotretinoinę, przy czym pierwszą dawkę jeszcze na studiach z powodu trądziku, który był wręcz piorunujący. Do tego doszły zastrzyki, aby ugasić stan zapalny. Miałam kilka lat spokoju po czym trądzik powrócił jeszcze dwukrotnie – na szczęście już nie tak straszny jak za pierwszym razem. Teraz mogę powiedzieć, że skórę trzymam w ryzach i jej stan jest świetny – dzięki takim osobom jak Ty, które dzielą się swoją wiedzą z innymi. Obecnie stosuję (zamiennie) łagodne kwasy: azelinowy, laktobionowy, migdałowy, effaclar k oraz raz w tygodniu retinoidy. Moja skóra jest ładniejsza niż kiedykolwiek - jaśniejsza, delikatniejsza, bez niespodzianek. Jakieś dwa lata temu na własną rękę wykonałam pomiar glukozy i insuliny na czczo oraz po obciążeniu. Miałam ku temu kilka powodów - babcia i dziadek mieli cukrzycę typu II, w nocy miewałam zlewne poty oraz napady głodu, brak koncentracji i osłabienie w ciągu dnia. Okazało się, że 2 godzin po obciążeniu glukoza jest na poziomie ok. 50 a insulina - ponad 100. Jednak zamiast coś z tym zrobić wyniki badań włożyłam do szuflady. Po dwóch latach trafiłam na ginekologa, który spojrzał na mnie całościowo i poprosił bym zrobiła ponownie ten test. Miesiąc przed ponownym testem zmieniłam nieco sposób żywienia, rzuciłam kawę (wcześniej piłam nawet 4 dziennie), rzuciłam jasne pieczywo, przestałam słodzić, jeść słodycze i pić słodkie napoje. Byłam zaskoczona, ponieważ test różnił się diametralnie od poprzedniego – można powiedzieć, że był w normie. I teraz mam pytanie czy rzeczywiście zmiana wyników mogła być związana ze zmianą diety skoro nowa dieta trwała tylko miesiąc? I czy w takim razie w przypadku insulinooporności dieta może mieć kluczowe znaczenie w utrzymaniu skóry w ryzach? Ponadto, gin proponuje mi metforminę, żeby opóźnić cukrzycę typu II ze względu na moje obciążenie rodzinne. Czy to dobry pomysł ?
    PS. Robiłam też badania hormonalne, ale są w normie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Witaj Patryku. Jak to milo wrocic po dluzszej przerwie do blogosfery mogac sie zanurzyc sie w lekturze Twojego bloga.
    Czy znasz jakiegos specjaliste od Chad choroby dwubiegunowej? Czy to tez Twoja dzialka?

    OdpowiedzUsuń
  41. Witam. cieszę się, że tu trafiłam. E końcu czytam mądre słowa.
    Patryku, czy móglbyś zerknąć na moje ostatnie wyniki.
    Mam od 15 lat PCOS, 11 m-cy temu odstawione pigułki anty. Badania robione z powodu wypadania włosów, dość mocno nasilonego, silnego łojotoku skóry twarzy i włosów, trądzik ( w lipcu bardzo mocny na plecach i dekolcie).

    wykonane w 5 d.c.
    DHEA-S04 60,40 (60,9-337)
    testosteron 23,11 (8,40-48,10)
    androstendion 3,25 (0,75-3,89)
    SHBG 79,69 (32,40-128)
    17 hydroksyprogesteron 1,44 ( f.follikularna 0,2-1,3)

    Czy androstendion (górna granica normy) i 17 OHP nie są za wysokie i mogą powodować powyższe dolegliwości? Coś doradzisz?

    OdpowiedzUsuń
  42. Świetne ujęcie tematu-problemu w pigułce -w poście wrześniowym !!
    Czy wizyta u lekarzy (endokrynologa, ginekologa, diabetologa i dermatologa) nie mogłaby właśnie opierać się na takich prostych prawdach, które tu przedstawia bezinteresownie Patryk ?

    Po ponad dwóch latach i bolesnym odkrywaniu prawdy o moim organizmie (dzięki Patrykowi) postanowiłam zabić w sobie kulturalnego, bez-mózgowego, bezproblemowego pacjenta.

    Nie jest już dla mnie istotne (i nigdy nie powinno dla Nas pacjentów być) czy jest to wizyta w ramach NFZ czy "prywatna" -(śmieszne określenie ).

    Moja ostatni wizyta u pani botox-dermatolog przebiegła w formie monologu z mojej strony. Nie przyszłam do tej kobiety z prośbą o poradę.
    Ja przyszłam JUŻ w konkretnym celu i przygotowana (wyniki badań) - po receptę na Izo.
    Założyłam z góry mówiąc tej pani, że w moim przypadku raczej będą nawroty i jestem tego świadoma, więc moje leczenie będzie bardziej wymagające i długotrwałe (np. Izo, Diane, retinoidy miejscowe). Oczywiście zakładając, że organizm podoła tej chemii.
    Czy tak powinna wyglądać wizyta ? Tak, jeśli będziemy nadal tak traktowane nieadekwatnie do problemu.

    Dobrze Patryku, że napisałeś tu o "stanie zatrucia chemią, tyle że endogenną" ten aspekt jest bardzo ważny ! Sama byłam przykładem totalnie bezmyślnego postępowania z moim organizmem.
    Dzięki takim osobom jak Ty, możemy poznać jakiś % wiedzy dot. Naszych problemów zdrowotnych i przejść do logicznego i konstruktywnego myślenia jak i działania !

    Nie traktuję chemii lajtowo - bo chcę mieć ładną cerę. W moim przypadku wygaszenie/wyciszanie stanu zapalnego jest na pierwszym planie i nie tyczy się to tylko cery. Estetyczny wygląd jest dziś dla mnie na drugim miejscu.

    p.s. Patryku, nigdy nie kasuj tego bloga !

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  44. Patryku mam pytanie , jestes moja ostatnią deską ratunku,z tradzikiem walcze od 6 klasy podst. -mam obecnie 27 lat :( kiedys bralam diane 35 w trakcie brania cera super, po odstawieniu totalna masakra tlusta cera ,ktorej nigdy nie mialam i tak trwa to do dziś z okropnym trądzikiem. 3 lata temu bralam axotret przez 9mies.cera w miare ok az do porodu, 8 mies. temu urodzilam i wszystko wrocilo,znowu sobie nie radzę ;( leki od dermaologa nie pomagają. Mialam robione badania w2010 r. kiedy tez mialam problem z cera i prolaktyna wynosila 37,700 ng/mL, testosteron 74,37, dheas 181,10 .pozatym mam niedoczynnosc tarczycy i hashimoto .Patryku pomoz,co mam robić ??

    OdpowiedzUsuń
  45. Czesc Patyryku,
    Mam na imie Beata. Mam 29 lat. Od 10 lat mieszkam we Wloszech.
    Trafilam na Ciebie dzieki Ziemolinie. Mam nadzieje, ze nie bedziesz mial za zle jesli napisze ze zakochalam sie w Tobie od pierwszego komentarza ktorego przeczytalam na blogu Ziemoliny i ktory to zupelnie przypadkowo rzucil mi sie w oczy. . Pomyslalam wtedy: “To jest wlasnie facet dla mnie” (facet, z ktorym chetnie podyskutowalabym na temat mojej “historii”).
    Otoz tak…od 12 lat, tzn. od kiedy zdiagnozowano u mnie na podstawie USG- PCOS i kiedy to zaczely sie moje problemy z tradzikiem, walcze z lekarzami. ktorzy probuja mnie faszerowac roznymi pigulkami antykoncepcyjnymi. 3 lata temu postanowilam wziac sprawy w swoje rece. Od tego czasu staram sie informowac, duzo czytam i robie badania na wlasna reke.
    Zaczelam od badan hormonalnych. Mam ich mnostwo, ale sposrod wszystkich hormonow najbardziej zastanawial mnie podwyzszony poziom : androstenedionu i 17 OH progesteronu.
    Oto moje ostatnie wyniki ( 3 dzien cyklu) :
    1) Delta 4 androstenedion 4.29 norma: 0.3 – 3,33 ng/ml
    2) 17 OH progesteron 2.0 norma : faza folikularna 0,10 – 0,80 ng/ml

    Nastepnie zrobilam krzywa cukrowa i insulinowa. Odkad pamietam mam napady wilczego glodu, ktoremu towarzysza trzesawki i rozdraznienie (okropne uczucie).
    Oto wyniki (po podaniu roztworu 75 g. glukozy) :
    Glukoza na czczo 80 mg/dl Insulina na czczo 5,2 mU/L norma 2,6 – 25,0
    Gukoza 60 min. 143 mg/dl Insulina 60’ 75,1 mU/L
    Glukoza 120 min. 79 mg/dl Insulina 120’ 29,3 mU/L
    Glukoza 180 min. 33 mg/dl Insulina 180’ 5,0 mU/L

    Aby wykluczyc inne przyczyny (nieklasyczny przerost nadnerczy) zrobilam test po stymulacji z ACTH.
    Oto wyniki w 4 dniu cyklu (tutaj zmienila sie jednostka):
    S-Testosterone (norma: 0,35 – 3,12) 0 min. 1,05 nmol/L 60 min. 1,13 nmol/L
    S-Androstenedione (norma: 1,0 – 11,5) 0 min. 10,09 nmol/L 60 min. 13,50 nmol/L
    S-17 OH Progesterone (norma: 0,3 – 2,4) 0 min 2,80 nmol/L (0,88 ng/ml) 60 min. 5,0 nmol/L (1,57 ng/ml)-
    przeliczenia robilam sama. Ponoc przy WPN wynik powienien byc o wiele wiekszy.
    S-Cortisolo (norma: 138 – 690) 0 min. 568 nmol/L 60 min. 726 nmol/L
    P-ACTH na czczo (godzina 8.00)) norma: 10-50 , wynik : 32 ng/L
    Patryku, co Ty na to? Czy mozna jednoznacznie wykluczyc nieklasyczny przerost nadnerczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beato,

      Bardzo dziękuję za ciepłe słowa.

      1. > Odkad pamietam mam napady wilczego glodu, ktoremu towarzysza trzesawki i rozdraznienie (okropne uczucie)

      Krzywa cukrowa wykłada nam odpowiedź na talerzu - mamy tu klasyczną hipoglikemię reaktywną.

      Okropny stan, który potrafi wybudzić z najtwardszego snu. Hipoglikemia jest jak duch pojawiający się kilka godzin po zjedzeniu bogatego w węglowodany posiłku.

      Wiemy, że hipoglikemia reaktywna bardzo często występuje w PCOS. To nas bardzo mocno kieruje w stronę Twojego podstawowego rozpoznania.

      Oczywiście PCOS nie można diagnozować tylko na podstawie obrazu ultrasonograficznego, ale na podstawie tego, co opisujesz, zdecydowanie bliżej tu do rozpoznania PCOS.

      Wg kryteriów rotterdamskich i tego, co opisujesz - jest to PCOS, ponieważ mamy tu spełnione 2 z 3 kryteriów - charakterystyczny obraz USG oraz hiperandrogenizm - i biochemiczny, i kliniczny (trądzik).

      Także te wszystkie puzzle tworzą nam w miarę klarowny obraz.

      2. > Aby wykluczyc inne przyczyny (nieklasyczny przerost nadnerczy) zrobilam test po stymulacji z ACTH

      Test z ACTH wykluczył najczęstszy defekt leżący u podłoża nieklasycznego przerostu nadnerczy. Zatem - patrząc w maksymalnie szerokim kontekście ciężko postawić inne rozpoznanie niż PCOS.

      3. Gdyby była taka możliwości, to na co chciałbym jeszcze spojrzeć?

      Na pewno na panel tarczycowy (TSH, FT3, FT4, anty-TPO, anty-TG) oraz na prolaktynę (poziom bazowy i po teście z metoklopramidem).

      4. > walcze z lekarzami. ktorzy probuja mnie faszerowac roznymi pigulkami antykoncepcyjnymi

      Jak do tej pory wyglądało leczenie?

      Co obecnie stosujesz?

      Jak, w dużym skrócie, wygląda Twoja dieta?

      Usuń
  46. hej, znalazłbyś czas żeby pomóc mi ogarnąć problemiszcze łojotoku skóry głowy. ze skórą twarzy jakoś daję radę (kwasy, izotretynoina). Na łepetynę też można?nie chcę hormonów anty, które cudnie kontrolowały mi łojotok. Badania hormonalne mam jakotakie ale wszystko( prolaktyna, insulina, androgeny) w normie.Po epizodzie sprzed 3 lat pt. sitko włosów codziennie (emocje) mam resztkę kłaczków ale są cieniutkie jak u dziecka. znasz ten problem? prowokacja;)podpowiedz mi jak to ogarnąć, proszę. kaśka

    OdpowiedzUsuń
  47. Patryku,
    Dziekuje Ci bardzo serdecznie za szybka odpowiedz.
    Juz spiesze z wyjasnieniami.
    Tak sie sklada ze wzielam tez pod uwage tarczyce, o ktorej niestety nie wspomnialam w komentarzu.
    Poczatkowo moje wyniki wygladaly tak:
    1) S-Tireotropina 6.130 mUI/L , norma: 0.200 – 4.200
    2) S-Tiroxina libera (FT4) 12.6 ng/L , norma: 8.0 – 17.0

    Przepisano mi Eutirox 100. Bralam go prze kilka miesiecy. Podczas terapii bralam rowniez pigulki Belara (clormadinone acetato 2mg. + Etinilestradiolo 0.03 mg), ktore dostalam zamiast Diane-35, ktorymi faszerowalam sie 7 lat bez przerwy.
    Podczas przerwy w braniu Eutiroxu (nie pamietam ile tej przerwy bylo dokladnie, okolo 2 tyg.) zrobilam dodatkowe badania aby wykluczyc Hashimoto. Oto moje wyniki (nie wiem czy to ma wplyw, ale robilam je rowniez podczas 7 – dniowej przerwy podczas brania Belary):
    1) S-tireotropina TSH: 1900 mUI/L , norma: jak wyzej
    2) S-Anticorpi anti- Tireoglobulina (AbTG) : <10 KUI/L , norma: <115
    3) S-Anticorpi anti Perossidasi tiroidea (ABTPO): 7KUI/L , norma: < 34

    Prolaktyna zawsze byla w normie, wyniki:
    1)S-Prolattina (PRL) : 8,5 ug/L , norma u kobiet: <24
    2)Testu z metoklopramidem nigdy nie robilam, ale sie podporzadkuje. Uwazasz, ze istnieje taka potrzeba?

    Jest jednak cos o czym chcialabym wspomniec. Otoz zawsze bylam szczupla, ale zastanawia mnie czy przypadkiem moja waga (raczej niedowaga) moze miec wplyw na podniesiony poziom TSH. Z informacji jakie wyczytalam Hasimoto przy takich wynikach mozna wykluczyc, a moze lepiej powtorzyc badania? Troche juz minelo od tamtego czasu.
    Eutiroxu nie biore od roku. Zostalam tylko przy pigulkach. Terapie robie sobie tylko w okresie letnim ze wzgledu na tradzik na plecach i dekolcie . Wtedy tez folguje sobie troszke z jedzeniem. W okresie zimowym porzucam terapie i doslownie “biore sie za sie”. I tak sobie juz zyje od ponad 3 lat.
    W tym wlasnie czasem staram sie unikac weglowodanow (przynajmniej tych superprostych). Jem duzo swiezych warzywek , mieska, rybek i owocow. Generalnie jest to dieta o niskim indeksie glikemicznym. Wtedy, o dziwo, moje miesiaczki sa regularne, ale bardzo skape. Czasami podczas tych zimowych miesiecy robilam badania progesteronu, zeby sprawdzic czy mialam owulacje. Czesto owulacja wystepowala, ale nie zawsze.
    Zauwazylam ,ze podczas diety o niskim IG czuje sie po prostu lepiej! Wlasnie koncze studia i zauwazylam ze moja koncentracja jest o.k. Nie mam juz tych OKROPNYCH stanow rozdraznienia i atakow paniki spowodowanych spadkiem cukru (czesto podczas tych epizodow mierzylam sobie poziom cukru i kiedy zjadalam cos zeby go podniesc wszystko wracalo do normy).
    Podczas mojej “zimowe kuracji” rezygnuje rowniez z nabialu (ktory uwielbiam), ktory ponoc stymuluje produkcje insuliny. W zeszlym roku znalazlam artukul uniwersytecki, w ktorym dowiedziono, ze rowniez bialko miesne (ktore generalnie nie jest brane po uwage) ma podobnie jak nabial, negatywny wplyw na produkcje insuliny.
    Nie chce popadac w obled, ale zastanawiam sie co w takim razie jesc. Jak prawidlowo sie odzywiac aby trzymac w ryzach PCOS. Z tradzikiem podczas mojej osobistej kuracji nie jest zle, ale zdaje sobie sprawe, ze 6 miesiecy to za malo zeby zauwazyc konkretna poprawe. Jakos nie mam odwagi do konca porzucic pigulek. Boje sie po prostu tego tradzika! Patryku, czy nabial faktycznie jest taki grozny? I jak to jest z tym bialkiem ? Jaka dieta ma najlepszy wplyw na insuline? Dodam tylko, ze rowniez moja mama miala podobne przejscia i osobiscie uwazam, ze tez miala nigdy niezdiagnozowane PCOS. Tata jest cukrzykiem.
    Patryku, co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Beato,

      1. Problemy tarczycowe w PCOS:

      Związki PCOS z problemami tarczycowymi są obecnie dobrze znane:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20332127
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3832324/,

      dlatego w przypadku zdiagnozowanego PCOS na pewno warto cyklicznie monitorować poziomy przeciwciał.

      Prostych rekomendacji nie ma, ale medycyna nie polega na regułkach, tylko na działaniach opartych o konkretne badania. W momencie, kiedy wykonywałaś badania, poziomy przeciwciał były w porządku, także ten wątek można nie tyle zamknąć, co po prostu odłożyć i ponownie, za jakiś czas wykonać podobne badania - dla pewności.

      2. > Testu z metoklopramidem nigdy nie robilam, ale sie podporzadkuje. Uwazasz, ze istnieje taka potrzeba?

      Tu zawsze decyduje lekarz, ale bardzo często w wielu klinikach rutynowo wykonuje się ten test.

      3. > Otoz zawsze bylam szczupla, ale zastanawia mnie czy przypadkiem moja waga (raczej niedowaga) moze miec wplyw na podniesiony poziom TSH. Z informacji jakie wyczytalam Hasimoto przy takich wynikach mozna wykluczyc, a moze lepiej powtorzyc badania? Troche juz minelo od tamtego czasu

      Na podniesiony poziom TSH ma wpływ wiele czynników, np. stres, przewlekły stan zapalny o niskim natężeniu, etc. Także nigdy nie powinno się traktować TSH jako wybitnego markera i powinno się oznaczać szerszy panel badań.

      Jak wyżej - na pewno warto będzie ponownie się temu przyjrzeć. Zresztą, to powinien być obowiązek lekarza, który przepisał Eutirox 100.

      Usuń
    2. 4. Czyli obecnie stosujesz tylko OC (Belarę)?

      5. Dieta w PCOS:

      Piszesz: "Zauwazylam ,ze podczas diety o niskim IG czuje sie po prostu lepiej! Wlasnie koncze studia i zauwazylam ze moja koncentracja jest o.k. Nie mam juz tych OKROPNYCH stanow rozdraznienia i atakow paniki spowodowanych spadkiem cukru (czesto podczas tych epizodow mierzylam sobie poziom cukru i kiedy zjadalam cos zeby go podniesc wszystko wracalo do normy)".

      I to nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Dieta jest szalenie ważnym narzędziem w kontroli PCOS.

      Wspólny mianownik działań dietetycznych jest zawsze jeden: trzymanie insuliny w ryzach. Im niższa insulina, tym lepiej.

      > Jaka dieta ma najlepszy wplyw na insuline?

      Tłusta - bogata w orzechy, awokado, żółtka jaj, mozzarellę, ryby, dobrej jakości masło (moje ukochane Kerrygold) + do woli sałat i różnych warzyw + ocet jabłkowy:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23666047

      Klasyczny deser w PCOS: jogurt + dodatek owoców (niski ładunek węglowodanów). Ważne: to deser, urozmaicenie, dodatek smakowy.

      > Patryku, czy nabial faktycznie jest taki grozny?

      To pytanie wraca jak bumerang, a ja muszę w końcu coś więcej napisać.

      O ile picie w większych ilościach mleka sklepowego uważam za bardzo słaby pomysł, o tyle bardzo lubię ser żółty i jogurt w rozsądnych ilościach.

      > W zeszlym roku znalazlam artukul uniwersytecki, w ktorym dowiedziono, ze rowniez bialko miesne (ktore generalnie nie jest brane po uwage) ma podobnie jak nabial, negatywny wplyw na produkcje insuliny

      Bardzo proszę o link.

      Generalnie ciężko postrzegać mięso jako pokarm wybitnie insulinogenny.

      6. Dodam tylko, ze rowniez moja mama miala podobne przejscia i osobiscie uwazam, ze tez miala nigdy niezdiagnozowane PCOS. Tata jest cukrzykiem

      Szalenie ważny wątek - PCOS nie bierze się z kosmosu, zazwyczaj (w różnych, często niezdiagnozowanych formach) biegnie w rodzinach.

      Tata ma cukrzycę typu 2? W przeszłości miał jakiekolwiek problemy z cerą (przewlekły trądzik, masywny łojotok, etc.)? Problem wczesnego łysienia typu męskiego?

      7. Co ja na to:

      Przede wszystkim podoba mi się Twoje trzeźwe myślenie i spoglądanie na wiele wątków (choćby genetyki) - czuć, że sporo czytałaś.

      Beato, ja tu nie stawiam diagnoz, ja tylko podpowiadam, kieruję myślenie na nowe, być może bardziej świeże tory.

      To zdanie: "Czasami podczas tych zimowych miesiecy robilam badania progesteronu, zeby sprawdzic czy mialam owulacje. Czesto owulacja wystepowala, ale nie zawsze" - kieruje nas jeszcze mocniej w stronę PCOS, gdzie brak miesiączki to ekstremum, za to bardzo częsty jest (sporadyczny) brak owulacji.

      Podsumowując:

      *charakterystyczny w USG obraz jajników
      *hiperandrogenizm - biochemiczny i kliniczny (trądzik)
      *hipoglikemia reaktywna dobrze reagująca na dietę o niskim indeksie glikemicznym
      *sporadyczny brak owulacji
      *podejrzenie PCOS u krewnego pierwszego stopnia (u mamy)
      *poprawa regularności miesiączkowania pod wpływem zmiany diety
      *przewlekłość problemu

      Beato, myślę, że w tym momencie rozumiemy się chyba bez słów. Nie mam prawa stawiać diagnozy.

      Usuń
  48. Patryku,
    Przeszlam niezle jazdy z lekarzami. I musze sie przyznac, ze podejscie calego swiatka lekarskiego do pacjenta, po prostu mnie przeraza. Jako mala dziewczynka slyszalam od taty (tata jest farmaceuta), ze lekarze nie tylko mysla tylko i wylacznie o kasie, ale maja naprawde niewielka wiedze. To samo jest tutaj we Wloszech. Ostatnio od endokrynologa uslyszalam, ze “jestem przeciez jeszcze dzieckiem” i “ze wszystko sie ustabilizuje za jakis czas”. Zeby zrobic test z Synacthenem zmuszona bylam pojechac do szpitala uniwersyteckiego do Padwy poniewaz w rejonie gdzie mieszkam (Emilia-Romagna) nikt nawet o takim badaniu nie slyszal, nawet w laboratorich prywatnych. Dzieki mojemu uporowi i ciekawosci udalo mi sie poglebic temat mojej dolegliwosci. Lekarka rodzinna (Polka!) stwierdzila, ze jestem chora na glowe i ze takie badania robia tylko w Stanach. Wiem, ze wydaje sie to niemozliwe, ale taka jest rzeczywistosc. Jestem przerazona !!!!
    Zmierzam do tego, zeby napisac Ci Patryku, ze jeszcze w zyciu nie spotkalam tak dobrego, kompetentnego i ludzkiego lekarza jak Ty. I nie jest to z mojej strony tylko zwykly komplement. 12 lat chodzenia do specjalistow zarowno w Polsce jak i za granica mysle daje mi prawo do takiego rozeznania sprawy. Patryku jestem po prostu szczesliwa, ze sa sa na swiecie tacy ludzie jak Ty, ktorzy dziela sie swoaja PASJA z innymi (Duze litery nie sa tu przypadkowe ) !!!!! Swietny z Ciebie gosc!!!!
    Teraz tak:
    1) Tak, tata ma cukrzyce typu 2 z rezta jak cala jego rodzina. Tata mial bardzo powazne problemy z tradzikiem. Ponoc jeszcze po studiach przezywal istne katorgi. Tradzik mial nawet na glowei,miedzy wlosami. Co mnie dziwi, to fakt, ze moj brat blizniak takich problemow nie mial. Ot takie zwyczajne, przejsciowe problemy ktore zniknely bezpowrotnie po okresie dojrzewania. Jesli chodzi o lysienie to wszystko o.k. Teraz ma zakola, ale ma juz 60 lat. Co ciekawe do tej pory ma strasznie przetluszczjaca sie cere.
    2) Jestem w trakcie terapii Belara. Mysle, ze za jakis miesiac sprobuje ja odstawic na okres zimowy. Wtedy zaczne konkretnie “moja diete”.Kocham sport i dlatego wspomagam sie rowniez aktywnie… W zeszlym roku sprobowalam INOSITOL-u, ale nie bylo chyba jakijs szczegolnej roznicy. W czasie moich zimowych eksperymentow ratuje sie rowniez wtedy Lacacidem 0,05.
    3) Tak sie sklada, ze ja tez bardzo lubie sery, ale troche sie ich boje. Jogurty pozeralam kilogramami, ale tez z nich zrezygnowalam. Chyba, ze jakis jogurcik sojowy…
    4) To jest link do artykulu o ktorym wspomnialam: http://ajcn.nutrition.org/content/66/5/1264.full.pdf+html Czy to mozliwe, zeby mieso wolowe albo ryba stymulowaly produkcje insuliny bardziej niz np. Ziemniaki’ Caly czas myslalam, ze chodzi tylko i wylacznie o indeks glikemiczny danego produktu, ale okazuje sie ze proces moze byc tez zupelnie inny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Ostatnio od endokrynologa uslyszalam, ze “jestem przeciez jeszcze dzieckiem” i “ze wszystko sie ustabilizuje za jakis czas”

      Mnie już powoli brakuje słów. Ludzie myślą, że lekarze to elita intelektualna, nie mając pojęcia o tym, co dzieje się pod powierzchnią codzienności.

      > Lekarka rodzinna (Polka!) stwierdzila, ze jestem chora na glowe i ze takie badania robia tylko w Stanach

      Wybacz reakcję, ale LOL. Niestety, dla wielu lekarzy proste badania hormonalne to futurystyczne skanowanie genomu.

      To mnie zawsze zabija - jak można być tak głupim, tak bezczelnym i cynicznym w sytuacji, kiedy nie oczekujesz eksperymentalnej terapii kosmicznie drogim lekiem, tylko prostych badań, które wykonywane są od kilku dekad.

      > Tak, tata ma cukrzyce typu 2 z rezta jak cala jego rodzina. Tata mial bardzo powazne problemy z tradzikiem. Ponoc jeszcze po studiach przezywal istne katorgi. Tradzik mial nawet na glowei,miedzy wlosami

      To nam sporo mówi - ale my to doskonale wiemy: PCOS i różne geny sterujące zaburzeniami hormonalno-metabolicznymi, w różnych formach, krążą w rodzinach.

      > Co mnie dziwi, to fakt, ze moj brat blizniak takich problemow nie mial. Ot takie zwyczajne, przejsciowe problemy ktore zniknely bezpowrotnie po okresie dojrzewania

      A jak z włosami? Idealna linia włosów? Łojotok?

      > Czy to mozliwe, zeby mieso wolowe albo ryba stymulowaly produkcje insuliny bardziej niz np. Ziemniaki’ Caly czas myslalam, ze chodzi tylko i wylacznie o indeks glikemiczny danego produktu, ale okazuje sie ze proces moze byc tez zupelnie inny

      Mission impossible - i to badanie, mimo małych grup, dobrze to pokazuje.

      Indeks glikemiczny to często mylący parametr - ostatecznie liczą się unikatowe właściwości danego pokarmu (np. determinowane zawartością insulinogennych protein) + ładunek węglowodanowy.

      Ryba i mięso wołowe nie stymulują wyrzutu insuliny bardziej niż ziemniaki.

      To widać w tym badaniu jak na dłoni.

      Trzeba spojrzeć w tabeli na parametr INSULIN AUC - i co my tam mamy? Klasykę: biały chleb, ziemniaki, fasolę, Marsy, junk jogurt, żelki (do nich należy rekord) + całą gamę produktów jakże lubianych z rana - ach te słodkie bułki.

      To jest zgodne z moją rozpiską z poprzedniego komentarza - jaja/żółtka, orzechy, awokado, ryby, dobrej jakości mięso, podroby, etc. - to są fundamenty.

      Napisałaś o ruchu - i czytasz mi w myślach. Najgorsze, co można zrobić w PCOS to jeść śmieciowo i opierać dietę o węglowodany + leżeć w łóżku + stresować się.

      W PCOS mamy pewien fenomen biochemiczny - kortyzol (wydzielany w czasie stresu) jest metabolizowany w taki sposób, że oś HPA jest cały czas pod napięciem, co może przekładać się na wysoką produkcję androgenów nadnerczowych:

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19542736
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/14671189
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19567518

      Usuń
    2. Fundamentami w PCOS są zatem:

      *dieta, dieta i jeszcze raz dieta - nazwijmy ją paleo, nie ma to znaczenia - mianownik jest jeden - trzymamy się daleko od insuliny. Dorzucamy dużo warzyw, ciut owoców, żeby życie nie było mdłe, ocet jabłkowy, nie boimy się lipidów, żółtek, etc.

      *ruszamy się - każda forma aktywności tlenowej będzie ok, pływanie, bieganie, tenis, etc.

      *unikamy stresu, regulujemy sen - im dłużej śpimy i im wcześniej zasypiamy, tym lepiej

      *zwracamy uwagę na dodatki: ocet jabłkowy, magnez, witaminę D, wapń, selen, miętę, etc.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23322284
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22500844
      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23490536

      *dzień, przy dobrym nastroju, warto zacząć od lekkiej herbatki z mięty czy wierzbownicy i stałej, małej porcji ćwiczeń.

      To są podstawy.

      Jak najlepsi endokrynolodzy leczą PCOS?

      Na pewno nie poprzez monoterapię z użyciem OC. Bardzo często stosowane są środki poprawiające wrażliwość insulinową (na czele z metforminą) w połączeniu z jakimś antyandrogenem (nowej generacji OC na przykład).

      Teraz się może ostro narażę, ale ktoś, kto proponuje pacjentce z całą konstelacją objawów i problemów wskazujących na PCOS monoterapię z użyciem Diane-35, po prostu nie ma pojęcia, na czym polega PCOS.

      Inozytol: to jest bardzo ciekawe narzędzie, ale na pewno nie magic bullet w PCOS, tym bardziej, że mało jest na rynku dobrej jakości preparatów (podobna sytuacja jak z resweratrolem).

      Beato, nie dziękuj mi, bo nie ma za co. Mam nadzieję, że masz ciut jaśniejszą sytuację.
      -------------------------------------
      BARDZO PRZEPRASZAM za brak odpowiedzi na mnóstwo innych komentarzy - ilość problemów i wątków przerasta moje zasoby czasowe w tym czasie.

      Usuń
  49. Na wszelki wypadek podaje rowniez tytul tego artykulu, bo moze byc problem z otwarciem tego pdf-u. "An insulin index of foods: the insulin demand generated by 1000-kj portions of common foods"

    OdpowiedzUsuń
  50. Z tego wszystkiego zapomnialam Ci podziekowac!!!! Dziekuje Ci baaaardzo serdecznie za linki!!!! Ale odkrycie z tym ocetem jablkowym!!!!!! Juz sie biore za dokladna lekturke!!

    OdpowiedzUsuń
  51. witam,czy mógłbyś mi podać swój adres e-mail,chciałabym opisać swoją historię i zadać kilka pytań,jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy... z trądzikiem męczę się już dobre 8 lat i postanowiłam,że zacznę szukać przyczyny,ale więcej na ten temat napisałabym w mailu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę: pomegranateandspinach@gmail.com

      Usuń
    2. Witam, ktoś szukał endokrynologa na NFZ w Lublinie. SPSK 1 na Staszica to poradnia i SĄ MIEJSCA NA TER ROK, dzisiaj zapisałam się na początek grudnia. Pozdrawiam i mam nadzieje, że to się przyda. Dina

      Usuń
  52. Dzięki Dino za info. Ja szukałam endokrynologa w Lublinie. Ale Patryk polecał spsk4, gdzie jest też klinika endokrynologii, a właśnie potrzebuję skierowania na badania w szpitalu. Niestety tam do połowy przyszłego roku nie ma już miejsc. Ale może warto się zapisać skoro są miejsca, rozważę to :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Witam :)
    Co myślicie o tonikach do cery z acne ? Czy lepiej przemyć twarz płynem micelarnym albo samym żelem o ph skóry ?
    Ile razy w tygodniu robicie sobie peeling przy problemach z cerą ?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  54. moim zdaniem dieta ma spory wplyw na wyglad skory, aczkolwiek po zmianie diety trzeba dosc sporo poczekac na rezultaty. Tak jak ktos tu juz napisal uwazam ze dzieki diecie mozna tradzik delikatnie zniwelowac ale nie da sie go w ten sposob wyleczyc.
    Chcialam tylko powiedziec wszystkim walczacym z tradzikiem zeby odstawili mleko, sery i jogurty na jakis czas i zobaczyli czy cos sie zmieni, u mnie to mleko bylo gwozdziem do trumny. Teraz juz nie pije i choc cery super nie mam to ilosc wykwitow ogromnie sie zmniejszyla!!!
    Slonca tez unikajcie jak ognia, wiecej robi szkod niz pozytku! A plamy posloneczne tez estetycznie nie wygladaja ... dokladajac jeszcze do tego blizny itp heh szkoda gadac :(
    Kazdy jest inny i skora reaguje w inny sposob, moim zdaniem w kwestii leczenia tradziku trzeba probowac wszystkiego bo moze akurat coz znajdziecie co wam pomoze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze ze mam problem rowniez z nadmiernym owlosieniem,nie jest to problem na ta chwile tragiczny ale boje aby sie nie nasilil.

      Na dniach bylam rowniez na wizycie prywatnej u endokrynologa - ginekologa czyli 2w1

      Pani doktor zapisalam mi lek CLIMEN na wywolanie miesiaczki,mam zazyc 10 rozowych tabletek od 16-25 dnia cylku.
      Zblizam sie powoli do koncowej fazy cyklu i zobaczymy jaka bedzie miesiaczka.

      Zapisala mi rowniez tabletki anty TEENIA na 2 miesiace,gdy zapytalam o Izotek powiedziala ze moge go przyjmowac-ale pytanie czy mi pomoze.
      Pani doktor nie podobaja sie moje wyniki padan czyli; prolaktyna,kortyzol,DHEAS,
      Twierdzi rowniez ze z moich wynikow mam niedoczynnosc tarczycy,natomiat ft3 i ft4 mam w normie a aTPO albo aTG mam powyzej normy,juz nie pamietam ktory jest wyzszy.
      Dostalam skierowanie na rezonans przysadki mozgowej,dobrze byloby aby mnie wziela do siebie na oddzial do szpitala.

      Usuń
    2. podwyższone anty tpo i anty tg świadczą często o hashimoto, czyli autoimmunologicznym zapaleniu tarczycy. Nie jestem lekarzem i to tylko moja nieśmiała sugestia, ale tabletki anty w przypadku chorej tarczycy nie są dobrym pomysłem. Jak masz szansę to zrób USG tarczycy

      Usuń
  55. A mogłabyś wpisać w komentarz wyniki badań jakie Tobie wyszły ? Dobrze by było, żeby inni też mieli porównanie i wiadomo - Patryk miałby się do czego odnieść.
    Patryku czy w przyszłości powstanie post/dział odnośnie Izo ?
    Byłaby to wielka pomoc w "rzetelnej pigułce" dla Nas i dla tych co biorą i dla tych wahających się a spełniających warunki zdrowotne do zażywania leku.

    OdpowiedzUsuń
  56. Wyniki interpretuje lekarz... tak więc nie widzę sensu aby wpisywać je tutaj do wglądu wszystkich obcych Ci ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  57. Cześć. Ja niestety tez jest w stanie uwierzyć, że takie rzeczy się często zdarzają, sama miałam problemy z typowymi "specjalistami". Mam 25 a dopiero dowiedziałam się, że mam dużą niedoczynnośc tarczycy pomimo tego, że leczę sę od dawna na wiele chorób i nikt nie potrafił zdiagnozować mojej choroby. Jeszcze po wszystkim zaczęłam mieć problemy ze skórą i jakby było tego mało odwiedziłam dwóch dermatologów, którzy pogorszyli mój stan skóry a skasowali mnie dośc porządnie. jestem bardzo zrazona do lekarzy. Co prawda zznalazłam w końcu kompetentne osoby, polecam sprawdzić http://www.salve.pl/Poradnie-specjalistyczne/dermatologiczna,87,0,10 dermatologa jak i endokrynologa. Teraz jak już wiem na czym stoję dołożyłam zmianę diety i szukam domowych sposobów żeby utrzymać skórę w dobrym stanie. Może znacie jakieś naturalne sposoby na maseczki, bo takie mogę używać ? :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Witam, ja słyszałem od siostry że dobry dermatolog jest od http://www.salve.pl/Poradnie-dla-dzieci/dermatologiczna,314,0,10 Siostra była tam u specjalisty, który zlecił odpowiednie lekarstwa i jest w pełni usatysfakcjonowana z pomocy. W razie pytań śmiało pisać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  59. Cześć Patryku,
    zanim napiszę trochę mojej historii, muszę napisać, że cieszę się, że istnieje ktoś taki jak Ty, świetny blog :)
    A wracając do tematu, jestem chyba idealnym, tym klasycznym przykładem tego wszystkiego o czym piszesz :)

    W wielkim skrócie: zmagam się z trądzikiem i problemami skórnymi, wypadaniem włosów, ich nadmiarem, rozległymi przebarwieniami na pachwinach i pod pachami i innymi wieloma zaburzeniami od 5 lat- aktualnie mam 24, dodam że jestem szczupła i wysoka no i ciemnej urody- fakt, odzywiam się całkiem w miarę, pielegnacja- o niej mogę długo pisac - studiowalam coś zwizanego z nią.:)
    Przerobiłam wielu lekarzy, wiele badań na swoją rękę, straciłam mnóstwo czasu, pieniędzy i swojego zdrowia :) i oczywiście słyszałam że taka moja uroda i traktowanie jak wieczną nastolatke było normą oraz to że szczupła osoba na 1000% nie może miec takich schorzeńi badania nie są przecież potrzebne.
    i tak:
    nr 1. pani endokrynolog na nfz- zlecila tylko i moze az badanie tarczycy z której wyniknęla neidoczynnosci przepisała letrox. Koniec:)
    nr 2. następna pani gin-endo prywatnie- po zbadaniu usg jajników (nic nie wynikneło), testosteronu(nic nie wyniknęło) i znów tarczycy - nadal niedoczynnosc - letrox + OC, po 3 mies dodatkowo ANDROCUR - na wszystkie wymienione wyżej dolegliwosci:). (androcur -pół roku, OC- 9mies,)
    nr. 3 pani endo prywatnie- zleciła odstawienie OC i ANDROCURU na 3 mies do badan, zleciła panel badan z których nic nie wnikneło praktycznie, prócz insulinoopornosci, kazala pozostac przy letroxie wciaz. KOniec.

    I TAK TUTAJ SKUTKI UBOCZNE PO ODSTAWIENIU OC I ANTYANDROGENOW od 4 meisiaca UKAZALY KATASTROFE POD KAŻDYM MOZLIWYM WZGLEDEM.

    nr.4 pani dermatolog- po ponad roku od odstaweinia OC i antyandrogenow - dermatolog widzac mnie przepisala IZOTRETYNOINE, bez żadnych badan. I tak 8 miesiecy kuracji.

    AKTUALNIE minęło 7 mies od kuracji Izo i jest róznie, raz lepiej raz gorzej, nawrót acne na klatce plecach. twarz wyglada najlepiej. Włosy sobie wpadaja, przebarwienia są.

    nr.5 aktualna endo - zleciła panel badan z których nic już konkretniejszego nie wynika prócz nieoptymalnego tsh, insulinoopornosci i hirsutyzmu ale z badan go nie ma, chyba to wrazliwosc receptorow na androgeny?- leczenie letrox + metformina. ew pozniejsze wlaczenie OC + antyandrogenow. PROSZĘ, NAPISZ, CO O TYM SĄDZISZ???
    osobiście- myśle, że w koncu jestem na dobrej drodze. Zastanawiam się tylko czy jak się unormuje insulina czy iśc w strone antykoncepcji i antynadrogenu? czy też spróbowac ew jeszcze izotretynoine i dopiero ew pojsc w tą stone bo chodzi też o hirsutyzm.

    Dodam,że przeszlam jeszcze prócz tego w miedzy czasie leczenie maściami, retinoidami zewnetrznie itd tradziku na tej przestrzeni kilku lat, o przebarwieniach nie wsponę- że leczone tylko objawowo- maściami rozjasniajacymi, nikt nie raczył szukac przyczyny :)


    P.S to jest autentyczny przykład jak to wszystko wygląda- tak jak opsiujesz. Nadal wierzę w medycynę, w takich ludzi jak Ty i w świadomośc ludzi! :)

    Pozdrowiam ciepło:)
    KIKA

    OdpowiedzUsuń
  60. p.S Pewnie zapytasz, dlaczego byłam u tylu lekarzy tak sama z siebie.
    tak wyszło, czułam że coś tutaj nie gra i szukalam, szukalam, szukalam. no i też

    intersuje się urodą i zdrowiem, aktywnością i żywieniem,
    lubię medycyne naturalną.. naturę :) - ale bez przesady z dystansem i umiarem :),
    lubię konkrety- jasno, czysto i na temat, holistyczne podejscie a nie jeden objaw jedna przycyzna i klapki na oczach,
    jestem realistką :)
    nie lubie brania leków- a jeśli już to ostatecznosc- musze wiedziec po co na co i dlaczego..:)
    nie znoszę reklam, lubię świadomość.:)


    KIKA

    OdpowiedzUsuń
  61. Kika Twój komentarz to wypisz wymaluj moja historia. Angelika

    OdpowiedzUsuń
  62. Angeliko,
    jak sobie z tym radzisz aktualnie??? napisz coś więcej:) razem jest łatwiej, jak widać takich przypadków jest wiele, wiele więcej - klasyka. :)

    Pozdrawiam serdecznie
    KIKA

    OdpowiedzUsuń

< >