piątek, 17 lipca 2015

Ja i Izotek

Otrzymałem niedawno maila od czytelniczki walczącej z trądzikiem od n lat i nieco się zdziwiłem. Może bardziej niż nieco. Zdziwiła mnie jej wiedza na temat tego, jak ja walczyłem z acne w przeszłości. Brzmiało to mniej więcej tak: "Zazdroszczę Ci, Patryku. Leczenie Izotekiem masz za sobą i pewnie masz idealną skórę".

Wow.

Generalnie w tego typu korespondencji staram się być bardzo dyskretny i zadaję niewiele pytań (m.in. o tło rodzinne/genetyczne, dietę, historię leczenia, badania, etc.), ale w takiej sytuacji postanowiłem zapytać, skąd ma takie informacje. Okazało się, że z komentarzy pod recenzją Effaclar K na stronce Italiany. Mary napisała:

"A opinie Patryka proponuję traktować z przymrużeniem oka- jest fantastycznym lekarzem i chylę czoła ale JEST PO IZOTEKU… Na skórze poizotekowej to nawet takie badziewie jak Effaclar nie zrobi tragedii".

Odnośnie pierwszej częsci komentarza - luz. W pewnych kwestiach nie istnieje "domniemanie niewinności", do każdej, nawet pozornie wiarygodnej, opinii należy podchodzić z dystansem. Tym bardziej w kwestiach związanych ze zdrowiem. Tu Web 2.0 sprawdza się znakomicie, bo dzięki temu poziom "krytycznego" dyskursu sieciowego dotyczącego np. acne tarda stale rośnie. Jedna opinia to często za mało, potrzeba wspólnego analizowania literatury i konfrontowania tego z doświadczeniami wielu ludzi (tak w skrócie działają najlepsze fora). Przykład z brzegu: wiele razy obrywałem za to, że mam klapki na oczach w kwestii możliwości istnienia jelitowych przyczyn przewlekłych problemów trądzikowych. 

Do sedna: czy można mnie nazwać osobą "po Izoteku"? Zależy od definicji (która nie istnieje), także mamy tu swobodę interpretacyjną. Moim zdaniem dobrą definicją pacjenta "po Izoteku" może być ta oparta o "klasyczny" schemat leczenia izotretinoiną: 120 (lub więcej) mg/kg masy ciała w ciągu kilku miesięcy (co determinuje wysoką dawkę dobową). To jest pewien kanon, który daje realną szansę na coś, co można nazwać przestrojeniem/transformacją skóry. Panuje ogólna zgodność co do tego, że wszystkie krótkodystansowe schematy interwencyjne (w stylu 10-20 mg/d przez kilka tygodni czy miesięcy) mają dużo mniejsze szanse powodzenia w przypadku acne tarda. Bądźmy szczerzy: w większości przypadków te krótkie schematy oparte o niską dawkę przynoszą chwilową ulgę, ale później wszystko wraca.

W tak zbudowanym kontekście nie jestem (i nigdy nie będę) osobą "po Izoteku". W dużym skrócie: kilka lat temu zdecydowałem się na Izotek, ale w schemacie "light". Było fajnie w momencie stosowania, a że dawka dobowa była niska, to obyło się bez przykrych skutków ubocznych. I chyba tyle. Bardzo bym chciał nazwać swoją skórę "poizotekową" (traktuję to jako coś bardzo pozytywnego), ale nic z tego. Inaczej: zaraz po odpuszczeniu izo w wersji light skóra wróciła błyskawicznie do stanu "before". Także nawet przez dobę nie miałem klasycznie pojmowanej skóry poretinoidowej.

Obecnie jest to inna bajka, jest dużo lepiej, ale z ręką na sercu mogę napisać, że zasługi Izoteku na tym polu mogę określić w prosty sposób: zero. Nigdy nie chciałem wchodzić w schemat klasyczny, dlatego postanowiłem szukać innych narzędzi służących do obniżenia tzw. tonu androgenowego skóry (pamiętam swoje słowa z krytycznego okresu, kiedy skóra nie była "pod osłoną" izo: "Jezu, szkoda, że nie jestem kobietą, bo bez wahania załatwiłbym receptę na Belarę i spironolakton, na cokolwiek hormonalnego, co da mi święty spokój [skórny]").

Post w sumie bez treści, taka wydmuszka, ale musiałem się jakoś do tego odnieść. 

Więcej o samej izotretinoinie wkrótce (problem rosnącego odsetka nawrotów).
5 GATTACA: Ja i Izotek Otrzymałem niedawno maila od czytelniczki walczącej z trądzikiem od n lat i nieco się zdziwiłem. Może bardziej niż nieco. Zdziwiła mnie jej...

55 komentarzy:

  1. Cieszę się że znowu piszesz. I cieszę się że chociaż wspomniałeś o jelitach. Jest tyle wątków w tej historii...ostatnio np. czytałam o bardzo pozytywnym wpływie Acidphilus na acne. Poza tym jest tyle wyjść o których nie wspomniałeś, peelingi LHA, niepokalanek, w kwestii łysienia pomijasz wątek mezoterapii (a to przecież tak się teraz rozwija, zwłaszcza ta PRP), itd, sam na pewno jesteś w stanie poszerzyć tą listę o co najmniej 10 punktów. Ok, to wszystko i tak nie uderza w przyczynę problemu ale wszystko co działa choć trochę jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątków wartych omówienia czy chociaż lekkiego naszkicowania jest mnóstwo, zdaję sobie z tego sprawę. Ten mikroblog funkcjonuje w takim, a nie innym paradygmacie. Są miejsca w sieci, gdzie można znaleźć inną optyką acne tarda - być może bardziej złożoną (Tłuste Życie).

      Narzędzia miejscowe (szczególnie te spoza kanonu kwasowo-retinoidowego) o działaniu przeciwzapalnym (EGCG, likochalkon A, etc.) to coś, o czym na pewno napiszę więcej, dlatego, że nawey uda nam się zmienić odżywianie, włączyć suplementy, to i tak działania miejscowe są niezbędne w wielu przypadkach i trzeba szukać nowych rozwiązań, kiedy te klasyczne (kwasy i retinoidy) z jakichś powodów (np. rosacea, quasi-rosacea) nie mogą być stosowane.

      Ocet jabłkowy, niepokalanek, wnioski płynące z badań Danieli Jakubowicz, probiotyki - wszystko to warte jest poruszenia.

      Jeśli chodzi o sprawę "jelita a trądzik" (gluten, probiotyki), to na pewno napiszę dużo więcej.

      Usuń
    2. Zabawne, szukając suplementów z L.Acidophilus (pomyślałam że spróbuję, bo i tak męczą mnie problemy z jelitami dodatkowo) natrafiłam na drogie w... probiotyki apteczne (Vivomixx i jeszcze inny, typowo apteczny) oraz typu Swanson/Nowfoods itp. które przy tej samej ilości CFU L.Acidophilus były jakieś 3x tańsze (50zł- 150zł)
      Zastanawiam się czy to po prostu typowe dla Big Pharma żeby dawać ceny które zwalają ludzi z nóg, czy po prostu produkty Swansona mają nie tę samą jakość bakterii?

      http://www.nutrilabo.eu/pl/p/Multi-Probiotic-15-Billion/220
      http://swansonpolska.pl/now-foods-bilion-acidophilus-bifidus-60-kaps-p-974.html

      Co myślisz?



      Usuń
  2. Ja zawsze bede popierał Patryka w tym że najlepsze dla skóry są próby ingerencji w środowisko hormonalne. Oczywiście wiąże się to ze zmianą stylu życia, diety, porzuceniem używek (ostatnio zauważyłem jak kawa ładnie stymuluje gruczoły do produkcji sebum). Myślę że izo spokojnie można zastąpić kwasem pantotenowym. Przyjmuje 8g dziennie i już po dwoch tygodniach widzę fajne efekty, mimo że z moim acne od jakiegoś czasu jest bardzo dobrze.

    Mateusz Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć MP!

      Pytałeś niedawno o dawki B2 I B5 rekomendowane przy trądziku i/lub łojotoku, ale widzę, że sam to rozgryzłeś. Jakichś sztywnych ustaleń nie ma, ale w przypadku B5 kilka gramów/dobę to najczęściej stosowane dawkowanie. I tak jak pisałem kiedyś - wysokie dawki karnityn mogą okazać się bardzo pomocne.

      Co do kawy: chyba nie ma większych wątpliwości co do tego, że regularne picie wysokiej jakości kawy może być ważną składową tzw. zdrowego stylu życia, ale wszystko zależy od kontekstu.

      Kofeina to magiczna molekuła np. dla hepatologów, ale może podkręcać sygnalizację androgenową: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23136995 - i to może tłumaczyć obeserwowane przez Ciebie efekty (akurat dla mężczyzn w okresie tzw. andropauzy jest to pozytywne).

      Wspomniałeś też o aspirynie i jej cykliczym stosowaniu. Stosujesz baby aspirin?

      Usuń
  3. Cześć Patryku.

    Może zacznę od końca. Stosuje zwykłą aspirynę sprint bayeru. Kupuje opakowanie 10 tabletek i przez siedem dni przyjmuje po jednej.Taki cykl raz w miesiącu. Jak już wcześniej wspomniałem, moja profilaktyka aspirynowa spowodowana jest ostrymi treningami po których skóra wręcz płonie a ten lek to dla mnie ukojenie. Szczerze mówiąc to nie wiem czy robie dobrze ale ewidentnie to działa.

    Kofeina w moim przypadku to jest jak jazda bez trzymanki. Po wypiciu kawy jestem tak pobudzony że dostaje "telepawek" a gruczoły szaleją. Nie neguje oczywiście jej pro-zdrowotnych właściwości. Moja żona pija często i czuje się świetnie.

    Patryku jakie dawki karnityn masz na myśli? Razem z b5 przyjmuje l-karnityne 1200 mg.

    Pozdrawiam Mateusz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Po wypiciu kawy jestem tak pobudzony że dostaje "telepawek" a gruczoły szaleją

      Taka dynamika efektów raczej nie wynika z modulacji tonu androgenowego (na to potrzebny jest czas). Jeśli chodzi o wpływ kawy/kofeiny na insulinemię/wrażliwość insulinową, to można by się przyczepić, ale ciężko podejrzewać taki efekt u Ciebie (permanentna ketoza): http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11478588

      Bardziej prawdopodobne są mechanizmy nerwowe (stąd dynamika). Wiadomo, że po latach zapaleń (niezależnie od tkanki czy narządu) zmienia się struktura danej tkanki (angiogeneza, wrastania zakończeń nerwowych, etc.) i to sprawia, że taka tkanka (w tym przypadku gruczoły łojowe i okolice) zupełnie inaczej reaguje na bodźce środowiskowe (przegrzanie, stres, wysiłek, dotyk, etc.). Pojawia się burak, sebocyty zaczynają produkować lipidy, etc.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12566801 - sporo wiemy o tych mechanizmach, wielu pacjentów z acne tarda wskazuje stres jako potężny czynnik spustowy.

      Podobnie działa to w przypadku łuszczycy, AZS, łysienia plackowatego i wielu innych chorób zapalnych.

      W tym kontekście cała ta gadanina dermatologów o tym, że współczesny styl życia odpowiada za adult acne staje się sensowna, ale pamiętajmy, że zanim w ogóle dojdzie do możliwości wystąpienia takiej formy zapalenia, potrzebne są hormony.

      Trądzik jest napędzany hormonami. Nie alergią, nie low-grade inflammation (via defekty w barierze jelitowej), nie stresem per se.

      Jeśli chodzi o karnityny, ja wybieram ALC (> 2 g/d).

      Usuń
    2. Ja codziennie piję od 4 do max. 5 kaw. Faktycznie serce bije jak oszalałe, ale za to jestem meeega pobudzona!

      Usuń
  4. Patryku, istnieje coś takiego jak - zakwaszenie organizmu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dzisiejszym świecie takie metaboliczne zakwaszenie występuje powszechnie. Nasz gatunek wyewoluował w systemie odżywiania popychającym naszą równowagę kwasowo-zasadową w stronę bardziej zasadową. Wielu badaczy dostrzega związek między zmianami pH (cały czas mam na myśli te subtelne) a m.in. nadciśnieniem czy osteoporozą.

      Usuń
    2. A mi blogerka, studentka V roku medycyny odpisała, że zakwaszenie organizmu NIE ISTNIEJE. Czy może ktoś mi w końcu wytłumaczyć jaka jest prawda?

      Usuń
  5. Czy ktoś stosował witaminę b5 (najlepiej dziewczyna) i może się odnieść do kwestii wypadania włosów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do pytania.

      Usuń
  6. Generalnie opinie w sieci są podzielone. W Polsce większość osób stosuje calcium pantothenicum i znaczna część chwali sobie jego właściwości pro-hair. Jednak są to niskie dawki do 500mg/d. Na zagranicznych forach (np. acne.org) gdzie ludzie stosują czystą postać B5 w wysokich dawkach, pojawiają się opinie o pogorszeniu stanu włosów.

    http://www.acne.org/messageboard/blog/6708/entry-25106-advise-on-taking-pantothenic-acid-vitamin-b5/

    http://www.acne.org/messageboard/topic/22569-vitamin-b5-pantothenic-acid-and-hair-loss-good-results/

    Wiele osób poleca przyjmowanie L-Cysteiny razem z B5, aby ograniczyć wpływ na włosy.

    "Jeśli chodzi o karnityny, ja wybieram ALC (> 2 g/d)."

    Dzięki Patryku za podpowiedź w sprawie L-karnityny.

    Mateusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, pamiętam, że moja koleżanka łykała calcium pantothenicum na wypadanie włosów po izoteku. Zastanawiam się, czy jest sens zażywać niskie dawki b5 na trądzik, z tego co czytałam podobno tylko tzw.megadosage pomaga. Mimo wszystko chyba zaryzykuje, dodam NAC i witaminę c i zobaczmy, w moim przypadku np. ketoza tylko pogorszyła sprawę, więc szukam alternatywy.

      Kasia

      Usuń
    2. Dziwne z tą ketozą. Może nie pokrywałaś zapotrzebowania energetycznego organizmu i kortyzol uruchamiał rezerwy glukozy, albo jadłaś za dużo białka. Jak długo byłaś na diecie? Na jakich produktach bazowałaś? Ile czasu trwała dieta? Myślę że przy B5 sensownie jest zacząć np od 1g dziennie i po prostu obserwować sytuację, stopniowo zwiększając dawki. Ja od razu wszedłem na 8g. Nie obyło się niestety bez skutków ubocznych (nocne mdłości), ale organizm się przyzwyczaił i jest dobrze.

      Mateusz.

      Usuń
    3. Na początku ketozy było świetnie, bazowałam na awokado, żółtkach, oleju kokosowym, łososiu, sardynka, oliwie z oliwek, kiełkach, indyku. Na low carb jestem od bardzo dawna, przestawiłam się na ketozę na początku wakacji. Nie robiłam badania moczu, więc nie jestem w stu procentach pewna, ale biorąc pod uwagę, że jadłam głównie tłuszcz, myślę, że byłam w ketozie. Jadłam odpowiednio dużo kalorii, nie głodziłam się. W moim przypadku keto spowodowała problemy z okresem, zamiast niego dostałam tylko skąpe plamienie i bolesne pryszcze na brodzie i nosie, straszne, ropne, białe, obrzydliwe, naprawdę nie wiem, jak ja to jeszcze znoszę. Żeby nie zniechęcać innych,napiszę od razu, że mam problemy z wątrobą, było dobrze po ostropeście i myślałam, że wytrzyma keto, ale chyba to jednak nie dla mnie, low carb w moim przypadku lepiej się sprawdza i przy tym zostanę.

      Na pewno nie zacznę od razu od 8g b5, dla dziewczyny włosy są bardzo ważne, już wystarczy, że mam zniszczoną skórę, nie chce być jeszcze dodatkowo łysa, ale myślę, że to1 g,które proponujesz, jest ok na początek. Dodatkowo magnez, inozytol, które już kiedyś łykałam, ale przestałam, bo myślałam, że dieta załatwia sprawę, no i NAC i może jakoś będzie.

      Kasia

      Usuń
    4. To dobrze, że pojawił się sceptyczny głos. Nie można pisać peanów na cześć keto za każdym razem, ale byłbym ostrożny we wskazywaniu ketozy jako winnego, szczególnie bez wglądu w środowisko hormonalne, które potrafi ulec zmianie mimo restrykcyjnej diety.

      Kolejna sprawa: coconut oil - bez wątpienia kapitalne narzędzie ketogeniczne, ale często dissowane przez największych speców od ketozy za właściwości insulinogenne.

      Trzeba by zadać wiele pytań: czy skóra tuż przed wejściem w ketozę była idealna? Czy cokolwiek zmieniło się w pielęgnacji? Stres? Rozregulowanie dotychczasowego rytmu dobowego?

      Wiadomo, że keto to nie magic bullet (choć mnóstwo ludzi dostrzega w tym wariancie low-carb optymalną strategię).

      Usuń
    5. Szczypta retro-dermatologii odnośnie B5: kilka dekad temu B5 była standardem w niemal wszystkich rodzajach łysienia czy osłabienia włosów i wyczytałem gdzieś [chyba w starym podręczniku Jabłońskiej], że optymalnym dawkowaniem pod kątem włosów jest to oscylujące wokół 1 grama/d.

      Tak czy inaczej - zawsze warto startować ostrożnie i obserwować.

      Usuń
    6. Muszę być szczera i przyznać, że jednocześnie z keto wiele się zmieniło. Wiadomo - wakacje, chodziłam spać bardzo późno w nocy, kiedy normalnie kładę się zawsze przed 22; dodatkowo przechodzę teraz przez najbardziej stresujący okres w całym moim dotychczasowym życiu, więc jasne, że skóra ma prawo wariować. Po prostu to był dla mnie straszny szok, byłam przygotowana na wysyp, jak co miesiąc, ale to co się stało z moją skórą, było o wiele gorsze, niż zazwyczaj.

      Od lipca odstawiłam kwas azelainowy (hascoderm),uznałam, że skoro skóra i tak ma się dobrze, to ograniczę pielęgnacje na wyjazdach. Witaminy c pod namiot też nie mogłam wziąć, bo musi być w lodówce. Dodatkowo w upały moja skóra masakrycznie się przetłuszcza.

      Patrząc obiektywnie, to nie była wina keto, ale już brak okresu mógł być winą diety, a ja po prostu połączyłam kwestię braku okresu i pryszczy, być może nie do końca słusznie, ale ludzie fałszywie łączą fakty od zawsze, to strasznie pomaga w uporządkowaniu świata.

      Fajna informacja, co do tej B5, nie powiem, pokładam teraz w niej duże nadzieje.

      Podobno dobrze ją łączyć z l-karnityną(nie mam żadnych potwierdzeń, tylko luźne info z forum), a z kolei połączenie l-karnityny z l-cysteiną dobrze wpływa na układ nerwowy, jest trochę badań na ten temat, w sumie ta informacja cieszy mnie nawet jeszcze bardziej, niż ich pozytywny wpływ na skórę

      Kasia

      Usuń
    7. Podoba mi się to chłodne podejście. Myślałem, że napiszesz coś w stylu "to na 100% keto".

      To, co opisujesz, to taki "holiday flare-up": wiadomo, że w tym okresie bardzo często odpuszczamy restrykcyjną pielęgnację, mniej śpimy, do tego upał, za którym trądzikowa skóra raczej nie przepada. Piszesz też o silnym stresie. Plus: latem pojawiają się względne niedobory retinolu na poziomie skórnym, a skóra trądzikowa od razu to wyczuwa.

      Być może tu leży przyczyna.

      > ale już brak okresu mógł być winą diety, a ja po prostu połączyłam kwestię braku okresu i pryszczy, być może nie do końca słusznie

      Jak najbardziej. Keto może wyregulować/przywrócić cykl u pacjentek np. z PCOS, ale równie dobrze może cykl rozregulować (via obniżona sygnalizacja insulinowa i leptynowa). Bardzo często, szczególnie na początku, mózg kobiety odczytuje keto jako sygnał głodu - wtedy zatrzymanie cyklu jest naturalne.

      Odnośnie wymienionych mikroskładników i układu nerwowego: tak, cysteina (booster glutationu), szczególnie w formie NAC, świetnie wpływa na funkcjonowanie neuronów, dobrze komponuje się z ALC i kwasem alfa-liponowym. No i wszystkie te molekuły mają bardzo dobry wpływ na skórę w kontekście jej starzenia czy przewlekłych chorób zapalnych.

      Usuń
    8. Jak zatem wygląda kwestia oleju kokosowego stosowanego przez osobę z PCO? Stosuję dietę zawierajacą olej kokosowy, wręcz rekomendowany dla cukrzykow, zmartwiła mnie kwestia insuligennosci tego tłuszczu

      Usuń
  7. Jaki Patryku byłby najlepszy panel badań hormonalnych w przypadku przewlekłego i trudnego doleczenia trądziku wieku dorosłego u faceta

    OdpowiedzUsuń
  8. Pytanie czy miesiąc diety może być oceniany obiektywnie? Szkoda że się poddałaś. W moim przypadku również na początku było fajnie, później się psuło i poprawiało. Dopiero od ok 3 mies złapałem kontrolę nad skórą. Oczywiście moją bronią są również suplementy, aktywność fizyczna i tak prozaiczne postępowanie jak wyłączenie się przy dobrej książce jako bufor na płaszczyźnie stresu. Myślę że warto próbować bo ketoza potrafi świetnie stabilizować nie tylko środowisko hormonalne(wiem już że nie u każdego) ale również takie aspekty codzienności jak systematyczność i dyscyplina co niesamowicie ułatwia życie.

    Mateusz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałabym, że się poddałam, bardziej chyba chodzi o to, że podeszłam do keto zbyt luźno, myślałam, że to banalnie proste, trzeba po prostu jeszcze bardziej zmniejszyć węgle i tyle. Tutaj pojawia się kwestia białka, ciężko mi teraz powiedzieć, ale faktycznie mogłam jeść za dużo białka w stosunku do tłuszczów. Teraz wiem trochę więcej o tej diecie i podejdę do tego z głową(mam nadzieję)

      Jesz może takie rzeczy na keto, jak chia, tofu, orzechy makadamia?

      Kasia

      Usuń
    2. Węglowodany możesz zmniejszać stopniowo. Nie musisz od razu wchodzić na zero carb. Z białkiem bywa różnie. Bardzo łatwo przesadzić dlatego najlepiej wybierać tłuste mięsa. Drób niestety do takich nie należy i ja unikam go jak ognia. Tofu nie jest optymalne dla faceta. Szałwia hiszpańska to bogate źródło węglowodanów-unikam. Orzechów nie lubię ale myślę że w niewielkich ilościach są ok. Musisz sobie opracować strategię, ułożyć jadłospis, policzyć makroskładniki i trzymać się tego za jak najdłużej się da. Jak na dłuższą metę np 6 miesięcy, dieta nie przyniesie dobrych rezultatów to wówczas warto zastanowić się nad inną strategią.

      Mateusz.

      Usuń
  9. Pytanie offtop, ale nurtuje mnie to mocno od wczoraj i wiem, że tutaj mogę liczyć na obiektywną i rzetelną odpowiedź. Rozmawiając ze znajomą mocno zajaraną lifestylem paleo padło na temat pielęgnacji skóry, gdzie usłyszałam, że ludzie którzy często się myją szkodzą sobie i swojej mikroflorze oraz że ona ostatni raz tak naprawdę myła się rok temu i nie toleruje nic poza oczyszczaniem skóry za pomocą glinek i olejków oraz okazyjnych kąpieli w strumieniu/morzu. Przyznam, że zaciekawiła mnie ta ostentacyjność, zastanawiam się czy to postępowanie jest faktycznie zasadne i właściwe, czy może to zwykły ekscentryzm dyktowany totalnym i bezkrytycznym wsiąknięciem w paleo-ideologie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, słuchajcie mam takie pytanie, słyszałam, że jak ma się pcos to warto pić herbatkę miętową i ta np: będzie ok? http://www.doz.pl/apteka/p2443-Fix_Mieta_Herbapol_Lublin_2_g_30_szt

    O taką mięte chodzi? :-) Jak nie, to podajcie linki do innej. Z góry dziękuję! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Patryku!
    Na Twojego bloga trafiłam przypadkiem przeglądające komentarze pod jednym z wpisów Ziemoliny.. i wsiąknęłam:) Przeczytałam każdy post i jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej wiedzy i zaangażowania w problemy, z którymi borykają się czytelnicy. Trądzik jest moją zmorą, ale dzięki radom Ziemoliny i Twoim oraz zmianach w pielegnacji jestem w stanie utrzymacie cerę w zadawalających mnie ryzach. Z resztą jego postać nie jest i nigdy nie była dramatycznie ciężka.
    Piszę ten komentarz, ponieważ jestem bardzo ciekawa Twoich poglądów i spostrzeżeń na temat wypadania/łysienia o podłożu hormonalnym. Czy mogę liczyć, że w przyszłości napiszesz coś na ten temat? Sama zaczęłam interesować się tym problemem, kiedy w przeciągu roku z grubych i gęstych włosów na głowie zostały marne cienkie piórka, prześwity...ogólnie obraz włosów jest kiepski jak na moje 24 lata. Za ich obecny stan winie zażywanie antykoncepcji hormonalnej przez okres 6 miesiecy. Nie wiem czy słusznie, bo dermatolog i ginekolog skutecznie odwodzili mnie od zaprzestania stosowania hormonów, bo "tabletki antykoncepcyjne nie wywołują łysienia". Jednak od tego momentu zaczeły się problemy. W mojej ocenie łysienie ma znamiona androgenowego, ale twierdzę tak tylko ze względu na miejsca, gdzie włosów ubyło najwięcej.
    Potrzebuję fachowej wiedzy i chętnie dokształcę się w tym temacie:) Z wizyt u dermatologów i endokrynologów na razie zrezygnowałam, bo w ich gabinetach,a przede wszystkim głowach nadal panuje głeboki PRL, zero postępu, brak indywidualnego podejścia do pacjent-raczej schematyczne itd. Blogi włosowe to wcierki, maseczki,herbatki, siemie lniane,cudowne szampony...nie podziałało:)
    Jeżeli znajdziesz czas i jesteś w stanie spełnić moją prośbę, będę wdzięczna.
    Pozdrawiam i chylę czoła!
    Nina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem niestety z własnego doświadczenia. Jezeli łysienie wystąpiło po tabletkach to na bank jest androgenowe.

      Oczywiście lekarze nie będą chcieli ci tego powoedziec bo to oznacza ze jesteś nieuleczalnie chora i nie za bardzo wiedza co z toba zrobic.

      Ale mówiąc krotko- dzisiaj szybko i nie piernicz się z cudownymi herbatka i nie szukaj przyczyny gdzie indziej (tarczyca? nietolerancja pokarmowa? problemy jelitowe? Zapomnij) bo to tylko pogorszy sprawę.

      Trzymaj się i trzymam kciuki!

      Usuń
  12. (Uwaga, będę pisać bardzo odważnie).
    To blog medyczny, a mam takie dość krępujące pytanie, no ale, mam bardzo podrażnioną skórę po depilacji okolic intymnych. Mam wysypkę, wszystko swędzi, piecze, boli przy współżyciu. Stosuję nawet kremy dla bobasów i nic nie pomaga... Mam iść do apteki i powiedzieć o tym farmaceutce? Trochę się wstydzę i nie wiem, co ona mi na to poradzi, więc może Wy coś zaradzicie. :-)

    Kornelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kornelia,
      Nie wiem na ile nasilone masz te objawy, ale jeżeli wygląda to dość fatalnie to idź do ginekologa. Natomiast jeżeli chcesz próbować sama to jest kilka opcji:
      1. krem Clotrimazolum
      2. krem Hydrocortisonum i maść Neomycyna (niewielką ilość tych maści możesz razem wymieszać na dłoni i dopiero wtedy nakładać)
      Opcja 1 + 2 do stosowania naprzemiennie cienkimi warstwami. Wszystkie leki są dostępne bez recepty.
      Możesz do tego też włączyć jakieś maści łagodzące np. Bepanthen lub Alantan Plus krem - ten będzie trochę mniej tłusty.
      Dodatkowo możesz łykać Calcium i profilaktycznie jakieś tabletki z żurawiną na drogi moczowe, bo jeżeli jest nasilone podrażnienie miejsc intymnych, to za chwilę może dojść do zakażenia dróg moczowych.
      Pozdrawiam,
      Beja

      Usuń
    2. Kupiłam tą maść Hydrocortisonum plus smarowałam także Alantanem. Wysypka zeszła mniej więcej, ale nadal zaczerwieniona skóra, widocznie trzeba czasu aby po depilacji się zregenerowała. Oczywiście łykam też polecaną przez Ciebie żurawinę i Calcium.
      Beja - dzięęęęękuję!

      Kornelia

      Usuń
    3. Kornelio, cieszę się, że mogłam pomóc. Trochę musi minąć czasu zanim skóra dojdzie do siebie. Kuruj się dalej, a wszystko będzie dobrze :-).
      Beja

      Usuń
  13. Cześć.
    Wiem, że nie od tego jest ten blog, ale mam pytanie, którego nie zadałabym na innym blogu, bo akurat Ty prezentujesz w blogosferze nieporównywalny poziom pod względem trądziku.
    Mianowicie: czy mógłbyś polecić jakiegoś lekarza-dermatologa we Wrocławiu?

    Ci, na których trafiłam, wyraźnie boją się retinoidów i polecają jakieś maści cynkowe i inne specyfiki, które mogą wspomagać leczenie kilku wyprysków, ale nie rozwiązują problemu. "Bo retinoidy to za mocne" - a ja od ponad roku walczę z podskórnymi gulami, które pojawiają się w różnej częstotliwości na twarzy, a co dziwne - głównie na lewym policzku. Już nie wiem co robić. Lekarze mnie zbywają, bo ogólnie nie mam baaardzo złej cery, ale teraz np. na tym lewym policzku mam ok. 6 dużych podskórnych pryszczy. Szukam lekarza, który pomoże mi uporać się z problemem całościowo.
    Czy znasz kogoś takiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie leczenie stosowałaś do tej pory oprócz wspomnianej maści cynkowej? Jak wygląda Twoja pielęgnacja? Próbowałaś diety low-carb? Robiłaś jakiekolwiek badania (mam na myśli głównie hormony)? Ile masz lat? Możesz opisać dokładniej swoje problemy z skórą?
      Bo to brzmi tak, jakbyś dotychczas tak naprawdę niewiele robiła - może okazać się, że masz jeszcze sporo innych możliwości zanim sięgniesz po najcięższy kaliber, jakim jest izo (zakładam, że chodzi Ci o retinoidy doustne, skoro piszesz o uporaniu się z problemem całościowo). Poza tym, rok "walki" to tak naprawdę niewiele, a jeśli ta "walka" faktycznie sprowadza się do maści cynkowej, no to nie ma się co dziwić, że nie działa.

      Usuń
    2. Rzeczywiście może zbyt ogólnikowo napisałam. Nie chcę przyjmować izo, bo wiem, że dałoby radę wyleczyć moją twarz używając mniej inwazyjnych kuracji. Chodziło mi o retinoidy stosowane zewnętrznie - o tych retinoidach (np. o atredermie) słyszę od lekarzy, że są do stosowania tylko przy bardzo mocnym trądziku . Raz został mi przepisana acnelec (adapalen) - stosowałam go kilka miesięcy i rzeczywiście zdarzyło się kilka razy tak, że mogłam powiedzieć o swojej twarzy "nie ma tragedii", bo liczba stanów zapalnych trochę zmalała - ale i tak wyskakiwały mi ogromne gule, przez które miałam np. czerwone pół policzka. Oprócz tego używałam też kremów z kwasem azaleinowym i glikolowym. O "wspomagaczach" typu effaclar k czy duo nawet nie mówię, bo to chyba za słaby kaliber.
      Robiłam badania krwi. Jedyna niepokojąca rzecz to dość niski poziom TSH (mieścił się w dolnych granicach, ale w mojej rodzinie niedoczynność tarczycy często występuje, więc muszę powtórzyć wkrótce badania). Czy stan cery może być związany z tym?

      Usuń
    3. Niski poziom TSH może sugerować co najwyżej nadczynność tarczycy, nie niedoczynność.

      Usuń
  14. Co Pan Doktor sądzi o tabletkach antykoncepcyjnych?

    Laura

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam. Mam na imię Julia i mam 19 lat. Trafiłam na tego bloga, gdy poszukiwałam informacji na temat, który jest dla mnie bardzo uciążliwy. Od około 5 lat moja twarz boryka się z lekkim trądzikiem. Nie było większego problemu, gdyż dermatolog przepisywała mi miejscowe antybiotyki lub retinoidy i na jakiś czas miałam spokój. Ponad rok temu pojawiły się zaskórniki głównie na policzkach i brodzie. Jeżeli chodzi o policzki, stan jest już naprawdę dobry i cieszyłabym się swoją cerą, jednak moja broda mi na to nie pozwala. Co jakiś czas miałam na brodzie bolące podskórne grudki, jednak myślam, że to zwykły trądzik młodzieńczy i przejdzie. W ciągu ostatniego roku zrobiło się jeszcze gorzej. Pojawiło się dużo podskórnych, bolących grudek, po których czerwone uwypuklenia. Nie mam pojęcia, dlaczego one nie znikają. Żadne substancje nie pomagają. Przy naciągnięciu skóry widać białe obszary na brodzie, które powodują, że broda wygląda, jakby była lekko opuchnięta i twarda. Temu wszystkiemu towarzyszy pulsowanie i czasami dość silne mrowienie, ból. Zmieniłam dermatologa i poszłam prywatnie do poleconej pani doktor. Owszem, była miła, jednak problem z brodą zignorowała i przepisała mi Epiduo oraz maść Aknemycin. Zastanawiam się, czy ten przypadek ma związek z hormonami. Boję się pójść do ginekologa i endokrynologa, bo nie chcę, żeby mi mówili, że jestem młoda i że przesadzam, a pieniądze pójdą w błoto. Czy lepiej najpierw pójść do lekarza, czy zrobić badania na własną rękę i z nimi się udać (jak tak, to najlepiej jakie badania?) W ostatnim czasie także borykałam się włosami, które wypadały garściami. Po użyciu wcierki i krzemu, problem się trochę zmniejszył. Mam także bardzo bolesne miesiączki, ból jest dużo większy niż kiedyś, ciężki do zniesienia (oprócz pyralginy nic innego nie pomaga). Trafiłam kilka miesięcy temu do szpitala na jeden dzień. Po badaniach okazało się, że to (na szczęście) tylko owulacja dała mi się we znaki. Jeżeli ktoś będzie w stanie cokolwiek podpowiedzieć (szczególnie jakie podjąć pierwsze kroki), będę bardzo wdzięczna, bo bardzo zależy mi na tym, aby opanować problem z brodą.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej Patryku,

    ja mam taki problem, że latem na szyi, dekolcie, plecach i ramionach, dokładnie w miejscach eksponowanych na słońce, pojawiają się liczne drobne, ropne wypryski, które cholernie trudno się goją. Przyznaję się bez bicia, ochronę UV traktuję w tych miejscach dość po macoszemu, bo (może to głupie, noale) boję się, że filtr zabrudzi mi nieestetycznie ubranie. Czy poza ochroną UV (i zakrywaniem ciała......) można jakoś temu zapobiec?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Cześć Patryku!!
    Co jakiś czas tu wracam i czytam sobie Ciebie i innych. Sama kilka miesięcy temu ''bieglam'' do Ciebie w akcie rozpaczy wraz z rosacea na twarzy.

    Napisałeś wtedy że potrzeba co najmniej kilku miesięcy leczenia. Ja się wtedy postarałam i ogólnie za 2 tyg leczenie sie konczy. Byla to doksycyklina 100mg przez 2 miesiace i 50mg przez kolejne 2. Wieczorem skinoren, rano lekki krem.

    Cieszę się, ze Ciebie posłuchalam bo poczatkowo lekarz zalecił antybiotyk zaledwie przez miesiąc ale juz teraz widzę, ze byloby to niewystarczające.

    Od początku leczenia skóra bardzo sie uspokoiła a po przejściu na mniejszą dawkę troszkę się zbuntowała ale tez szybko przestawiła pozytywnie na mniejszą dawkę. Tak jak pisalam zostały ostatnie 2 tyg leczenia.

    Codziennie myślę czy będzie nawrót...

    Rumień jest nadal ale już bardzo mały i jeśli stan skóry się utrzyma pozostanie tylko IPL.

    Suplementy przestalam brać ale może teraz pod koniec terapii je wprowadzę aby skóra miała trochę wsparcia po zakończeniu antybiotyku.

    Chciałam Ci tak w skrócie ''zraportować'' jak odbyło sie leczenie i z jakimi skutkami ponieważ bardzo mi pomogłeś i bardzo Ci dziekuję. Na początku z wielkim strachem odnosiłam się do antybiotyku ale na pewno skóra szybko wróciłaby do stanu sprzed leczenia gdyby ono trwało zaledwie miesiąc.

    Pozostalo jedynie wierzyć, że antybiotyk zrobil swoje a skutki nie będą chwilowe.

    Pozdrawiam Cię i dziękuję.
    Sylwia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj Patryku,
    Mam prośbę, czy mógłbyś napisać coś o dawkowaniu izotretynoiny? Jestem 40letnią kobietą, to moje drugie podejście, pierwsze było jakieś 10lat temu, zupełnie nie pamiętam przyjętej dawki. Obecnie łykam izotek, to już 4 miesiąc, dawka 30mg/dzień. Chciałbym poznać Twoją opinię o dawkowaniu. Ze względu na urlopy musiałam jednorazowo zmienić lekarza prowadzącego. Jeden zaleca stała dawkę leku przez caly okres kuracji, drugi dawkę rosnącą. Kojarzę, że zamieściłeś artykuł z info. O dawce >200mg/kg masy ciała. Jaką skumulowaną dawkę powinnam przyjąć, żeby nie było nawrotu, czy to prawda, że dawki rosnące eliminują ryzyko nawrotu choroby? Renata

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć Patryku,
    Czytam Twojego bloga od momentu jego powstania (wcześniej czytałam Twoje komentarze na blogu Ziemoliny) i zachwycam się zarówno Twoją wiedzą jak i podejściem.
    Nigdy natomiast nie brałam udziału w dyskusji w komentarzach aż do dziś gdy stanęłam przed trudnym wyborem.
    Będąc na wizycie u dermatologa z moją problematyczną cerą usłyszałam, że lekarz chce mi przepisać pochodną witaminy A czyli izotretynoinę a dokładniej Actaven 0.02 po dwie kapsułki dziennie. Nie poinformowaław mnie o skutkach obocznych (wspomniał jedynie o suchości ust i rzadszym myciu głowy), kazał napisać oświadczenie o tym, że zostałam poinformowana o stosowaniu antykoncepcji i to wszystko. Wcześniej nawet nie spytał mnie co stosowałam (a stosowałam niewiele:differin, effaclar, skinoren; żadnego antybiotyku).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi



    1. I stoję przed wyborem czy wybrać taki mocny lek (mam na to 7 dni, podobno tyle ważna jest recepta), który według powszechnej opinii to ostateczność czy szukać innego dermatologa. Według tego lekarza w wieku 22 lat powinnam być wolna od trądziku.
      Wiem, że nie podejmiesz za mnie decyzji, ale powiedz choć trochę co o tym myślisz bo boję się a chcę by ta decyzja była przemyślana.
      Choć pan dermatolog zbiera dobre opinie i jest ordynatorem w jednym z wroclawskich szpitali.

      Usuń

    2. Mniej więcej moja skóra wygląda tak ( może troszkę gorzej, plecy są gładkie) 1. http://zapodaj.net/742d28cd84dec.jpg.html
      2. http://zapodaj.net/3b72e8b5b28a9.jpg.html

      Ale po stosowaniu Skinorenu w dobrych momentach potrafiła wyglądać tak:
      3.
      http://zapodaj.net/12e68abcd4a5f.jpg.html
      4.
      http://zapodaj.net/8e534670151b7.jpg.html

      I wybacz, że to wszystko w 3 komentarzach, ale moj telefon coś nie daje rady.
      Dziękuję z góry za odpowiedź,
      Magda

      Usuń
    3. Wybacz, że się wcinam, ale twoja skóra jest w naprawdę dobrym stanie. Absolutnie nie widzę tu przesłanek do stosowania tak silnego leku.

      J.

      Usuń
    4. Dziękuję za Twoją opinię, też tak sądziłam i zszokowalam się gdy usłyszałam to.
      Aktualnie moja cera jest w gorszym stanie:
      1. http://zapodaj.net/a8b016584ae23.jpg.html
      2. http://zapodaj.net/08249df9404c2.jpg.html
      3. http://zapodaj.net/4ae321931fc9c.jpg.html
      Ale nadal nie wiem czy ten stan jest wystarczająco zły by sięgac po taki lek.
      Magda

      Usuń
  20. Patryku,
    Potrzebuję zasięgnąć Twojej opinii w sprawie mojego cholesterolu. Nie mogę tego sama jakoś rozgryźć, a od mojej lekarki rodzinnej jakoś nic konkretnego nie mogę się dowiedzieć.
    Najpierw przytoczę kilka wyników badań:
    1) 10-2013
    Ch. całkowity 200mg/dl normy z lab.:[120-200] optymalny, [200-239] granicznie wysoki
    HDL 50,02 mg/dl [>60 niskie ryzyko ch. wieńcowej]
    LDL 131,0 mg/dl [<100 mg/dl]
    TG 94,00 mg/dl [<150]

    2) 03-2014 - te wyniki są już po kilkumiesięcznym eksperymencie pilnowania się z jedzeniem :-)
    ch. całkowity 200 mg/dl [normy j.w.]
    HDL 50,8
    LDL 138,2 mg/dl [<100]
    TG 55,00 mg/dl [<150]

    3) 07-2014
    ch. całk. 204,0 mg/dl
    HDL 48,5 mg/dl
    LDL 140,1 mg/dl
    TG 77,00 mg/dl

    4) 06-2015
    tylko ch. całk. 217 mg/dl [180-220] - tu normy są inne, bo w innym lab. badanie było robione

    Mam świadomość, że te wyniki to nie jest jakaś tragedia (moja lekarka stwierdziła, że będziemy obserwować, ale póki co nie ruszamy tego), ale zastanawia mnie to, dlaczego pomimo dość racjonalnego odżywiania cholesterol sobie powolutku rośnie? Nie jadam tłusto, lubię warzywa i owoce, słodycze jadam tylko raz w tygodniu (to akurat ze względu na trądzik ograniczyłam :-)), jest regularna aktywność fizyczna, nie stosuję doustnej antykoncepcji. Mam 32 lata.
    W związku z czym mam do Ciebie kilka pytań:
    1. Na ile w przypadku cholesterolu silny jest czynnik genetyczny? Moi rodzice są od kilku lat na statynach. Jak tak dalej będzie tendencja wzrostowa to za parę lat ja też będę. A nie chcę. Wydaje mi się, że jak na mój wiek te wyniki powinny być niższe. Mam czasem wrażenie, że choćbym była o liściu sałaty cały dzień to i tak będzie cholesterol wzrastać :-)

    2. Czy można jakoś skutecznie działać lekami OTC? np. tymi, które mają niby obniżać poziom homocysteiny (B6, B12, kwas foliowy)? Omega 3? Wiem jak to wszystko wygląda w teorii, ale jak wygląda skuteczność takiej suplementacji w praktyce lekarskiej?

    3. Czy podwyższony cholesterol ( załóżmy, że gdyby był jeszcze trochę wyższy) może wpływać na jakieś zaburzenia hormonalne u kobiety?

    4. Słyszałam, że przy niewłaściwej diecie podwyższają się głównie TG - czy to prawda? Bo w moich wynikach też można zaobserwować znaczny spadek po dopilnowaniu diety, chociaż wynik i tak był prawidłowy, ale jeszcze się obniżył.

    Z góry dziękuję za wszelkie wyjaśnienia.
    Pozdrawiam,
    Beja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam się ale ponoć liczy się stosunek trójglicerydów do HDL. TR/HDL u Ciebie wychodzi 1,58 więc poniżej 2 co oznacza, że jest ok. No ale niech się specjalista wypowie.

      Pozdrawiam Mateusz

      Usuń
    2. Hej,

      > Mam świadomość, że te wyniki to nie jest jakaś tragedia

      Tu się nie ma do czego przyczepić. Trójglicerydy najlepiej wyglądały w marcu 2014, ale nie jest źle.

      Obsesja lipidogramu sprawiła, że w najmniejszych wahnięciach lipidów lekarze i pacjenci doszukują się objawień diagnostycznych i prognoz dotyczących miażdżycowego scenariusza.

      > Wydaje mi się, że jak na mój wiek te wyniki powinny być niższe

      Ja generalnie nie poruszam tych problemów w necie, bo ciężko poradzić sobie z mitami dotyczącymi cholesterolu.

      To, czy ktoś ma cholesterol całkowity 180, czy 200, czy 224 (tak do ok. 230), nie ma kolosalnego znaczenia miażdżycowego.

      Na proces miażdżycowy składa się wiele innych czynników. To nie jest żadna prosta pochodna poziomu cholesterolu, jak zakodowali sobie niektórzy.

      > Wiem jak to wszystko wygląda w teorii, ale jak wygląda skuteczność takiej suplementacji w praktyce lekarskiej?

      Regularne jedzenie tłustych ryb, awokado (kwasy jednonienasycone!), dbanie o odpowiedni dowóz magnezu, olej z kryla - to wszystko sprawdza się w praktyce znakomicie na wielu płaszczyznach.

      W ogóle kolejnym mitem jest to, że dieta to wszystko. Równie ważny (może nawet ważniejszy) jest odpowiedni rytm dobowy.

      Np. lepiej zjeść 2 pączki rano, niż pół wieczorem.

      > Czy podwyższony cholesterol ( załóżmy, że gdyby był jeszcze trochę wyższy) może wpływać na jakieś zaburzenia hormonalne u kobiety?

      Nie udzielę kategorycznej odpowiedzi. Jedno wiem na pewno: w kontekście ogólnej równowagi hormonalnej lepszy jest lekki nadmiar niż głębszy niedobór tego budulca hormonów.

      > Słyszałam, że przy niewłaściwej diecie podwyższają się głównie TG - czy to prawda?

      Niekoniecznie. Już pisałem kiedyś, że każda próba zamknięcia wpływu odżywiania na konkretne parametry w formie kilku okrągłych zdań skończy się niepowodzeniem, ponieważ różnimy się (na poziomie genomu/epigenomu, transkryptomu, etc.) i nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć kierunek zmian w metabolizmie.

      Usuń
  21. Zastanawiałam się bardzo długo nad izotekiem, do tej pory się nie zdecydowałam, mam 28lat, ponad 10 walcze z trądzikiem, po prostu się boję kolejnej dawki chemii i tak jest jej kupa wszędzie i we wszystkim... uciekam bardziej w stronę natury, ziołowe hydrolaty, mydełka, oleje i ew. kwas azaleinowy, lepsza dieta..., ale jak na razie w ciągu tych 10lat wierzbownica przyniosła mi najlepsze efekty, brałam ją 3 miesiące, już po tygodniu widziałam poprawę, teraz zrobiłam przerwę i po 3 tygodniach pojawiły mi sie 3 pryszcze, nie wiem czy to pms czy skóra znów wraca na te "złe tory". Chcę znów zacząć brać wierzbownicę, tylko moje pytanie: jak długo można brać to ziółko? Mogę brać parę miesięcy, zrobić przerwę i znów? Nigdzie nie mogę znaleźć informacji w jakich okresach czasowych można stosować wierzbownicę... Jak na razie to cudowne rozwiązanie mojego problemu, mogę brać to do końca życia, byle działało... z góry dziękuję, za jakieś info. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > ale jak na razie w ciągu tych 10lat wierzbownica przyniosła mi najlepsze efekty, brałam ją 3 miesiące, już po tygodniu widziałam poprawę

      Wierzbownica nie jest oczywiście panaceum, ale bywa narzędziem nie do przecenienia.

      Jak długo można stosować? To pytania wraca jak bumerang, a odpowiedź niestety zawsze wygląda tak samo: nikt nie wie, jakie są długofalowe efekty (na plus i na minus) stosowania naparów/wyciągów z tej rośliny. Na dzień dzisiejszy ciężko doszukać się minusów w czymś, co wykazuje właściwości antydrogenowe, przeciwzapalne i antyoksydacyjne. Znane są historie pacjentów, którzy pili to ziółko latami/dekadami (problemy z prostatą).

      Jeśli tak doskonale się sprawdza, to ja bym nie rezygnował.

      Jeśli spironolakton wyrasta na czołowy syntetyczny antyandrogen, to wierzbownicy można przypisać miano super fitoantyandrogenu (szczególnie jeśli łączy się z miętą, saw palmetto lub innymi naturalnymi antyandrogenami, np. likopenem czy olejem z pestek dyni).

      I tak jak pisałem wiele razy: z trądzikiem można *wygrać* na wiele sposobów, ale można spokojnie powiedzieć, że najlepsze rezultatu uzyskuje się walcząc i systemowo, i miejscowo (i nawet nie chodzi już o klasyczne złuszczanie/mikrozłuszczanie/retinoidy/AzA, ale o coraz szersze spektrum substancji regulujących skórę trądzikową dużo bardziej subtelnie: EGCG, karnityna, wyciągi z lukrecji, glukonian cynku - to tak z brzegu).

      W przypadku acne tarda wysokie dawki antyoksydantów uważam wręcz za podstawę (na równie ze zmianami w odżywianiu).

      Także jeśli wszystko opierałaś o wierzbownicę, to warto dorzucić choćby antyoksydanty (nawet w najprostszym wydaniu: cynk, witaminy C i E) i regularnie stosować większą dawkę witaminy A.

      Usuń
    2. Dzięki bardzo za odpowiedź :) cynk wcinam od paru miesięcy, o wit. A,C i E trochę zapomniałam, ale poprawię się szybciutko :) jakoś ludzie nie brali kiedyś tych witamin i trądzików tyle nie było, ale zakładam, że żywność jest coraz uboższa w składniki odżywcze a "bogatsza" w chemię, czasem mam wrażenie, że to jakiś spisek, żeby nas wszystkich wytruć ... ;p

      Usuń
  22. Nie mam juz sily pisac tu swojej historii. Jest taka jak wiekszosci wlasnie wracam od dermatologa z kolejna recepta na jakis cholerny kremik. Izotek mam juz za soba, niestety z glupoty przerwalam kuracje i wszystko wrocilo. Chcilalabym ponowic. Czy znacie jakiegos lekarza ktory przyjmuje w Warszawie - ale jak nie to moze byc inne miasto, i nie boi sie zapisywac izoteryny i robi to z glowa? Prosze mam juz dosyc tych pieknolicych pan dermatolozek ktore wciaskaja mi kolejne ulotki z dermokosmetykami. Od 12 roku zycia lecze to scierwo i to ze "nie ma dramatu" nie znaczy ze jest mi z tym dobrze i nie boje sie pokazac. Zwlaszcza latem bo problem nie tylko n twarzy. Tajemniczedrogi@gmail.com prosze!

    OdpowiedzUsuń

< >